IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Promenada II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   
Promenada

   


Promenadą należy przejść, by dotrzeć na przystań. Wracając w stronę centrum miasta, główną ulicą można dostać się w inne punkty bezpiecznej strefy. Na jej końcu znajduje się hotel.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość
Gość
Jackie kiwnęła głową panu O.J.owi. Dobrze go pamiętała z tego wypadku i szczerze mówiąc miała nadzieję, że tym razem będzie trochę bardziej pomocny niż ostatnio. Dziewczynka przelotnie pomyślała o Walkerach, których musieli zostawić w aucie. Miała nadzieję, że żołnierze pomogli im zanim zaczęli uciekać z miasta, chociaż teraz wydawało jej się to mało prawdopodobne. Mogli ich jednak spróbować zabrać ze sobą.
Ale Jackie nie miała teraz czasu o tym myśleć. Działy się ważniejsze rzeczy i musiała się jakoś stąd wydostać całą grupką. Potem się tym zajmie, kiedy już będzie bezpieczniej.
- Razem powinniśmy się przebić - powiedziała optymistycznie. - Mam przy sobie wszystko - odpowiedziała mamie. Jakby na potwierdzenie pociągnęła za szelki swojego plecaczka.
Pewnie już mieli ruszać, kiedy Jackie zobaczyła jakiegoś chłopaka (albo raczej Cherry), którego chyba porwał tłum. Złapała go za kurtkę i spróbowała wyciągnąć go z tego największego tłumu, bo jeszcze zostanie zgnieciony, zadeptany albo jeszcze coś innego. Może ktoś jej pomoże w tej akcji ratunkowej?
Powrót do góry Go down
Powiem wam, że ja już nie ogarniam co tu się dzieje. Dlatego uznajmy, że Lenny dzielnie stawia czoło logistycznemu wyzwaniu.
- Hotel byłby najrozsądniejszy o ile i tam nie doszło do plądrowania. - odpowiedział Virginii. Dla siebie zachowując zmartwienia o Sophie i Adelaide. Musiał trzymać się w garści, żeby nie narażać pozostałych tu obecnych.
- Jednak gdyby udało się nam dotrzeć na jedną z łodzi to moglibyśmy kanałem oddalić się od największych ludzkich skupisk. - wyjaśnił rozglądając się dookoła. Dwóch wojskowych psuło plan. - Umiesz pływać? - zwrócił się do OJ'a.
Na akcję ratunkową dwunastolatki zareagował nikt inny jak Lenny Belardo ciągnąc za sobą czarnoskórego do pomocy.
Przy wspólnych siłach na pewno udało się im "wyłowić" Cherry z tłumu. Jeśli to nie pomogło to szeryf zamierzał wystrzelić z broni w górę (nie do tłumu choć kusi).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli, bo spanikowani ludzie zdawali się nie zauważać chudzielca i Cherry miała problem ze swobodnym poruszaniem się - była popychana, przesuwana, dźgana czy tam szturchana (w najróżniejszej kolejności i dowolnych kombinacjach), a jej subtelne halo, ja też tutaj jestem, miażdży mi pani stopę nie było zbyt skuteczne. Zaczęła się zastanawiać, czy nie narzucono na nią peleryny niewidki. W każdym razie zdecydowała się na inną taktykę - gdy ktoś stawał jej na palca, albo wbijał boleśnie łokieć w żebra, rekompensowała się tym samym (z zaskakującą zajadłością), aczkolwiek jej wysiłki chyba nie robiły na nikim wrażenia, bo nadal mało kto w ogóle zwracał na Cherry uwagę.
Dlatego też... jakież było zdziwienie Irving, kiedy pomoc zaoferowała jej dziewczynka w podobnym wieku. Chwilę później dołączył do blondynki... tata? W każdym razie jego zdecydowana postawa (i postura pewnie też miała znaczenie) wzbudziła respekt, a Cherry mogła w końcu prześlizgnąć się pomiędzy ludźmi, uwalniając się z tego koszmarnego tłumu. Łapczywie zaczerpnęła powietrza, którego zaczynało jej już brakować i obrzuciła dwójkę pomagających jej osób nieśmiałym spojrzeniem. - Dziękuję - powiedziała, przy okazji uśmiechając się delikatnie. Miała cholerne szczęście, że na nich trafiła.
Na wylewne podziękowania nie było czasu, trzeba było jak najszybciej się stąd ulatniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wyglądało na to, że grupa Lennego miała już plan na życie, O.J.nie był jednak do końca przekonany, czy ucieczka do hotelu to dobre rozwiązanie. W obecnej sytuacji musieliby się pewnie zaszyć tam na dłuższą chwilę, przynajmniej do czasu, aż w mieście zrobi się do spokojnie. Musieli więc nastawić się na to, że trzeba go będzie bronić. I tu pojawia się problem - hotel jest duży, a ich jest mało. Po za tym budynek sam w sobie raczej nie został zaprojektowany jako forteca. Nie wspominając już o tym, że za pewne nikt poza nim i Lenny nie był uzbrojony. Na chwilę obecna nie było więc żadnych argumentów, które przemawiałyby na korzyść hotelu. Trzeba było więc skupić się na ucieczce z miasta. Drogi jednak były zablokowane, zresztą oni i tak nie mieli samochodu. Dużo lepsza była opcja, którą zaproponował szeryf. Łódź to świetne rozwiązanie. Stockton jest połączone z rozległą siecią rzek i kanałów, które łączą ze sobą wiele miast w całym stanie i dochodzą do samego Pacyfiku. Poza tym na łodziach jest dużo przydatnego wyposażenia takiego jak chociażby nadajniki radiowe, czy generatory. 
- Łódź jest chyba najbezpieczniejszą opcją. - stwierdził. - Jasne, że umiem pływać. Dziadek wyszkolił mnie na prawdziwego wilka morskiego. 
W między czasie, część grupy postanowiła zabawić się w dobrych samarytan i wyciągnąć jakąś zabłąkaną duszyczkę z tłumu. Prawdę mówiąc nie wydawało mu się to najlepszym pomysłem - kolejna osoba do wyżywienia i bronienia, ale nie było teraz czasu żeby się o to wykłócać, więc przyjął chłopca/dziewczynką bez słowa sprzeciwu (ani aprobaty, w sumie to w ogóle się nie odezwał). 
- To co? - spytał - Kierunek przystań? 
Swoją drogą straszny bezdusznik się z niego zrobił, a taki był z niego miły chłopak. Straszne rzeczy robi z ludźmi ta apokalipsa, a przecież nawet dobrze się jeszcze nie zaczęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Najwyżsi z obecnych, mogli dostrzec jak tłum pod ogrodzeniem przystani, forsuje bramę, przeciskając się dalej, szybko, jak najszybciej, byle tylko uciec z miasta.
Do uszu wszystkich dotarły wystrzały z broni palnej, niosące się od strony przystani. Część osób, cisnących się obok grupki naszych bohaterów, porzuciła myśl o dotarciu na łodzie. Wycofując się, wybrali kierunek centrum i tam postanowili szukać szczęścia, szerokim łukiem omijając tych, którzy padli ofiarą Zarażonych, czających gdzieś na tyłach tłumu.
Ktoś krzyknął by uciekać i zaraz można było dostrzec i usłyszeć śmiałka, przeskakującego barierkę przy promenadzie i wskakującego do wody. W ślad za nim poszła następna osoba i najwyraźniej każdy chwytał się każdego możliwego sposobu, by uniknąć spotkania z Żarażonymi albo w celu dostania się na łódź.
Tłum pod ogrodzeniem nieco się przerzedził, dzięki czemu można było dostrzec jak jedna z łodzi już odpływa.
A czas uciekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dobra. Czas podjąć męską decyzję i najwyżej zginąć. Rozglądając się, Lenny zauważył miejsce w którym tymczasowo mogą stanąć kobiety i dzieci. Analityczny umysł naszego super bohatera wyliczył multum wypadkowych i takich tam. W każdym razie wskazał grupce miejsce do którego mają się udać. Wszyscy uciekali z powrotem do miasta więc powinno się udać.
- Zabierzemy was łodzią.- powiedział, może nawet obiecał. Kiwnął na OJ'a żeby kawałek z nim odejść. - Znasz się na sterowaniu łodzią? Postaram się zdjąć tę dwójkę, a ty podpłyń do którejś z nich... - wskazał na kiwające się na wodzie łajby. Musieli działać bo inaczej nie czeka ich zbyt pocieszna przyszłość. Po ustaleniu szczegółów panowie się rozdzielili. Jeden ninja do wody, a drugi kozaczył w ciemnościach szukając miejsca do oddania czystego strzału do żołnierzy.

Lenny i OJ - > przystań?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Najwyraźniej mężczyźni mieli inny pomysł na wydostanie się z tego miejsca, i z miasta w ogóle. Do tego wszystkiego w ferworze Jackie wyrwała się na chwilę matce i tej już serce prawie stanęło, ale w chwilę później okazało się, że córka zdecydowała się na szybką akcję ratunkową. Uśmiechnęła się do niej, potem do dziewczynki wyłowionej z tłumu.
- Łódź? - powtórzyła z nutą powątpiewania, tym bardziej, że w chwilę później rozległ się huk strzałów, który wywołał gwałtowne wzdrygnięcie się kobiety. Boże, jęknęła standardowo w myślach. Przy przystani robił się coraz większy kocioł, ludzie skakali do wody...
- Boże - westchnęła również pod nosem, gdy Lenny zarządził start akcji. No i została tym sposobem z Fairy i trójką dziewczynek. Nie pozostało im nic innego, jak udać się w miejsce wskazane im przez Belardo i modlić się, że mężczyźni dostaną się na jakąś łódź i faktycznie je stąd zabiorą.
- Virginia - przedstawiła się Fairy korzystając z okazji, bo głupio tak. - Wszystko w porządku? Zgubiłaś się, szukasz kogoś? - zwróciła się potem do Cherry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Nie do końca wiem, co się tu dzieje, bo żem wciąż powinna się uczyć, ale wydaje mi się, że Fairy też nie wie, więc może nie będzie tak źle. Dotarło do niej jedynie tyle, że znów musi rozstać się z przyjacielem, na co wcale nie miała ochoty. Podążyła za nim tęsknym wzrokiem, kiedy znikał w tłumie razem Lennym i westchnęła ciężko. Została z Virginią i... Trójką dzieci. Fantastycznie. Co prawda między nią a Charry i Jackie była mniej więcej taka sama różnica wieku, jak między nią a Virginią, ale że już ostatnio zdarzyło jej się uciekać z nastolatkami i nic dobrego z tego nie wynikło, miała drobną awersję, sorry not sorry.
- Fairy - również się przedstawiła, po czym rozejrzała się nerwowo, napierający na wszystkie strony tłum nie napawał jej wielkim entuzjazmem. Nie podjęła też rozmowy z Cherry - już nawet nie chodziło o to, że jej zdanie było podobne do zdania O.J.'a, ale zwyczajnie nie potrafiła złapać kontaktu z ludźmi w takim wieku i się nimi zaopiekować. No trudno, tę część zostawiła Virginii, ale skoro gdzieś miały się przetransportować, to przynajmniej wzięła na ręce Molly, choć na tyle mogła się przydać. Co prawda jeśli przyjdzie jej biec, to lepiej, żeby nie miała dziecka na rękach, bo zabije i ją i siebie, potykając się na prostej drodze, ale póki co nie było najgorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
< Ratusz || z dala od wszystkich

Sophie była załamana. Nie spodziewając się niczego dobrego po grupie żołnierzy, nie mogła być spokojna nawet w towarzystwie Woodsa. Jednorazowa pomoc w domu Faith, wcale nie musiała obligować mężczyzny do tego samego. Nie, nie zwróciła uwagi na jego ranę, chociaż żołnierz mógł dostrzec nieme pytanie w jej spojrzeniu. W pamięci mając świadomość co czekało Wooda, Sophie nawet nie zdecydowałaby się na podróż z żołnierzami. Istniało ryzyko. Z tłumioną złością oddała wszystko co miała, wymownym spojrzeniem porozumiewając się z Jane. Gołe i niewesołe, porzucone na parkingu ratusza, musiały sobie poradzić.
Sophie pragnęła dostać się do hotelu ale zmuszona odbić z ulicy, prowadzącej do niego, znalazła się na promenadzie.
Tkwiąc pod ścianą jednego z budynków, uspokajała oddech, zastanawiając się co robić. Nawet bez pożaru i wizji zniszczenia całego miasta, nie chciała w nim zostawać. Pragnąc wrócić do domu i odszukać rodzinę, nie zapominała o tych, których miała tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Ostatnie odkrycie zmieniło diametralnie życie Marce. Kto by się spodziewał, że to oni mięli dołączyć do dziewczyn, a nie dziewczyny do nich. Gdy jednak pojął, w jak wielkim był błędzie, wziął się do roboty. (Nadal nie wybaczył jednak Lennemu, że nie pozwolił mu porozmawiać z człowiekiem, który siedział w wodzie.) Swoje nowe, doinformowane życie zaczął od tego, że wywalił policjanta z kapitańskiego fotela. To on był specjalistą od łódek i to on będzie nią sterować, a Belardo to pewni by zaraz w coś walnął i ich pozabijał. O.J. płynął powoli wzdłuż promenady i wypatrywał dziewczyn, to znaczy Fairy, bo Virginii to raczej by nie rozpoznał, a dzieciaków nie zauważył. W każdym bądź razie, gdy już ja namierzył, to podprowadził jednostkę do brzegu i liczył, że ich zauważą (trudno było nie zauważyć, ale...). W między czasie postanowił rozkoszować się spełnianiem marzeń z dzieciństwa, co było bezpośredni powiązane z przeprowadzeniem poszukiwań kapitańskiej czapeczki. Tak, w świecie opanowanym przez zombie najważniejsza była czapeczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Gość
Gość
Jackie już od dłuższej chwili wypatrywała łódki z panem O.J.em i Lennym. Im dłużej ich nie było, tym bardziej się martwiła, a najgorsze były te odgłosy wystrzałów. Ale teraz nie mogła już nic zrobić, tak? Dziwnie było to przyznawać przed samą sobą, ale chyba nawet nijak by nie pomogła, jakby za nimi poszła. Nie miała żadnego pojęcia o pływaniu łodzią ani o jej kradnięciu. Mogła tylko wypatrywać czy w końcu wypłynęli.
- Tam! - zawołała, kiedy zobaczyła łódkę.
Złapała za rękę mamę, panią Fairy, tę dziewczynę albo w ogóle wszystkie trzy na raz i zaciągnęła je nad barierkę. Nie było po co tracić czasu, tym bardziej że Jackie nie miała pojęcia, czy nagle nie pojawią się Chorzy albo ci strzelcy. Stanęła na dolnej części barierki (zawsze te dziesięć centymetrów wyżej) i zaczęła machać rękami jak głupia. Może to nie był zbyt oryginalny sygnał, ale chyba dość oczywisty. 
Kiedy w końcu łódź podpłynęła, ostrożnie przerzuciła przez barierkę najpierw jedną, a potem drugą nogę i wskoczyła na pokład. O ile oczywiście Mistrz Gry nie stwierdzi, że zwiał ją huragan albo poślizgnęła się na skórce od banana. W każdym razie, o ile jej się to udało, zaczęła wypytywać dorosłych.
- Wszystko w porządku? Jesteście cali?
Powrót do góry Go down
Lenny musiał zadbać o to, żeby nie przyciągali uwagi i nie padli ofiarą napaści czy też nadmiernej litości murzyna. Szeryf miał swoje priorytety i powinno być to zrozumiałe. Zabezpieczył torbę, sięgnął po karabin automatyczny.
- Zwróć światła na brzeg. Tam powinny być. - zwrócił się do kapitana łajby. Zamierzał osłaniać drogę kobiet. Bez wątpienia zwracali na siebie uwagę i wielu będzie chciało przejąć łódź lub znaleźć na niej schronienie.
- Tutaj! - krzyknął rozpoznając Jackie, która ruszyła wraz z matką, Fairy i Cherry w ich stronę. Gdy były już blisko, Lenny pomógł im dostać się na pokład. Cały czas myślał o tym, że musi dostać się do hotelu po Sophie i Adelaide. Miał nadzieję, że nigdzie się nie ruszały bo w tej całej wrzawie odnalezienie się zakrawało o cud.
- Tak, widzieliście kogoś znajomego? Sophie? Ade? - pytał ich wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Łódź dostrzegła również Sophie. Może jak i inni chętni. Jane powinna być za nią o krok a Watson rozejrzała się po promenadzie, starając wyłapać nienaturalne zachowania Zarażonych. Noc utrudniała obserwację ale kobieta nie zamierzała tutaj ginąć.
Gdy tylko dostrzegła, że droga przed nią jest czysta, biegiem ruszyła w stronę barierki nad wodą. Nawet jeśli musiałaby rzucać się do wody, zamierzała dostać się na jakąś łódź. Czy ludzie jeszcze mieli sumienie, by nikogo nie porzucać? Sophie miała nadzieję, że towarzyszka nadal się jej trzyma i potrafi pływać.
- Hej!
Krzyknęła gdy dostrzegła znajome twarze na łodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Lenny szukał wzrokiem swoich bliskich. Do głowy nie dopuszczał myśli, że mogło się im coś stać. Poprosił, aby OJ skierował światła ku promenadzie. W ciemnościach w końcu nic się nie dostrzeże. W oczy rzucały się sylwetki Zarażonych. Krzyki, ogień, śmierć. Wszystko to dookoła roztaczało wokół siebie przytłaczającą atmosferę. W pewnym momencie zauważył, że podobna do Adelaide nastolatka wsiada do jakiegoś auta.
- ADELAIDE! - wydarł się Lenny, lecz zamiast córki dostał kochankę. Przewrotny ten los, a może znak od boga.
- Sophie? - pomógł jej wsiąść, pomógł również Jane. - Sophie, gdzie Adelaide? - złapał ją za ramiona potrząsając, a potem przytulając.
Koniec końców rybacka ekipa mogła uciekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
NARRATOR
avatar
Przebywający na łodzi mogli odetchnąć z ulgą. Odpływając od brzegu, mieli pewność, że są bezpieczni i nikt już nie dostanie się na pokład. Ze swego miejsca widzieli uciekających ludzi i Zarażonych, pałętających się po promenadzie. Trudno było określić kogo było więcej ale głupotą byłoby schodzenie na ląd.
Pożar zdawał się przeskoczyć na kolejne budynki a łuna nad nimi stała się większa i wyraźniejsza. Do uszu uciekinierów dotarły dwa wystrzały z broni palnej a Lenny dostrzegł dziewczynę podobną do córki, wskakującą do samochodu, który z piskiem opon zatoczył koło i potrącił jakąś męską postać.
Odległość nie pozwalała ocenić sytuację w pełni. Upadek miasta kazał ruszać dalej. A droga była tylko jedna.

Koniec.

zt > kanał
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Promenada II
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-