IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Kamienice

   

Wydaje się, że między kamienicami życie płynie tak samo normalnie jak przed wybuchem epidemii. Jednak kilka mieszkań i lokali na parterze, nie przetrwało pierwszej paniki. Można zauważyć okna zabite dechami i wybite szyby w drzwiach za kratami. Po godzinie policyjnej, panuje tu przytłaczająca cisza i pustka.

WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
11.07

Po godzinie czternastej, ciszę w mieście przerwał odgłos przelatującej awionetki. Chwilę później, w powietrzu pojawiły się żółte ulotki, powoli opadające na dachy budynków, chodniki oraz ulice, pod nogi i wprost w dłonie mieszkańców.

Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegała przed epidemią i skutkami zarazy, zalecając pozostanie w domach, zgłaszanie widocznych śladów ugryzień oraz zadrapań u sąsiadów i znajomych.
Apelując o współpracę z przedstawicielami władzy, zalecają pozostanie w wyznaczonych bezpiecznych strefach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie szła ulicą trzymając za szelki swojego plecaczka. Szczerze mówiąc, mimo tej całej sytuacji, była całkiem szczęśliwa. Znalazła mamę, zjadła z nią śniadanie, pewnie też udało jej się dostać jakieś niezakrwawione ubrania. Co prawda ciągle brakowało taty i Briana, ale Jackie wierzyła że prędzej czy później się znajdą Mogli nawet już tutaj być, ale nie wiedzieć, że one tutaj są. Dlatego te plakaty były takie ważne.
Dziewczynka zawiesiła jeden z napisem "WARD" i jeden z "WILDWOOD INN" i z zadowoleniem się im przyjrzała. Do tego drugiego wcześniej dopisała nazwiska innych przyjezdnych, którzy się znaleźli. Kto wie, może ich rodziny też tutaj były?
Nagle można było usłyszeć przelatujący samolot. Jackie od razu się zaniepokoiła, że dzieje się coś złego, ale ulżyło jej, kiedy zobaczyła ulotki spadające z nieba. Gdyby ona tylko mogła takie pozrzucać... Brian i tata na pewno wiedzieliby gdzie ich szukać.
Schyliła się po jedną taką ulotkę i przeczytała ją. Zaniepokoiła ją ta część o ugryzieniach i zadrapaniach. Czy to tak rozprzestrzeniała się ta choroba?
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar
Z kamienicy tuż obok Jackie, wypadła dwójka młodych mężczyzn, zainteresowanych ulotkami. Wyciągając szyję w stronę nieba, jeden przysłonił sobie oczy przed słońcem a drugi rozdziawił usta, jakby chciał złapać w nie ulotkę.
Pierwszy, krótko obstrzyżony szatyn, łokciem uderzył swojego kolegę, który odwdzięczył się tym samym, łapiąc ulotkę.
- Zadrapania?
Blondyn pobladł, zerkając na swą zabandażowaną rękę, między nadgarstkiem a łokciem. Wypuszczając ulotkę, dotknął materiału i wycofał się pod budynek, przyciskając ranną rękę do klatki. Pobladł, patrząc na kolegę i zwrócił uwagę na Jackie.
Wkopie go jak nic!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie zwróciła uwagę na dwójkę mężczyzn, którzy wyszli z budynku, no bo w końcu byli najbliżej jej, a na ulicy nie było jakichś tłumów. Chyba byli równie zdziwieni tym deszczem ulotek co dziewczynka. Pewnie wyglądali dość zabawnie, próbując złapać ulotki w locie.
Najwidoczniej oni też nie wiedzieli nic o tym, że choroba przenosi się też przez zadrapania. Jackie przelotnie pomyślała o tym panu z recepcji w Wildwood Inn. Nie była pewna, czy któryś z zarażonych go przypadkiem nie podrapał. Miała nadzieję że nie.
Podniosła wzrok znad ulotki i zerknęła na tych mężczyzn. Teraz dopiero zorientowała się, czemu aż tak się dziwią. Popatrzyła na zabandażowaną rękę tego mężczyzny, a potem zerknęła na jego twarz. Nie mogła się powstrzymać i zerknęła jeszcze raz na jego rękę, a potem znowu wróciła wzrokiem do jego twarzy. Zapadła niezręczna cisza. Miała ochotę odwrócić wzrok, ale nie wiedziała, na co lepiej byłoby patrzeć. Kiedy patrzyła na rękę było tylko gorzej, a przecież nie mogła też się odwrócić i odejść jak gdyby nigdy nic.
- Wszyscy przecież dostaliśmy szczepionki, prawda? - nieśmiało spróbowała przerwać niezręczną ciszę. - Na pewno wszystko będzie w porządku. - Chyba nie zabrzmiała, jakby wszystko miało być w porządku, chociaż bardzo się starała.
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar
- Na wściekliznę!
Blondyn ze zdenerwowania podniósł głos, zaraz jednak zaciskając usta, uświadamiając sobie, że właśnie wyszedł na wściekłego. Pobladł jeszcze bardziej i wskazał koledze na Jackie.
- Wypapla!
Oskarżył dziewczynkę, na co szatyn złapał ją za ramię i pociągnął w stronę wejścia do kamienicy. Wystraszony tak samo jak kolega, spojrzał na blondynkę, garbiąc się i pochylając ku niej.
- Sama tu jesteś?
Zapytał szorstko i wlepił w dziecko ostrzegawcze spojrzenie. Jeśli tylko zechciała się wyrwać, zacisnął mocniej palce na jej ręce, nie zamierzając wypuścić. Blondyn popchnął drzwi, otwierając je przed kolegą, który najwyraźniej miał zamiar pociągnąć Jackie do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kobieta szła w cieniu rzucanym przez kamienice obserwując otoczenie. Była zła, że zabrali jej rzeczy. Nie chodziło jej już nawet o smartfona, ale o noże. Zawsze nosiła jakiś przy sobie, szczególnie w nocy, kiedy wracała z pracy, a okolica baru, w którym pracowała, nie była zbyt przyjazna, przez co Prim nie czuła się bezpiecznie. Tak było również w tej chwili. Nie zastosowała się do wskazówek, nie była w punkcie informacyjnym ani w szkole. Chciała wszystko na spokojnie przemyśleć. Ktoś mógł zwrócić jej uwagę z powodu wyglądu, ponieważ szła prawie cała upaprana w krwi Zarażonego, którego zabiła w lesie ratując Dimitra. Przemyła jedynie niedokładnie twarz i dłonie. 
Nie martwiła się jednak za bardzo, ponieważ ludzie rzadko przyglądają się cieniom, a jeśli już, to widzą tylko to, co chcą zobaczyć. A nikt jej się chyba jej tu nie spodziewał. Maszerowała więc dalej swobodnie cieniem, gdy usłyszała dziwny dźwięk dochodzący z góry. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła odlatującą już awionetkę, która zostawiła za sobą deszcz żółtych ulotek. Prim stanęła w bezruchu czekając, aż wylądują. Kiedy pierwsze z nich dotknęły ziemi, dziewczyna szybko podeszła do najbliższej z nich i podniosła ją.
-Ciekawe, nie powiem, ciekawe...-mruknęła bezgłośnie pod nosem. Znów schowała się w cień rzucając ulotkę za siebie. Nie była jej potrzebna. Nie miała tutaj żadnej rodziny ani przyjaciół, a sama nie była ugryziona, więc nie miała o co się martwić. W pewnym momencie usłyszała rozmowę, nic nadzwyczajnego, ale Prim, jak to Prim, lubi wtykać nos w nie swoje sprawy. Zwolniła kroku, i spojrzała ciekawsko na rozmawiających mieszkańców, chyba mieszkańców. Hmm? pomyślała przyglądając się blondynowi z bandażem, który, podobnie jak ona wcześniej, schował się w cień. Zaciekawienie z chwili na chwilę zmieniło się w zaskoczenie, a potem złość, kiedy to dwaj mężczyźni chcieli wprowadzić dziewczynkę do budynku. Odruchowo zacisnęła pięści.
-Hej, co wy robicie?-zadała im pytanie, starając się zachować spokojny wyraz twarzy, ale ton jej głosu brzmiał niezbyt przyjaźnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Gość
Gość
Jackie prawie podskoczyła, kiedy mężczyzna nagle podniósł głos. Szybko się rozejrzała, czy przypadkiem nikt nie zwrócił uwagi na nich i to, o czym rozmawiają, ale nikt nie wydawał się szczególnie zainteresowany. Miała wrażenie, że łamie jakieś zasady i robi coś, za co mogłaby być ukarana, ale przecież tylko rozmawiała.
- Hej! - zawołała, kiedy nagle jakiś mężczyzna pociągnął ją za ramie. Spróbowała się wyrwać, ale nic z tego nie wyszło. Poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Starała się przypomnieć sobie, co nauczyciele mówili o tym, jak zachować się, jak ktoś próbuje Cię porwać.
- Nie, umówiłam się tutaj za parę minut z mamą - skłamała. Wsadziła całą swoją pewność siebie w to zdanie i w spojrzenie temu mężczyźnie w oczy, tak żeby wiedział, że z nią nie ma żartów.
Pewnie zadziałałoby, gdyby Jackie nie zobaczyła, że chyba chcą ją wciągnąć do budynku. Nagle poczuła, że nie ma już zbyt dużo czasu.
- HEJ! POMOCY! - zawołała. Nagle wpadła na głupi pomysł, ale słyszała, że to podobno najlepiej działa. - PALI SIĘ! POŻAR! LUDZIE, PALI SIĘ! - zaczęła się drżeć, żeby zrobić więcej rabanu i żeby ktoś przybiegł.
Na szczęście przybiegła jakaś kobieta. Jackie odetchnęła z ulgą.
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar

Brunet, trzymający Jackie, syknął uciszająco na jej krzyki, które zwróciły uwagę matki z dzieckiem po drugiej stronie ulicy. Dwuletni berbeć mocniej oplótł ramionami jej szyję a kobieta rozejrzała się w poszukiwaniu innych świadków zdarzenia.
- Zostaw ją
Rzucił blondyn, wpadając do wnętrza kamienicy, na widok gapiów. Brunet poszedł jego śladem, puszczając Jackie i zatrzaskując drzwi. Po chłopakach pozostał jedynie ślad w postaci mp3, leżącej na progu budynku.
Matka z dzieckiem ruszyła w stronę Jackie i Prim, schodząc z chodnika i zaraz się wycofując przez wojskowy samochód, nadjeżdżający od strony centrum. Rezygnując z mieszania się w cudze sprawy, kobieta popatrzyła za samochodem i ruszyła w swoją stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kobieta patrzyła na tę scenkę nie mieszając się zbytnio jeszcze przez sekundę lub dwie, po czym ruszyła na facetów, chcąc, żeby puścili dziewczynę i chcąc, czy nie chcąc, musieliby ją puścić, jeśli nie dobrowolnie, to przymusowo. Pomimo niewinnego wyglądu Prim mogła być dosyć nieobliczalna, kiedy była zła. A teraz była, i to nawet bardzo. Niezbyt lubiła dzieci te mniejsze i większe. Jakoś nigdy nie myślała o dzieciakach jako o czymś przyjemnym, zawsze kojarzyły jej się z dużym obowiązkiem i wieloma problemami. Dla tego też zawsze, kiedy ktoś się jej pytał o założenie rodziny odpowiadała, że woli być pod tym względem sama. Jednak ta sytuacja wymagała czyjejś interwencji, a nikogo innego w pobliżu nie było. No, może oprócz babki z maluchem.
Mężczyźni zniknęli, kiedy Prim była już niedaleko. Uciekli, trudno. Fuknęła coś cicho pod nosem i zwróciła się do dwunastolatki.
-Wszystko okej? Zrobili ci coś?-dopytywała się. 
W tej samej chwili nadjeżdżał wojskowy samochód. No, pięknie. Ciekawe czego znowu chcą? westchnęła i odwróciła się w ich stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Gość
Gość
Dziewczynka była oszołomiona tą całą sytuacją. Niespodziewany deszcz ulotek, dwaj mężczyźni, ich dziwne zachowanie i nagła pomoc, a to wszystko w ciągu kilku minut. Jackie uświadomiła sobie w jak niebezpiecznej sytuacji była. Który to raz w ciągu tych czterech dni? Trzeci? Fakt, że przestała już liczyć był jeszcze dziwniejszy niż to wszystko, co się do tej pory wydarzyło.
Podniosła drobny przedmiot leżący na progu, trochę jakby liczyła, że on jej powie o co w tym wszystkim chodziło. Tamten chłopak chyba został podrapany. Czy on zachoruje? I czemu tak bardzo się bał, że ona komuś o tym powie? Co oni robili z chorymi? Wlepiła swój wzrok w mp3 jakby licząc, że na jej wyświetlaczu pojawią się odpowiedzi.
- Jestem cała - odpowiedziała kobiecie. Jakby na potwierdzenie tych słów przygładziła sobie ubrania, które na pewno były okropnie wymięte po tym wszystkim. Nagle uświadomiła sobie, jak często to mówiła przez ostatnie kilka dni. Gwałtownie podniosła wzrok na kobietę. - Dziękuję.
Dziewczynka też zwróciła uwagę na wojskowy samochód. Odruchowo zerknęła na drzwi za sobą. Uświadomiła sobie, że ciągle ma w ręce tę mp3, która nagle zdawała się być jakimś dowodem zbrodni i ogółem tego całego dziwnego wydarzenia. Wsadziła ją sobie szybko do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Clive szedł ostrożnie przez miasto. Mimo iż minęło parę dni, to nadal nie wiedział co się dzieje.
Trzymając szpadel w prawym ręku i mając łom i młotek za pasem, a klucz w plecaku, mógł coś tam zmyślać, że jest jakimś... ogrodnikiem? Albo że kupił narzędzia, żeby coś wyremontować.
A z resztą... Kto by się go pytał? Przecież ludzie wiedzą... chyba. Prawdopodobnie. Przynajmniej niektórzy.
Idąc tak i rozmyślając, pomyślał, że by zapalił. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i włożył ponownie dłoń w spodnie, by znaleźć zapalniczkę. Zapalniczkę, która leżała w schowku w zniszczonym na drodze aucie.
Właśnie. Ciekawe czy ktoś się tym zainteresował? Nikomu o tym nie powiedział, policji też nie poinformował, bo przecież byłby głównym podejrzanym, co do dwóch morderstw. Dwóch. Tak. Ta... bestia, kanibal, na pewno umarł, upadając na ten cholerny korzeń. A to co widział, to był wynik stresu. Ale jeżeli tak się stało, to po co nosi ten cały sprzęt?
Williams zaczął się delikatnie trząść, a jego oddech stał się nieregularny. Przez to wszystko trochę pomieszało mu się w głowie. Trochę.
Nieważne. Trzeba się ogarnąć. Mężczyzna wziął głęboki oddech, odpalił na telefonie Mogwai - Take Me Somewhere Nice, włożył słuchawki do uszu i ruszył dalej. Po chwili zauważył jakąś kobietę i dziecko. Co mu szkodzi, zapyta się, może ta dziewczyna będzie miała ognia
Podszedł, wyjął słuchawki i rzekł
- Przepraszam, nie masz może zapałek albo zapalniczki? -
Dopiero teraz zauważył że to dziecko to około dwunastoletnia dziewczynka, która wygląda zupełnie jak jego cór... Nie, nie wygląda! Jego córka była brunetką, do jasnej cholery
- Clive, ogarnij się... - rozkazał sobie w myślach i grzecznie poczekał na odpowiedź odnośnie ognia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t225-clive-williams
Prim spojrzała za odjeżdżającym wojskowym samochodem. Ym, przepraszam? Tu właśnie prawie doszło do uprowadzenia dziecka, może by ktoś coś? Westchnęła ciężko. W sumie to do niczego nie doszło. Odwróciła się znowu w stronę dziewczynki.
-Nie powinnaś tak chodzić sama. Gdzie są Twoi rodzice?- zapytała się. Na miejscu rodziców dziewczyny, nie spuszczałaby jej z oka, pomimo zapewnienia, że to bezpieczna strefa. Kiedyś i tak upadnie; dziś, jutro, pojutrze, a może za rok. Tego nie wie nikt, i nikt za szybko się pewnie nie dowie, ponieważ wojsko pilnuje wszystkich informacji jak oka w głowie. I poprawnie, Prymulce to pasowało, i tak wiemy co się dzieje. Przynajmniej Prim wiedziała, a to za sprawą wielu filmów i seriali, które z rozkoszą oglądała po pracy.
Podniosła wzrok na mężczyznę, który do nich dołączył. Przyjrzała mu się, jak to zawsze robiła z nowo napotkanymi ludźmi.
-Nie, nie mam.-powiedziała. Nigdy nie ciągnęło jej do palenia i nie nosiła przy sobie takich rzeczy, chociaż teraz tego żałowała. Kiedy...jakby się stąd wydostała miałaby czym rozpalić ogień, a teraz kaszanka.-Po co Panu szpadel?-zapytała się w sumie bez sensu, bo doskonale wiedziała, po co on go nosi. Tyle że była ciekawa, skąd go wytrzasnął. Jej zabrali większą część rzezy, w tym dwa noże. Domyślała się, że być może to mieszkaniec i po prostu ma to z domu, ale zawsze warto się pytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Gość
Gość
Ciężko było powiedzieć, co czuła dziewczynka, kiedy ciężarówka odjechała. Z jednej strony, dziwnie się czuła przy tych uzbrojonych żołnierzach, to głównie przez nich wszystko wyglądało, jakby działo się coś złego. Tyle że tą broń po coś nosili, a ona przed chwilą wołała o pomoc. Powinni coś zrobić.
Kobieta zadała najbardziej znienawidzone przez Jackie pytanie. Nie miała kilku lat, żeby wszędzie chodzić z rodzicami. Przecież to była zwykła ulica w bezpiecznej strefie, nikomu nic nie powinno się tutaj stać.
- Spotykam się z mamą co jakiś czas - odpowiedziała, mimo wszystko żałując, że nie przyszła tu z nią. Co jeśli ci mężczyźni faktycznie by ją  gdzieś wciągnęli?
Nagle, pojawił się jakiś mężczyzna. W pierwszej chwili Jackie pomyślała, że dość śmiesznie wygląda, z tym szpadlem, młotkiem i łomem. Dopiero kilka sekund później doszła do wniosku, że pewnie na zewnątrz wyglądała równie głupio z kijkiem golfowym. Jak tak na to popatrzyła, to chyba też wolałaby mieć ten szpadel, łom i młotek i wyglądać głupkowato.
Jackie też nie miała zapalniczki. Tak właściwie, to nigdy żadnej nie miała. Dziewczynka włączyła się do rozmowy, dopiero jak poruszono temat szpadla.
- To jest bezpieczna strefa, nic tutaj nikomu... - chciała powiedzieć "nie grozi", ale zdała sobie sprawę, że to nie prawda. - Nie ma tutaj chorych.
Jackie popatrzyła na mężczyznę. Miała wrażenie, że nie zachowuje się tak jak powinien, ale miała problem ze stwierdzeniem o co chodzi. Chyba chwile zajmie, zanim zgadnie.
Powrót do góry Go down
- Cho... Chorych? - zapytał z zawahaniem Clive.
Po chwili wszystko zaczęło się rozjaśniać. Faktem było, że po ,,incydencie" dość spory czas spędził w hotelu, nie wychodząc z pokoju, ale jakieś informacje powinny do niego dotrzeć.
To miało sens. To była jakaś dziwna choroba, zaraza. Z pewnością jakaś mutacja lub odmiana wścieklizny połączonej z gorączką lub grypą. Tak. Teraz cała sprawa miała ręce i nogi. Przynajmniej teraz, przynajmniej dla Clive'a.
- Szpadel? Tworzę rzeźbę i jest mi potrzebny do jednego elementu. - skłamał połowicznie
Prawdą jest, że jest artystą, ale wcale nie było to mu potrzebne do tworzenia sztuki. Znalazł go porzuconego gdzieś przy drodze. Intuicja kazała mu go wziąć, tak... na wszelki wypadek
- Więc rozwinęła się jakaś choroba, tak? Przepraszam że tak pytam, ale jestem przyjezdny, a ostatnie dni spędziłem w hotelu, więc średnio się orientuję co i jak. Domyślam się, że to coś poważnego, bo jak powiedziałaś, dziewczynko, to bezpieczna strefa, a przed chwilą widziałem przejeżdżające wojsko - zapytał Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t225-clive-williams
NARRATOR
avatar
Zza rogu wyłoniła się dwójka mężczyzn w średnim wieku. Wojskowe spodnie i buty, od razu podpowiedziały, z kim całej trójce przyjdzie się spotkać. Tym bardziej, gdy uzbrojony Clive przyciągał spojrzenie. Ciut wyższy z mężczyzn coś powiedział swemu kompanowi i ruchem głowy wskazał na Williamsa. Drugi wojskowy, bardziej umięśniony, zmrużył oczy i odczepił krótkofalówkę od pasa.
- ... paradujący po mieście. Bez odbioru.
Tylko to cała trójka mogła usłyszeć. Żołnierze zbliżyli się na odległość trzech kroków i spojrzeli na każdego obecnego. Przyglądając się przez chwilę w milczeniu, w końcu odezwał się wyższy.
- Dokąd się pan wybiera tak obładowany?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przez twarz Clive'a przebiegł szybki i krótki grymas zdenerwowania.
- No to zajebiście... Adrenalino, pomóż... - błagał w myślach, na szybko szukając kolejnego, odpowiedniego kłamstwa.
Dobra, coś znalazł. Głupie, proste, ale może zadziałać
- No a gdzie bym mógł? Do domu, rzecz jasna. Wreszcie musiałem kupić parę rzeczy do ogródka, bo to przecież żona od tygodnia mi suszy głowę, żeby te tuje posadzić i wreszcie tą komórkę wyremontować. - powiedział, najnaturalniej jak tylko się dało
Przy okazji zaczął dyskretnie się rozglądać za ewentualną drogą ucieczki. Mimo wady wzroku, był całkiem bystrym obserwatorem, biegać i skakać też umiał. Najwyżej rzuciłby gdzieś szpadel i dałby w długą, coby tylko jak najbardziej oddalić się od zagrożenia, którym aktualnie było wojsko.
Zlustrował też, jak uzbrojeni są mężczyźni i czy w razie czego jak szybko by zareagowali
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t225-clive-williams
Gość
Gość
Dziewczynka lekko uśmiechnęła się słysząc kłamstwo mężczyzny, bo po prostu uznała je za żart. Rzeźby robi się z jakiegoś marmuru albo gliny, a nie ze szpadla. Z resztą, ten pan stanowczo nie wyglądał na artystę, oni wyglądają jakoś inaczej. Mają zakręcony wąs, poplamione farbą spodnie czy coś takiego, a nie wyglądają jak typowy przechodzień.
Jackie wręcz zszokowało to, że ten mężczyzna nie wie nic o epidemii. Dziewczynka żyła tym już prawie dwa tygodnie, a od kilku dni właściwie nie myślała o niczym innym. Już chciała zacząć tłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi, choć to by pewnie było strasznie skomplikowane, kiedy zza rogu wyszli żołnierze. Musieli być w okolicy, więc pewnie słyszeli, jak wołała o pomoc. Od razu straciła do nich całe zaufanie. Chyba tego dnia straciła całą swoją wiarę w wojsko.
Może nie znała tego mężczyzny, ale rozumiała, że może mieć kłopoty, przez to że chodzi z tym nieszczęsnym szpadlem. No a to nie jego wina, w końcu Jackie też by pewnie chodziła ze swoim kijkiem do golfa przez kilka dni, jakby tylko mogła. I może ten pan nie wiedział, że to coś to choroba, ale dziewczynka była pewna, że widział chorych. W końcu z jakiego innego powodu miałby nosić ten szpadel? Przecież nie robił rzeźby ani remontu. Jemu trzeba było na spokojnie wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi, a nie naskakiwać na niego, że chce się bronić.
- Mama ciągle udaje, że ta cała epidemia nie istnieje - dziewczynka przyszła mężczyźnie z pomocą, czując, że sam może sobie nie dać rady. Trochę miała wyrzuty sumienia że okłamuje tych żołnierzy, ale kiedy sobie przypominała, że oni przecież nic nie zrobili, kiedy mogła zostać porwana, to natychmiast znikały. A chyba nawet mogliby ją wziąć za córkę tego pana, mieli nawet podobny kolor włosów.
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar
Wzdłuż prostej ulicy biegły kamienice i jeśl ktokolwiek chciał się spomiędzy nich wydostać miał tylko dwa kierunki. Za siebie, albo przed siebie, nie licząc wejść do klatek schodowych.
Clive i jego towarzyszki, z łatwości mogły dostrzec broń palną, schowaną w kaburach, uwieszonych na pasie. Żołnierzy zbliżyli się już na wyciągnięcie ręki i pokiwali głowami.
- Nie zapoznał się pan z rozporządzeniem, zakazującym noszenia ze sobą przedmiotów obuchowych i ostrych? Jesteśmy zmuszeni zarekwirować szpadel, młotek i łom. Prosimy dobrowolnie poddać się procedurze.
Jeden z żołnierzy, zrobił krok w tył i położył dłoń na broni, podczas gdy drugi gestem ręki zaprosił Jackie i Prim do ustawienia się z boku.
Jeden i drugi wojskowy, przybierając poważną postawę, jasno informowali, by posłuchać nakazów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- No żesz kurwa mać... - przeszło przez głowę Clive'a
Sytuacja nie wyglądała ciekawie, szanse w walce miał tak duże, że aż wcale.
- No nie zapoznał... - zaczął, rzucając szpadel na ziemię z głuchym łoskotem - ...bo parę dni temu wróciłem z delegacji... - ponownie skłamał, wyjmując łom zza pasa i wypuszczając z rąk - ...więc wniosek jest jeden... - tutaj młotek ,,wymsknął" mu się na bruk -...że słabo tutaj z systemem informacji. - zakończył, po czym dodał
- Poza tym, nie potrzeba robić z siebie groźnych, dziecko mi jeszcze wystraszycie... Przecież wiem, że jak służby porządkowe o coś proszą, to trzeba to wykonać -
Tak. Williams potrafił być nieznośny. Aż do szpiku kości. Ale przecież powiedział że muszą to zarekwirować. Nie uściślił dokładnie co i jak. Clive potrafił się czepiać takich detali, to fakt. Robiło to z niego naprawdę dobrego dziennikarza.
- Czy coś jeszcze? Bo tak trochę śpieszy mi się do domu, żebym ponownie dostał od żony ochrzan, że znowu tych krzaczorów nie posadzę - rzucił na koniec z przekąsem, spoglądając na dziewczynkę i puszczając jej oczko.
Cieszył się, że mu pomogła, mimo tego kłamstwa, które czuć było na kilometr. Dodawała także wiarygodności całej tej... sytuacji.
- Dobra tam, spokojnie, to tylko łom, młotek i szpadel. Nie jest ciężko takie rzeczy zdobyć... A poza tym - masz jeszcze scyzoryk i własne pięści i nogi. A, no i jeszcze ten klucz w plecaku! Będzie dobrze. Chyba. Trzeba sobie wyznaczyć priorytety. Po pierwsze - znaleźć córkę... - powtarzał sobie w myślach, by choć trochę zgładzić zdenerwowanie, stworzone tą dziwną interwencją
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t225-clive-williams
Gość
Gość
Jackie nie podobało się to, że żołnierze mieli ze sobą broń. Kiedy myślała, że faktycznie ją noszą, żeby bronić uciekinierów, jakoś była w stanie to zaakceptować. Teraz tylko kojarzyli jej się ze szkolnymi łobuzami, którzy grożą wszystkim, że mogą ich pobić.
Dziewczynka liczyła, że żołnierze puszczą ich od tak, skoro już wymyślili jakąś wymówkę, a tu się okazało, że są jakieś rozporządzenia, o których Jackie nie wie. Będzie musiała się dopytać w punkcie informacyjnym, jakie rozporządzenia wydano. Jackie ustawiła się grzecznie z boku.
Na szczęście ten pan nie wpadł na żaden głupi pomysł, nie zaczął uciekać ani się szarpać o te rzeczy. Dziewczynka miała nadzieję, że skoro już wszystko oddał, to teraz żołnierze puszczą ich i pozwolą im wrócić do siebie.
Powrót do góry Go down
Prim uniosła jedną brew i spojrzała na faceta.  Do rzeźby? Nie rób ze mnie idiotki... zdawało się mówić jej spojrzenie.
Była zdziwiona, że mężczyzna wypytuje się o epidemię. Ah, ci miejscowi. Chciała mu to wszystko w skrócie opowiedzieć, ale nie było jej to dane, ponieważ pojawili się panowie mundurowi. Prim odsunęła się na bok, kiedy jej tak kazali. Nie chciała jednak odchodzić, ten mężczyzna wydawał się być w porządku, więc chciała mu też poniekąd pomóc. Stała przez chwilę nasłuchując. I tak nie wzięli by jej za kogoś z rodziny, więc się nie wtrącała.
-Przepraszam, panowie, że przerywam, ale nie za bardzo wiem, komu to zgłosić, a wy wydajecie się być odpowiedni. Przed chwilą, kiedy przeleciała awionetka, natknęłam się na pewnego mężczyznę, który prawdopodobnie został zadrapany albo ugryziony. Miał bandaż na ręce i wyraźnie przestraszył się, kiedy przeczytał ulotkę.-zwróciła się do wojskowych próbując zmienić temat. I tak zgłosiłaby to gdzieś, nie do końca jednak wiedziała gdzie, a oni będą wiedzieć.-A na dodatek chcieli tą małą zaciągnąć do mieszkania! Na szczęście im się nie udało.-dokończyła i wskazała ruchem głowy klatkę schodową, gdzie jeszcze niedawno znikli dwaj mężczyźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
NARRATOR
avatar
- Nic nie zwalnia mieszkańców z dostosowania się do regulaminu.
Odpowiedział wojskowy, który stał przed Williamsem. Raczej nie obawiając się ataku z jego strony, który byłby aktem zupełnej głupoty, przykucnął i zebrał porzucone przedmioty.
Prostując się, spojrzał na Prim, która swymi słowami przykuła uwagę także drugiego żołnierza. Zwrócił on swą twarz na drzwi kamienicy i złapał za krótkofalówkę, przekazując komunikat, niezrozumiały dla postronnych słuchaczy.
- Rozejść się. Ulica zostaje zamknięta.
Tonem, nie znoszącym sprzeciwu, nakazał całej trójce, kiwając głową w stronę skrzyżowania. Machnął rękę, by skierowali się na koniec ulicy. Na pewno chętnie by im pomógł, jeśli nie zechcieli po dobroci.
Zza rogu wyjechał wojskowy samochód, który zatrzymał się obok mężczyzn.
Co jednak działo się dalej, przegnani cywile nie mogli dostrzec. Ulica została zamknięta.

zt wszyscy
proszę uzupełnić ekwipunki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kamienice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-