IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szlak turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
NARRATOR
avatar


   
   
Szlak turystyczny

   

Prosty szlak dla wielbicieli spacerów. Jego trasą przejdziemy przez las, nad rzeką, oraz stromym odcinkiem nad jeziorem. Przejście całego odcinka zajmuje niecałą godzinę, jeśli spacerowicz nie zatrzyma się przy kilku zwalonych pniach, pośród których nawet dorosły człowiek mógłby się schować.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
O.J. wybrał się tego dnia, razem z Charliem na spacer do lasu. Tak naprawdę, to wcale nie chciało mu się tu przychodzić. Zrobił to tylko dla tego, że przyjaciel wyciągnął go tu na siłę. Nie chciało mu się po raz setny tłumaczyć swojemu kompanowi, że dziewczyny wyrywa się w klubie, a nie w lesie, bo ktoś może wziąć ich za gwałcicieli i potraktować gazem, nie to żeby O.J. miał jakieś doświadczenie w takich sytuacjach...
Maszerowali więc w ciszy przez las, było cicho, spokojnie, no można nawet powiedzieć, że O.J., aż tak bardzo nie żałował, że się tu wybrał. Oczywiście nie miał zamiaru przyznać Charliemu racji. Będzie twardo obstawał przy swoim i narzekał, jak to strasznie został przez swojego przyjaciela skrzywdzony.
- I co, podoba Ci się spacer? - powiedział.
To pytanie miało być tylko wstępem, do tego, co mu zgotuje. Co do jednego mógł być pewny, to będzie ostatni raz, kiedy Charlie chciał go zabrać na łono natury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Pewnie można byłoby śmiało uznać, że byli kwita - Charliemu bowiem za cholerę nie chciało się po raz enty tłumaczyć przyjacielowi, że gdyby miał zamiar zajmować się tu tylko podrywaniem dziewczyn i upijaniem się w klubach, to równie dobrze mógłby sobie odpuścić jakiekolwiek wakacyjne wyjazdy. Przynajmniej zaoszczędziłby kasę, którą mógłby później przeznaczyć na to upijanie się. Skoro zaś do wyjazdu doszło i skoro Charlie w nim uczestniczył, to uczestniczył w nim oczywiście wraz z aparatem fotograficznym. Idąc dalej tym tropem - skoro był i Charlie, i aparat, to musiał być również ktoś, kto dzielnie znosiłby jego zamiłowanie do cykania zdjęć. Tym razem padło na O.J.'a.
I nie, wcale nie chodziło o to, że po opowieściach o facecie odgryzającym innym nosy, jakoś trochę odechciało mu się łazić po lesie samemu. No skąd. Chodziło tylko o to, by mieć jakieś towarzystwo. Nic innego. Kogoś, kto ewentualnie ratowałby aparat, gdyby Charliego miał zeżreć jakiś niedźwiedź.
Chociaż trochę nie był pewny, czy niedźwiedzie tutaj żyły.
- No jasne, jest świetnie. A trochę ruchu i świeżego powietrza cię nie zabije - tak, chyba podejrzewał, czego powinien się lada moment spodziewać. Pewnie stąd ten zbywający ton, mogący dość jasno zasugerować, że i tak nie miał zamiaru słuchać żadnego marudzenia, żadnych narzekań i ogólnie pozostać kompletnie głuchym na to, co O.J. miał do powiedzenia.
- Zamiast marudzić, podziwiaj sobie widoki, czy coś tam - zasugerował, stłumiwszy chęć roześmiania się i sięgając po papierosa. To tyle w kwestii świeżego powietrza, przynajmniej na najbliższe kilka minut...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
Jak zawsze... Charlie i ten jego głupi aparat. Nie mógł go choć raz zostawić w domu?
- Nie zabije, nie zabije. - mruknął pod nosem. - Ciekawe, czy będziesz taki mądry, jak jakiś niedźwiedź z krzaków wyskoczy?
W przeciwieństwie do swojego kompana, doskonale wiedział, że w tych lasach żyją niedźwiedzie, nie wspominając już o krwiożerczych szopach
Cieszyć się świeżym powietrzem? Podziwiać widoki? Ta jasne, jakby było jeszcze na co patrzeć, wokół były przecież tylko drzewa. No i oczywiście, bez fajki Charlie by nie wytrzymał. 
- Rak już zgłodniał? Dopiero co wypaliłeś jednego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
 8 lipca 2016 około południa

Niedźwiadków tu nie było. Już coś je zjadło. Hehehe. Pogoda dopisywała, humory także. Las wyglądał malowniczo o tej porze roku. Wszystko wskazywało na to iż wydarzenia z wczorajszego wieczoru to odosobniony przypadek z którym już nikt nie będzie miał do czynienia. Słoneczko oślepiało i skraplało pot na czołach. Dookoła panowała błoga cisza. Żadnej żywej duszy. Ani widu i słychu innych turystów, którzy lubili zagadać i podzielić się ciekawymi informacjami. Im głębiej szliście na przód tym większy syf dostrzegliście. Butelki, pety i puste opakowanie po chipsach. Drogę przeciął wam szop pracz, przystając na środku i badawczo się przyglądając. Oznakowanie wskazywało na to, że za kilkanaście metrów dojdziecie do zatoczki w której można usiąść lub rozbić obóz.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
No i świetnie - skoro już coś zjadło niedźwiedzie, to kompletnie nie było się czym przejmować. Niedźwiedzi nie było, a to tajemnicze coś zdążyło się już najeść i nie powinno się interesować dwoma studentami. Po prostu idealnie.
- Wtedy będę miał nadzieję, że najpierw zeżre ciebie, a ja zdążę zwiać - absolutnie obojętnie wzruszył ramionami, nawet nie chcąc dociekać skąd O.J. tak świetnie znał tutejszą faunę. Chociaż... no dobra, w porządku, tak podstawowe informacje jak to, czy warto było się nastawić na ucieczkę przed jakimś miśkiem, warto byłoby jednak sprawdzić przed wyruszeniem na szlak. Pewnie.
Dobrze, że wobec tego miał ze sobą znawcę miejsc występowania niedźwiedzi.
- Zrzędzisz jak moja około stuletnia ciotka. Ta, której już kompletnie odbiło i która gada ze swoimi trzydziestoma kotami, przy okazji czekając na to, aż w końcu przyjdą po nią "oni". Kimkolwiek są. Mniejsza o to, tak właściwie. Po prostu twoje zrzędzenie podnosi mi ciśnienie, więc palę - dało się to wyjaśnić prościej? No pewnie, że się dało. Chyba, że było się Charliem, który generalnie nie miał w zwyczaju tłumaczenia czegokolwiek w sposób prosty i zwięzły. O.J. i tak powinien się cieszyć, że nie musiał wysłuchiwać pełnej historii o wspomnianej ciotce. Ani jej kotach.
Pomijając fakt, że pewnie i tak ani ciotka, ani koty nie istniały naprawę...
- O, masz swojego niedźwiedzia - mruknął pod nosem, trochę niechcenia podnosząc aparat, by pstryknąć zdjęcie szopowi. - Świetnie. Szop i kupa śmieci. Właśnie po to się wychodzi do lasu, no jasne...
Patrząc na zrobione przed momentem zdjęcie, nawet nie zwracał za bardzo uwagi na to, dokąd ta właściwie szli i czy oznakowanie mówiło cokolwiek na ten temat. No bo co to za różnica? W zasadzie aktualnie O.J. pewnie mógłby nawet spróbować skierować ich na drogę powrotną do domku, a Charlie pewnie i tak nie zorientowałby się zbyt szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
Oczywiście, wszędzie śmieci! Ludzie to naprawdę o nic nie dbają. Czy tak ciężko wyrzucić papierek do śmietnika?
- Patrz, - wskazał palcem na stertę śmieci. - masz tu te swoje piękne widoki.
W sumie to fajnie, że nie było niedźwiedzi. Tylko co je zjadło i dlaczego miałoby nie zjeść nas? 
Skąd wiedział, że są tu niedźwiedzie? No nie wiem, może z lekcji w podstawówce? Naprawdę Charlie nie miał o niczym bladego pojęcia, no oczywiście nie licząc tego głupiego aparatu...
- No faktycznie, mnie mógłby zjeść pierwszego, bo od Ciebie tak jedzie fajkami, że nawet niedźwiedzie się brzydzą. 
Charlie naprawdę zaczynał go powoli wkurzać, a historii o ciotce nawet nie chciał komentować. 
Głupiec lekceważył szopy, jakby nie wiedział, że to groźnie drapieżniki, a na dodatek przenoszą wiele chorób. 
Oznakowanie wskazywało na to, że zbliżają się do jakieś zatoczki, nie było jednak sensu się tam zatrzymywać, czym szybciej stąd wyjdą, tym lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Szop wyprostował się dostojnie do zdjęcia po czym zaraz zniknął w krzakach zostawiając na środku zapachową niespodziankę. Im dalej szliście tym więcej śmieci napotykaliście. O.J prawie potknąłby się o wpół zakopaną w ziemi puszkę konserwy. Ludzie zdecydowanie nie zasługiwali na szczodrość Matki Natury. Nie zatrzymując się, dotarliście do zatoczki, która wyglądała jak jedno wielkie pobojowisko. I nie chodziło tu o stertę śmieci. Poprzewracane namioty, porzucone przedmioty i dziwne, trudne do zidentyfikowania ślady wskazywały, że stało się tu coś złego.

Gdybyście zdecydowali się podejść bliżej i przyjrzeć namiotom to dostrzeglibyście lodówki turystyczne, książki, niedokończone jedzenie i porzuconego addidaska. Oryginalnego. Było tu wiele rzeczy z którymi nikt ot tak nie chciałby się rozstawać. Laptop na przykład. Z jabłuszkiem. Od północy powiał ciepły, lekki wiaterek niosąc za sobą smrodka. Straszliwego. Czymże byłby człowiek bez wrodzonej... Ciekawości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przecież nie próbował tego cholernego szopa łapać i przytulać licząc na to, że zostaną przyjaciółmi na całe życie. Po prostu zrobił mu zdjęcie. Wniosek - nie lekceważył szopów. Zwłaszcza, że ten nie wyglądał na jakoś szczególnie groźnego. O ile tylko pamiętało się o tym, żeby ominąć zostawioną przez niego niespodziankę.
- No widzisz? A to tylko jedna z wielu zalet palenia - jasne, przynajmniej żaden misiek nie uzna go za apetyczną przekąskę. Dopalił papierosa, niedopałek rzucając beztrosko na ziemię. No bo skoro już i tak był tu syf... to po co się przejmować?
Przystanął natomiast, kiedy dotarli do pobojowiska. Bo to już jednak nie wyglądało jak zwykły bałagan zostawiany przez turystów, a w związku z tym... mogło wydać się ciekawe. Na tyle, że powinno dobrze prezentować się na zdjęciu. Bo owszem, absolutnie nie powinien dziwić fakt, że widząc przed sobą ten rozgardiasz, Charlie w pierwszym odruchu ponownie uniósł aparat, żeby zrobić ciekawe zdjęcie. Dopiero w kolejnej chwili zmarszczył w zamyśleniu brwi, z czystej ciekawości robiąc kilka kroków w stronę całego tego pobojowiska.
- Okej, to już jest trochę dziwne... - mruknął oglądając się na O.J.'a. Zaraz też skrzywił się z niesmakiem, kiedy do jego nozdrzy dotarł przygnany wiatrem odór. - I co tu tak wali?
Fakt, rozejrzał się w pierwszej chwili za źródłem zapachu. Dość szybko jednak musiał przyznać w duchu, że chyba jednak nieszczególnie był aż tak ciekaw, by chcieć osobiście przekonać się, co mogło tak cuchnąć. Nie byłby jednak sobą, gdyby powstrzymał się przed zrobieniem jeszcze kilku zdjęć, tym razem z nieco mniejszej odległości. Nawet mimo tego smrodu trzeba było bowiem przyznać, że wszystkie te porzucone rzeczy wyglądały co najmniej intrygująco. I nie były raczej zbyt częstym widokiem w lesie, więc na pewno warto było dla nich poświęcić trochę miejsca na karcie pamięci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
Sytuacja naprawdę nie wyglądała ciekawie, a po wydarzeniach z ogniska, O.J. nie specjalnie miał ochotę bawić się w poszukiwacza przygód. Obozowisko wyglądało jak pobojowisko, po ataku niedźwiedzia, co było jednak mało prawdopodobne. Raczej ktoś po prostu za dużo wczoraj wypił i teraz śpi gdzieś w krzakach, a obozowiskiem zajęły się szopy i to pewnie również one odpowiadają za ten smród...
W przeciwieństwie, do swojego kolegi nie podszedł bliżej żeby się przyjrzeć całemu miejscu. 
- Napatrzyłeś się już? - krzyknął do Charliego. - To pewnie sprawka twojego futrzanego przyjaciela. Chodźmy już. Im szybciej wrócimy do cywilizacji, tym szybciej się schlejemy. 
Oczywiście alkohol nie był jedynym powodem, dla którego mieliby stąd iść. O.J. miał po prostu złe przeczucie, co do tego miejsca, a po akcji z wczoraj, kiedy to je zlekceważył, wolał nie popełniać drugi raz tego błędu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Prim wyszła do lasu w bardzo ambitnym celu. Tym celem było robienie zdjęć różnym rzeczom swoim smartfonem a później, już w swoim domku, przerysowanie ich. Szła szlakiem rozglądając się na wszystkie strony. Wzięła ze sobą wszystkie rzeczy oprócz ubrań, oczywiście. Już z jakiejś odległości zauważyła mężczyzn, ale jakoś średnio się tym przejęła. Byłaby ich dogoniła gdyby nie to, że co rusz zauważała śliczne motyle, kwiaty i inne takie co w lesie można zobaczyć. Strasznie nie podobało jej się, że jest tu tak pełno śmieci. To wręcz nienaturalne, że tyle tego tu jest. Huragan tutaj przeszedł?
W końcu podążając szlakiem śmieci, dotarła do zatoczki, gdzie byli już studenci. Rozglądnęła się uważnie. Armagedon. 
-Co tu się stało?-powiedziała, niby do siebie, ale i tak mógł ją usłyszeć przyjaciel pana robiącego zdjęcia temu pobojowisku, ponieważ stała niedaleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
NARRATOR
avatar
Będzie krótko, ale na temat. Nikt fantów nie zbiera. Sielankowa aura zdecydowanie nie pasowała do tego co mieliście przed oczyma. Ciszę przerwał trzask nastrajanego radia. Ktoś pozostawił radioodbiornik w stercie śpiworów i połamanego namiotu.
- Stan. - trzask. - Wyjątkowy. - trzask. - Appp...eeeluje się.. - trzask i tak trzeszczało na dobre.
Zawiało Wam prosto w twarze przynosząc ponownie ten niemiły zapaszek. Do uszu Primrose dobiegło jęknięcie. Ciche ale wyraziste. Gdzieś tu leżał jakiś żywy człek, tylko gdzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gdyby wiedział, że O.J. będzie aż tak zrzędzić, to pewnie zabrałby ze sobą Fairy. Albo Lalice. Albo jakiegoś przypadkowego przechodnia, gdyby akurat takiego spotkał.
- Idę. Nie zrzędź już - powstrzymał się od wyrażenia wątpliwości co do tego, czy szopy mogłyby zrobić aż taki bałagan. W końcu to O.J. aktualnie robił za znawcę tutejszej fauny, Charlie za to mógł co najwyżej obfotografować szopy i bałagan, zrobiony rzekomo przez nie. I w zasadzie nawet trochę kusiło go, żeby trochę dokładniej rozejrzeć się w tym całym rozgardiaszu, przez moment chciał nawet zignorować narzekającego O.J.'a, ostatecznie jednak... podarował sobie. Możliwe, że to przez wzmiankę o alkoholu, a może po prostu uznał, że i tak nie znajdzie już zbyt wiele obiektów do sfotografowania.
Odwrócił się ponownie w kierunku przyjaciela, z pewnym zaskoczeniem dostrzegając obecność kogoś, kogo z całą pewnością nie było z nimi wcześniej. Punkt za spostrzegawczość.
- Cześć, to chyba nie twój bała... - nie dokończył pytania, dosłyszawszy gdzieś w stercie namiotów i śpiworów trzaski radia. Zmarszczył brwi, okręcając się znów na pięcie, żeby zerknąć w stronę, z której - jak sądził - dochodził dźwięk. - Słyszeliście to?
Generalnie pewnie nie przejąłby się za bardzo jakimś tam trzeszczącym radiem, ale... stan wyjątkowy? Niewiele co prawda dało się wywnioskować z czegoś, co było tak bardzo wyrwane z kontekstu, jednak mimo wszystko brzmiało niepokojąco. Na tyle, żeby tym razem Charlie odpuścił sobie chęć zaspokojenia ciekawości.
- Okej, zwijamy się stąd, niech ci będzie - rzucił w kierunku O.J.'a, tym razem bez zbędnej zwłoki wracając do miejsca, w którym stało tamtych dwoje i zamierzając następnie skierować się z powrotem do domku. Albo wcześniej do sklepu, jeśli miałoby się okazać, że dziewczyny nie zaopatrzyły wcześniej lodówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
Wi-fi w pokoju przestało działać wieczorem - Jacq poszła spać wcześniej, licząc na powrót internetu nad ranem, gdy wszyscy odsypiać będą ognisko, zapewne pełne alkoholu, i sieć nie będzie tak obciążona ruchem. Poranek jednak nie przyniósł naprawy. Ojciec i jego panna, śpiący w oddzielnym pokoju, zapewne wciąż jeszcze znajdowali się w objęciach Morfeusza, więc blondyneczka, po prysznicu, czekając aż długie włosy naturalnie wyschną wepchnęła w uszy słuchawki podłączone do komórki i zaczęła czytać.
Powieść zaczynała się zbliżać powoli ku końcowi, włosy wyschły, internetu nadal brak - Jacq wrzuciła na siebie luźną koszulę bez rękawów i dresowe rybaczki. Rozczesała jeszcze włosy, zawiązała ciasno trampki sięgające ponad kostkę, przerzuciła ponad głową ramiączko tkanej w a'la Indyjski wzór torby po czym wybyła z pokoju, wciąż słuchając muzyki. Skierowała się ku leśnej ścieżce, licząc na odnalezienie spokojnego miejsca, gdzie mogłaby dokończyć powieść.
Przez muzykę słyszała jak trzeszczała ścieżka pod podeszwami trampek - nie lubiła męczyć bębenków zbyt głośnym nastawianiem dźwięku. Znała też swoją playlistę z grubsza na pamięć. Wiedziała, że żadna z piosenek nie zawiera głośnych dźwięków przypominających trzeszczenie radia czy ludzkie rozmowy. Wyłączyła muzykę, owinęła słuchawki wokół komórki. Wrzuciła oba urządzenia do torby i dopiero gdy uniosła głowę dostrzegła ludzi przed sobą i te wszystkie śmieci, do tej pory patrząc raczej na czubki własnych butów, skupiając się na oddychaniu ustami, by nie dopuszczać do nozdrzy smrodu.
Jacq nie była świadoma wydarzeń dnia poprzedniego. Wsunęła dłonie do kieszeni i powędrowała naprzód. Zatrzymała się jednak ponownie dostrzegłszy pobojowisko, zdające się być kempingiem jeszcze nie tak dawno. Blondynka podrapała się po brwi, nie wiedząc co o tym sądzić. Podsłuchała przypadkowo zamiary ludzi. Spoko, niech sobie idą, nie lubiła ludzi. Jednocześnie ruszyły trybiki w mózgu, który istniał, pomimo naturalnego blondu, poszukującego najbardziej prawdopodobnych wytłumaczeń. Em... Czyżby to był larp terenowy a nie zwykłe wczasy i tata, co w sumie byłoby do niego podobne, zabrał na niego ją i swoją pannę, żeby w obliczu odgrywanego przez NPC zagrożenia się do siebie zbliżyły? Ok, może będzie wydawała się dziwna tym ludziom, ale... Jeśli to był larp, to chciała mieć szpej! Nauczyła się już, że duuużo ciekawych rzeczy można znaleźć w podobnych miejscach - zaleta bycia nerdem. Zapach, pozostawione radio, bałagan.
Wyminęła ludzi. Zaczęła uważnie się rozglądać. Dostrzegła laptopa Apple'a. Przykucnęła, by go obczaić. Działał... Hm, to z całą pewnością jest coś do zabrania na czas gry i do oddania orgom po larpie. Jeśli to nie larp to i tak przydałoby się odnieść porzuconą wartościową elektronikę do biura rzeczy znalezionych, prawda? Zgarnęła go do torby.
Co mogła jeszcze dostrzec? Co usłyszeć? Drgnęła nieznacznie wyczuwając swoją tajemną mocą fobii społecznej ludzi za sobą. Uch. Nie lubiła obcych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t119-jacquetta-milligan#404
- Nie wiemy. - odpowiedział na pytanie blondynki, która przed chwilą do nich dołączyła. 
Dobiegające z namiotu dźwięki były naprawdę niepokojące. Czy to człowiek? Nie, to nie może być człowiek, to na pewno kolejny szop. I jeszcze te dziwne komunikaty w radiu... Chociaż w sumie to przekaz był bardzo niewyraźny, może po prostu się przesłyszał. Pocieszające było jedynie to, że jego przyjaciel wreszcie trochę zmądrzał. 
- Na nareszcie. - opowiedział - Chodźmy stąd...
W międzyczasie pojawiła się jeszcze inna dziewczyna, w sumie to jeszcze dzieciak, a nie kobieta. Zachowywała się trochę dziwnie... Przyszła, nawet się nie odezwała, potraktowała ich trochę jak powietrze. Zaczęła też coś grzebać w rzeczach porozwalanych po obozowisku. Może to jej syf? Albo po prostu kradnie... Nie ważne, nie jego sprawa. Ruszył, razem z Charliem, w dalszą drogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Nie zwróciła uwagi na markowe przedmioty leżące na ziemi, tylko zastanawiała się co tu się stało. Czyżby na obóz napadły dzikie zwierzęta? Czy może ostra impreza? Kobieta zrobiła jeszcze kilka kroków w przód i rozglądnęła się dokładnie. No, nie wyglądało to ciekawie. Nagle pojawiła się jakaś dziewczyna. Kurcze, popularny ten las, nie ma co. 
Zlękła się trochę, kiedy ni stąd, ni zowąd, w którymś z namiotów odezwało się radio. Stan wyjątkowy? A cóż takiego się stało? Bądź co bądź Prim chciała już wracać. Nie widziało jej się przekonać na własnej skórze co się dzieje, bo pewnie ten stan wyjątkowy związany jest z tym, co stało się tutaj. 
Zawracała, kiedy usłyszała ludzki jęk. Stanęła jak wryta i odwróciła się w stronę z której dochodził dźwięk.
-Halo?-powiedziała trochę niepewnie. Zrobiła kilka niedużych kroczków w tamtą stronę i zaczęła się rozglądać chowając rękę w kieszeń, gdzie znajdował się mały nożyk. Kto wie, co mogło się chować w tym lesie. Może jakiś gwałciciel lub zabójca? Na pewno nie niedźwiedzie, bo w końcu coś je zjadło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
NARRATOR
avatar
Jacquetta.

Przy grzebaniu w rzeczach ku niezadowoleniu niechcianych towarzyszy, odgrzebałaś dwie książki Kinga. Jedna z nich była ubrudzona krwią i ziemią. Przy dalszym szperaniu mogłaś zauważyć kamerkę wideo, która być może była w stanie odpowiedzieć co się tu stało.

Jeśli ją włączyłaś, zamigała bateryjka ale mogłaś obejrzeć trzy minutowy filmik jak turyści z zatoczki są atakowani przez zakrwawionego człowieka w uniformie policjanta, kobietę w halce, otyłego mężczyznę oraz babcię z prześwitującą dziurą w żebrach. Z głośniczka kamerki popłynęła kakofonia krzyków, obraz się przechylił i ukazywał stopy atakujących oraz uciekających.

Charlie & O.J

Prawie nic nie stało na drodze ku powrotowi o ile nie liczyć głośnych szelestów krzaków i widoku stada sarn i jeleni pędzących wprost w waszą stronę. Zdecydowanie coś je przeraziło.

Primrose.

Znajdowałaś się bliżej radia więc po mimo łamiących trzasków usłyszałaś komunikat jaki doskonale znałaś z lekcji w szkole. Nigdy jednak nie wydarzało się aż takie nieszczęście, abyś musiała się do tego stosować. Jęki nie cichły, idąc dalej zauważyłaś poruszającą się płachtę namiotu, a spod niej wystawała obszarpana noga, której ubyło od łydki w dół. Czyżby to ktoś ranny potrzebował pomocy? Na to wyglądało. W tej samej chwili zauważyłaś stado jeleni i saren, które biegły wprost na chłopaków i zatoczkę.
Jeśli Jacquette załączyła kamerkę - usłyszałaś krzyki z nagrania.

Podsuma: Jelenie i sarny biegną w waszym kierunku zaganiając w stronę z której czuć było dziwny fetor. Cóż to się znajduje za zatoczką, za drzewkami? Liczy się szybka reakcja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
O, książki Kinga! Uwielbiała "Carrie" jednakże żadna z wygrzebanych z leśnego poszycia powieści nią nie była. Zasadniczo Jacq preferowała powieści historyczne, obyczaj, jednak Kingiem też od czasu do czasu nie pogardziła. I nie byłoby w tym wszystkim nic dziwnego, gdyby jedna z książek nie była ubrudzona krwią. Prawdziwą krwią. Jacq grywała w larpy ale i walczyła na prawdziwe miecze, uprawiała parkour co czasem skutkowało drobnymi, zakrwawionymi urazami. Wiedziała jak wygląda podstarzała sztuczna krew, wiedziała jak wygląda podstarzała krew prawdziwa. Ta druga była nieco bardziej wodnista, z czasem robiła się coraz ciemniejsza aż czerniała zamiast zachowywać jaskrawość barwników. Zmarszczyła brwi, wierząc że to jednak jest dobrej jakości sztuczna krew. Ale po co organizatorzy larpa mieliby niszczyć sztuczną krwią i ziemią książkę by na wpół zakopać ją w poszyciu pośród tylu innych porozwalanych przedmiotów? Skoro była ubrudzonym krwią rekwizytem powinna rzucać się w oczy, byłaby tu jedyną książką. Miałaby też w sobie coś więcej niż tylko ziemię i krew. Hm, może po prostu organizatorzy mieli dużo funduszy na stworzenie odpowiedniego klimatu? Nie, książki... To za mało. Potoczyła wzrokiem po rzeczach, pochyliła się, rozgarnęła porzucone resztki kempingu u swoich stóp i dostrzegła kamerkę cyfrową.
Kamera? Odchyliła mały ekranik LCD. Działająca? O, to z całą pewnością coś ważnego! Zaczęła przeglądać ostatnio zarejestrowane obrazy. Ostatnią rzeczą był filmik. Filmik! Uniosła nieznacznie kącik ust odpalając go za pomocą guzika na obudowie. Pf, za dużo miała za sobą larpów i RPGów, żeby nie skusić się na obejrzenie filmiku.
Cholera, niezłe mieli efekty! Ta dziura w klatce piersiowej starszej pani wyglądała tak... Realistycznie. Zbyt realistycznie brzmiały też krzyki, by żołądek nie ścisnął się leciutko na myśl, że krew na książce mogła być jednak prawdziwa. Babunia z filmiku nie wyglądała na ucharakteryzowaną - podczas podobnych przepychanek peruka spadłaby jej z całą pewnością. Tłuszcz na grubym facecie też podskakiwał jak... No, ludzki tłuszcz. Półuśmiech zbladł nieco. Tłusty facet, gdyby był ucharakteryzowanym NPC, nie mógłby się poruszać tak... Tak jak na filmiku! Usłyszała stukot kopytek. Zadarła głowę zerkając w stronę z której dobiegał ją ten dźwięk. Stado saren pędziło na obcych jej chłopaków. Nie pierzchało na ich widok, tylko pędziło wprost na nich.
-Co do groma?- mruknęła pod nosem.
Nie ma szans, żeby organizatorzy załatwili stado prawdziwych zwierząt. Znów ścisnął się żołądek. Krew, nagranie, zwierzaki. Cholera jasna, coś się działo na prawdę?
Rozejrzała się za jakąś bronią. Widziała tych... ludzi z nagrania, tych atakujących. Nie chciała zostać przez coś podobnego do nich zaskoczona bez jakiejkolwiek broni w ręku. Wszystko jedno co. Kij od szczotki, kij bejsbolowy, noga od stołu - rozglądała się za bronią obuchową pozwalającą zachować odległość od napastnika. I tak nie mogła tu liczyć na miecz a jeśli stworzenia z nagrania były prawdziwe... Nie widziało jej się bronić scyzorykiem.
Jeśli jakieś zwierzęta biegły też na nią, uskoczyła szybko za pobliskie drzewo, które musiały wyminąć i stamtąd poszukiwała wzrokiem broni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t119-jacquetta-milligan#404
Prim w pewnym momencie dostrzegła ruszającą się płachtę namiotu. Może dowie się co tu się do diaska stało.
-O boże.-powiedziała. Wystająca noga wyglądała okropnie, a kobieta średnio wiedziała co ma zrobić.-Halo! Co się stało? Wezwę karetkę!-powiedziała dosyć głośno podchodząc trochę bliżej. Odpowiedziały jej jęki, ciągle niezrozumiałe jęki. Primrose pomimo, że w pierwszym odruchu chciała zadzwonić na to pogotowie (nie pomyślała jednak, że może nie być zasięgu), wzięła coś, co akurat podwinęło jej się pod nogi, i rzuciła do tej osoby, ale nie mocno dalej zaciskając palce na rękojeści swojego malutkiego nożyka czekając na reakcję tego kogoś będąc również skupioną na innych rzeczach świadczących o pojawieniu się sprawcy tego...czegoś. 
W pewnym momencie usłyszała krzyki, po chwili skapnęła się, że są one z kamery. Przez chwilę myślała, że coś stało się dziewczynie buszującej w cudzych rzeczach. Jednak nie, to tylko kamera. Prim zawróciła wyjmując telefon i wpisując już numer alarmowy, kiedy dotarła do dziewczyny.
-Co tam masz?-zapytała będąc kilka metrów od niej. Nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ chwilę później do jej uszu dobiegł dźwięk wielu kopyt pędzących w ich stronę. Nie czekając długo podbiegła do najbliższego drzewa czy czegoś wyższego znajdującego się w pobliżu i wspięła się na to. Godziny spędzone w lesie kiedy była dzieckiem opłaciły się teraz. Tylko co te sarny tak spłoszyło?
Wzrokiem szukała rannego człowieka. Oj, nie dobrze, nie dobrze. Prim chciała pomóc, ale chyba bardziej zależało jej na ocaleniu własnego tyłka niż ratowaniu człowieka, który i tak za daleko by nie uciekł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Nie odeszli daleko, od zatoczki, gdy O.J. usłyszał niepokojący dźwięk, był to tętent kopyt. Dziwne, czyżby ktoś wybrał się na konną przejażdżkę? Ale po co miałby tak pędzić? Poza tym, to musiał być więcej niż jeden koń. Przystanął w miejscu. 
- Słyszysz? - spytał szeptem przyjaciela. 
Oby ten dźwięk mu się nie przesłyszał, bo wyjdzie na idiotę. Jednak odgłos wciąż narastał, to nie mogło mu się przesłyszeć. Po chwili jego wątpliwości zostały całkowicie rozwiane. Zauważył wyłaniające się stado saren. Coś musiało je spłoszyć. Tylko co? Nie było jednak czasu, aby się nad tym zastanawiać. Stado pędziło prosto na nich i w cale nie zamierzało się zatrzymać. O.J. doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma groźniejszego zwierzęcia, niż przestraszona sarna. Nie było też szans, żeby przed nimi uciec, biegły zbyt szybko. 
- Schowaj się. - wrzasnął do Charliego, a następnie sam ukrył się z jednym z drzew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Sarny, sarenki sobie wesoło biegły. Patataj, patataj. A przed nimi, mknął Pan Szop. Ten sam, którego OJ i Charlie widzieli wcześniej na szlaku. Zwierzaczek żwawo przebierał łapkami wyprzedzając ludzi. Postanowił schować się z czarnoskórym chłopakiem zza jednym z drzew. Z kolei Gaskins odbiegł w drugą stronę, gdzie wpadł w pokrzywy i przy upadku zwichnął sobie prawą kostkę.

Do uszu wszystkich dobiegł rosnący hałas, gdy zadarliście głowy zauważyliście przelatujące wojskowe helikoptery i śmigłowce. Ziemia drżała. Z miejsca skąd wyskoczyły spłoszone sarny nadchodziło pięć - siedem osób. Poruszali się w miarę szybko jakby były czymś napędzane. Coraz szybciej zmniejszali dystans pomiędzy OJ'em, a Charliem.

Dziewczęta z kolei miały nieco więcej czasu, aby przemyśleć następny ruch. Jacquetta nie znalazła nic pożytecznego do obrony i czmychnęła za drzewo, które pozwoliło jej uniknąć bliskiego spotkania z jelenimi rogami.
Lekko się wychylając mogła dostrzec jak niektóre sarny przewracają się o pozostawiane śmiecie.

Ze swojego miejsca nie mogłaś jeszcze ujrzeć grupki zmierzającej w stronę chłopców.

Kiedy Primrose rzuciła w człowieka owe coś co wpadło jej ręce to usłyszała zduszony jęk. Niestety nic więcej nie dała zrobić ze względu na pędzące sarny. Wspinaczka nie była dobrym pomysłem. Przy drugim podciągnięciu mięśnie zadrżały, a noga się omsknęła i dziewczyna runęła na ziemię tłukąc zadek i rękę w lewym łokciu. Ledwo, ledwo uniknęła większych obrażeń. Primrose mogła zauważyć, że człowiek ukryty pod płachtą nadal jęczy i się porusza pomimo stratowania przez sarny.

Ze swojego miejsca mogłaś dotrzeć grupkę zbliżającą się do chłopców. Nieopodal leżała solidna gałąź, która po krótkim przygotowaniu nadawała się na prowizoryczną broń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dźwięk był okrutnie głośny. Wiecznie wyostrzone społeczną fobią zmysły rejestrowały je nieprzyjemnie dokładnie, jakby ciało dziewczyny lubiło spinać mięśnie w odruchowym strachu. Zadarła głowę. Śmigłowce, wojskowe zdawało się. To musiało się dziać naprawdę. Bo skąd orgowie larpa mogliby wytrzasnąć helikoptery? Dziewczyna zerknęła pospiesznie na kamerę trzymaną w ręku. Mignęło jej przed oczami blade wspomnienie filmiku. Starsza kobieta z dziurą w klatce piersiowej przez którą widać było żebra, policjant w zakrwawionym mundurze, gruby facet atakujący wczasowiczów. Poczuła jak sztywnieje jej kark. Larp to co innego niż rzeczywistość, jasna cholera. Na larpie wiesz, że możesz w każdej chwili powiedzieć "red" i nikt cię już nie ruszy, bo przestałeś uczestniczyć w scenie. Teraz tkwiła za drzewem otoczona po obu swoich stronach stadem przerażonych jeleni i sarenek, nad głową huczały wojskowe helikoptery przelatujące najwidoczniej na tyle nisko, by przestraszyć zwierzęta.
Ziemia pobudzana ich rozszczepionymi kopytkami drżała zupełnie jak dłonie Jacq, która zdecydowała się wyjrzeć zza drzewa, by sprawdzić jak wiele jeszcze czasu musi czekać by stado w końcu ją minęło. Dostrzegła jak w panice zwierzęta przewracają się zaczepiając smukłymi, skocznymi nóżkami o resztki obozowiska.
Cholera. Zwinna łania przewracająca się o cokolwiek na swojej drodze - to nie miało sensu. Może to nie tylko helikoptery je tak przestraszyły? W sumie... Gdyby to okropnie głośny dźwięk śmigłowców je przeraził stado raczej rozpierzchłoby się na wszystkie strony, jak przed nagle wyskakującym z krzaków drapieżnikiem, prawda? Cóż, tak przynajmniej sądziła Jacq. Skoro uciekały przed siebie - coś mogło być za nimi. Taka opcja istniała, nie? Dziewczyna rozsądnie przytrzymała guzik wyłączający kamerę, mając nadzieję, że po włączeniu bateria pozwoli na jeszcze jedno chociaż odtworzenie filmu i wrzuciła ją do torby. Uch, zaczynała się robić ciężka. Na całe szczęście tkany materiał był porządny, sama torba - całkiem nowa.
Okej, może i blondie nie była zbyt społecznym stworzeniem jednak... W takiej sytuacji... Kiedy tylko fala saren się skończyła panna wyskoczyła zza drzewa i przyskoczyła w paru susach do młodej kobiety, która tuż przed nadbiegnięciem stada pytała ją o to, co znalazła. Jeżeli wciąż się nie podniosła po upadku Jacq pomogła jej wstać. Rozglądała się wciąż za bronią.
Cóż, miała tylko szesnaście lat. Nie chciała w podobnej sytuacji zostać całkiem sama. Była samotniczką, ale nawet samotnicy nie lubią być osamotnieni. Zwłaszcza, kiedy okolica zdawała się stawać na głowie. Dosłownie - w tym szaleństwie nie było na razie widać metody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t119-jacquetta-milligan#404
W porządku, spłoszone sarny można było jeszcze zrozumieć i jakoś względnie rozsądnie sobie wytłumaczyć. Z trudem, ale jednak. Co prawda chwilowo wymyślaniem ewentualnych wyjaśnień Charlie i tak nie miał zamiaru się zajmować, woląc jednak skupić się na tym, żeby jak najszybciej zejść zwierzętom z drogi. Serio, śmierć w wyniku stratowania przez sarny jakoś niespecjalnie wydawała się być tą wymarzoną. Jeśli więc chodziło o ustąpienie im z drogi, to naprawdę Gaskins nie potrzebował dodatkowo zachęty ze strony przyjaciela. Bez zbędnego namysłu uskoczył na bok, niestety na tyle niefortunnie, że w kolejnej chwili zaklął głośno, poczuwszy przeszywający ból promieniujący od kostki. Chociaż... był tego jakiś plus - przez bolącą kostkę nie przejmował się zbytnio tym, że przy okazji poparzył się dodatkowo pokrzywami...
I o ile te nieszczęsne sarny można byłoby sobie jakoś wytłumaczyć, to sprawa dość mocno się komplikowała, jeśli chodziło o nadlatujące śmigłowce i helikoptery. Co tu się, do cholery, działo? Przez krótką chwilę Charlie przyglądał się temu, co działo się nad ich głowami, dopiero po pewnym czasie przenosząc spojrzenie w miejsce, z którego przed momentem nadbiegły sarny.
Najwyraźniej limit dziwnych sytuacji dnia dzisiejszego nie został jeszcze wyczerpany.
I niestety, ale ludzie, którzy zbliżali się do nich, jakoś tak średnio wyglądali na takich, z którymi chciałoby się nawiązywać bliższy kontakt. Z tym, że chcąc podnieść się z ziemi, Charlie musiał zakląć ponownie, dość boleśnie przypominając sobie o uszkodzonej kostce. Opierając się o najbliższe drzewo co prawda mógł się podnieść, ale o swobodnym chodzeniu niespecjalnie mogłaby być mowa. Dlatego też rozejrzał się za jakąś mocniejszą gałęzią, którą mógłby się podeprzeć. Albo w razie czego odgonić od siebie niemile widzianych potencjalnie nowych znajomych, gdyby zaszła taka potrzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
O.J. natomiast nie przejmował się zbytnio urazem Charliego, miał bowiem większy problem. Oto on, dwudziestotrzyletni student prawa, stanął oko w oko z drapieżnikiem, który prześladował go już od dłuższego czasu, przerażającym szopem praczem. Czas się na chwile dla nie go zatrzymał, poczuł się jak jeden z bohaterów westernów, które zwykł oglądać w latach dziecięcych. Zmierzył swojego oponenta wzrokiem, a on zmierzył O.J'a. Chłopak, miał już chwycić leżący obok kij, którym zamierzał się bronić, jednak coś go powstrzymało. W oczach zwierzęcia dostrzegł coś dziwnego... strach. Czyżby obawiał on się O.J.'a? Nie to nie było możliwe. W takim razie co go przestraszyło? Czyżby mieli wspólnego wroga? Wszystko wskazywało na to, że tak. W przekonaniu utwierdził go odgłos przelatujących śmigłowców. Co ciekawe, nadleciały one z tego samego kierunku, z którego przybiegły sarny. O.J. wyszedł na drogę i spojrzał w tamtym kierunku. Dostrzegł nadbiegającą grupę ludzi, było ich około sześciu. Wyglądali, jakby coś ich napędzało, narkotyk albo inne ustrojstwo. Chłopak widział już coś takiego. Zachowanie tych ludzi przypominało mu zachowanie Joe, wczoraj wieczorem. Jeżeli byli napędzani, tym samym środkiem, co ten pijak, to mogą być bardzo agresywni. Na dodatek, skoro razem z Benem nie mogli dać sobie radę z jedną osobą, to co zrobi z nimi cała grupa? Ucieczka niebyła jednak wyjściem. Charlie nie dałby rady, ze skręconą kostką. Po raz kolejny trzeba było spróbować się ukryć. Wepchnął więc kulejącego przyjaciela z powrotem w krzaki, z których przed chwilą wylazł. Sam chwycił przerażonego szopa pod rękę i skoczył za nim. Teraz trzeba było się tylko modlić oto, aby napastnicy ich nie zauważyli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Prim ruszyła do drzewa, żeby się na nie wspiąć. Niestety, schowanie się na drzewie nie było jej dane i już po chwili z niego spadła. Uderzyła z impetem o ziemię. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, bolało ją siedzisko i łokieć. Podniosła się dopiero, kiedy sarny skończyły biec. Podparła się drugą ręką i stanęła na nogach z ulgą stwierdzając, że raczej nic poważniejszego jej się nie stało. Odruchowo odwróciła się w stronę w którą poszli mężczyźni, żeby zobaczyć, czy czasem sarny ich nie stratowały. To co ujrzała nie dodało jej otuchy. W ich stronę podążała grupka okropnie wyglądających ludzi, którzy dobrych zamiarów chyba nie mieli. Następnie rozejrzała się dookoła. Dziewczyna od kamery stała koło niej, na szczęście, bo w końcu w dwójkę raźniej. 
Człowiek leżący pod płachtą namiotu został poważnie staranowany przez sarny, a jednak dalej żył i jęczał dalej. Łokieć dawał się dziewczynie we znaki, ale zdeterminowana postanowiła, że nie chce stanąć oko w oko z grupą nieciekawie wyglądającym ludziom, którzy byli coraz bliżej nie zapominając również, że było tu pełno saren i jeleni, które bądź co bądź też stanowiły jakieś zagrożenie. W pewnym momencie zahuczało jej w uszach, zadarła głowę. Nad nimi leciały wojskowe samoloty. No, ten stan wyjątkowy to jednak nie przelewka. Rozejrzała się jeszcze dokładniej i ujrzała sporą gałąź. Szybkim susem znalazła się koło badyla i podniosła go sięgając drugą ręką do kieszeni po nożyk. Można to było zaostrzyć czy coś. Potem zwróciła się do dziewczyny.
-Schowajmy się lepiej póki się tu nie zjawią.-powiedziała podchodząc do niej i wskazując głową w stronę sześciorga ludzi znajdujących się coraz bliżej zatoki. 
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Prim szukała miejsca, gdzie mogłyby się schować. Póki co do głowy przychodziło jej tylko zaszycie się gdzieś głębiej w lesie i obserwacja tych ludzi, a może dowiedzą się czegoś ciekawego i w razie czego będą mogły uciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t156-primrose-burner
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Szlak turystyczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Okolice-