IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
NARRATOR
avatar


   
   
Ulica

   


Główna ulica miasta, którą można wyjechać z miasta. Biegnie ona od punktu kontrolnego na granicy bezpiecznej strefy i prowadzi aż do samej promenady i centrum handlowego, przechodząc obok Ratusza. Czasem przejedzie nią wojskowy samochód, jednak w głównej mierze pozostaje pusta, przez wzgląd na zakaz prowadzenia pojazdów na terenie strefy.


WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
11.07

Po godzinie czternastej, ciszę w mieście przerwał odgłos przelatującej awionetki. Chwilę później, w powietrzu pojawiły się żółte ulotki, powoli opadające na dachy budynków, chodniki oraz ulice, pod nogi i wprost w dłonie mieszkańców.

Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegała przed epidemią i skutkami zarazy, zalecając pozostanie w domach, zgłaszanie widocznych śladów ugryzień oraz zadrapań u sąsiadów i znajomych.
Apelując o współpracę z przedstawicielami władzy, zalecają pozostanie w wyznaczonych bezpiecznych strefach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
/dzień do przybyciu do Stockton/

Gdy Virginia w końcu odespała nerwy ostatnich dni (choć te nie opuściły jej na długo, bo wystarczyło otworzyć oczy następnego ranka), doprowadziła się do stanu względnej używalności, korzystając zapewne z drobnych kosmetyków wydawanych w punkcie informacyjnym i ubierając zbyt luźne, pożyczone ubrania. W szkolnej stołówce wraz z córką zjadły śniadanie, a potem znów stanęły (bądź zrobiła to sama) w kolejce do osób zajmujących się sprawami organizacyjnymi. Znów te same pytania: czy jest możliwość kontaktu z innymi punktami, czy przybył ktoś o nazwisku Ward, czy wiadomo o jakimś punkcie w okolicach Santa Barbara...
Bez większych sukcesów w kwestii uzyskanych informacji.
Nie pozostało jej nic innego, jak wybrać się do szpitala, gdzie zamierzała spytać o możliwość pomocy. Pracy. Cokolwiek. Córkę najpewniej zostawiła w jakimś bezpiecznym miejscu, albo umówiły się, że o tej i o tej godzinie mają się spotkać w wybranym miejscu. Nie chciała jej więcej zgubić.
Słońce grzało, powietrze stało, a ciszę (jakże dziwne było miasto bez ryku setek samochodowych silników) przerwał huk samolociku. Gdy kobieta podniosła głowę, zobaczyła żółty deszcz. Wkrótce okazało się, że to jakieś karteluszki. Podniosła jedną z ziemi i zmarszczyła brwi, czytając tekst. A więc to już tak na sto procent wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
Na ulicy zapanowało poruszenie, związane z przelotem awionetki i deszczem ulotek. Pośród głosów i rozmów, Virginia mogła usłyszeć pełne niedowierzania słowa, początki paniki i oburzenie skierowane w stronę pilota maszyny.
- Nic nowego! Każdy głupi wie, żeby ich unikać!
Wysoki mężczyzna po trzydziestce podniósł głos i w gniewie zgniótł ulotkę, łapiąc zaraz kolejne, które pragnął zniszczyć tak samo, jak tą ledwo wyrzuconą. Nie słuchając próśb swej partnerki, poddał się złości i chęci zniszczenia ulotek, których było zdecydowanie zbyt wiele.
- A co jeśli wojsko nas zostawi?
Ginny mogła usłyszeć szept, stojącej obok nastolatki, przyklejonej do ramienia swej bliźniaczki. Obie wpatrywały się w jedną ulotkę, będąc przerażone w równym stopniu.
- Nie zostawi.
Odpowiedziała druga z sióstr, podnosząc spojrzenie prosto na panią Ward. Skubiąc końcówki czarnych włosów do ramion, popatrzyła na kobietę tak, jakby chciała usłyszeć podobne zapewnienie od kogoś obcego. I starszego. Bardziej doświadczonego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gdy po chwili ruszyła dalej, zaczęły do niej docierać komentarze mijanych ludzi. Zerknęła przeciągle na mężczyznę, który wziął sobie za cel gniecenie ulotek. Walka z wiatrakami, no ale ludzie różnie reagują na sytuacje stresowe, prawda? Po prawdzie, Virginia też uważała, że informacja podana na ulotce wnosi niewiele nowego. Idąc dalej zauważyła dwie nastolatki, wbijające rozpaczliwe spojrzenie w ulotkę. Mogła nie patrzeć, bo zaraz to żałosne spojrzenie ją wyhaczyło i kazało się na chwilę zatrzymać.
- Dlaczego wojsko miałoby nas zostawić? Przecież są po to, by służyć obywatelom, czyż nie? - mruknęła, poruszając lekko ramionami. Aczkolwiek biorąc pod uwagę to, czego zdążyła się dowiedzieć o działalności wojska, ta służba była chyba trochę wątpliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
Obie ciemnowłose siostry, wbiły spojrzenie w Virginię. Po jej pytaniu nastała krótka chwila ciszy i nawet mężczyzna przestał się pieklić, walcząc z ulotkami. Zwrócił on uwagę na słowa Ward i wypuścił kilka ulotek z dłoni.
- A czym się pani przysłużyli?
Mimo pozornego uspokojenia, nie porzucał agresywnej postawy. Pytanie zabrzmiało jak zarzut w stronę Virginii.
- Bo nam zamknęli dziecko w szpitalu. Każąc czekać i nie pozwalając go zobaczyć.
Wyrzucił z siebie, na co jego partnerka zwiesiła głowę, pozwalając aby mysie włosy zasłoniły jej twarz. Bliźniaczki wręcz zadrżały, wymieniając między sobą znaczące spojrzenia.
- Nawet nie wiemy jak się czuje... czy się boi.
Mężczyzna zacisnął zęby i pokręcił głową, rozglądając się po ulicy. Wyglądał na zmęczonego. Troską o dziecko. Uświadamiając sobie na kogo mógł wyjść, spojrzał na swą partnerkę i przystanął obok, by pogładzić po plecach, cicho przepraszając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drgnęła ledwo widocznie. Ktoś tu był passive agressive. Nie z takimi ludźmi Virginia miewała do czynienia, aczkolwiek w obecnych warunkach znosiła takie rzeczy znacznie słabiej. Wakacje, które miały ukoić jej nerwy, zmieniły się w koszmar.
Popatrzyła na mężczyznę, zaciskając wąsko usta. Przeniosła wzrok na kobietę obok niego. Doskonale wiedziała, jak źle musiała się czuć. Jak musiała być zdruzgotana. Mężczyzna również, choć on reagował gniewem.
- Niczym - odparła w końcu cicho, z westchnieniem. - Niczym. Ale może... - podniosła znów spojrzenie na parę. - Może ja mogłabym jakoś państwu pomóc. Właśnie tam idę, do szpitala, zapytać czy potrzebują pomocy. Jeśli tak, może uda mi się dowiedzieć czegoś o państwa dziecku - ta jej przeklęta empatia, jakżeby inaczej, nie pozwalała przejść obojętnie, gdy miała szansę coś zrobić. Miała tylko nadzieję, że nie pożałuje swoich słów. Ale czy na miejscu tej kobiety nie chciałaby, by ktoś jej pomógł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
- Naprawdę?
Wyrwało się kobiecie, która spojrzała z nadzieją na Virginię i uczepiła się ramienia męża. Nieznajoma wyglądała na słabą i kruchą, jednak słowa Ward, ewidentnie wlały w nią nowe siły. Wyprostowała się i spojrzała jakoś inaczej. Jakby odsuwając od siebie lęk o przyszłość.
- Jestem Clara White, a to mój mąż Tom. Nasza córeczka ma osiem lat. Mathilda. Naprawdę może się pani dowiedzieć? Boże drogi, nie wiem jak pani dziękować.
Mężczyzna spoglądał na Virginię, coraz bardziej się uspokajając. Odetchnął i uśmiechnął się do żony oraz pani Ward.
Bliźniaczki w międzyczasie wycofały się pod budynki, skąd odeszły w swoją stronę, przytulone do swych boków i cicho rozmawiające. O czym, nie można było już dosłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trochę wystraszyła się tym, jak wielka nadzieja pojawiła się na twarzy kobiety. Dać nadzieję, to jedno, najgorzej było ją odebrać. Virginia mimo wątpliwości zdobyła się na uprzejmy uśmiech.
- Virginia Ward - przedstawiła się, kiwając parze lekko głową. Mąż Clary wydawał się uspokajać, co było chociaż jakimś plusem tej sytuacji.
- Cóż... - zaczęła, przenosząc spojrzenie ponownie na Clarę. - Nie chcę państwu zbyt wiele obiecywać, bo naprawdę nie mam pojęcia, jaka jest sytuacja w szpitalu... Ale jeśli tylko będę miała możliwość... - urwała wymownie, dając im do zrozumienia, że będzie pamiętać o małej Mathildzie.
Zerknęła za nastolatkami, chwilę zezując na porozrzucane po ulicach ulotki.
- Państwo są stąd, ze Stockton? Jak mogłabym was znaleźć, skontaktować? Nie mam telefonu - westchnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
Clara uniosła dłonie jak do modlitwy i pokiwała głową energicznie, najwyraźniej rozumiejąc co Virginia chce powiedzieć. Jednak to spojrzenie pełne nadziei, podpowiadać mogło, że wcale nie sądzi, by kobieta nie wywiązała się z obietnicy.
- Tu zaraz, nad sklepem krawieckim. Ten z zieloną markizą.
Głową wskazała kierunek w którym się znajdował i uśmiechnęła do Virgini. Clarę i jej męża przestały interesować ulotki. Na nowo poczuli nadzieję, związaną z odzyskaniem córki.
- Dziękujemy. Bardzo dziękujemy.
Wyszeptała jeszcze Clara i objęła męża w pasie, spoglądając na niego z uśmiechem. Jedno spotkanie i jedna chwila, zdała się ściągnąć z ich ramion wielki ciężar i lęk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odpowiedziała uśmiechem - tego wyrazu nie widziała w ostatnich dniach zbyt często na twarzach spotykanych ludzi, zastępowały go raczej strach, zmęczenie, niepokój. Te twarze, które ostatnio widywała, ściągnięte były stresem. Zresztą jej własna nie była w tej kwestii wyjątkiem. Chociaż wczorajsze odnalezienie Jackie i z jej barków zdjęło wielki ciężar.
Pokiwała głową, zapamiętując miejsce, które wskazała Clara.
- W takim razie... Mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce - powiedziała w końcu, w myślach dopowiadając sobie, oby powód do spotkania był dobry, a nie zły. Między innymi dlatego lubiła pracę na oddziale psychiatrycznym. Rzadko wymagało to od personelu przynoszenia rodzinom tych najgorszych wieści. Chociaż na choroby psychiczne też reagowali różnie.
Pożegnawszy się z państwem White, Virginia ruszyła dalej w obranym przez siebie kierunku - do szpitala.

---> jw
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
STOCKTON
avatar
/ Ze sklepów


Czarnoskóry mężczyzna biegł ile miał sił w nogach by jak najszybciej uciec przed niebezpieczeństwem. Gdy zorientował się, że jest bezpiecznie mógł działać dalej podszedł do pobliskiego kosza na śmieci iwyrzucił stary więzienny uniform i powiedział pod nosem.
-Jestem wolny
Zaczął się powoli przebierać, biały podkoszulek włożył do plecaka, założył jedyną czarną koszulkę a na nią bluzę w kapturze w tym samym kolorze, oraz dresowe spodnie, był wieczór więc teraz ciężko będzie go zobaczyć tym bardziej że jest czarny. Kaptur miał oczywiście na głowię dzierżąc pałkę w ręku szedł przed siebie poszukiwał jakiegoś samochodu, bądź innego środku transportu, z którego mógł się ulotnić z miasta i by nie popełnić żadnego błędu jak lekkomyślne wyjście ze sklepu, które omal nie kosztowało go utraty cennego życia to starał się iść cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t259-valck-bowers
/ ze sklepów
Kobieta biegła przez cały czas, pomimo tego, że zapewne już dawno jej nic nie groziło. Na razie. Z kolejnymi metrami zaczęła zwalniać biegu i już po jakimś czasie szła w miarowym tempie regulując oddech. Miała nie najgorszą kondycję, ale szczerze mówiąc, cholernie się bała, dlatego trochę bardziej się zdyszała. 
Pokonywała kolejne metry nie rozglądając się wcale, więc nie dostrzegła Valck'a przebierającego się przy śmietniku, chociaż była niedaleko. Obecnie chciała wydostać się ze śmiertelnej pułapki, jaką było miasto. Po cichu liczyła, że znajdzie samochód, jednak nie za bardzo wiedziała, jak takie auto odpalić bez kluczyka. Dlatego zapewne zostało jej tylko możliwość przemieszczania się piechotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Gość
Gość
- Nareszcie! – wrzasnęła, gdy ujrzała wreszcie główną ulicę miasta. Miała olbrzymią nadzieję, że zaraz za nią znajdzie się Samuel. Dźwiganie zdobytych rzeczy stanowiło niemały problem… poza tym to on posiadał jedzenie, picie, i inne gówna, które mogłyby pomóc im przeżyć. Anabelle była rasową idiotką, nie mogłaby zająć się prowiantem, i piciem.

Zresztą, mniejsza, była wolna. Najważniejsze było to, że wreszcie wydostała się na swego rodzaju wolność. I nie chodziło o więzienie…
Samuelku!*

*Anabelle nie poznała jego imienia.


Ostatnio zmieniony przez Anabelle Bateson dnia Pon Lut 20, 2017 11:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Kiedy silnik zadziałał po pierwszym przekręceniu kluczyków w stacyjce, Alice wydała z siebie okrzyk radości. Miała wszystko, czuła się jak królowa życia, szos i survivalu. Co prawda tęskniła za maczetą, ale teraz najważniejsze było opuścić Stockton. Rozmyślała o powrocie do Twain Harte. Nie wiedziała co mogłaby robić ze swoim życiem z trupami za płotem. Jechała intuicyjnie, dosyć niepewnie więc pewnie pojazd był już porysowany. Zanim zorientowała się gdzie się włącza światła kogoś lub coś potrąciła. Parła jednak na przód. Jedzie, jedzie wóz na śledzie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t79-npc-alice-maxwell#144
NARRATOR
avatar
Postacie: Samuel Dickinson, Valck Bowers, Primrose Burner, Anabelle Bateson, Alice Maxwell

Przy sklepach nie było czasu na zwłokę i jeśli ktoś dalej tego nie rozumiał, mógł marnie skończyć. Uciekinierzy ze sklepów zostawili za sobą największy chaos, jednak nie pozbyli się problemu zupełnie. Docierając do skrzyżowania ulic, mieli widok na przystań w oddali, ratusz niedaleko niego, posterunek wojskowy, przez który dostali się do bezpiecznej strefy. Miejsce już opuszczone, chociaż ogrodzenie stało nadal. Za nim majaczyły jakieś sylwetki, chociaż nie można było się zorientować kim one były.

Do uszu wszystkich dotarła eksplozja, a nad budynkami w oddali, niebo rozjaśniło się od pożaru.

Zza rogu od strony szkoły, wyjechał autobus szkolny, a dwie nieuważne osoby, uciekające z przystani, odbiły się od maski. Alice nie panowała nad pojazdem. Jego bok został już parę razy zarysowany o słupy i budynek. Panna Maxwell mogła dostrzec znajomą twarz - Anabelle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Rozjaśniający niebo ogień zdawał się ogarniać jej oczy bez końca. Dziewczyna podskoczyła gwałtownie, i rzuciła się w kierunku stojącego najbliżej Samuela. To dziwne, ale przez czas ucieczki zdążyła mu zaufać. Był jedyną osobą, z którą mogła poczuć się w miarę bezpiecznie, oraz jedyną, która potrafiła zadbać o jej zdrowie. Problem tkwił w tym, że nie potrafiła tego wszystkiego wytłumaczyć. Może potrzebowała ojcowskiej opieki? Prawdziwej. Ewentualnie myślała o własnym dupsku, prawdopodobne.
Nie. Jasnym było, że rozdzierający jej uszy dźwięk musiał otrzymać jakąś żywą reakcje. Tak się stało, że ogarnęło ją to do reszty. Nie ruszała się przez dłuższy czas. Stała, i patrzyła… Dopiero nadjeżdżający autobus szkolny, i niewidoczny dla jej brązowych oczu kierowca, zmusiły ją do zrobienia… czegokolwiek. Spojrzała błagalnie na Samuela, i spróbowała pociągnąć go za sobą – byle uniknąć pojazdu.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Bowers przebrał się i zaczął przeszukiwać okolicę w poszukiwaniu auta. Gdy nagle nastąpił wybuch, a potem pożar.
-Co to do cholery było..
Obserwował okolicę nie widział nikogo żywego ani truposzy, było strasznie pusto. Szedł piechotą powoli rozglądając się uważnie, za swoim celem wszystkie auta, które zobaczył nie nadawały się do niczego, zostały rozgrabione czasem nawet z opon w sumie nic dziwnego, wszystko się przyda w tych apokaliptycznych czasach. Gdy szedł pośród tej ciszy zobaczył dziewczynę i mężczyznę rozpoznał ją, bo z jej ręki wypadł jej dezodorant, który wpadł mu pod nogi w czasie walki z martwym. Mężczyzny nie znał, ale to co go zaskoczyło najbardziej to dźwięk silnika autobusu.
Szkolny autobus jechał z dużą prędkością, kierowca za pewne nie panował nad pojazdem, najgorszy był hałas, który ten pojazd wywoływał, ale z drugiej strony, Bowers miał pojęcie jak się jeździ może nie autobusami, ale ten pojazd mógł być jego ostatnią deską ratunku, aktualnie musiał go uniknąć bo jechał prosto na tą dwójkę i na jego, gdy uznał że jest bezpiecznie tzn nie ma w okolicy martwych i pojazd raczej go nie potrąci postanowił krzyknąć by kierowca go usłyszał
-Hej zatrzymaj się potrzebuję pomocy !
Nie miał wielkich nadziei, prawdopodobnie pojazd minie go i pojedzie dalej, a on będzie musiał iść do bramy wyjściowej sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t259-valck-bowers
Od momentu, gdy zawracali, próbując jeszcze wymknąć się panującemu wokół chaosowi, Samuel biernie podążał za dziewczyną, choć chwilę temu było odwrotnie. Najpierw zastanawiał się, co zrobić z nadchodzącą dwójką proszącą się o guza, a potem skierował myśli ku większemu problemowi - coraz większego zamieszania, krzyków, ofiar. Stał obok Anabelle, gdy na ulicę wjechał na pełnym gazie autobus. Otworzył nieco usta, przyglądając temu, jakby nierzeczywistemu, obrazkowi. Zaraz potem otrząsnął się, dostrzegając, że towarzysząca mu dziewczyna wyraźnie oczekuje z jego strony jakichś działań. 
- Biegnijmy. Mam samochód, może uda się nim uciec póki to możliwe - rzucił, tym razem to on łapiąc ją za dłoń i zmuszając do biegu. Samuel chciał szerokim łukiem wyminąć zagrożenie jakim był autobus. Trzymając w drugiej ręce koszyk z ich niewielkimi zakupami, dodał wolniej, łapiąc oddech podczas biegu: - Chcę uciec poza granice miasta. Jesteś sama?
Samuel nie zwrócił większej uwagi na nikogo innego, skupiając na tym, aby wydostać się stąd. I nie trafić na jednego z tych... sztywnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t224-samuel-dickinson
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Starała się panować nad maszyną. Chaos panujący w mieście utrudniał to zadanie. Obecnie Stockton było daleko do spokojnych, nudnych dróg Twain Harte gdzie uczyła się jeździć. Nigdy jednak nie zrobiła prawo jazdy. Jadąc włączyła w końcu światła hamując zaraz żeby uniknąć zderzenia. Dzięki reflektorom miała lepszy podgląd na to co się dzieje. Jakiś murzyn wyskoczył nie wiadomo skąd. Alice, przezornie uchyliła okno żeby Valck jej nie zaatakował i nie wyrzucił z busa. Mignęła jej twarz Anabelle, albo podobnej dziewczyny z jakimś facetem. Belardo?
- ANA?! - wydarła się z okienka. Zaraz też patrzyła nieufanie na czarnoskórego. Nie miała o nich dobrej opinii, a gdyby mieli jechać tylko we dwoje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t79-npc-alice-maxwell#144
Gość
Gość
- Było jeszcze kilku. Dorośli, dadzą rady… – chciała dodać, że tak naprawdę ma ich w dupie, że pragnie wydostać się z powoli zamykających się sideł. Problem tkwił w tym, że tak naprawdę nie chciała popsuć ich relacji. W końcu była tylko zwykłą nastolatką, słodziutką, potrzebującą pomocy dziewczyną. Musiał pociągnąć ją za sobą!
I kiedy już miała za nim biec, usłyszała głos. Zapewne ochrypły, cięższy niż wcześniej, bowiem na każdego działała wisząca w powietrzu atmosfera. Ryczący z hukiem autobus zdawał się zbliżać, i zbliżać aż w końcu… tak. Coś jej to mówiło, ale nie do końca wiedziała co. Czyżby matka? Nie. Zbyt młoda osoba! I o ile Alice ją rozpoznała, o tyle sama Anabelle nie wiedziała jak zareagować. Dlatego zatrzymała się, spojrzała na nią, a potem na Samuela, i zawołała.
- Czekaj! To… – dopiero wtedy przypomniała sobie o słowie „Ana”. Znajoma osoba, Alice, Adelaide, bądź któraś z dziewcząt z imprezy. – Alice? – wrzasnęła. Zaczęła machać wolną ręką próbując ją zatrzymać.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Valck, zdziwił się gdy zobaczył, że kierowca próbuje hamować widocznie go usłyszał. Na ulicy zaczął panować co raz większy chaos, mężczyzna z tej dwójki zaczął biec w jakąś inną stronę a nastolatka stała jak wryta. W końcu autobus wyhamował i czarnoskóry mógł ujrzeć twarz kierowcy ponieważ tajemnicza osoba uchyliła okienko. Była to młoda kobieta według niego nie skończyła nawet 18 lat, dlatego miała takie problemy w prowadzeniu tej maszyny to wszystko wyjaśniało. Autobus dla Valcka był dość ważny, miał okazję wyrwać się z tego miasta gdzieś w bezpieczniejszą okolicę. Dziewczyna zaczęła krzyczeć 
Ana? tak miała na imię ta nastolatka, która stała wryta i zaczęła machać.
Bowers nie miał chwili do stracenia, stanął tam gdzie nastolatka i powiedział do młodej dziewczyny z autobusu
-Alice tak masz na imię? nie obawiaj się mnie mam zapasy i prowizoryczną broń, potrafię też prowadzić wyrwę nas z tego gówna zaufaj mi, po co miałbym ci robić krzywdę powinniśmy sobie pomagać, każdy chcę przeżyć prawda? Otwórz te drzwi i spadajmy z tąd zanim pożrą nas truposze.
Starał się mówić dość stanowczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t259-valck-bowers
Prim szła dalej w stronę posterunku wojskowego. Może tam znajdzie jakieś auto? A może broń? Tak czy inaczej, to był jej cel. Skoro stamtąd przyjechali, to tam jest raczej wyjście. Odwróciła się od wszystkiego innego, co teraz dla niej mniej istotne i ruszyła w stronę tego całego posterunku. Słysząc zamieszanie i głosy za swoimi plecami, czy gdzie tam się ta reszta znajdowała, podświadomie zacisnęła mocnej dłoń na kawałku szkła. Również przyspieszyła. Nie chciała czasami wpaść pod autobus, kierowany przez osobę, która chyba nie umie jeździć. Wizja zostania kolacją dla truposzy też średnio bawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
NARRATOR
avatar
Na ulicy pojawiało się coraz więcej Zarażonych, kierujących za uciekającymi ocalałymi i hałasem oraz krzykami. Nie tylko z jednej strony. Zbliżali się od strony promenady, posterunku i sklepów. Płacz i wrzask wydarł się z ust kobiety, która nie uniknęła złapania przez jednego z Ożywionych. Zębiska wgryzły się w ramię, którego biedaczka nie miała sił wyszarpać. Następny chory już zbliżał się do ofiary. Tik tak, tik tak, czas uciekał.
Primrose musiała zwolnić, bo ból w kolanie się nasilił. Stłuczenie było poważne a ucieczka przed Zarażonymi nasilała objawy. Dalsza wędrówka nadwyręży nogę.
Samuel stanął oko w oko z mężczyzną z poparzoną prawą częścią twarzy. Jeszcze żył, to było pewne. Uciekając przed chorymi, błagalnie spojrzał na Dickinsona, nerwowo odwracając się za siebie. Kilka metrów za nim szła trójka Zarażonych.
Alice ze swego miejsca widziała chorych, wychodzących z bocznych uliczek. Valck i Ana również mogli ich dostrzec, gdyby tylko odwrócili oczy od Alice.


-----
Upominam, by nie usuwać z profilu wpisów Mistrza Gry dotyczących stanu zdrowia postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Anabelle nie zamierzała odrywać wzroku od znajomej twarzy. Zamierzała jak najszybciej wsiąść do kierowanego przez nią autobusu, i dostać się do bezpiecznego miejsca. Miała nadzieję, iż Alice posiadała jakiekolwiek zapasy, plany, miejsca, w których mogłyby spędzić resztę życia. Razem, osobno, z czarnym… jakkolwiek, byle bezpiecznie, i z dala od – jak to nazwał Valck – truposzów.
A żeby ten cel spełnić, musiała przekonać Maxwell, by wpuściła ją do autokaru. Nie spuszczając wzroku z jej twarzy, jednocześnie kryjąc się nieopodal tego przerażającego mężczyzny, zaczęła krzyczeć.
- To ja, Anabelle, poznajesz mnie? – dobry początek, no nie? – Nie zostawiaj mnie z tymi wariatami! Proszę! – wrzeszczała przerażona.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-