IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 3. Domek letniskowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Domek letniskowy

   

Domek kilkuosobowy. Posiada dwa małe pokoje i łazienkę. W standardowym wyposażeniu znajduje się telewizor, telefon i czajnik elektryczny.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
//Noc, tuż po powrocie z imprezki u Alice >hir<

Bardzo miło ze strony pana Belardo, że odwiózł dziewczęta do ośrodka po tych dziwnych wydarzeniach jakie miały miejsce w domu Alice. O ile dziwnym można nazwać coś kompletnie irracjonalnego, co nikomu o zdrowym rozsądku nie przyszłoby do głowy. Szeryf wybawiciel polecił udać się prosto do pokoi, więc tak też zrobiły, zwłaszcza, że Lu nie miała po tym wszystkim najmniejszej ochoty na więcej ewentualnych przygód. Lucille wraz z Carmen odprowadziły Anabelle niemalże tuż pod miejsce jej zakwaterowania z nadzieją, że to właśnie prosto do niego skieruje swoje kroki. Pożegnały się z zapewnieniem, że niedługo znów się spotkają. Najpierw przyda się odrobina odpoczynku. Poza tym szwędanie się o tej porze nie jest najlepszym pomysłem.
Carmen zaś odprowadziła Lucille tuż pod drzwi jej domku. Chociaż po stanie upojenia alkoholowego to można było dyskutować na temat, która którą odprowadziła. Za nimi całą drogę tuptał nowy, psi przyjaciel Carmen. Doprawdy uroczy pies, przez co fakt, że był ranny bolał jeszcze bardziej. Całe szczęście, że jednak go tam nie zostawiły, bo Carmen pewnie zalałaby się łzami jednocześnie obwiniając o to resztę dziewczyn. W końcu kazały jej się od niego odsunąć. Nie był to brak miłości do zwierząt, a raczej czysta ostrożność. 
To również pies zadecydował o tym, że Carmen spędziła noc w domku Lucille. Ale noc taką bez podtekstów. 
- Nie możesz czekać z opatrzeniem tego, jeszcze straci za dużo krwi. To nie wygląda dobrze. - powiedziała do niej Lu przyglądając się z bezpiecznej odległości psu i na oko oceniając jego stan. Piesek chodził o własnych siłach, więc pewnie nie było tak źle. Bardziej ciekawiło ją, kto go tak urządził. Znając życie jakiś sukinsyn go potrącił i nie udzielił pomocy. 
Lucille zaprosiła Carmen do środka. Szybko przekopała pół domku i cały bagaż w poszukiwaniu opatrunków dla psa, ale nic takiego nie znalazła. Musiała improwizować. Pomogły jej w tym gratisowa paczka podpasek, którą dostała od Alice poprzedniego dnia i jedna ze starych koszulek, które wygrzebała z dna walizki. I tak była stara, a i rozerwała ją na długie pasma tak szybko, że Carmen nawet nie mogłaby zaprotestować. Teraz ważniejszy jest pies


Ostatnio zmieniony przez Lucille Morphy dnia Sob Lis 19, 2016 4:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
Ośrodek, czyli nowe miejsce, które poznaje. Nie taki był plan jej podróży, ale chyba nie powinna narzekać na to co ma, widząc co się działo w domu Alice. Co jeśli takich przypadków jest więcej i mogłaby wpaść w o wiele większe kłopoty? Można rzec, że doszła już do stanu normalnego. Zachowywała i wypowiadała się normalnie, jednak nadal było od niej czuć alkoholem. Nie była też przekonana co do tego pieska. Z jednej strony może nie zasymilować z Carmen, a z drugiej bardzo złym rozwiązaniem dla sumienia byłoby go tam zostawić.
Jak to mówią w wojsku - ''Mission First". Zwrot ten jest zwykle używany w bardzo groźnej dla życia i zdrowia sytuacji, a ta która przytrafiła się na domówce była chyba jedną z tych najniebezpieczniejszych w życiu Carmen. Jej plecak był to nieodłączy element jej misji. Zawsze pilnowała swoich rzeczy jak oczka w głowie. Nawet jeśli była upojona lub zestresowana. To taki ogromny priorytet, bez którego jej przygodowanie byłoby niemożliwe.
W sumie, to nie wyglądał on nawet tak źle. To co, że był ranny i brudny? Nadal był żywy, a dzięki udzieleniu pomocy możnaby liczyć na okazanie wdzięczności. Właśnie na to też liczyła Carmen, spoglądając mu w oczy. Teraz najważniejsze było znaleźć rozwiązanie na opatrzenie jego rany.
Lucille okazała się być bardzo uprzejmą koleżanką. Nie pozostawiła Carmen i jej psa w potrzebie. Poświęciła nawet swoje super profesjonalne gazy jałowe, które mogły ocalić wiele istnień podpaski oraz koszulkę. Z tych dwóch rzeczy możnaby wykonać prowizoryczny opatrunek. Carmen tak też postanowiła. Poza tym, nic innego jej nie pozostało.
Przytaknęła i uśmiechnęła się w podzięce, zabierając się do roboty. Pamiętając o jednej z głównych czynności, które zapamiętała na temat pierwszej pomocy, zadbała o aseptykę. Dopilnowała zatem by kontakt z krwią był jak najbardziej ograniczony. Wiadomo, że krew roznosi wiele chorób. Opatrzyła pieska najlepiej, jak mogła oczyszczając wpierw ranę odrobiną wody butelkowanej, którą wytrzasnęła z plecaka, a następnie położyła na ranie podpaskę. Zwinęła w rulon jeszcze jedną, by położyć ją na pierwszą. Miało to na celu docisnąć bazę do rany w celu zatamowania krwawienia. Całość owinęła bandażem z koszulki, który zawiązała.
Podczas tego całego zabiegu pies trochę poskomlał, ale z czasem się uspokoił. Widać, że jest silny, skoro wytrzymał tyle czasu w towarzystwie Carmen, która z natury jest osobą czasem niezrozumiałą. Być może pojawi się jakaś więź damsko-pieska? Gdy zabieg ten dobiegł końca, Carmen od razu poszła do toalety załatwić potrzebę, która męczyła od dłuższego czasu. O rany, jaka ulga... Teraz już każdy powinien poczuć się lepiej.
Po powrocie ułożyła się na fotelu, który sobie upatrzyła. Sięgnęła do kieszeni po telefon, by sprawdzić, czy nikt sie do niej nie dobijał. Jednak nie było tam żadnych połączeń nieodebranych. Odłożyła go, powoli wsuwając do kieszeni swojej śnieżnobiałej bluzy z kapturem. Rzuciła jeszcze okiem na pieska. Widząc jak jego klatka piersiowa się unosi, stwierdziła że oddycha i raczej powinno być już w porządku. Zaraz po tym odleciała lulu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
//ranek, 8.07


Dziewczyna nawet nie pamięta kiedy zasnęła. Jedyne co pamiętała to pomoc w opatrzeniu rany psa i rozmowę z Carmen do późna, na temat wydarzeń z zeszłej nocy. Teraz obudziła się na kanapie w ciasnym saloniku jej wynajętego domku, z rozczochranymi włosami, w rozmazanym makijażu i przepoconym, brudnym ubraniu. Nieprzyjemny widok. Podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła. Było już jasno, miała wrażenie, że dosyć wcześnie. Gdy tylko jej oczy zyskały możliwość ostrego widzenia odnalazła w tylnej kieszeni spodni telefon i odczytała godzinę godzinę na wyświetlaczu - faktycznie, było przed południem. 
Rozejrzała się do pokoju. Gdyby połowa pokoju nie była umazana w błocie i krwi z pewnością byłby to miły widok. Mniej więcej w centrum leżał pies, który smacznie spał co jakiś czas pochrapując. Miała szczerą nadzieję, że wszystko będzie dobrze, ale miała świadomość, że bez wizyty u weterynarza pewnie się nie obejdzie. 
Przerzuciła wzrok na inną część pomieszczenia - Carmen najwyraźniej była tak zmęczona, że nawet nie bawiła się w szukanie miejsca do leżenia i zasnęła niewielkim na fotelu z regulacją nachylenia oparcia. Przynajmniej lepszy niż podłoga. 
Korzystając z okazji, że Carmen jeszcze spała Lu podniosła się z kanapy i powędrowała do łazienki. Tam szybko się ogarnęła - wzięła przysznic, umyła zęby, przebrała się i jeszcze z mokrymi włosami usiadła przed domkiem na jednym z trzech schodków. Czas na porannego papierosa. Brakowało jej tylko kawy, ale była zbyt leniwa i obolała po spaniu na kanapie by teraz się w to bawić. Nie zamknęła drzwi, chciała mieć oko na psa i Carmen. Postanowiła, że poczeka aż chociaż jedno z nich się obudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
Owszem.
Carmen z braku sił nie zamierzała po nocy przeprowadzać rewolucji w poszukiwaniu bogatego miejsca do spania. Fotel ten okazał się najlepszym rozwiązaniem. I tak nie była u siebie, więc wolała nie testować cierpliwości gospodarza. Gdyby nie Lu, zapewne spałaby przed domkiem lub szwendała po ulicach, próbując złapać stopa. Gorzej byłoby z psem, który by się wykrwawił na śmierć.
Drzemka do najspokojniejszych nie należała, ale dobrze, że w ogóle jakaś była. Dla Carmen sen był lekarstwem na wszystko. Koi nerwy i pozwala zapomnieć o wszystkim na te skromne parę godzin. Stał obok muzyki i jedzenia. Czynności te tworzą wielkie trio, które kształtują sferę sacrum. Sen był spokojem ducha. Jedzenie symbolem potęgi i bogactwa. Muzyka zaś była symbolem kojenia nerwów i harmonii. Mniejsza z tym... Psu chyba spało się znacznie lepiej.
Jednak kiedyś musiała zbudzić się ze snu. Doprowadziły do tego szmery Lucille paradującej po domku. Czy ta kobieta nie ma litości? Carmen otworzyła oczyska i pierwsze co to spojrzała psa, bez zastanowień powoli wsuwając dłoń po telefon. Sprawdziła spis połączenia, ale nie było żadnych nieodebranych. To samo z wiadomościami. Brak.
Wsunąłwszy telefon do kieszeni spodni powoli się rozejrzała. Zauważywszy, że dookoła cisza i spokój, przeciągnęła się i podniosła cztery litery z fotela. W międzyczasie skinęła głową powitalnie. Dzień dobry, Lucille. Słowa same się nasuwały na język, jednak miała opory przed powiedzeniem czegokolwiek. Przy tym niemym geście towarzyszył jej jedynie przyjacielski uśmiech, który do niej posłała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
W końcu, ile można spać. Na nieme powitanie Lucille również odpowiedziała skinięciem głowy i delikatnym uśmiechem. Po tym ociężale podniosła się ze schodów uprzednio gasząc nie spaloną fajkę. Niech straci. Stanęła w drzwiach, zaplotła ręce na piersi, a ramię i głowę oparła na futrynie. Otworzyła usta i ziewnęła. Ciężka noc.
- Obawiam się, że śniadania Ci nie zapewnię. - odezwała się po chwili przyglądając się prawie że pustym szafkom i blatom. Mieszkając samotnie zazwyczaj jadła poza domkiem, a w środku miała jedynie coś do picia i pojedyncze przekąski. Po swoich słowach mimo wszystko zaczęła przekopywać szafki i małą lodówkę i nadziei na znalezienie czegoś jadalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
Podczas gdy Lu przetrzepywała szafki ta podeszła do blatu. Oparła na nim dłonie i zerknęła jeszcze na pieska przez ramię. Śpi bidulka. Niech odpocznie.
- Lu... - zawiesiła się na moment w niewiedzy, czy może się tak zwracać. Sama nie miała zbyt wiele, ale to zawsze coś.
- Sama też mam przekąski. Nie martw się, zawsze możemy skoczyć na miasto. - dodała, nie będąc pewna czy to dobry pomysł. Przecież na zakupy tu nie przyjechała, a na kanibali nie miała ochoty wpaść. Wtem zerknęła w stronę swojego plecaka, przeliczając w myślach ile sztuk i czego mogłoby jej pozostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
Właściwie to wyglądało tak, jakby Lucille nie słyszała tego co mówiła do niej Carmen. Słyszała, ale nie słuchała. Dalej zawzięcie otwierała każdą szafkę po kolei. Była pewna, że miała gdzieś coś, co nadawałoby się na śniadanie. Nie ładnie tak wypuszczać gościa bez śniadania, zwłaszcza, że sama ją zaprosiła.  
- Cholera... - syknęła pod nosem gdy nie miała już więcej szafek do przeszukania, a w poprzednich nic nie znalazła. Więc to są te minusy samotnych wyjazdów. 
Zrezygnowana oparła się tyłem o blat opierając na nim dłonie. Pomysł Carmen nie był taki zły. Chociaż w głowie Lu pojawiła się myśl co w tym czasie zrobić z psem, którego stan jeszcze nie był do końca wiadomy. Lenistwo to już inna sprawa.
- I tak muszę kupić coś na później. - odezwała się po dłuższej chwili rozmyślania nad planem. - Ale co z nim? - kiwnęła na psa. Niby wyszłyby tylko na trochę, ale zostawiać samotnie rannego psa? Zwłaszcza, że dalej nie wiedziały co mogło mu się stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
NARRATOR
avatar
Cisza jaka panowała wokół domku, została nagle przerwana. Do uszu dziewczyn doleciał przeraźliwy kobiecy wrzask, któremu zawtórowało daleki i błagalne Ratunku! Wystraszony pies, momentalnie zerwał się z miejsca i zaskomlał, podbiegając do Carmen, by wcisnąć jej głowę pod dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- Na później to i mnie się coś przyda. - oznajmiła, muskając się palcami po brodzie. Sporządzając w myślach listę zakupów, które mogą być jej potrzebne. Wiedziała, że na pewno nie może być obojętna i musi załatwić pieskowi jakąś karmę. Jednak najlepszą opcją wydawała się dieta z surowego mięsa. Wiedziała o psach jedynie tyle, że mogą jeść surowe mięso. Podobno pobudza pierwotne instynkty, a smak konsumowanej zwierzyny zapada w myślach na dłużej. Rozmyślając tak Carmen aż sama zrobiła się głodna. Dało się to nawet usłyszeć. Niefortunne burczenie w brzuchu. Tykało, niczym bomba zegarowa odmierzająca czas do końca. Lepiej nie lekceważyć, bo można zasłabnąć.
- Aussie? Może iść z nami. Zapewne przyda mu się spacer. - uniosła odrobinę kąciki ust, będąc w przekonaniu, że zabranie psa, choćby rannego, będzie dobrym rozwiązaniem, a przyjaźń damsko-pieska zyska na tym jakiś punkt. Ale to tylko jej przemyślenia, które po chwili zostały zakłócone wołaniem o pomoc. Co tym razem się stało?
Pies zawył przeraźliwie i wystrzelił jak z procy w stronę Carmen, która niespodziewając się tego upadła na ziemię po nieudanej próbie wskoczenia na blat. Zasłoniła jedynie twarz przedramionami i zwinęła się w kulkę. Gdy zorientowała się po chwili, że pies jest jedynie przestraszony, pogłaskała go i robiła to tak długo, aż nie przestanie popiskiwać. Rany, psie, to Ty tu jesteś samcem alfa i powinieneś się nami zajmować...
- Ktoś potrzebuje pomocy. - rzuciła do Lu, powoli wstając. Rzucając spojrzeniem w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
- Może to nie jest taki zły pomysł. - odpowiedziała a propo spaceru dla psa. Już oddaliła się od blatu i zarzucała na ramię swój plecak, z którym nigdy się nie rozstaje aż pies omal nie zwalił jej z nóg gdy leciał w stronę Carmen. Scena nieudolnej ucieczki blondynki była komiczna, chociaż przez chwilę było groźnie. Gdyby nie obecna sytuacja, Lucille pewnie wybuchłaby śmiechem głośniej niż krzyk zza okna. Właśnie, krzyk. 
Lu spojrzała się na Carmen przestraszonymi oczami. W pierwszej chwili nie wiedziała co powinna zrobić w tej sytuacji. Oczywistym było, że kobieta potrzebowała pomocy i takowej trzeba było jej udzielić. Jednak dziewczyna dalej miała w głowę sytuację z ubiegłej nocy, którą właśnie sobie przypomniała. Muszą zachować ostrożność. 
Gdy Lucille oprzytomniała od razu rzuciła się do drzwi, by je zamknąć. Przekręciła klucz upewniając się, że nikt niepożądany się do nich nie dostanie. Następnie wskoczyła na blat z większą gracją niż Carmen, by mieć dobry dostęp do okna. Miała wrażenie, że krzyk dobiegał z tamtej strony. Zamierzała wypatrywać kobiety aby ewentualnie ocenić niebezpieczeństwo, w jakim one samy mogły się znajdować. Egoistycznie? Może, ale Lu dalej miała przed oczami panią Maxwell. Przy tym wszystkim starała się zostać niezauważona z zewnątrz. 
- Zostań na tej ziemi. - syknęła nieco groźnie do Carmen marszcząc brwi. A biedna dopiero co się z niej podnosiła. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
NARRATOR
avatar
Pies przylgnął do Carmen, uciszając się z każdym kolejnym dotykiem jej dłoni. Lucille, za oknem nie dostrzegła nic niepokojącego. Między drzewami nie pojawiła żadna osoba a dziewczyna dopiero po chwili dostrzegła wychodzących ludzi z drugiego domku, oddalonego o kilka metrów. Kobieta o rudych włosach, trzymała za rękę mężczyznę, który rozglądając się po okolicy, pociągnął towarzyszkę za sobą i zniknął z oczu Lu.

Kobiecy krzyk ani błagania się nie powtórzyły, ale dziewczyny po chwili usłyszały echo wystrzału z pistoletu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przytaknęła tylko, nawiązując z Lu kontakt wzrokowy. Sprawy widocznie uległy komplikacji. Z tego co słychać, to nawet całkiem poważnej. Odgłos wystrzału z broni palnej nie należały do tych najprzyjaźniejszych. Zwłaszcza, źe mogą prowokować psa do szczekania. Carmen nie zastanawiała się długo. Głaskała czworonożnego przyjaciela przez cały czas, nawiązując z nim kontakt wzrokowy co chwilę. Miała nadzieję, że go to uspokoi.
Była bardzo ciekawa co się dzieje na zewnątrz, jednak nie jest na tyle głupia, by wystawić się na odstrzał. Nawet jeśli druga strona oferuje, że jej nie skrzywdzi. Nie. Z terrorystami się nie negocjuje. Tym bardziej, jeśli w grę wchodzi ludzkie życie.
Jej myśli zostały wypełnione wieloma obrazami, które mogły mieć miejsce nieopodal domku. Ranna uciekająca kobieta, a za nią zbir, gwałciciel, nie wiem, ale na pewno uzbrojony. To koszmar. Usiadła tylko opierając się plecami o szafkę pod blatem. Psa przytuliła do siebie, i tak czekała na kolejne sygnały od Lu. Patrząc raz na nią, raz na psa i raz na drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
- Pusto... Pusto. Nikogo nie widzę... - relacjonowała cicho pod nosem. Tak cicho, że nawet nie wiedziała czy Carmen ją słyszy. Ale mniejsza o to. Ważne, że siedziała na ziemi i nie wychylała się. Jeżeli w pobliżu jest ktoś, kto może im zagrażać to niech lepiej nie wie, gdzie się znajdują. Chyba tak właśnie trzeba robić. - Ktoś wyszedł z domku obok... Jakaś para... - kontynuowała relacjonowanie obserwacji nie spuszczając wzroku ani na sekundę. 
- Zniknęli. - na koniec dodała jeszcze ciszej jakby w obawie, że ktoś może ją usłyszeć. Ale nie chodziło o to. Lucille była tak spięta i skupiona podczas obserwacji, że nagły wystrzał z pistoletu omal nie przyprawił jej o zawał. W jej głowie pojawiło się mnóstwo myśli. Kto strzelał? Do kogo? Czy to tamta para? Była strasznie zdezorientowana. Sądziła, że ośrodek to ostatnie miejsce, w którym ktoś miał broń. A może ktoś strzelał do jakiegoś zbira? Może to do osoby, która zaatakowała tamtą kobietę. W końcu krzyk ustał... Za dużo pytań, brak odpowiedzi. 
Ze strony Lucille można było usłyszeć kilka nerwowych przekleństw. Nie wiedziała co zrobić w tej sytuacji, a czuła, że coś jest nie tak. Nie wiedziała czy powinna czekać, czy po prostu zgarnąć Carmen z psem i udać się w mniej odludnione miejsce. W pośpiechu zeskoczyła z blatu i szybkim krokiem zaczęła chodzić od okna do okna przy każdym zatrzymując się dosłownie na moment i wypatrując czegoś na zewnątrz. Nawet nie zdjęła plecaka, który zarzuciła na plecy jakiś czas temu. Zdecyduje co robić, jeśli okaże się, że na zewnątrz w zasięgu wzroku jest bezpiecznie. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
NARRATOR
avatar
Lucille za oknami dostrzegała jedynie drzewa i wszechobecną zieleń. W najbliższym otoczeniu nie pojawił się żaden człowiek. Cisza również ponownie zaległa a echo krzyku i wystrzału już się nie powtórzyło. Wyglądało na to, że to co się działo, już skończyło, albo było daleko stąd.

Carmen, w końcu osiągnęła, to co pragnęła. Pies przestał skomleć, wpatrując się w dziewczynę z wyczekiwaniem. Pozwalając sobie na dotknięcie zimnym nosem jej policzka, chyba czekał na decyzje swojej nowej pani. Patrząc na nią, wydawał się wszystko rozumieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pogłaskała psa jeszcze kilka razy wolnym ruchem dłoni. Od szczytu główy wzdłuż grzbietu. Siedząc tak, Carmen zastanawiała się, jakie zło mogło się przydarzyć temu biednemu pieskowi, kiedy jeszcze się nie znali. Szkoda było biedaka. Myśli te przerwała jej genialna myśl. Spojrzała jeszcze raz na Lu i pieska, po czym wolnym tempem popełzała na czworaka do swojego plecaka usytuowanego pod ścianą.
Dziewczyny chciały iść na zakupy, więc dobrą myślą będzie przygotować sobie miejsce, w które te zakupy się wrzuci. Samochodu raczej nie miały, a siatki nie zawsze są trwałe. Dlatego też Carmen postanowiła wyciągnąć z plecaka wszystkie ubrania i schować je w jednej z wolnych nisko usytuowanych szafek, lecz zanim to zrobiła, pstryknęła palcem trzy razy, by zwrócić na siebie uwagę. Psa wyraźnie to zainteresowało, ale co z Lu?
- Lu... - ponownie się wstrzymała, nie wiedząc, czy się nie pogniewa za takie zdrobnionko - Nie masz nic przeciwko, że się tu wypakuję na czas zakupów? W plecaku je tu przyniosę, a potem spakuję się od nowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t132-carmen-seraphis
No i chodziła tam i z powrotem, od okna do okna jak jakaś wariatka. Troszeczkę. Nic a nic nie wypatrzyła. Z jednej strony dobrze... A z drugiej dalej zastanawiała się co wydarzyło się na zewnątrz. Z jej mini wariactwa wyrwało ją pytanie Carmen, na które i tak odpowiedziała z opóźnieniem. Zrezygnowana usiadła na kanapie i przetarła dłońmi twarz. Na chwilę zapanowała cisza, a wzrok Lu powędrował gdzieś w głąb pokoju. Może to tylko moje głupie wymysły. Faktycznie, być może Lucille po prostu sobie coś ubzdurała, a przez wydarzenia z zeszłej nocy to wyolbrzymiała. Ogarnij się. 
- Jasne, śmiało. - w końcu rzuciła do Carmen w odpowiedzi. Po tym sama wstała i otworzyła plecak upewniając się, że jego stałe wyposażenie dalej jest w środku. Jedyne co z niego wyjęła to nóż sprężynowy, który od pewnego nastoletniego incydentu zawsze nosi przy sobie. Przerzuciła go z bocznej kieszeni plecaka do tylnej kieszeni spodni. Tak by w razie czego mieć do niego swobodny dostęp. Tak samo jak podczas jej spacerów po mieście w środku nocy. Kto wie co czai się za rogiem.
Nie mogły tak wiecznie siedzieć, zwłaszcza, że nic się nie działo. Wróciły do starego planu - zakupów. Gdy Carmen ogarnęła już plecak Lucille powędrowała w stronę drzwi. Powoli je odkluczyła, a następnie otworzyła. Chyba spokój, chociaż myśl o wydarzeniach sprzed chwili nie dawała jej spokoju. 
Zatem obydwie, wraz z czworonożnym kumplem ruszyły w stronę >ryneczka<.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t95-lucille-morphy
NARRATOR
avatar
Aby dostać się na ryneczek Twain Harte, dziewczyny musiały przejść >laskiem<.

zt wszyscy
Można pisać w nowej lokacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
3. Domek letniskowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mały domek
» Domek państwa Vex
» Domek jak każdy inny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-