IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
NARRATOR
avatar


   
   
Ratusz

   


Ratusz zmienił się w centrum kryzysowe. Na ulicy przed budynkiem, zawsze stało kilka wojskowych samochodów a wejścia do środka pilnowali uzbrojeni policjanci.
Wstęp do środka mieli nieliczni.

Stąd blisko chociażby do centrum handlowego i na promenadę.

WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
/ osiedle > przeskok

Po powrocie z osiedla, nie wdawała się z Lennym w szczegóły. Nie chciała nakładać na jego głowę zmartwień, na które nie miał wpływu. Czując, że w sercu dalej pozostaje decyzyjnym funkcjonariuszem policji, podejrzewała, że źle czuje się jako ktoś, kto może tylko słuchać innych i nie wiele zdziałać.
Tym bardziej gdy wiązała się z tym śmierć bliskich.
Sama, ciągle próbując nawiązać kontakt ze swym bratem, zamartwiała się, że nigdy już go nie zobaczy. Brak bieżącej wody, nie był tak straszny jak utrata elektryczności. Po niej wiedziała, że nie ma szans na skontaktowanie się z rodziną. Mogła jedynie próbować się do niej dostać.
Idąc ulicą, na którą wylęgli wściekli i zaniepokojeni mieszkańcy, czuła jak skręca ją w żołądku. Odpędzając od siebie myśli o powrocie do hotelu i Belardo, chciała spróbować swych sił sama. Z plecakiem na ramionach, gdzie upchała kilka ciuchów, wymknęła się z pokoju, licząc na zdobycie samochodu. Mogłaby nim wrócić po Lenka, Adę i małą Molly. Mogła.
Naturalnym odruchem było pragnienie dostania się do centrum kryzysowego, gdy ten kryzys się pogłębił. Sophie wbiegła po schodach i dopadła do drzwi, chcąc je otworzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
/po wydarzeniach przy ogrodzeniu

Nie działo się dobrze. Od kilku dni sytuacja przedstawiała się nieciekawie… żeby nie powiedzieć – tragicznie. Jane z każdym kolejnym dniem miała przeczucie, że coś tu jest nie tak. Najpierw ta cała akcja przy ogrodzeniu, później niewyjaśnione przerwy w dostawach prądu. Czuła przez skórę, że sytuacja na zewnątrz się pogarszała. Początkowo Ryder zamierzała zatrzymać swoją opinię dla siebie, żeby nie niepokoić innych ludzi, przebywających w strefie. Niestety, w którymś momencie musiała zainterweniować. Zwłaszcza wtedy, gdy zapasy wody znacznie się skurczyły, podobnie z resztą, jak liczba żołnierzy. Pewnie chcieli się wymknąć cichaczem, w mniejszych oddziałach, żeby później zostawić ludność samą sobie. O nie. To nie po to Jane oddała im swój ekwipunek, aby teraz tchórzyli i wyjeżdżali. Kto inny miałby ich obronić przed Dziwakami? Mogła się założyć, że mało kto potrafił obsługiwać taki karabin wojskowy czy chociażby krótki pistolet.
Skierowała swoje kroki do ratusza, zbierając uprzednio swój skromny dobytek. Pomyślała, że w tym miejscu najprędzej dowie się wszystkiego na temat ostatnich, nieciekawych wydarzeń. Fajnie by było, gdyby w końcu ktoś powiedział głośno o ewakuacji ośrodka, a raczej ucieczce personelu.
Zatrzymała się na schodach, wiodących do ratusza i zmierzyła wzrokiem ludzi, próbujących dostać się do środka. To nie będzie łatwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Ratusz nie był aż tak oblężony przez rozżalony tłum. Większość azylantów wolała wyszarpywać między sobą plazmowe telewizory niż szukać czegokolwiek w wyglądającym na opuszczony budynku. Od frontu większość dużych okien była wybita, a drzwi zamknięto grubymi łańcuchami na kłódkę. Było zbyt ciemno aby dojrzeć przez szyby czy w środku znajdują się ludzie. Obie kobiety mogły dostrzec jak sylwetka jednej z osób kręcących się przy ratuszu znika pomiędzy szykownymi kolumnami. Najwidoczniej dziurawe okna rekompensowały brak drzwi i wystarczyło sobie wybić wejście kamieniem.

W pobliżu jest około siedmiu, dziesięciu osób, które ze sobą rozmawiają, wykłócają i złorzeczą na rząd złodziei i oszustów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szarpnęła za łańcuch, chociaż był to jedynie akt bezsilności, chęć wyżycia się na czymś. Sophie wiedziała, że drzwiami nie dostanie się do środka. Z rezygnacją pomyślała, że nie było po co.. Pragnąc odnaleźć kogoś, kto wiedział więcej niż ona, musiała przyznać, że wszyscy uciekli.
Odchodząc od drzwi, zerknęła za siebie i spojrzała po najbliższych osobach, dostrzegając kobietę, której twarz znała jeszcze z ośrodka.
- Jane..?
Nie do końca była pewna, czy dobrze zapamiętała imię, jednak nie zamierzała rezygnować z zaczepienia kobiety. Gdzie była jej kuzynka? Sophie zgarnęła włosy na tył głowy i zwróciła twarz na jedno z wybitych okien.
- Jesteś sama?
Zapytała, namyślając się nad powrotem do hotelu. Stopy jednak same powiodły ją do wybitego okna. Sophie zerknęła do środka, decydując się wejść przez okno, jeśli tylko miała taką możliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Przez chwilę przysłuchiwała się wrzeszczącej grupce. Nie mówili nic konkretnego, zwykłe hasła, powtarzane przez ludzi na całym świecie. Zerknęła kątem oka na zabezpieczone łańcuchem drzwi. Nie ma mowy, żeby przez nie przeszła. Nie bez odpowiedniego sprzętu. Na chwilę obecną nawet nie miałaby czym się pozbyć łańcuchów, nie alarmując pozostałych władz. Niepotrzebnie w ogóle rozważała taką możliwość, skoro musiał być szybszy sposób na dostanie się do środka. Ktoś musiał wcześniej próbować.
Kiedy usłyszała swoje imię zmarszczyła brwi i rzuciła okiem w kierunku, z którego dobiegł ją kobiecy głos. Udało jej się rozpoznać znajomą postać – Sophie z ośrodka. A później z farmy. Miło spotkać znajomą twarz, szczególnie w obliczu kryzysu.
- Jak widać - wzruszyła ramionami w odpowiedzi.
Szczerze powiedziawszy, nie wiedziała, gdzie jest kuzynka. Nie znalazła jej w miejscu noclegowym, a więc musiała wybrać się na spacer. Nie do końca się to Jane podobało, ale co mogła na to poradzić? Fairy była już dorosła, więc Ryder miała nadzieję, że nie wplącze się w żadne kłopoty.
Spojrzał z zaciekawieniem na blondynkę, która w tym momencie postanowiła wejść przez rozbite okno.
- Myślisz, że to dobry pomysł? - zerkając dyskretnie przez ramę, żeby upewnić się, że nikt nie chce ich zatrzymać. W końcu zdecydowała się pójść w ślady znajomej. Zawsze przyda jej się dodatkowa pomoc, a może w środku dowiedzą się czegoś konkretnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Wejść było łatwo. Należało jednak uważać, żeby nie zahaczyć o ostre krawędzie szyby. Sophie przechodząc nierozważnie skaleczyła sobie dłoń po wewnętrznej stronie. Jane miała więcej szczęścia. Obu kobietom ukazał się duży, prostokątny hol. Po lewej stronie (najbliżej) znajdowały się windy, po środku stał kontuar, a całkiem po prawej stronie znajdowały się schody. Było ciemno więc należało zadbać o źródło światła. Panowała cisza choć Watson dokładnie widziała jak ktoś wchodził przez okno do ratusza.Teraz nie było po nim śladu. Poprzewracane stojaki na gazety, rośliny w doniczkach i sterty papierów walały się po posadzce. Wojsku, FBI i burmistrzowi najwyraźniej bardzo spieszyło się do opuszczenia ratuszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Z jękiem skrzywił się i zacisnęła dłoń, podnosząc do do ust. Pięścią stłumiła przekleństwo, które wyrwało się z ust, razem z westchnięciem. Wspaniale! Odwracając się na moment ku Jane i pokręciła głową, by następnie spojrzeć przed siebie.
Myślała o pokoju w którym rozmawiała z kobietą, której nazwisko wyleciało jej z głowy. Nie wiedziała ile mogłaby tam się dowiedzieć, ale było to jedyna opcja, jaka przychodziła jej teraz do glowy.
- Kilka dni temu rozmawiałam tu z kobietą z FBI..
Zaczęła, jakby chciała podsunąć Jane swe własne myśli. Rozglądając się po holu, zatrzymała spojrzenie na kontuarze i podeszła do niego, by sprawdzić czy nie znajdzie żadnych kluczy, latarki albo.. coś przydatnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Jakimś cudem udało jej się bezpiecznie przecisnąć między ostrymi krawędziami wybitego okna. Starała się stąpać ostrożnie, nie nadepnąć na kawałki szkła, żeby nie zaalarmować przypadkiem osób, które mogłoby nadal być w środku. Ciemno, niedobrze. Szkoda, że nie udało jej się znaleźć żadnej latarki.
Spojrzała na Sophie, gdy usłyszała jej głos.
- Co się stało? - szepnęła, podchodząc bliżej. - Twoja ręka…
Próbowała cokolwiek dojrzeć, zwrócić uwagę na szczegóły, ale niestety, nadal było ciemno. Ruszyła z wolna za kobietą, wtem coś jej się przypomniało.
- Zaczekaj, mam apteczkę - odezwała się po chwili, ruszając za blondynką. Lepiej dmuchać na zimne i nie dopuścić do potencjalnego zakażenia. Bo przecież w obliczu takiej katastrofy biologicznej nigdy nic nie wiadomo. Nie opatrywała nikogo po ciemku, ale z pomocą Sophie, powinna sobie poradzić. Dobrze, że była ratownikiem, czego jak na razie Jane nie wiedziała.
- Tak? Mówiła coś ciekawego? - mruknęła, przeszukując zawartość apteczki. Nie miała pojęcia, czy lepiej wyciągnąć plaster, czy bandaż, nie wiedziała, w jakim stanie jest ręka Sophie. Może wystarczy zwykły środek odkażający? Zatrzymała się gdzieś obok, czekając aż blondynka wyciągnie w jej stronę rękę, albo przynajmniej pokieruje, jak zabrać się za opatrywanie dłoni. Jane nigdy jakoś specjalnie do pomocy innym się nie rwała, ale w takich czasach warto mieć sojuszników.
- Jak to wygląda? - zapytała jeszcze, odnośnie rany na dłoni, na którą skinęła głową, co mogło być mało zauważalne. Oby nie było to nic poważniejszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
Zatrzymała się, gdy Jane wspomniała o apteczce. Dzięki Bogu! Nie zamierzając odmawiać sobie opatrunku, odwróciła się do kobiety i wyciągnęła przed siebie dłoń, otwierając ją powoli i z grymasem na twarzy.
Piekło, chociaż skaleczenie nie wyglądało na poważne.
- Podobno trwają pracę nad lekarstwem.
Odpowiedziała Jane i wskazała jej najpierw na buteleczkę ze środkiem odkażającym. Czekając aż zostanie odkręcona, poleciła polać odrobinę i zakleić plastrem.
- Pomyślałam, że w jej gabinecie znajdziemy jakieś informacje. Nie możemy stąd uciekać na ślepo.
Spojrzała na Jane, jakby pragnęła potwierdzenia swych słów. Chociaż stan wnętrza ratusza nie wyglądał optymistycznie, Sophie miała nadzieję, że odnajdzie jakieś wskazówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Udało jej się wymacać w apteczce buteleczkę ze środkiem dezynfekującym. Sprawnie okręciła zakrętkę i wylała odrobinę specyfiku na ranę blondynki. A właściwie to na rękę, bo w ciemności nie mogła wykonać tego w stu procentach precyzyjnie. Może odrobinę zaboleć, o ile szkło było brudne.
Zmarszczyła brwi w odpowiedzi. Ciekawe. Gdyby rzeczywiście znaleźli lekarstwo na tę dziwną odmianę wścieklizny, znaleźliby się w o wiele lepszym położeniu.
- Ciekawe… - mruknęła, jakby do siebie. Tak naprawdę byli odcięci od świata zewnętrznego, a głównym źródłem informacji byli żołnierze. Teraz, gdy zaczęło ich ubywać, sytuacja robiła się coraz bardziej beznadziejna.
Jane znalazła jeszcze plaster, który zgodnie ze wskazówkami Sophie, przykleiła na skaleczenie.
- Powinnaś przeżyć - podsumowała, chowając rzeczy, które wyjęła, z powrotem do apteczki.  Przynajmniej nie muszą się teraz martwić ewentualnym zakażeniem.
- Gdzie jest ten gabinet? - zerknęła na otoczenie, próbując dojrzeć cokolwiek przydatnego. W gabinecie mogło się znajdować znacznie więcej przydatnych rzeczy, może jakieś szczegóły dotyczące nagłego wyjazdu wojskowych? Spojrzała automatycznie przez ramię, zupełnie, jakby miała przeczucie, że ktoś im się przygląda.
- Ktoś tutaj był - dodała jeszcze, przyciszonym głosem. - Wcześniej, nim weszłyśmy. Było go widać przez okno. Myślisz, że nadal tu jest?
Jakoś nie podobała jej się myśl, że ktoś inny, może nawet wrogo nastawiony, czai się w pobliżu. Szkoda, że nie miała w tym momencie pałki teleskopowej. Cholerni żołnierze, zostawili ich z niczym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Za kontuarem nie było niczego co mogłoby pomóc w czymkolwiek. Czarny monitor, klawiatura, pusty kubek po kawie i fotel na kółkach. Na ścianie za meblem widniała strzałka wskazująca drogę do dyżurki. W miejscu gdzie znajdowały się obie kobiety nie było nic przydatnego w danej chwili. Należało wybrać dalszy kierunek i mieć na uwadze fakt iż mogły mieć towarzystwo. Dookoła panowały ciemności oraz cisza, utrudniające rozeznanie czy w danej chwili ktoś się przypatruje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Parsknęła krótkim śmiechem, na zapewnienie Jane o przeżyciu. Opatrywanie skaleczenia na dłoni wydawało się komiczne w obliczu zarazy, która dziesiątkowała zdrowych, zmieniając ich w oszalałe bestie.
Ale lepiej dmuchać na zimne?
Niepokój, jaki uwidaczniał się u Ryder, poczuła także Sophie. Sama rozejrzała się, słysząc przypomnienie o obecności trzeciej osoby.
Myśląc, czy dobrym pomysłem jest pchać się dalej, dostrzegła znaczek do dyżurki i kiwnęła głową w jego stronę, chcąc zwrócić uwagę Jane. Była szansa, że odnajdą tam coś więcej niż kurz.
- Sprawdzimy?
Szepnęła, chociaż już zdecydowała i ruszyła do dyżurki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Jane pozostała na miejscu najwyraźniej nad czymś się zastanawiając. Dlatego Sophie ruszyła po ciemku w stronę gdzie znajdowała się dyżurka. Było to niedaleko. Kilkanaście kroków, które teraz dziewczyna musiała stawiać bardzo ostrożnie. Na podłodze walały się papierzyska i suche liście. Nieoczekiwanie rozległ się głośny chrzęst. To trampek nadepnął na pusty, jednorazowy kubeczek. Nie byłby w tym nic bardziej creepy gdyby nie podobny odgłos gdzieś z daleka, a może bliska? Watson znalazła się w przedsionku prowadzącym na korytarz, gdzie powinna znajdować się dyżurka.

Suma: Jest tak ciemno, że Sophie może jedyne po omacku próbować dotrzeć do dyżurki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szybko porzuciła początkowe tempo, zwalaniając i wypatrując czegokolwiek i kogokolwiek. Powoli przesuwając się pod ścianą, na moment zatrzymała się, gdy gnieciony kubeczek przyprawiał ją o palpitacje serca. Odsuwając stopę, postawiła ją obok pułapki. Spoglądając za siebie, na Jane, zastygła gdy okazało się, że kobiety nie ma obok.
Powinna ją wołać?
Przenosząc spojrzenie przed siebie, na przedsionek prowadzący do dyżurki, postanowiła zachować milczenie. Przyklejona ściany, ruszyła wolno, krok za krokiem, wstrzymując oddech i nasłuchując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Zastygła na moment w bezruchu, nasłuchując czy rzeczywiście ktoś nie czai się w pobliżu. Miejsce wyglądało na opuszczone, więc skrzypiące deski i szeleszczące papierki, poruszane przez wiatr wpadający przez wybite okno, skutecznie ją dekoncentrowały. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos papierowego kubeczka. Spojrzała w tamtym kierunku i zmarszczyła brwi. Zwróciła również uwagę na podobny dźwięk, dobiegający z innego miejsca. Jakoś nie bardzo podobał jej się pomysł eksploracji opuszczonego ratusza, bez czegoś do obrony, ale cóż. Podjęła już decyzję wchodząc tutaj przez wybite okno razem z Sophie. Właśnie, przecież nie mogła tak po prostu zostawić koleżanki i zwiać. Muszą się czegoś dowiedzieć, każda wskazówka będzie przydatna. Zgarnęła ze sobą apteczkę i resztę swoich rzeczy.
- Gdzie jesteś? – syknęła, przyciszonym głosem, idąc w kierunku, w którym zniknęła blondynka. Było cholerne ciemno. Oby nie wpadła na coś po drodze i nie narobiła niepotrzebnego hałasu. Starała się trzymać ściany, tak na wszelki wypadek.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar

Ciemność była zarazem przekleństwem jak i błogosławieństwem. Zawsze istniała szansa, że pozostanie się niezauważonym. Czy w budynku był ktoś jeszcze? Tego nie można było wykluczyć.

Sophie

Panowała względna cisza. Względna ponieważ w uszach dudniło, a słuch płatał figle. Mrok sprzyjał kreowaniu najgorszych wizji. Idąc przy ścianie zahaczyła boleśnie o wystającą klamkę w drzwiach. Jeśli zdecydowała się na próbę otwarcia to niestety były zamknięte. Szorując palcami po ścianie wyczuć można było strzałkę. Być może wskazywała ona kierunek do dyżurki. Czyżby należało wysilić szare komórki i spróbować domysłów lub przypomnienia sobie tego miejsca za dnia?

Jane

Mrok również i tutaj nie sprzyjał działaniu. Pod nogami szeleściły porzucone papiery. Kiedy Sophie zniknęła i nie odpowiedziała na ciche wołanie, Jane mogła usłyszeć za sobą hałas tłuczonego szkła. A po chwili rozmowę. Słów jednak nie słyszała.

Mapka
http://i.imgur.com/CT4HBQQ.png
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatrzymała się na moment, gdy wydawało się, że słyszy głos Jane. Czy aby na pewno? Zestresowana pozostaniem w pojedynkę, chciała poczekać na towarzyszkę, jednocześnie jednak chcąc jak najszybciej opuścić ratusz.
Ruszając, syknęła gdy klamka uderzyła ją w bok. Aż miała ochotę zakląć, zamiast tego zaciskając tylko usta i psiocząc w duchu.
Wspominając swą wizytę w ratuszu, próbowała sobie przypomnieć, czy do tej dyżurki ją prowadzono przed wyruszeniem na osiedle. Była niemal pewna, że tak, chociaż niestety iskra niepewności towarzyszyła kobiecie na każdym kroku. Sprawdziwszy zamknięte drzwi, wycofała się pod drugą ścianę i uświadamiając sobie położenie następnego pomieszczenia, zaczynała rozumieć gdzie powinna teraz iść.
Docierając do rogu, zatrzymała się na moment, by nastawić ucha.
Co i gdzie słyszała?
Sama nie była tak do końca pewna, ale zakręcając i trzymając się ściany, przesuwała po niej dłonią, szukając drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Przesuwała się nadal wzdłuż ściany, nie przejmując się szeleszczącymi papierami pod nogami. Starała się uważnie stawiać kolejne kroki, żeby czasami nie wywołać wilka z lasu (to znaczy, czających się w ratuszu, innych osób). Odgłos tłuczonego szkła sprawił, że spojrzała odruchowo przez ramię, ale tradycyjnie, nic nie mogła dojrzeć. Wstrzymała więc oddech i szła dalej, nie odrywając się od ściany.
- Sophie - szepnęła jeszcze raz, podejmując kolejną próbę skontaktowania się ze znajomą. Nie chciała podnosić głosu i ryzykować. Ktoś inny mógłby również ją usłyszeć, a wtedy mogłoby się zrobić nieciekawie. Sophie nie mogła przecież odejść zbyt daleko. Te cholerne hałasy niepokoiły Jane, ale wolała iść do przodu, niż zatrzymywać się przy każdym, słyszanym dźwięku. Przesuwała dłonią po ścianie, jakby próbowała znaleźć drzwi czy przejście, w którym mogła zniknąć towarzyszka eksploracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Praca w ratuszu zaowocowała rozeznaniem w terenie. Mimo tego nie było łatwo ponieważ ciemność zwodziła i wzbudzała fałszywe odczucia. To co w dzień zajmowała góra pięć minut, teraz rozwlekało się w dziesięć, piętnaście. Watson koniec końców dotarła do celu, nadal jednak nie było pewności. W momencie skręcenia zdawać się mogło, że z kimś lub czymś się minęła. Twarz Sophie owiał wiaterek. Najlepiej było przyspieszyć. Po dłuższej chwili wymacała drzwi z okienkiem, było podniesione więc należało jedynie samemu przekręcić zamek i wejść do środka. Sophie mogła spróbować zapalić światło lub po omacku badać niewielkie pomieszczenie z niską szafą, ekranami pod które podpięty był widok pomieszczeń w budynku oraz przegródki z kluczami.

Jane z kolei dzieliło od Sophie niecałe pięć-siedem minut. Postanawiając iść jej śladem miała o tyle większe trudności, że niełatwo było nadgonić straty w ciemnościach. Skręt jakim udała się jej towarzyszka był dla niej niewidoczny. Nadziała się na tą samą klamkę co przecierająca szlak ratowniczka. Równocześnie wychwyciła ruch obok siebie. To co mijało Sophie, szło teraz na Jane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przykleiła się do ściany, wyczuwając czyjąś bliską obecność. Wstrzymując oddech i na moment dalsze kroki, odczekała chwilę, zanim ruszyła się znowu. Stres zaczynał doskwierać zbyt mocno, na co żołądek zaczął się buntować.
Sophie jednak nie mogła zadręczać się bólem i przerywać prób dotarcia do celu. Posuwając się przy ścianie, cicho i powoli, w końcu dotarła do drzwi, które pamiętała.
Otworzyła je, może trochę zbyt niezgrabnym ruchem i weszła do środka, zamykając drzwi za sobą. Nawet nie pomyślała o zapalaniu światła, skoro w całej bezpiecznej strefie brakowało go, tak jak i wody.
Czy było tu okno?
Sophie w pierwszej kolejności podeszła do szafki, by sprawdzić co znajdowało się w środku i czy nie jest to może latarka hehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Zdawało jej się, że idzie tym korytarzem dobre pół godziny. W ciemnościach człowiek kompletnie tracił poczucie czasu. Nie wiedziała nawet, jak do cholery trafić do tej całej dyżurki. Bez jakiegoś źródła światła, wiele nie zdziała.
Kiedy zahaczyła o klamkę, syknęła pod nosem i jednocześnie przywarła do ściany, gdy poczuła tuż obok czyjąś obecność. Wstrzymała momentalnie oddech. Słyszała bicie własnego serca, a w tej ciszy starała się nasłuchiwać, wytężając słuch. Może uda jej się usłyszeć dźwięk, informujący o tym, w którą stronę udała się Sophie. Jednocześnie zaczął nachodzić ją strach, wywołany czyjąś obecnością. Ktoś tu przecież był, same wcześniej widziały postać. Jednak dlaczego ten ktoś nie miał przy sobie latarki, a chodził na oślep? Czy to w ogóle był człowiek? 
Bardzo uważne wymacała przy sobie klucze od domku, które zdecydowała się rzucić w korytarz po swojej prawej, byle jak najdalej od siebie. Może to coś czające się w ciemnościach zostawi ją w spokoju i zainteresuje się dźwiękiem, związanym z upadającą rzeczą. Nie miała żadnej broni, wolała w ten sposób pozbyć się potencjalnego niebezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Dyżurka była pomieszczeniem małym i bez okna. Jedynym wyjściem zatem były drzwi przez które przeszła Sophie.
Pierwsze szuflady okazały się pełne bezwartościowych przedmiotów. W szafkach również nic. Dopiero wymacanie biurka zaowocowało niewielkim metalowym przedmiotem - zapalniczką. Pozostało odpalić i poszukać kluczy do najważniejszych pokoi w ratuszu. Oświetlając kanciapę Watson dostrzegła takie przedmioty jak: metalową puszkę z kawą, skrzynkę z czerwonym krzyżem (w środku znajdował się jedynie kompres na stłuczenia), mop z wiadrem.

Prawdopodobnie zachowanie zimnej krwi przez Jane uratowało jej życie. Rzucenie pękiem kluczy było bardzo dobrym pomysłem. Cokolwiek czaiło się w ciemnościach podążyło w tamtym kierunku. Kiedy Sophie odpalała zapalniczkę, Ryder dostrzegła blade światło mogąc dotrzeć do dyżurki. Zasłyszeć również mogła odgłosy z holu.
Wydawało się więc, że będzie trzeba poszukać innej drogi na piętra.

[Sophie słyszała hałas upadających kluczy o posadzkę]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
STOCKTON
avatar
Poczuła wewnętrzną ulgę, gdy kształt, przesuwający się w ciemnościach ruszył za kluczami. Coś jej podpowiadało, że to wcale nie była żadna osoba, a raczej ktoś, kto już człowiekiem nie był. Czyżby Zarażeni przedostali się do bezpiecznej strefy? Nie mogą tutaj zostać. Bez broni, jedynym wyjściem pozostaje ucieczka i rzucanie przedmiotami dla zmylenia dziwaków. Może jednak wojsko pozostawiło po sobie jakieś ciekawe rzeczy, za pomocą których ich szanse na przetrwanie wzrosną. O ile w ogóle uda im się wyjść z ratusza w jednym kawałku. 
Widząc poświatę, przedostającą się przez szczelinę w drzwiach, Jane ruszyła z wolna w jej kierunku. Ktoś musiał tam być. Może będzie miała szczęście i w środku znajdzie znajomą Sophie?
Wymacała ostrożnie klamkę i pociągnęła za nią bezgłośnie, wchodząc tym samym do środka. Uniosła odruchowo palec do ust, gdy rozpoznała blondynkę z Twain Harte. Bingo.
- Mamy towarzystwo - oznajmiła przyciszonym głosem, próbując wyrównać nieco przyspieszony oddech. - Coś chodzi po korytarzu.
Bardzo możliwe, że Sophie również usłyszała tę postać. Do konfrontacji jednak nie doszło, bo kobieta nie miała na sobie żadnych śladów walki. Oby tylko udało im się znowu wyminąć ten kształt, gdy będą wychodzić z dyżurki.
- Znalazłaś coś ciekawego?
Jane przeszła w głąb pomieszczenia, rozglądając się po regałach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
Przeszukiwała szuflady i szafki, modląc się, by odnaleźć tu coś przydatnego. Już żałując rozdzielenia z Lennym, tworzyła scenariusze wydarzeń, rozgrywających w hotelu.
Czekali na nią? Uciekli, porzucając? Straszyła myśl o pozostaniu w pojedynkę i Sophie chciała zdążyć wrócić, nim stanie się coś gorszego. Odnalezienie zapalniczki, wyrwało z jej ust ciche westchnięcie. Prostując się, odpaliła płomień i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na dźwięk kluczy, zareagowała od razu, odwracając się do drzwi.
W napięciu wpatrując się w nie, zbliżyła do wiadra z mopem i złapała za jego kij. Jakakolwiek broń do obrony była mile widziana. Sophie zacisnęła na kiju palce, gdy drzwi zaczęły się otwierać i odetchnęła z ulgą, widząc Jane.
- Apteczka.
Kiwnęła głową w jej kierunku a sama podeszła do przegródek z kluczami i spojrzała na plan ratusza. Wolną dłonią przesunęła po rysunku i odszukała biuro w którym gościła, by następnie zerknąć, czy klucz do niego nadal wisi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz II
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-