IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
NARRATOR
avatar


   
   Las

   

Las obfituje w wiele ścieżek, dzięki którym człowiek się nie zgubi. O ile z nich nie zejdzie! Do lasu nie można wjeżdżać samochodem. Wyjątkiem są odpowiednie służby.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przydałby się pies - pomyślał Lenny, kiedy wraz z nikłymi siłami wchodził w głąb lasu otaczającego Twain Harte. Byłby wdzięczny za byle jakiego kundla z powonieniem ponieważ czas naglił, a najbliższego tropiciela musieliby ściągać ze Stockton. Policyjny kanał w Twain Harte rozgrzał się do czerwoności i to nie przez obmawianie cycków rudej Sally, a pojawieniu się nowego świadka. Prowadzony przez jednego ze swoich ludzi, Lenny przypatrywał się uważnie otoczeniu jakby zza krzaka miała wyskoczyć Katie Finingan. Belardo zaczynał mieć coraz gorsze przeczucia, wolał jednak nie myśleć o tym, że za kilka jardów znajdą porzucone ciało. Na razie była mowa o czarnym plecaku i trampku. Doszli w końcu do miejsca przy którym uwijała się skromna liczba miejscowych policjantów zabezpieczająca ślady. Jego uwagę od razu zwróciła kobieta.
- To pani znalazła rzeczy zaginionej? - podszedł od razu z pytaniem na ustach. Plecak zgadzał się z opisem jaki podawano w lokalnej telewizji i plakatach. Patrzył na Janis wyczekująco, nieco nagląc z odpowiedzią. Czy rzuci na sprawę więcej światła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
// zaczynamy

Janis przyjechała tutaj na szkolenie. Nudziło jej się bardzo, więc wybrała się do lasu. Uwielbiała takie spacery, bo większą część swojego życia spędziła właśnie w takim miejscu. Pochodziła z Alaski, jej rodzina była prawdziwymi ludźmi z buszu, tylko ona nieco zmieniła swoje życie, co nie uchroniło jej przed mieszkaniem w lesie. Od małego była uczona tego, jak sobie radzić z naturą. Nie miała innego wyjścia, bali się, że może jej się stać krzywda. Musiała radzić sobie sama.
Wybrała się na spacer w zasadzie z tęsknoty. Las kojarzył jej się z rodziną. Lubiła czasami oderwać się myślami od rzeczywistości, a gdzie było to bardziej możliwe niż w lesie, gdzie nie było praktycznie nikogo? Wszyscy woleli wypady do galerii handlowych, na jej szczęście. 
Kiedy tak sobie spacerowała i korzystała z dobrodziejstw natury przypadkiem dostrzegła trampka i plecak. Nie dawało jej to spokoju, więc postanowiła zadzwonić po policję, tyle się ostatnio słyszało w telewizorku o agresji, zamieszkach, może to było coś podobnego? Kto to wiedział. Stała więc sobie grzecznie z boku i czekała na służby. W pewnym momencie podszedł do niej policjant, była zdziwiona, że tak szybko zareagowali, nie spodziewała się tego. 
- Tak jest, znalazłam te rzeczy.- Odparła do policjanta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
Podobała mu się rzeczowa odpowiedź. Konkretnie i bez zbędnych emocji. Przywykł do kobiet, które drżały i płakały na samą myśl o niegodziwych rzeczach. Pokiwał głową przyglądając się uważnie twarzy. Był w tym czysty profesjonalizm szeryfa niźli próba jakiegoś flirtu.
- Widziała pani coś podejrzanego? Czarnoskórego mężczyznę? - dopytał odwracając wzrok na policjanta zabezpieczającego plecak. Sam już zakładał rękawiczki, aby móc przejrzeć zawartość. W środku znajdowało się kilka koszulek, bielizna i niewielka saszetka z pieniędzmi. Skoro to nie rabunek to co?
- Dotykała pani czegoś przed naszym przyjazdem? - rzucił zza ramienia w stronę kobiety. - Tim, wrzuć to do torby. Razem. Nie ma telefonu komórkowego.
Jak na zawołanie szeryfa, rozległ się w oddali przytłumiony dźwięk aparatu. Ruszył w stronę hałasu.
Z kolei Janis mogła dostrzec zaczerwienienie na jednym z drzew. Krew?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Janis w rodzinnym domu nie raz spotkała się z informacją o człowieku rozszarpanym przez niedźwiedzia. Nie była więc to dla niej żadna nowość. Nie lubiła bez potrzeby panikować, no i miała świadomość, że różne rzeczy się zdarzają. Także stała sobie spokojnie i spoglądała na policjanta. Zawsze marzyła o zostaniu detektywem śledczym, a może za dużo kryminałów czytała? Coś ją ciekawiło w tej robocie. 
- Nie, poza tym plecakiem i butem nic.- Faktycznie nic nie wzbudziło jej podejrzeń. Dlaczego zawsze najpierw oskarżają murzynów? Może to tylko zbieg okoliczności. Spoglądała jak mężczyzna przegląda zawartość plecaka, nie było tam zbyt wiele. 
Nudziło jej się tu strasznie, nie sądziła, że to się zmieni, no i że będzie świadkiem, czy tam znalazcą rzeczy osoby zaginionej, zawsze to trochę rozrywki.
-Nie, nic nie dotykałam. Nie chciałam zostawić śladów swoich palców.- Odparła. Naprawdę trochę kryminałów przeczytała w swoim życiu.
No i wtedy jej wzrok przykuło coś czerwonego, bardzo czerwonego na drzewie, wyglądało bardzo nienaturalnie. Bez słowa ruszyła w stronę drzewa, żeby przyjrzeć się bardziej. Najprawdopodobniej byłą to krew.
- Szeryfie, mógłby pan na sekundę? Rzuciła, choć widziała, że coś innego przykuło jego uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
//Wchodzę bo mnie MG zaprosił

Przyjechał stosunkowo niedawno i nie zdążył się jeszcze jako tako zaklimatyzować. Przyjechał tu wypocząć, a, jak miał okazję zobaczyć, gości Twain Harte było całkiem sporo. Nawet więcej, niż się spodziewał. Nie zamierzał jednak zbyt zżyć się z nikim tutejszym czy też nietutejszym - chciał cały spędzony tu czas poświęcić tylko sobie. Dodatkowo, w oko Matthewa wpadł spory, okoliczny las. Pomyślał, że można by się po nim przejść, bo lepiej chyba poznawać naturę, aniżeli ludzi.
Zresztą, on nawet nie był dobrym kompanem do rozmów. A Lenny'ego poszuka później - w końcu to on zaproponował mu przyjazd tutaj, więc wypadałoby się chociaż z nim spotkać.
Z toporkiem za pasem i nożem u pasa (może by mu wpadł w oko jakiś zając, a nie słyszał żeby polowanie tu było zabronione) postanowił przejść się po lesie. Oczywiście, pod koszulą jak zawsze miał swoją piersiówkę, jednak na razie wolał nie dotykać jej nawet na chwilę.
Szedł, starając stawiać się kroki jak najspokojniej mógł. W międzyczasie udało mu się usłyszeć głosy. Jeden, żeński, był dla niego nieznany, ale drugi...
Lenny?
Matt ruszył ku głosom, a zobaczywszy przyjaciela, rzucił:
- Lenny! Co za spotkanie, stary! - niemalże kompletnie zignorował pannę obok, jedynie skinął jej lekko głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t128-matthew-wright#459
Tak było najrozsądniej. Nikt nie chciał w końcu zostać podejrzanym o porwanie lub morderstwo. Pytanie o czarnoskórego nie było przypadkowe, ani złośliwe. Liczne publikacje jak i doświadczenie zawodowe wskazywały na wysoką liczbę przestępstw popełnianą przez społeczność czarnoskórych. Na dodatek Lenny usłyszał od świadka o tym iż dziewczyna wsiadła do auta prowadzonego przez murzyna. Usłyszał wołanie Janis, jednak ważne było zlokalizowanie telefonu, który na nieszczęście przestał już dzwonić.
- Tam! - wskazał towarzyszący Belardo policjant. W krzakach leżał jeden z najnowszych modeli telefonu komórkowego. Miał pękniętą szybkę. Szeryf ujął go delikatnie, ale nie próbował uruchamiać. Schował go do specjalnego worka i oddał podnosząc się z kucek. W tym samym czasie zjawił się Matthew, który zaprzątnął myśli Lena na tyle, aby nie odpowiedział na wołanie Janis. Widok dawnego znajomego był zaskoczeniem, choć nie powinien skoro sam mu polecał Wildwood Inn na miejsce do odpoczynku. Policjanci poruszyli się niespokojnie, ale skoro ktoś znał szeryfa po imieniu, to oznaczało, że jest swój.
- Matt! - zawołał zdejmując rękawiczki i ściskając Wrighta. - Masz wyczucie czasu. Jestem w trakcie dochodzenia. Widziałeś... - sięgnął do tyłu spodni, aby pokazać plakat z wizerunkiem i opisem zaginionej piętnastolatki. - ją? Kogoś podejrzanego, kręcącego się po okolicy?
Janis z kolei mogła jedynie westchnąć i na własną rękę podążyć za śladami, bo trzy drzewa dalej dostrzec można było niewyraźny odcisk dłoni. A może to wyobraźnia płatała figle?


Ostatnio zmieniony przez Lenny Belardo dnia Nie Lis 13, 2016 2:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Od razu zrozumiał, że coś się stało. Szczególnie, gdy jego przyjaciel zdejmował rękawiczki i wskazał na plakat. A więc ktoś zaginął. Cóż, mogło się zdarzyć wszystko, ale zaginięcie? Nie tego spodziewał się mężczyzna po przyjeździe do miasteczka. A tu proszę, spokojne zadupie też ma swoje życie pod napięciem.
Zerknął na plakat.
- Niestety, nie. - mruknął. Gdy tu szedł, jedyne co widział czy słyszał to wiatr i drzewa. Nawet na jednego zwierza - poza wróbelkiem - nie wpadł. - Zaginęła? Mogę pomóc, jeśli takowej pomocy potrzebujesz. Kiedy to się stało? - zapytał, starając się ogarnąć wzrokiem obszar dookoła. Wątpił, że cokolwiek zauważy na pierwszy rzut oka bez wyraźnego przeszukiwania okolicznych terenów.
Zmienił się, odkąd go pamiętał, ale mimo to poznał go od razu. Oboje zapewne dorośli i zmienili się pod względem zarówno fizycznym, jak i psychicznym.
- Jeśli ktoś zniknął niedawno, ślady powinny być wyraźne. Nie jestem śledczym, ale to prawie tak jak tropienie zwierza.
Kolejny raz ogarnął okolicę wokół siebie, tym razem nieco bardziej nad ziemią, szukając czegokolwiek - odłamanych kawałków kory, patyków, naderwanych gałęzi. Jeśli ktoś kogoś porwał, zapewne się spieszył. Jeśli dziewczyna sama zniknęła... Cóż, nie musiała uciekać na złamanie karku, toteż zapewne nic by nie znalazł.
I tak wątpił, że cokolwiek zobaczy. Musiałby się bliżej przyjrzeć czemukolwiek, bo z miejsca człowiek raczej nie zauważy czegoś, co mogłoby być daleko - na przykład śladów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t128-matthew-wright#459
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Cóż. Szeryf ją olał, także skoro ona zauważyła te ślady, to do nich podeszła. Po pierwsze do krwi na drzewie, faktycznie to była krew. Czy faktycznie ktoś zabił tutaj dziewczynę? Czy co się działo? Może to była krew jakiegoś zwierzęcia? Gdyby miała swój mikroskop mogłaby to sprawdzić. Został w hotelu. Nie wołała szeryfa drugi raz, bo najwyraźniej był zajęty swoim znajomym, przynajmniej tak to wyglądało z jej strony, a że była zainteresowana, co będzie dalej, to nie poszła stąd sobie jeszcze.
Dostrzegła odcisk dłoni kilka drzew dalej, udała się więc w tamtą stronę. Skupiła się bardziej na swoim zadaniu, tak jak na polowaniu z braćmi i ojcem. Tylko, czy znajdzie dziewczynę? Kto to wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
- Kilka dni temu... Trochę też minęło zanim rodzina się zorientowała, że zniknęła. - odpowiedział nakreślając nieco obraz nastolatki. - To nie jej pierwszy wybryk, ale zawsze wracała lub przynajmniej oddzwaniała. Jeden ze świadków widział ją na 108-ce w towarzystwie czarnoskórego mężczyzny. Niestety nie zapamiętał ani koloru pick-upa ani numeru rejestracyjnego. Zważywszy na porę roku to mógł być każdy. Okolica pęka od nadmiaru turystów. - wyjaśniał składając z powrotem plakat, jakby ta czynność miała go uspokoić. Znał Matt'a i wiedział, że jest solidny w tym co robił. Mógł na niego liczyć, prawda? - Na pewno nie zauważyłeś w okolicy niczego podejrzanego?
Zaginiona małolata miała dla Belardo podwójne znaczenie. Sam miał córkę i nie zniósłby myśli, że Adelaide mogłaby zaginąć. Uciec, nie dawać oznak życia, a co gorsze paść ofiarą zwyrodnialca. Czyż nie dlatego pilnie przykładał się do swoich obowiązków obiecując sobie oczyszczenie świata z całego zła? Wyidealizowane podejście, ale czy było w tym coś złego? - Tu znaleźliśmy jej plecak, tam trumpka, a tam telefon. - pokazał przyjacielowi jak były rozmieszczone poszczególne rzeczy. Wszystkie tworzyły prawie prostą linię. Czyżby trumpek był drogowskazem mówiącym iż Katie Finningan tędy szła?

W całym tym zgiełku Janis zdołała odejść od miejsca w którym mało doświadczeni policjanci próbowali zabezpieczyć ślady. W Twain Harte nigdy nie było żadnego morderstwa, ani zaginięć. Odcisk dłoni był niewyraźny, ale gdyby Janis próbowała przyłożyć do niego swoją dłoń to dostrzegłaby iż ta odbita na korze była mniejsza.
Na ściółce znajdowało się więcej krwi, tak jakby ktoś ranny postanowił iść, uciekać. Tylko przed czym? Drzewa zastękały pod naporem wiatru, który był blokowany przez rozłożyste gałęzie. Ślady krwi prowadziły na podmokłą polankę zarośniętą wysoką trzciną. Nagle z boku wyleciała kaczka, głośno gdacząc przyprawiając tym samym o ciarki każdego kto znajdował się w okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
- Nie, nie przypominam sobie. - mruknął, zastanawiając się nad całą sprawą. Nie była to bowiem sprawa bynajmniej normalna. Skoro ta dziewczyna zawsze wracała bądź dzwoniła, to czemu tak nagle zniknęła? - Nie sądzę, żeby zemdlała. Jest tu za dużo świeżego powietrza, nie ma mowy o zawrotach głowy. W takim razie pewnie ktoś ją porwał... Z nikim nie poszła pić w ustronne miejsce, to pewne, bo nikt by przy zdrowych zmysłach nie znikał na kilka dni.
Zerknął na miejsca, które wskazał Lenny. Wszystkie były położone, łącząc się niczym jedna, długa linia.
- To trochę dziwne, że wszystkie te miejsca, w których znaleziono jej rzeczy, ciągną się w jednej linii. Zauważyłeś?
Ruszył powoli, patrząc jak najdokładniej umiał dookoła, w kierunku ów miejsc. Wzdrygnął się na dźwięk kaczki. Sytuacja była nieprzyjemna, a nagłe dźwięki nie nadawały najprzyjemniejszego nastroju.
Mężczyzna ruszył dalej, ciągnąc wzrokiem po rzekomej linii, jaka mogła powstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t128-matthew-wright#459
- Widzę - przyznał. Nie powinno to nikogo dziwić, w końcu był policjantem. Łatwiej łączył fakty pracy niż w życiu prywatnym. Może wtedy uniknąłby niezręcznych sytuacji przez, które własna córka nie chciała z nim rozmawiać, a żona pokazała drzwi. Szli razem, gestem pokazywał policjantom co mają zrobić.
- Możliwe, że znajdziemy jej ciało. - wolał uświadomić Matthew'a przed taką ewentualnością. Co innego oglądać zwierzęca truchła, a ludzkie. Zatrzeszczała krótkofalówka, po chwili rozległa się totalnie beznadziejna muzyczka z telefonu.
- Cholera - zaklął zatrzymując się po drodze. - Szeryf Lenny Belardo... - zaczął i wsłuchał się w to co chce przekazać rozmówca po drugiej stronie słuchawki. Obserwował jak Wright nie przerywa marszu.
- Zaraz będę. - rozłączył się - Muszę wracać... Franklin! Idź z Mattem, a gdzie się podziała ta kobieta? - rozejrzał się ale nikogo nie widział - Brown poszukaj jej, ty tam zbierz dowody i jazda na posterunek. Bennet ze mną. - rozporządził jak na szefa przystało nie będąc z tego zadowolonym. Ludzi mało, turystów w bród i jeszcze ta zaginiona.
- Kurwa.

Franklin okazał się Latynosem o farbowanych blond włosach. Nikle uśmiechnął się do Wrighta oddając mu stery.
Miał zaledwie 25 lat i był świeżo po ukończeniu Akademii Policyjnej. Matt mógł zauważyć ślady rozproszonej krwi na ściółce, a po kilometrze zapuszczenia się w las dało się usłyszeć stękanie i posapywanie.



z.t Lenny / zostaje z Wami MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Janis wpakowała się więc sama w głąb lasu. Nie bała się jednak specjalnie, co może się jej przydarzyć zje ją niedźwiedź? Te duże zwierzaki bały się ludzi bardziej niż ludzie ich. Pozostawała jednak czujna, nie chciała przeoczyć żadnych śladów, skoro szeryf był zajęty ruszyła się sama. Dlaczego? kto to wie. No i dotarła na podmokłą polanę, jej ciężkie buty na szczęście dawały radę.
- Cholera jasna..- Mruknęła do siebie, kiedy poczuła tutejszą strukturę ziemi, nie za bardzo jej się podobało to miejsce. Panowała tutaj dziwna aura, czuła się nieco nieswojo, no ale jeśli już tu zaszła, to może uda jej się odnaleźć zgubę.
Wtedy odezwała się ta kaczka.
KUUURWA MAĆ- Drgnęła. Nie spodziewała się usłyszeć żadnych dźwięków, szczególnie takich głośnych, po ludzku się wystraszyła. Gdzie są ci policjanci do cholery? Czemu wykonuje ich robotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
NARRATOR
avatar
Janis.

Teren rzeczywiście prosił o uwagę. Jeden nierozważny krok i Janis mogła zapaść się po kolana w bagienku, a stąd prosta droga do nurkowania. Policjant oddelegowany do szukania Romanov ruszył jej śladem ale dosyć wolno.
Bystre oko mogło dostrzec kępy solidnej trawy, które tworzyły na przemian "wysepki" pozwalające przejść na drugą stronę. Nieopodal zagdakała kaczka trzepocząc skrzydłami w geście niezadowolenia, że po raz kolejny zakłócono jej stateczny byt. Krzyk Janis poniósł się po okolicy. Na przeciw poruszyło się coś w krzakach. Powoli zza drzew wyłonił się mężczyzna, ale już ze swojego miejsca Romanov mogła spostrzec, że jest z nim źle. Dzieliło was 100 metrów. Czy potrzebował pomocy? Nieznajomy był ciemnej karnacji, może Afroamerykanin. Miał na sobie ciemne spodnie i poszarpaną, kiedyś bielutką koszulę. Jęczał.


Nudziłam się więc podsyłam mapkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czyli Lenny musiał ich opuścić. Szkoda, bo nie miał okazji dawno z nim pogadać. Kobieta też gdzieś zniknęła. Zostawili go samego z jakimś latynosem o farbowanym czerepie, który postanowił powitać go uśmiechem. Matt jedynie skinął krótko głową, nie mając zamiaru zaprzyjaźniać się z jakimś młokosem.
Ruszył za śladami krwi, które zdołał zauważyć na ściółce. Kucnął i przyjrzał się jej.
- Krew... No cóż, zobaczmy, co się dalej znajdzie. Nie jestem twoim szefem i lata mi co zrobisz, ale na twoim miejscu odbezpieczyłbym broń. - mruknął, samemu odpinając z pokrowca toporek.
Ruszył szlakiem, wędrując kilometr i starając się jak najuważniej obserwować otoczenie.
Nagle usłyszał stęki. I sapanie. Albo ktoś postanowił zaszaleć w lesie, albo... Cóż, wątpił, jakoby był to sprawca. Raczej jakieś dzieciaki. Ale mimo to warto było sprawdzić. Schylił się, zginając nogi i chwycił pewniej toporek, kierując go ku ziemi. Gdyby wpadł na kogoś, ze strachu mógłby przez przypadek zrobić mu krzywdę. Machnął niedbale dłonią, pokazując gliniarzowi, żeby też przyklęknął. Przy odrobinie rozumu nie będzie jeszcze wyjmował broni, bo jeszcze kogoś zastrzeli przez przypadek.
Postanowił się podkraść jak najbliżej w kierunku tych całych jęków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t128-matthew-wright#459
NARRATOR
avatar
Matthew.

Franklin nie należał do chojraków. Cichy, nieśmiały aż trudno odgadnąć dlaczego wybrał taki zawód. Jakaś pokręcona wersja parytetów? W tych czasach nikogo by nie zdziwiło gdyby tleniony Latynos dostał pracę za bycie gejem albo innym transem. Świat chylił się ku końcowi. Lepiej jak Matt sam będzie trzymał rękę na pulsie. Oddalaliście od miejsca w którym znaleziono rozrzucone rzeczy. Posapywanie i jęki stawały się coraz wyraźniejsze, Wright jako doświadczony myśliwy mógł rozróżnić w posapywaniu agonię dogorywającego jelenia. Franklin nie miał nic przeciwko przywództwu starszego od siebie mężczyzny. Podeszliście do krzaków zza których rozpościerał się makabryczny widok. Dwoje ludzi posilało się jeszcze żywym stworzeniem. Doleciał do was smród wnętrzności.
Franklin zamarł w szoku i zaraz pozieleniał na twarzy. Był bliski tego, aby zwrócić na siebie uwagę zwyrodnialców.
Był to bardzo otyły mężczyzna, po ubraniu można było stwierdzić, że to turysta. Za towarzyszkę miał starszą kobietę. Oboje nosili na sobie ślady ran i krwi. Grubasek miał wygiętą rękę pod dziwnym kątem, a niewiasta połowę boku wyżartą przez coś dużego. Może niedźwiedzia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Cóż Janis dostrzegła, że coś porusza się w krzakach, zauważyła czarnego mężczyznę, a szukała białej nastolatki. Czyli poszukiwania nie do końca się udały. No nie znalazła tego, czego szukała. Czyżby był to ten facet, którego szukała policja? Zrozumiała, że znalazła się w niebezpiecznej sytuacji, o ile to, że poszukiwali Afroamerykanina faktycznie miało związek z poszukiwaniem dziewczyny. Wyciągnęła z torby swój scyzoryk, jedyna rzecz, którą miała przy sobie i która pomogłaby jej w samoobronie. Widziała, że facet był w złym stanie, nie wyglądał na pierwszej świeżości, do tego najwyraźniej miał jakiś problem ze zdrowiem i rany szarpane. Powoli zaczęła się wycofywać, nie chciała z nim gadać sama. Od tego byli policjanci. Bała się, że może stać się jej krzywda.
-- Zostań tam gdzie stoisz, przyprowadzę pomoc.- Powiedziała w sumie bardziej do siebie i ruszyła w stronę, z której przyszła. Liczyła na to, że tamten ją wysłucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
NARRATOR
avatar
Janis.

Mężczyzna ruszył w stronę kobiety jakby w ogóle nie słyszał jej zapewnienia. Tak właściwie to nie słyszał. Za duża odległość. Może Janis powinna głośniej krzyknąć? Nieznajomy powłócząc nogami zbliżał się do krawędzi mokradła.
Zza pleców kobiety z kolei nadbiegał zdyszany policjant, który słyszał jej słowa. Brown miał już przeszło trzydziestkę na karku, ale aparycje pryszczatego nastolatka. Coś szczęścia Policja w tym miasteczku nie miała jeśli chodzi wygląd mundurowych. Profesjonalizm również pozostawiał wiele do życzenia.
- Co Pani... - zaczął stając przy Janis. Pogładził się nerwowo po brązowych kudłach. Zauważył scyzoryk w dłoni kobiety, a następnie mężczyznę po drugiej stronie. - EJ TY! - krzyknął, ale jak wiadomo Afroamerykanin miał to gdzieś. Ruszył do przodu i co było dla Romanov to przewidzenia: zaczął się zapadać. Brown w geście moralnego poczucia obowiązku rzucił się na ratunek, skacząc jak kozica po trawiastych wysepkach.
- Wezwij karetkę! - krzyknął jeszcze do Janis. Chwilę potem zaczął wrzeszczeć z bólu. Ranny mężczyzna wgryzł się w wyciągniętą dłoń policjanta. - Aaaa pomocy! Pomóż mi!
Scena choć tragiczna, była iście hipnotyzująca. Nie na co dzień się coś takiego oglądało. Rzucisz się na ratunek Brownowi czy stchórzysz patrząc jak obojga pochłania bagno?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
To, co ujrzał, lekko go... Zniesmaczyło? Albowiem dwóch ludzi - jeśli można by ich tak nazwać - z czego jeden bez sporego kawałka ciała, którzy jedzą umierającego jelenia to raczej niecodzienny widok? Na szczęście Matt przywykł do widoku zwierząt, zjadających inne żywe stworzenia. Ale ludzie... Zmusił się do powstrzymania przed zwymiotowaniem i połknął gulę, jaka urosła mu w żołądku.
Bynajmniej nie miał zamiaru zwracać na siebie ich uwagi.
Zerknął kątem oka na gliniarza. Był cały zielony na twarzy. Jeszcze chwila i rzygnie, a tamci na pewno to usłyszą. Zakrył jego usta i pokazał mu, żeby był cicho.
- Nic nie mów, młody. - wyszeptał mu do ucha. - Zamknij oczy i stój w spokoju, bo inaczej zapewne skończy się to mniej przyjemnie. Teraz pożyczę twojego gnata. Nie rób nic, dopóki nie powiem. - sięgnął do kabury po jego pistolet. Sprawdził, czy jest odbezpieczony, przeładował jak najciszej mógł. Toporek zatknął do otwartego pokrowca.
Wycelował w grubasa, odetchnął cicho i nacisnął spust trzy razy, mając nadzieję, że trafi. W sumie strzelał już tyle lat, że nie powinno być innej możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t128-matthew-wright#459
NARRATOR
avatar
Matt

W rzeczy samej. Widok był obrzydliwy do granic możliwości ludzkiej wyobraźni. Rodziło się jednak pytanie co było nie tak z tą parą i jakim cudem kobieta funkcjonowała skoro widać było prześwity w jej żebrach. Franklin stawał się coraz bardziej zielony na gębie, niemniej nie podzielał zapędów Wrighta i choć dał sobie wyjąć broń to rzucił się na swojego towarzysza z przejawem oburzenia.
- CO TY ROBISZ?! TRZEBA IM POMÓC! - tak, tleniony blondyn naprawdę w to wierzył. Tym samym tylko jeden strzał dosięgnął celu - ramienia grubasa. Dwie pozostałe kule śmignęły między drzewa, a glock poleciał gdzieś w bok.

Rezultat: Zabranie broni policjantowi nie było najlepszym pomysłem. Nie masz pistoletu, a tłuścioch z towarzyszką was zauważyli.


SESJA WSTRZYMANA.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon Lis 21, 2016 2:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Prawie dostała zawału, kiedy za jej plecami pojawił się policjant. Nie czuła się bezpiecznie w tym lesie, nie wiedziała co się działo. Ten murzyn nie wyglądał na pełnego rozumu. 
- Ja nic..- Sama spojrzała na swój scyzoryk. Wyciągnęła go, żeby poczuć się choć trochę bardziej komfortowo. 
- Ja bym tego nie robiła..- Odezwała się do policjanta, który postanowił pomóc czarnemu człowiekowi. Ogólnie mundurowi nie wyglądali tutaj najlepiej. Widziała w swoim życiu ludzi bardziej pasujących do tej profesji, czego się jednak spodziewać po takiej małej miejscowości? 
Janis mimo wszystko szła do tyłu, nie miała zamiaru pomóc policjantowi, przecież nie od tego tu była? Nie miała zamiaru zapaść się w bagnie w towarzystwie domniemanego mordercy. Wtedy jeszcze ten czarny ugryzł w rękę policjanta.
- Co tu się odpierdala.. - Powiedziała do siebie, po czym nieco przyspieszyła.
- Jasne, zadzwonię po karetkę!- Rzuciła do niego jeszcze na pożegnanie. Nie ruszyła z pomocą, bo była tylko delikatną kobietą, jaki to miało sens? Postanowiła faktycznie sprowadzić jakieś wsparcie, przecież w lesie było więcej osób, z tego, co sobie przypominała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
NARRATOR
avatar
Janis.

Słabe pocieszenie. Brown darł się wniebogłosy nie mogą pojąć dlaczego wyciągnięta, pomocna dłoń jest w tej chwili właśnie konsumowana. Długo z resztą nie myślał bo zaraz zapadł się w bagno głową w dół zaraz o tym jak Janis zniknęła za drzewami. Taka była cena bohaterstwa. Po drodze udało się kobiecie napotkać dwóch innych policjantów, którzy rozpoczęli jej poszukiwania tracąc kontakt z Brownem. Pobiegli we wskazanym kierunku na ratunek, pozostawiając Romanov samej sobie.

Rezultat: Otrzymujesz 2 losy oraz wyrzuty sumienia, pytanie tylko czy te sumienie masz.

z.t dla Janis
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
//w drodze na ryneczek z domku (klik)


Kroczyły razem ścieżką. Dwie pancerne i pies, który wiernie szedł u boku Carmen. Taki spacer na pewno im wszystkim dobrze zrobi, o ile nie dojdzie do komplikacji. Tym bardziej, jeśli nie będzie huków wystrzału z broni palnej. W przeciwnym wypadku, to już człowiek na zakupy spokojnie nie pójdzie.
Droga się dłużyła, a mózg podpowiadał, że miłoby było sobie zapalić. Z każdym metrem wydawało się, że coraz więcej ich przybywa. To mogło źle wpłynąć na morale grupy.
- Hej, Lu. - zarzuciła Carmen podśmiechując, zerkając kątem oka na psa. Wolała go nie spuszczać z oka, bo i tak jego stan wyglądał niepewnie. Miał zostać w domu, ale to mógł nie być dobry pomysł. Pieski czasem lubią sobie pobałaganić lub pozaczepiać buty.
- Chcesz usłyszeć fraszkę?
- zapytała dość niepewnie. Zwykle nie miała talentu do żartowania, ale czego to się nie robi dla dobra grupy.
Nie czekając dłużej od razu przystąpiła do wymyślania jakiegoś suchego tekstu na rozładowanie napięcia, będąc w nadziei, że Lu się skusi. No dawaj, nie bądź sztywniak. Tekst już miała prawie na końcu języka. Teraz tylko poczekać, aż Lu się skusi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
No, cóż. Droga faktycznie nieco się dłużyła mimo, że Lucille chciała jak najszybciej dojść w miejsce, w którym otoczona będzie ludźmi. W tym lesie po tych wszystkich wydarzeniach nie czuła się jakoś super pewnie. Miała swoje dziwaczne myśli i różne scenariusze, chociaż wiedziała, że dookoła nic się nie dzieje. Gdyby tylko któraś z nich miała samochód... W tym momencie Lu żałowała wiecznego życia na taksówkach. Zamyśliła się na chwilę, ale z tego stanu wyrwał ją głos Carmen. Fraszki od niej to ostatnie czego się spodziewała. Cóż, znały się zaledwie od wczoraj, ale blondynka zapadła w pamięci Lucille raczej jako osoba cicha i spokojna, małomówna. Zatem żarciki w środku lasu to ostatnie czego by się spodziewała. 
- Dawaj. - odpowiedziała bez zbędnego namysłu, bo co jej szkodzi. Rozmowa z pewnością pozwoli jej odgonić nachalne myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
- Czemu niewidome dzieci lubią bułki z makiem? - zapytała z pełną powagą, jakby to wszystko miałoby być nieciekawe. Jednak tuż za moment miało dojść do punktu kulminacyjnego, gdzie wyjdzie na jaw, czy było to choć trochę śmiechu warte.
Piesek cały czas szedł grzecznie obok, czasem pchając się na nogę Carmen. Ta już nie wiedziała, czy on tylko zaczepia, czy zaczyna kuleć. Pies był naprawdę duży, skoro dała radę pogłaskać go po główce, podczas wyprostowanego chodu. A może to tylko przez nierówność terenu? W końcu był to las z drogą utorowaną przez koła jakiejś terenówki. W sumie to nawet nie było tu tak źle. Zielono, miło i przyjemnie. Ale gdyby tak zejść ze ścieżki... Nie, to zły pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Okolice-