IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Most nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Most nad rzeką

   

Gdy zboczy się ze ścieżki prowadzącej od ośrodka do pola kempingowego, znajdzie się drewniany most, przechodzący nad rzeką. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się polana.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
STOCKTON
avatar
Dzień z początku zapowiadał się na całkiem przyjemny w ośrodku do momentu w którym w telewizji i radiu zaczęli głośno mówić o miasteczku gdzie przyszła na świat Amelia. Jakieś dziwne zamieszki porobiły się z Florydzie, a na dodatek gdy tylko o tym usłyszała jej rodzina nie raczyła odebrać od niej kilku długich połączeń które starała się nawiązać. Nie mogła pozbyć się myśli tego co tam może sie teraz dziać. Ludzie bywają bardzo impulsywni jeśli chodzi o przepychanki z policją, szczególnie w Florydzie. Nie pierwszy raz pewnie zakończy się do ogromnymi zniszczeniami i ulice będą wyglądać jak po przejściu jakiegoś ogromnego monstrum. No cóż... ludzie też mają siłę destrukcyjną. 
Wybrała się na spacer po okolicy, a raczej zakupiła sobie pól litrowe mocne piwo i wyruszyła gdzieś w dzicz aby odpocząć od otaczającego go hałasu istnienia ludzi. Po udziale w telewizyjnym reality show na prawdę ceniła sobie momenty w których może odłączyć się od świata i w ciszy posiedzieć z swoimi myślami. Daleko do miejsca gdzie nikt aktualnie nie przebywał nie miała. Nawet nie zdążyła wziąć łyka zimnego piwa, a praktycznie była kilka kroków od celu swojej wyprawy. Mostek wyglądał nie pozornie. Nie zbyt ciekawie jak na tutejsze widoki jakie można znaleźć oddalając się trochę dalej szlakiem turystycznym, ale też nie ma na co narzekać. Zieleń i woda są, więc to przynajmniej jakieś plusy. Zatrzymała się na środku, z gracją opierając się w stronę zachodu słońca aby przyglądać się jak ostatnie promienie słoneczne odbijają się w wodzie. Wzięła dużego łyka trunku i westchnęła dostrzegając kątem oka jakiegoś intruza nadciągającego z nikczemnym planem zniszczenia jej oazy spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Ethan jako typowy mieszczuch w Wildwood Inn czuł się jak w totalnej dżungli. Zadupiu na końcu świata, sto lat za murzynami, gdzie łącza trza było szukać po kiblach, których swoją drogą też brakowało. Takie odniósł pierwsze wrażenie po jakichś trzydziestu minutach spędzonych w tym miejscu. Prychał i pluł pod siebie co chwilę czując ten swojski, trochę plebejski zapach przypominający mu o dzieciństwie na farmie u krewnych. Nie były to fajne wspomnienia, więc naturalne, że tu też fajnie być nie mogło. No, ale jakie miał alternatywy? W końcu nie przyjechał tu bezcelowo. Po załatwieniu spraw organizacyjnych w biurze czy tam innej recepcji, gdzie z trudem udało mu się dogadać z Panią za ladą i otrzymać w końcu dwa komplety kluczy do domku - wybrał się na mały spacerek po okolicy. Zahaczył w międzyczasie do jakiegoś sklepu czy temu podobnemu i kupił sobie piwko. Pół litrowe, mocne piwko. Choć zdecydowanie miał ochotę na coś jeszcze mocniejszego coby przynajmniej w jakiś sposób stłamsić tą niechęć do tegóż miejsca. Ze światem to kontaktu nie miał, bo w telefonie mu bateria siadła, a z laptopa to nawet nie było co korzystać, bo pewnie internetu i tak nie ma. Odpuścił więc sobie i wybrał spotkanie z naturą. Przy okazji może uda mu się znaleźć obieżyświata Tom'a, który z oczu zniknął mu dawno temu. Prawdę mówiąc jednak nie bardzo interesowało go to gdzie akurat się znajdował. Kluczy do auta nie miał, więc nie ucieknie, a Ethan wiedział, że coś takiego może mu po głowie chodzić, bo w końcu chuligan z niego nieprzeciętny był.
Szedł więc przed siebie popijając co jakiś czas piwko, paląc w międzyczasie papieroska coby się odstresować jakoś. Świsty, szelesty i inne chrumkania dobiegające z krzaków bardzo go niepokoiły. Wspominałem, że Pan adwokat to to z miasta był i jakby zobaczył jakiego kalifornijskiego kojota to by się zesrał pod siebie natychmiastowo. No i szedł tak, a w zasadzie czaił się jak cichociemny rozglądając się dookoła czy aby nic się nie czai za plecami. Wyobraźnia pisała różne scenariusze. Pojebane scenariusze pojebanego człowieka. Usprawiedliwmy jednak go, że już robiło się trochę ciemno.
 Ostatecznie ścieżka doprowadziła go do czegokolwiek. Do jakiegoś mostku nad rzeczką. Romantyczne miejsce - pomyślał i uśmiechnął się, ale tylko w duchu, bo na zewnątrz to gębę miał niewzruszoną jak zawsze. Dostrzegł na ów mostku jakąś dziewczynę, która również dostrzegła i jego. Od razu odwrócił wzrok jak gdyby gówno go obchodziła. No... może w sumie gówno go obchodziła, ale chciał dać temu wyraz jeszcze bardziej. Mimo to ruszył w kierunku mostku już bardziej Ethanowo adwokackim krokiem popijając sobie kulturalnie browarka i paląc trzeciego chyba z kolei papieroska. To była jedyna droga dalej, a wracać się zamiaru nie miał. Początkowo chciał minąć ją bez słowa, nawet nie racząc spojrzeć w jej kierunku, ale ostatecznie się przemógł, no bo w końcu... "nie przyjechał tu bezcelowo", no nie? - Ładnie tu. - Wcale tak nie myślał, bo nie wiele było widać, ale coś powiedzieć już musiał. Zabrzmiał chyba za bardzo poważnie, nawet jak na takiego poważniaka jak On. No i trochę podejrzanie swoją drogą też, jak jakiś pedofil stary, więc dziewczyna mogła się przestraszyć. - Też na wakacjach? - Spytał już wysilając się nieco bardziej na serdeczniejszy ton głosu. No i wcale nie spodziewał się, że też... no bo co innego mogła tu robić? Wędkować? Kobieciarzu ty...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
STOCKTON
avatar
Trochę na tym mostku stała, tak z piętnaście minut ale to zawsze odpowiedni czas aby zdążyć coś sobie przemyśleć - chociaż w jej głowie przeważała obawa co teraz wyczynia się w Florydzie i czy jej zaparkowane przed domem auto posiada jeszcze całe szyby oraz cztery koła. Różnie to bywało w dzielnicy gdzie zamieszkiwała. No cóż, wandale wszędzie! A teraz... te wszystkie obrazy w telewizji z jej miasta wcale nie nasuwały do radości. Tak czy siak... 
Obok siebie na jednej z poręczy postawiła już trochę upite piwo i wpatrywała się w bezruchu w otoczenie. Nawet nie kręcąc głową, było dość cicho i nawet zwierzyna nie dawała oznak życia z lasu. A to bardzo dobrze - bo robiło się coraz ciemniej, a nie miała zamiaru wrzeszczeć jak mała dziewczynka gdy coś wyskoczy z pobliskich krzaków. No cóż... prawie to przewidziała. Na horyzoncie pojawiły się kłębki białego dymu papierosowego. Chwilę później na brzegu rzeki pojawił się mężczyzna. Dość szeroki i wcale przyjaźnie nie wyglądający, ale chyba tutaj ktoś usłyszy jej pisk jeśli będzie potrzeba. Z jednej strony był ośrodek, a z drugiej kampus gdzie na pewno ktoś zareaguje. Wyprostowała się i wzięła łyka browara. Lekko skrzywiła się jej twarz na jego smak. Nie przepadała za ciemnym piwem, ale niestety w pobliskim sklepie chyba sprzedaja jedynie piwo dla "prawdziwych mężczyzn" które nawet nie ma w sobie soczku malinowego aby trochę nadać słodkiego smaku. Mężczyzna powoli zbliżał się ku niej, a ona nie mogła pozbyć się gorzkiego smaku z ust co wpływało na jej niekorzystny wyraz twarzy. Zawsze wolała od razu lecieć z czystą i po kilku nie mieć problemu z wrzuceniem na luz. Z browarem... to całkiem inna historia. Trzeba się namęczyć aby wchodził bez problemu. 
Miała niewielką nadzieje, że pozostanie niezauważona lub zignorowana przez faceta. Niestety, musiał się przy niej zatrzymać i rozpocząć drętwą rozmowę - bo wszystkie tego typu gdzie powinno być "Hey, nazywam się tak i srak" było dość sztywne. - Zależy jak na to spojrzeć. Ładnie, owszem. Strasznie, również. Brak zasięgu, zbyt często. - Wzruszyła ramionami wyciągając z kieszeni spodni telefon aby spojrzeć na ledwo migającą jedna kreskę sieci komórkowej która zapewniała, że wszędzie będzie można prowadzić rozmowy. To dopiero kit. - Odpoczywam od codzienności. - Nie nazwała by swojego pobytu wakacjami bo na wakacje jeździ się do ciepłych krajów i wyleguje na plaży do późnej godziny. Tutaj po godzinie czwartej w południe zaczynały ciąć komary nad jeziorem.... Kilka sekund miała na szybkie rzucenie okiem z bliska na towarzysza. Przystojny, dobrze ubrany tylko ten smród papierosowy i ogromna butelka piwa jakoś nie wpisywały się w ogólny całokształt mężczyzny. - Hm... gorszy dzień? - Wskazała na w połowie wypity trunek i skrzywiła się lekko bo w sumie sama nie miała dnia należącego to tych lepszych. No cóż... - Mogę trochę posłuchać, chociaż nie wiem ile z tego będzie warte uwagi. Ale przynajmniej się wygadasz, a to jest dobre. Przynajmniej psycholodzy tak mówią. - Stwierdziła i wróciła wzrokiem przed siebie gdzie woda płynęła sobie z wolną w dół rzeki. Wzięła butelkę do ręki upijając niewielki łyk tego ohydnego gówna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Piętnaście minut myślenia nad czymś konkretnym to naprawdę dobry czas, zwłaszcza dla blondynki, zwłaszcza dla blondynki z big brothera, a w końcu zwłaszcza dla Amelii. Jestem pod wrażeniem, choć wyobrażam sobie jak teraz musiała ją boleć od tego głowa. Przepraszam, że nie wpadłem Ethan'em wcześniej, bo tedy zapewnie nie musiałaby się tak wysilać. 
A już będąc totalnie na serio, całe szczęście, że z Ethan'a to nie był taki chujek jak ja i nie oceniał ludzi po samym wyglądzie.Jako adwokat miał naprawdę do czynienia chyba z każdym typem osobowości i doskonale zdawał sobie sprawę, że pierwsze wrażenie często okazywało się złudne. Dlatego też nie wziął tej obcej mu blondyki za typową przedstawicielkę swojego gatunku. A już sam fakt, że przebywała tu sama mógł go skłaniać do zgoła innych przemyśleń na temat jej osoby. Chociaż człowiekiem analitycznym i dociekliwym na pewno był ze względu chociażby na swój zawód to w tym przypadku odpuścił sobie dogłębne analizy dziewczyny z piwem. Był na wakacjach, a wakacje są chyba po to by odpoczywać od pracy, prawda? Prawda. Mimo wszystko zdziwił go fakt, że kobieta dość obojętnie i bez większego rozemocjonawania zareagowała na jego pierwsze słowa. W koncu kawał chłopa z niego był, schludnie ubrany co prawda, ale wciąż kawał chłopa. Do tego źle mu z oczu patrzyło, bo taki już wzrok sobie wyrobił przez te lata. Nie dawał sobie tego zdziwienia po sobie wszak poznać, bo nie. - Też tak myślę. Prawdę mówiąc... - Rozejrzał się teatralnie po okolicy dopalając peta i wrzucając go do rzeczki niegrzecznie. - Nie są to moje klimaty. - Popił browarem zbliżając się nieco do blondynki i oparł się również o tą część do opierania (słówko zgubiłem). Było dość... drętwo to fakt, ale nie sądzę, że mogłobyć to spowodowane samą osobowością Ethan'a. Zawsze potrafił rozmawiać z kobietami, odpowiednio dostosować się do zastałej sytuacji w ich towarzystwie, jednak dziś... sam nie wiem, może to ta niecodzienna aura ich otaczająca trochę go onieśmielała, a może za mało jeszcze wypił? Naturalnie, muszę napomknąć, że rzadko kiedy przebywając z obcymi mu kobietami działał z dobrych pobudek. Jak większość mężczyzn z resztą, choć w jego przypadku na pewno nie było to na miejscu. Zwłaszcza w czasie gdy miał żonę, a i wtedy zdarzało mu się zboczyć z toru małżeńskiego (pfi). Tym razem sytuacja rysowała się nieco inaczej, bo wcale nie miał wobec dziewczyny jakichkolwiek niecnych zamiarów. Z ręką na sercu. - Pierwszy tutaj i mam nadzieje, że najgorszy. - Westchnął lekko spoglądając dość obojętnym wzrokiem na taflę wody pod sobą. Romantycznie w chuj, ale na nim nie robiło to żadnego wrażenia, bo romantyk to z niego był żaden. - Odpuszczę sobie mimo wszystko... Raczej nic wartego uwagi. A z resztą... - Pomahał wymownie dopiero do połowy opróżnioną butelką piwa. - Za mało wypiłem. - Dokończył z kwaśnym uśmiechem upijając kolejno parę łyków. Mu też nie smakowało, co z pewnością mogła dostrzec gdy tylko na niego spojrzała. Trochę dziwiła go bezpośredniość z jej strony, bo poznali się raptem paręnaście sekund temu, a ona już wyjeżdżała z czymś takim. Normalnie pomyślałby, że już dziewczę wystarczająco se wypiło, ale nie wyglądała na taką co jest już po paru głębszych. Mimo to nie zamierzał wyszukiwać w jej słowach drugiego dna, bo jak już wspominałem.... wakacje. - Psycholodzy mówią dużo rzeczy... i w zasadzie na tym się kończy ich przydatność społeczeństwu. Nie posiłkowałbym się nimi za bardzo. - Stwierdził z niechęcią. Gołym okiem widać było, że miał jakiś uraz do tych ludzi. - Jako adwokat mogę Ci jednak dać radę, że czasem lepiej trzymać buzię na kłódkę, bo nigdy nie wiesz do czego drugi człowiek może być zdolny. Nawet ten, którego wydawać by się mogło, że znasz doskonale może wszystko obrócić przeciw Tobie. - Spuentował w swoim nieco egoistycznym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
STOCKTON
avatar
No to był ciężki okres czasu, a te piętnaście minut było jej najlepszym przeżyciem bo potem pojawił się Ethan i zepsuł cała atmosferę. A już miała zmądrzeć!

Ciężko było trafić w odpowiedni klimat, szczególnie w takiej dziurze jak ta gdzie bez samochodu aby pojechać gdzieś dalej trzeba ustosunkować do cogodzinne kursującego autobusu - który nie wiadomo czy w ogóle jeszcze tutaj kursuje. Taka jeżdżąca legenda. A fakt, że większość osób poruszała się po ośrodku przynajmniej w stanie jednego piwa wypitego nie dłuższy okres niż dwadzieścia minut temu - prowadzenie pojazdu całkowicie odpadało. Wszyscy tutaj zostają uwięzieni do czasu okresu gdy opłata za wynajem domku lub pokoju wygasa. Wtedy trzeba zebrać się do kupy i spakować rzeczy, opuścić pokój oraz wrócić do prawdziwego życia. 
Dziwnie się poczuła kiedy jej ramie zetknęło się z jego. Trochę nawet ją tracił, ale nawet nie skomentowała bo nie miała zamiaru wdawać się w kłótnie z osobą którą trzyma w ręku butelkę browara. Chociaż sama pewnie byłaby w stanie rozbić jedną na jego głowie, gdyby sobie zaczął pozwalać na zbyt wiele. Była gotowa na wszelkie scenariusze - nawet te w których adwokat okazuje się psychopata. Miała by moment po uderzeniu aby uciec... w pobliskie krzaki. - Po drugim dniu robi się trochę nudno. Jedynie można zmieniać trunek i menu obiadowe. No i miejsce wylegiwania na leżaku. Kto co lubi. - Wzięła duży łyk i po odstawieniu butelki oblizała swoje usta z tej niesmacznej cieczy. Już po woli nie czułą się zbyt dobrze bo docierało do niej, że pewnie z jej ust wylatuje taki sam odór jak i z jej butelki stojącej na poręczy obok Amelii. Nie za ciekawe pierwsze wrażenie. Chociaż on cały walił papierosami... byli kwita odnośnie zapachu jaki do siebie wysyłali. A robi się takie testy na to jakie zapachy przyciągają do siebie ludzi... w tym wypadku chyba test został by oblany. - Czy to sugestia na coś lepszego do picia?- Spojrzała najpierw na swoją butelkę, a potem na jego - chyba nie musiała więcej mówić. Przydałoby im się pewnie coś smaczniejszego oraz mocniejszego niż tanie piwo z tutejszych sklepów bądź baru. Pewnie zwykłemu drwalu takie coś wchodzi bez problemu, ale osobą z miast... potrzeba czegoś lepszego! 
Powinna się bać, od razu uciec gdy tylko pojawił się na mostku? Raczej widniał na listach ośrodka i ktoś by go odnalazł, wsadził do paki za zabójstwo ślicznej i niewinnej blondynki. Najlepiej dożywocie! Dzisiaj jej zmysły były wyłączone na trzeźwe reakcje i zagrożenia. Po prostu... pociągnęła dalej rozmowę, która została niefortunnie rozpoczęta przed mężczyznę. - Teraz zaczynam się zastanawiać czy nie powinnam milczeć kiedy tutaj podszedłeś i nie odpowiadać na twoją zaczepkę o tym miejscu. Może powinnam dalej trzymać kłódkę na kluczyk. - Spojrzała na niego kątem oka i upiła kolejnego łyka. Dość dużego i chwilę butelka tkwiła przy jej ustach a piwo po prostu przelewało się przez jej gardło. Nigdy nie narzekała na swoje umiejętności przy zerowaniu piwa. - To jakiś pomysł na coś lepszego, gdzie może przestaniesz być tak zagadkowy i powiesz co cię dzisiaj dręczy. Oprócz tego miejsca - bo to dość jasne. - Postawiła swoją butelkę obok niego wskazując mu, że na niego też przyszedł czas aby dokończyć browar a potem grzecznie znaleźć coś lepszego niż to co pili do tej pory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Dziura, nie dziura... a ludzi i tak pełno. O Wilwood Inn nasłuchał się naprawdę wiele dobrych rzeczy, więc jasnym, że spodziewał się nieco więcej niż rzeczywiście zastał. Być może dlatego też tak nieciekawe było to jego pierwsze wrażenie. Co prawda oceniać nie było co, bo jeszcze za krótko tu był (ale i tak to robił), jednak już jaki taki ogólny przegląd sytuacji to sobie już wyrobił. Ale to nie było w tej chwili ważne. 
Nie wiem co sobie wymyśliła z tym stykaniem ramion, ale Ethan nic nie poczuł. Zapewne to Ona zbliżyła się do niego, bo pewnie tak się jej spodobał. O trąceniu to nawet nie wspomnę, bo to już w ogóle jakieś bzdury totalne wyimaginowane przez Amelię - blondynkę z big brothera. W końcu zachowanie bezpiecznej odległości w takich sytuacjach było kwestią podstawową. Bezpiecznej bardzo, bo z takimi to nigdy nie wiadomo. Z resztą Ethan to nie z tych co to lubili się czasem przykleić do obcej babki tylko po to by poczuć jej ciało (niektórzy tak mają). Może to jedno piwo już tak pogmatwało jej trochę w tej główce, nie wiem... Tak czy inaczej jej słowa wcale nie poprawiły humoru Ethana, a rzekłbym, że nawet pogorszyły. - Wiele dobrego słyszałem o Wilwood Inn, póki co muszę jednak przyznać, że jestem lekko zaskoczony... negatywnie. - Zaskoczony to nie był, ale jak się z góry zakłada, że będzie źle to raczej innej opcji się nie ma. Pewnie, że przesadzał, bo oczekiwania to miał strasznie wygórowane i oczekiwał zapewne nie wiadomo czego. No, taki burak po prostu trochę z niego był, czego z resztą wcale ukrywać nie zamierzał, bo nie bardzo go obchodziło co o nim myślała. Tak, jego zmysł zapachowy wyczuł nieprzyjemny odór ciemnego piwa zmieszanego z jakąś nieświeżą rybą zapewne zjedzoną na obiad - z ust blodynki. Prawdę mówiąc trochę go to irytowało i już chciał zaproponować jakieś gumy do żucia, ale zorientował się w porę, że nie ma, a i pewnie dziewczyna połapała by się w jego inicjatywie. Cóż... musiał i to przeboleć. - Koniecznie. - przytaknął delikatnym ruchem głowy i napił się znowu piwa. A, bo czemu nie? W końcu wakacje, więc poszaleć to nawet taki sztywny pal jak on może chyba, no nie? - Mhm... - Tym razem tylko zamruczał jak głodny kot proszący o łiskasa. Prawdę mówiąc nie chciał być dalej taki wylewny jak do tej pory, więc postanowił kwestię przemilczeć i pominąć. Nie sądził by blondynka była odpowiednią osobą do tego typu rozmów. Albo po prostu za mało ją znał. Spojrzał również w jej kierunku i także nieśmiało unosząc butelkę na znak średnio zauważalnego toastu upił kolejną dawkę alkoholu krzywiąc się przy tym niezmiernie. - Strasznie napastliwa z Ciebie osoba... skąd przypuszczenia, że rzeczywiście coś konkretnego mnie dręczy? - Spytał, bo przecież nie dawał po sobie znać, że jest w głębokiej depresji, myśli o samobójstwie czy też jest świeżo po zakopaniu żywcem rodzonej matki. Wciąż pozostawał niewzruszony tak ja zawsze jedynie co jakiś czas wysilając się na jakiś przejaw emocji. - Z resztą, kobiety mają pierwszeństwo. - Rzucił kolejno jasno sugerując, że mogłaby zacząć zwierzenia. Oczywiście nie wiedział, a nawet nie próbował się dowiedzieć czy rzeczywiście dziewczynę mogło coś dręczyć. Spodziewać się mógł przecież, że zaraz wyskoczy ze złamanym paznokciem albo innym typowym dla blondynki problemem. Był to więc taki trochę akt samoobrony z jego strony by odciągnąć trochę uwagę od jego osoby. Pozornie zaciekawiony dopił browara do końca w odpowiedzi na to jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
STOCKTON
avatar
Miejsce było na pewno bardziej interesujące dla całej rodziny, która posiadała przynajmniej jedno dziecko ponieważ to miejsce zapewniało im frajdę na całe dnie. Czar z ulotki pryska kiedy przyjeżdża się tutaj w pojedynkę i trzeba zorganizować sobie wolny czas. A na placu zabaw nie bardzo widziała siebie zjeżdżającej po zjeżdżali cały dzień. Jedyna opcja to huśtawka, która praktycznie cały dzień oblegana jest przez tutejsze dzieci wczasowiczów. Nawet nie puszczą Amelki przodem żeby chwilę się pobujała, wredne bachory.
- Krótkie odpowiedzi są takie wyczerpujące.- Nie przepadała za odpowiedziami, które zawierały w sobie jedynie jedne wyraz. Jak i w rozmowach twarzą w twarz, tak i w wiadomościach tekstowych. Jedna osoba się produkuje, wyrzuca z siebie milion słów, emocji i refleksji, a taki gbur jak mężczyzna stojący obok niej jest stanie wyrzucić z siebie jedno słowo, powiedziane na dodatek ironicznie. Tak krótką rozmową zdążył sobie wyrobić całą gamę minusów u blondynki - a kolor jest włosów jest znacznie akcentowany w jego przemyśleniach z jakaś dziwną aluzją do jej osoby! Po drugie. Amelia nienawidzi ryb i raczej nie było to jej ostatnim posiłkiem zanim tutaj się znalazła. To obślizgłe i śmierdzące coś w życiu nie przeszłoby jej przez usta. A pewnie ośrodek organizuje jakieś kursy wędkarskie. Cóż... całkowicie nie jej bajka. Bleh!
- Wiesz... idziesz w pojedynkę. Chmura dymu papierosowego unosi się za tobą przez przynajmniej dwa papierosy i browar. Na pewno gdyby nic cię nie dręczyło byłbyś w takim stanie i robił takie rzeczy. Przynajmniej mogłeś ubrać się mniej dostojnie penetrując tutejsze krzaki, lasy i inne pierdoły. - Odpowiedziała mu w prost. Sama raczej tutaj by nie stała teraz gdyby nie chodziło jej coś po głowie i nie dawało spokoju. Po prostu potrzebowała chwili dla siebie, jak widać... towarzystwo wszędzie się za nią ciągnie. Nawet jeśli przypadkowo oboje się tutaj znaleźli. Nie było w jej myśli zwierzanie mu się. Przynajmniej nie po jednym piwie. - Ty gadasz pierwszy. Ja tylko słucham. - Cóż, przynajmniej postara się nie komentować jeśli uda jej się czegokolwiek dowiedzieć o ów Panu i jego dziwnym nastroju który oby nie przerzucił się na nią. Miała zamiar jedynie wysłuchać i rzucić w niepamięć, a chłop przynajmniej się wygada bo czasem trzeba co nie co z siebie wyrzucić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Sam chętnie wskoczyłby z radością na taką huśtawkę czy zjeżdżalnie i się pobawił jak za najlepszych lat, ale spójrzmy wprawdzie w oczy... nie wypadało. Może gdyby społeczeństwo nie było tak pozornie i na pokaz „dojrzałe” to nie byłoby w tym nic dziwnego. W końcu każdy dziad jemu podobny tęsknił za dzieciństwem, beztroskim i wolnym od wszystkiego. Ludzie krzywo by paczyli, komentowali niefajnie, a w myślach zapewne by zazdrościli, że sami tyle odwagi nie mają. Prawda.
Ethan nie skomentował jej zaczepnej dygresji poniekąd aby jeszcze bardziej ją rozjuszyć, a poniekąd bo do powiedzenia raczej nic w tej kwestii nie miał. Zmarszczył tylko znacząco czoło i westchnął pod nosem w krzywym grymasie. Nie miał tutaj zamiaru bawić się w żadne, bezsensowne gierki słowne, bo tych w domu i robocie ostatnimi czasy miał aż nadto. Nadto tak, że aż rzygać mu się od nich chciało. Jeszcze mu tego brakowało, żeby jakaś rozkapryszona blondyna, której rybą jechało z buzi mu tu cokolwiek wytykała. Zapalił więc sobie tylko kolejnego już fajka nie zwracając nawet uwagi czy Jej to odpowiada czy nie. Jak już mówiłem guzik go obchodziło z jaką lekcewagą i wzgardą na niego co rusz spoglądało. Widział to doskonale żeby nie było, że taki ślepy. - Zbyt pochopnie oceniasz ludzi. To zły nawyk, bardzo nieostrożny i nierozważny. – Skomentował jak gdyby wyprany z jakichkolwiek emocji nawet nie racząc spojrzeć w jej kierunku by odczytać jej reakcje. Wzrok tkwił mu w bezruchu na tafli wody pod nimi. Nie dostrzegał w nim wiele, jedynie własne odbicie. Najprzyjemniejszym widokiem nazwać tego nie mógł, ale raczej większej alternatywy nie miał. - Ale... doceniam bezpośredniość. Nie wielu ludzi jest na nią w dzisiejszych czasach zdolna. – Dodał nie całkowicie szczerze, ale z umiejętną sugestią. - Uparłaś się mnie jak mucha gówna... nie wiem w zasadzie... po co? – Kącik jego ust uniósł się delikatnie do góry tworząc delikatny uśmiech. Zakłamany uśmiech, bowiem do śmiechu to mu wcale nie było. Dziewczyna szczerze zaczynała go już irytować tą ciekawskością. Nie czekając na odpowiedź spojrzał w jej kierunku pytającym wzrokiem, lecz nic nie powiedział. Nie ruszył nawet głową, ani nie zmusił się na żaden wymowny gest. Po prostu ruszył powolnym krokiem z powrotem w kierunku ośrodka. Nie chciał Ją do niczego namawiać, choć można było się domyślać, że wcale nie ucieka – bo nie miał w zwyczaju. A skoro nie ucieka to raczej po cichu liczy, że blondyka pójdzie za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
STOCKTON
avatar
Słodkie dzieciństwo to każdy poniekąd miał. Czasy beztroski gdzie nikt nie zmuszał do pracy i płacenia podatków oraz rachunków. Moment kiedy dziura na kolanie w jeansach była największym zmartwieniem już dawno minęły, a kiedy ktoś chcę powrócić lub ożywić w sobie chociaż na chwilę dawno zaginione w sobie dziecko, ludzie patrzą jak na nienormalną osobę. Typowe w dwudziestym pierwszym wieku gdzie wszyscy nie podnoszą teraz oka spoza ekranu ipoda. A gdy widzą teraz dorosłego na huśtawce - zaraz drą japę, że ich dziecko nie może w spokoju się bawić.... 
Ocenianie ludzi niech zostawi dla siebie - bo on ma ja za jakąś blondynę. Kolor włosów jeszcze o niczym nie świadczy, chyba. Amelia nie uchodziła, za jedną z tych stereotypowych panienek co jak złamią paznokieć zaczynają panikować. Zdarza się, a palec nie odpadł. Przeżyje. - Komentuje tylko kogo widzę. Wolność słowa chyba mam. Adwokacie. - Odpowiedziała nie patrząc w jego stronę. Chyba nie spodobało mu się, że to jak bardzo próbuje ukryć swoje niezadowolenie z życia tylko bardziej otwiera go na ocenę świata zewnętrznego. Big Borther był eksperymentem telewizyjnym, który ukazuje że ludzie co chwilę siebie oceniają. Każde słowo, gest czy zachowanie wprowadza plusy i minusy. Jak uzbiera się zbyt dużo negatywnych cech uniemożliwiających współprace - taką osobę się po prostu próbuje wywalić z domu wielkiego brata. Życie niczym się nie różni. Jeśli ktoś, nie "współgra" cechami z takimi za jakimi przepada dana jednostka... Ich los jest już dawno znany. - Powiedział ten, który mówi co mu na myśl przyjdzie. Przynajmniej część. - Poprawiła się szybko bo w sumie nie chciała wiedzieć dokładnie wszystkiego co on sądzi o niej. Pewnie nie byłyby to zbyt miłe epitety. Czasami zdawała sobie sprawę z tego że potrafi być irytująca. Lubiła wtykać nos tu i tam. Nikt jej tego nie zabraniał. A Ethan przegapił idealnego rozmówcę, który nie oceniałby jego uczynków jaki się skłonił do tego momentu w swoim życiu. Na pewno ten wyjazd, nie jest jego wakacjami na które sam chciał się udać. - Nudzi mi się. A, że się pojawiłeś to czemu nie skorzystać z okazji. Zresztą, uczepić się? Ty pierwszy zgadałeś.- Fakt! On rozpoczął rozmowę z niewiastą na mostku, a teraz się czepia że ona zainteresowała się jego nieznajomą twarzyczką. Arogant się znalazł, zrzuca winę na niewinną Amelkę. 
Oddalał się powoli od niej. Nie wiedziała czy już się obraził, czy też zrobiło się znacznie zimniej i poszedł po jakieś cieplejsze ubranie. Sama tutaj stać już nie będzie. Piwa nie ma, towarzystwa też nie... Więc ruszyła za nim. Nic nie mówiąc, bo znów będzie gadał że jest dociekliwa! Szli w kierunku ogniska - które chyba oznaczało urodziny ośrodka. Gdzieś widziała kilka ulotek na temat tego wydarzenia w swoim pokoju. Ruszyli w kierunku miejsca, w którym można będzie liczyć na darmowy alkohol.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Most nad rzeką
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Okolice-