IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Promenada II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
NARRATOR
avatar


   
   
Promenada

   


Promenadą należy przejść, by dotrzeć na przystań. Wracając w stronę centrum miasta, główną ulicą można dostać się w inne punkty bezpiecznej strefy. Na jej końcu znajduje się hotel.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie wiedziała, że nie można ufać żołnierzom, parę dni wcześniej boleśnie przekonała się o tym na własnej skórze. Nie była zaskoczona, kiedy nagle żołnierze uciekli, jak tylko pojawiły się pierwsze problemy. Dziewczynka ze złością rzuciła kamykiem do wody. Nie tak powinni się zachowywać żołnierze, policjanci ani ludzie wysłani przez rząd. Przecież zawsze wszyscy mówili, że najważniejsze jest dobro obywateli, że trzeba zgłaszać wszystko do władz, bo oni zawsze pomogą. Jackie czuła się oszukana jak nigdy w życiu. Wzięła jeszcze jeden kamyk i rzuciła nim daleko, daleko w morze.
Powrót do góry Go down
Fairy spacerowała promenadą w tę i z powrotem próbując choć trochę uspokoić nerwy. Wszystkie te emocje panujące u ludzi w bezpiecznej strefie bardzo się jej udzielały. Była zestresowana i na dobrą sprawę, nie potrzebowała wcale żadnego dobrego powodu, aby na kogoś naskoczyć. Wcale nie celowo, po prostu tak już miała, nie potrafiła radzić sobie ze stresem i w taki sposób na niego reagowała. Ile dałaby za kubek meliski! Niestety w tym miejscu nawet o zwykłej herbacie mogła pewnie jedynie pomarzyć. Przysiadła w końcu z brzegu, opierając się plecami o barierkę i wbiła wzrok w krajobraz rozciągający się przed nią. W normalnych okolicznościach byłaby pewnie zachwycona, ale teraz pociągnęła nosem i zamrugała kilka razy, bo napływające do oczu łzy spłynęły na policzki. Braki w wodzie i prądzie tylko przeważyły szalę. Miała dość tego miejsca. Miała świadomość, że gdzie indziej nie będzie pewnie lepiej, ale z jakiegoś powodu ludzie względnie zorientowani stąd znikali. I chyba nawet ona z łatwością potrafiła domyślić się, dlaczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
/nowy dzień/

Była taka zmęczona. Zmęczona, zestresowana, zgrzana. Dzień znów zaczęła przed świtem, być może załapując się na ostatnie krople wody lecące z rur. W sumie nie ma nic gorszego, niż woda, która przestaje płynąć, gdy trzeba zmyć z siebie mydło. W trakcie pracy nie odczuła problemów z dostawą prądu, bowiem szpitale miały zwykle dodatkowe zasilanie. Zapas energii w dystrybutorach starczał na jakiś czas. Dwie doby, może trzy. Całe szczęście, że wychodząc ze swojej zmiany, nie była jeszcze świadoma, że pojawiają się problemy z prądem, bo do czasu spotkania z córką byłaby już kłębkiem nerwów.
Widziała ją z daleka, pochylającą się przy barierce. Serce jej trochę skoczyło, bo wyobraźnia mimowolnie podpowiadała nieszczęście.
- Jackie! - zawołała, podnosząc rękę i machając do dziewczynki. Ona jedyna dodawała jej sił, choć jednocześnie martwiła się wszystkim podwójnie. Martwiła się od chwili, gdy żegnała ją rano buziakiem w czółko, do momentu, aż nie zobaczyła jej całej i zdrowej. Virginia zaczynała się poważnie zastanawiać, czy nie podkraść valium ze szpitalnej apteki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Została mu tylko Molly. Za mała na pyskowanie i podejmowanie głupich decyzji. Po wycieczce poza miasto zdawało się, że Lenny zamknął się w sobie jeszcze bardziej niż było to możliwe. Śmierć Walkera, jego roztrzaskana głowa. I brak Nicole... Belardo był wtedy gotów rozszerzyć obszar poszukiwań, należało mieć przecież nadzieję. Na promenadę przyszedł z Molly, nie miał jej z kim zostawić więc dziewczynka została wyciągnięta na dodatkowy spacer. Lenny był przewrażliwiony do tego stopnia, że większość przydatnych rzeczy miał przy sobie. Molly również miała na plecach mały plecaczek. Trzymając blondynkę na rękach pokazywał jej kolorowe światełka jakieś. Zamierzał za chwilę wracać do hotelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
O.J. bogatszy o nowe wyposażenie, które zdobył podczas misji ratunkowej, szedł promenadą. Bezpieczna strefa nie wydawał się już być tak bezpieczna, jak wcześniej. Wojsko, które miało im zapewnić bezpieczeństwo, wyjechało. Zabrakło prądu i wody. A na ulicach można było zauważyć grupy ludzi, które powoli zamieniały się w gangi. On też musiał sobie znaleźć jakąś ekipę, najlepiej dużą i silną, bo kto zostanie sam, ten najpewniej zginie. Idąc tak, zauważył zapłakana Fairy, która stała przy barierce. Rzecz jasna nie mógł przejść obojętnie obok przyjaciółki. 
- Hej. - powiedział podchodząc do niej i bez pytania o pozwolenie przytulił. -  Co się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Gość
Gość
Promenada była dzisiaj bardzo tłocznym miejscem. Wiele osób zmierzało nią, czy to do sklepów, czy do przystani. Napięcie wisiało w powietrzu. Wystarczyłaby jedna zapałka, aby wzniecić ogień. Brak prądu i wody pozbawił większość ludzi poczucia bezpieczeństwa, byli przyzwyczajeni do tych dobrodziejstw. Wiele gniewnych grup kręciło się w okolicy. Widać było, że wszystkim zależy na przetrwaniu, a to, czy innym się uda mięli gdzieś. Chcieli sobie zorganizować jak najlepszy asortyment. 

Do Jackie i Virginii podeszła grupa czterech mężczyzn. Nie wyglądali na specjalnie przyjaźnie nastawionych, byli łysi i wysocy, można by ich osądzić o to, że chcą zrobić krzywdę mamie i córce.
- Takie piękne panie same, nie boją się panie, że stanie się wam krzywda? - Odparł jeden z nich, najwyraźniej szef tej paczki.

Lenny Dziewczynka wtuliła się mocno w szeryfa. Czuła, że jest on w tym momencie jedyną osobą, która o nią dba. Po chwili szeryf mógł usłyszeć chrapanie, najwyraźniej zrobiło jej się tak przyjemnie, że zasnęła, albo była tak zmęczona. Dzięki temu Lenny mógł dostrzec grupę, która podeszła do Virginii i Jackie.

Fairy i O.J. 
Jak na złość Fairy, tuż za nimi szła tleniona blondyna w wieku 50+, która nadepnęła jej na stopę i prawie się przy tym wywróciła. Nie dało się tego nie poczuć, bo szła w swoich szpilkach. 
- Uważaj jak chodzisz gówniaro. - Rzekła jeszcze na poprawę humoru. 
- Masz mi coś do powiedzenia? - Widać było, że ktoś tu ma gorszy dzień i chce uczynić go takim samym innym.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Dziewczynka odwróciła się kiedy tylko ktoś zawołał jej imię. Szybko odnalazła wzrokiem swoją mamę i jej odmachała. Codziennie dziwnie się czuła, kiedy żegnała się z mamą przed jej pracą. Gdzieś tam z tyłu głowy ciągle się bała, że znowu będą musiały nagle uciekać i że znowu się zgubią. A w tym wszystkim najgorsze było, że Jackie nie mogła być pewna czy następnym razem znajdzie mamę. Dwa razy już miała szczęście. Podobno do trzech razy sztuka. Dziewczynka wiedziała, że to tylko takie głupie gadanie, ale i tak trochę się bała. W końcu nie zawsze wszystko będzie jej wychodzić.
Ale na razie było w porządku. Jackie przywitała się z mamą. Znajdą Briana, znajdą tatę, to tylko kwestia czasu. Nie ważne czy wojsko im pomoże czy nie, jakoś to zrobią.
I kiedy Jackie była pełna takich pozytywnych myśli, coś musiało się zepsuć. Podeszła do nich grupka kilku nieciekawie wyglądających mężczyzn. Dziewczynka przygryzła policzek. Musiała zachować zimną krew i wszytko będzie w porządku. Jakoś dała sobie radę przy wejściu do kamienicy, a teraz była z mamą. Na razie się nie odzywała, pozwoliła mamie działać.
Powrót do góry Go down
Dobra dobra, Fairy nie była zaraz taka zapłakana. Kilka uronionych łez, zresztą głównie z bezradności i zdezorientowania, to nie żadna histeria. Może potem zrobi jej się zwyczajnie lepiej i łatwiej będzie jej się czymś zająć? Tak czy siak, O.J. wcale nie musiał pytać o żadne pozwolenie, w końcu nie znali się od wczoraj. Inna sprawa, że Davidson naprawdę nie chciała wybuchać szlochem, więc dość szybko się od niego odsunęła, przetarła policzki, chwyciła go pod ramię i pociągnęła delikatnie ruszając wzdłuż promenady.
- No wszystko się stało, przecież to jakiś wielki żart. Miała być bezpieczna strefa, a panowie od bezpieczeństwa znikają, zabrali mi rzeczy, nie mogę wrócić do domu - zaczęła wymieniać, ale na dobrą sprawę mogłaby tak wszystko rzucić, pewnie nawet potknięcie się na prostej drodze zamiast śmiechu dzisiaj wywołałoby u niej tylko złość. Tak to jest, jak człowiek żyje w stresie. Zawsze najchętniej wróciłoby się do mamy. Nie dane jednak było jej dalej tego roztrząsać, bo wpadła na nią jakaś stara prukwa. Fairy odruchowo złapała się za stopę i pewnie gdyby nie fakt, że trzymała się O.J.'a, straciłaby równowagę. Na szczęście tak się nie stało, ale zamiast jakichkolwiek przeprosin czy choćby milczenia, baba zaczęła się do niej pluć, a na to Fairy nie miała dziś na to ani nerwów ani ochoty. - To pani powinna uważać, prawie zmiażdżyła mi stopę! - rzuciła do kobiety chyba trochę mocniejszym tonem, niż miała w zamierzeniu, ale hej, przynajmniej jakieś resztki szacunku do starszej zachowała, zwracając się per pani, co w angielskim chyba nie jest wcale uskuteczniane, ale ćśś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
Virginia dzieliła z córką lęk o ich ponowną rozłąkę, o nieprzewidywalne zdarzenia, które mogłyby uniemozliwić im kolejne spotkanie. Zaczęła nawet rozważać, czy nie zacząć zabierać Jackie do szpitala. Wydawało jej się, że tam byłaby bezpieczna. Może znudzona, ale bezpieczna. Chociaż i tam przecież nie było zbyt kolorowo.
Przytuliła dziewczynkę i spojrzała na rzekę (bo tu rzeka była? czy inny zalew, nevermind). Przez tę krótką chwilę zdawało się, że jest dobrze. Jak zawsze, gdy przytulała ją po czasie rozłąki. Idąc przez miasto na jej spotkanie, Virginia widziała coraz liczniej pojawiające się na ulicach grupy ludzi, jednak nie wchodziła im w drogę.
- Wszystko w porządku? Co dziś robiłaś? - zagadnęła Jackie, jednak nie doczekała się odpowiedzi, bo tuż obok rozległ się głos jakiegoś mężczyzny. Virginia obróciła się, by spojrzeć na pytającego i mina jej trochę zrzedła, gdy zobaczyła, że pytających było więcej. Przyciągnęła ramieniem Jackie do siebie, zadarła lekko brodę i odparła:
- A dlaczego mamy się bać? To przecież bezpieczna strefa - nie omieszkała zaakcentować słów "bezpieczna strefa".
Niestety, prawda była taka, że w tej chwili zaczęła się bać. Zapomniała o tym wrażeniu na kilka dni, a teraz opadło na nią ze zdwojoną siłą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Lenny westchnął ciężko nad swoim losem. Nie wiedział co ma robić. Przeczucie silnie wskazywało nadchodzący koniec świata. Jeszcze do niedawna miał pracę, kochankę i problemy z córką z którą widywał się jedynie w lato. Zatęsknił za Twain Harte. Za wysłużonym fotelem, piwem i meczem w telewizji. Cmoknął Molly w główkę zamierzając powrócić do hotelu. Przez noc przemyśli co zrobią. Porozmawia z Sophie, ustalą gdzie się ich drogi rozstają. Odwracał się kiedy jego uwagę przykuła znajoma kobieta z dziewczynką oraz czterech mężczyzn. Doświadczenie w mgnieniu oka podpowiedziało czego się spodziewać. Podszedł do nich.
- Nie są same. - odezwał się ze spokojem. Spojrzał porozumiewawczo na Virginię podając jej śpiącą Molly. - Kochanie, mówiłem żeby nie dawać jej tych okropnych parówek ze stołówki. Oby to nie była jakaś grypa żołądkowa bo się WSZYSCY posramy rozchorujemy.
Stanął tak, aby zasłonić mężczyznom trójkę pań. Za paskiem spodni miał paralizator, a między plecami i plecakiem pistolet. Wolał załatwić to bezkrwawo.
- Kotku, a tobie już lepiej? - powiedział do Jackie po czym powrócił wzrokiem do mężczyzn. - O co panowie pytali moją żonę? Chętnie pomogę.
Był gotów odeprzeć atak i samemu zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
O.J., jak przystało na dobrego słuchacza, cierpliwie słuchał wszystkiego co Fairy miała mu do powiedzenia. Wcale nie zamierzał wtrącać jej się w zdanie, po prostu dał jej czas, żeby mogła się mu wyżalić. Uznał, że chyba właśnie tego dziewczyna potrzebuje. W sumie mógłby niby próbować ją pocieszać, ale nie wiedział nawet za bardzo, jak mógłby to zrobić w obecnej sytuacji... 
Spacer wzdłuż promenady przerwało im jakieś chamskie blond truchło, które "przypadkiem" zdeptało jego przyjaciółkę. Nie dość tego, babsko miało najwyraźniej do nich jakiś problem i domagało się przeprosin, jakby w ogóle było za co.
- Spieprzaj stąd starucho. - odpowiedział, stając w obronie Fairy. 
W przeciwieństwie do Davidson nie zachował nawet resztek szacunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Gość
Gość
O.J, Fairy

Tleniona blondynka była bardzo zdenerwowana, jak to tacy gówniarze śmieli jej pyskować? Położyła sobie ręce na biodrach i się zatrzymała. Najwyraźniej miała ochotę na jakąś kłótnię, jednak co się dziwić, skoro wszyscy byli okropnie zdenerwowani.
- Gdybyś mi nie wlazła pod nogi, to bym w nią nie wdepnęła. Odpowiedziała swoim piskliwym głosem.
- Gówniarzu, trochę szacunku do starszych. - Widać, było, że szuka zaczepki. Może najłatwiej będzie ją nieco spacyfikować?

Lenny, Virginia, Jackie
Mężczyźni uśmiechali się od ucha do ucha.
- Jak to dlaczego miałaby się pani bać, nie widzicie, co się dzieje? Zamieszki, kradzieże, a takie piękne dwie damy same. - Ciężko było zrozumieć ich intencje, czy faktycznie byli nastawieni na łatwy rabunek, czy może chcieli pomóc kobiecie z córką. Wtedy na ratunek przyszedł nasz superbohater Lenny. Zawsze pojawiał się w sytuacjach w których był potrzebny. Mężczyzn jakoś specjalnie nie ruszyło pojawienie się ojca rodziny.
- Pytaliśmy, czy nie boją się, że stanie im się krzywda, na szczęście pan się pojawił, chcieliśmy się nimi zaopiekować, ale nasze wsparcie nie jest już potrzebne. - Odpowiedział szef bandy i odeszli razem w stronę zachodzącego słońca. 
Bardzo dużo ludzi zmierzało w stronę przystani, widać było, że widzą to jako sposób swojej ewakuacji, może warto spróbować znaleźć jakąś łódź, aby wyruszyć w dalszą podróż?
Powrót do góry Go down
Zacisnęła lekko usta.
- Chyba trochę panowie przesadzają, ale dziękujemy za troskę - odpowiedziała z wahaniem, nie bardzo wiedząc, czego się spodziewać. Wiedziała tylko, że nie jest teraz w najlepszym położeniu.
Nie zauważyła podchodzącego do nich mężczyzny, dopóki nie stanął tuż obok z dzieckiem na rękach. Na twarzy Virginii wpierw wymalowało się zdziwienie - dość naturalna reakcja, choćby dlatego, że nie widziała Belardo od czasu dotarcia do bezpiecznej strefy. On wraz z córką przeszli przez kontrole nieco wcześniej i gdy Ward dostała już zezwolenie na udanie się do szkoły, nie potrafiła odnaleźć wzrokiem znajomych twarzy. Zaraz potem Lenny wcisnął jej w ramiona Molly, a na twarzy kobiety pojawił się łagodny uśmiech.
- Gdybyśmy ich nie zjedli, wszyscy bylibyśmy teraz głodni - westchnęła tonem, który był pewnie Jackie dobrze znany. Trochę zrezygnowany, a trochę sugerujący, że koniec końców to ona ma rację.
Kącik ust drgnął jej mimowolnie, gdy Belardo kontynuował aktorską zabawę. Spojrzała z uśmiechem na Jackie, a potem wymownie na mężczyzn, którzy je zaczepili. Nie powiedziała już nic, dopóki nie odeszli od nich przynajmniej kilka dobrych metrów.
- Dziękuję - powiedziała wtedy cicho do szeryfa, podsuwając Molly nieco wyżej w ramionach. Pięcioletnie dziecko to już nie było takie hop siup do dźwigania. - Dobrze was znowu widzieć - dodała, zwracając się potem do córki: - Jackie, pamiętasz pana Belardo? Jechaliśmy razem do Stockton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Spojrzała z lekkim (leciutkim) wyrzutem na O.J.'a, bo sama nie chciała żadnych nieporozumień. Mimo że sama też była zestresowana i całkiem możliwe, ze jeśli baba zaraz sobie nie pójdzie, to Fairy pierwsza rzuci się na nią z pięściami, zupełnie nie zwracając uwagi na obolałą stopę, ale jeszcze gdzieś w głowie jej się tliło, że nie chce żadnych nieporozumień i niesnasek. Może ta pani była kimś ważnym? Albo po prostu umiejętnie zrzuci na nich winę i przyjdzie im ponieść jakąś karę, w końcu byli teraz we względnie małej, zamkniętej społeczności. No przecież nie mogli sobie pozwolić na banicję czy choćby przylepioną na długi czas łatkę wyrzutków. Ale pewnie te wszystkie rozkminy przez jej głowę przeleciały błyskawicznie, w formie jakiś urywków i za chwilę i tak nie będzie kompletnie o nich pamiętać.
- Nie wlazłam pani pod nogi! Jest tu pełno miejsca, spokojnie mogła pani wyminąć mnie bokiem! - podniosła głos i stanęła już twardo na obu nogach, przez chwilę pomasowała i nie bolało już tak bardzo, ale siniak pewnie będzie. - Na szacunek trzeba sobie zasłużyć - burknęła jeszcze, ale ostatecznie pokręciła tylko głową i pociągnęła O.J.'a za rękę, gotowa pójść dalej i odpuścić już sobie całą tę nieprzyjemną wymianę zdań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
O.J. również wyczuł, że rozmowa z tą kobietą to walka z wiatrakami, dlatego odpuścił jej i nie kontynuował sporu. Spojrzenie Fairy też zrobiło swoje. Nie chciał działać wbrew przyjaciółki, wiec grzecznie pomaszerował jej śladem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Lenny nie spuszczał wzroku z mężczyzn i dopiero kiedy odeszli mógł odetchnąć i odwrócić się do Virginii oraz Jackie.
Wcale mu nie ulżyło, wręcz przeciwnie. W każdej chwili problemy mogły powrócić, a pozostanie na Promenadzie nie było najlepszym pomysłem. Stali na widoku, łatwy cel.
- Cieszę się, że nic wam nie jest. - powiedział zabierając od Ginny ciężkawą Molly, która nadal spała. - Musimy stąd uciekać, nie jest tu bezpiecznie. Ulokowano was w szkole?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Gość
Gość
Tleniona blondynka była zasmucona faktem, że para przyjaciół postanowiła pójść przed siebie.
- Głupie dzieciaki. - Burknęła jeszcze na do widzenia i poszła w stronę im przeciwną.
Kiedy O.J szedł przed siebie znalazł plecak, a w nim butelkę amolu. (wygrana z loterii)

Zamieszki wydawały się robić coraz większe. Tłum osób idących w stronę przystani zdawał się nie mieć końca. Jak to bywa w takich miejscach nie obeszło się bez komplikacji. Ogrodzenie nie wytrzymało tego napięcia i padło. Ludzie zaczęli się taranować. Można było słychać piski i krzyki, co sprowadziło kilku nieżywych zza ogrodzenia. Jakieś trzy osoby zostały ugryzione. Najlepszą opcją w tej sytuacji była chyba ucieczka na przystań.
Powrót do góry Go down
Spojrzała po okolicy. Boże. Przecież jeszcze kilkanaście minut nie było tu takich tłumów, ani takiego zamieszania. Owszem, w drodze ze szpitala widziała znacznie więcej grup ludzi, niż w ciągu ostatnich dni tutaj, ale... tego się nie spodziewała. To, co miało być bezpieczną ostoją stawało się zagrożeniem, a zdrowi ludzie równie niebezpieczni, co Zarażeni.
- Co się nagle stało? - spytała, licząc na to, że Belardo jest lepiej poinformowany. - Cały dzień spędziłam w szpitalu, tam sytuacja wydawała się w miarę... normalna - no, jak to w szpitalu. Ludzi było tyle samo, co w dniu, w którym poszła tam zapytać o pracę, może nawet jakby mniej.
- Tak, w szkole.
Przycisnęła Jackie do siebie, obawiając się, że ludzie sunący owczym pędem przez promenadę porwą ją i znów rozdzielą.
- Boże - jęknęła, chociaż z tego miejsca nie widziała nawet, co działo się kilkaset metrów dalej, przy wejściu na przystań. Virginii wydawało się, że pakowanie się tam, gdzie pędził tłum, było najgorszym pomysłem. Wolałaby znaleźć samochód i wyjechać stąd jak człowiek. Do Sacramento najlepiej, sprawdzić, czy jej mąż i syn dotarli bezpiecznie do domu.
- A ty i twoja córka? - rzuciła po chwili, przypominając sobie o Adelaide. Zdążyła polubić nastolatkę, wydawała jej się rozgarniętą dziewczyną. Jak Jackie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Gość
Gość
Podobno karma wraca. Coś w tym musiało być. Ledwie kilka dni wcześniej Jackie pomogła panu Williams udając jego córkę, a teraz pan Belardo uratował ją i jej mamę, udając ojca dziewczynki. Coś musiało w tym być w tym całym kręgu dobra i wracających dobrych uczynkach.
Dziewczynka pamiętała pana Belardo i jego córkę. Co prawda wydawało jej się, że dziewczyna jest starsza, ale może się pomyliła i tą córką była mała Molly. Albo po prostu pan Belardo miał dwie córki. Albo zajmował się dziewczynką. Raczej nie to pierwsze, inaczej Jackie by nie myślała, że Adelaide jest córką szeryfa.
- Nie ma prądu, a wojsko wyjechało - wyjaśniła krótko dziewczynka, trochę się dziwiąc, że jej mama jeszcze o tym nie wie. Chyba że jeszcze coś umknęło Jackie.
I nagle wybuchła panika. Jackie chwyciła mocno mamę, żeby tylko znowu się nie rozdzielić. Pamiętała, że podczas takiej paniki najlepiej jest przycisnąć się do jakichś ścian, więc szukała jakiegoś takiego bezpiecznego kącika, gdzie mogłaby się ukryć przed tłumem.
Pytanie mamy potwierdziło przypuszczenia Jackie, że córka pana Belardo była starsza.
- Nie znajdziemy jej teraz! Pewnie spróbuje pójść tam gdzie teraz mieszkacie! - Jackie spróbowała przekrzyczeć tłum.
Powrót do góry Go down
Uczepiła się tej jednej myśli - musi znaleźć Drake'a. Wierzyła w to, że psisku nic się nie stało i że przynajmniej on jej nie opuści. Uparcie szukała go więc od kilku dni, obiecując sobie, iż wróci do domu w jego towarzystwie - wciąż jeszcze łudziła się, że rodzicom nic się nie stało - zachorowali jedynie chwilowo, ale wyzdrowieją. Mieli to przecież w genach. Są silni - ona wygrała z białaczką, oni pokonają to coś, czymkolwiek jest to, co się z nimi dzieje.
Zawędrowała w pobliże przystani, gdzie zwykła kiedyś spędzać czas ze swoimi znajomymi - być może Drake odnalazł to miejsce, kiedy jej szukał (bo w to nie wątpiła - z całą pewnością psiak robił teraz wszystko, by ją odnaleźć) i właśnie tutaj warował, czekając na jej przybycie?
Podeszła do kilku osób, pytając, czy nigdzie nie widzieli białego kundelka. Same przeczące odpowiedzi.
Zamierzała się wycofać, ale wtedy tłum zgęstniał, a ona była zbyt słaba, by próbować się przez niego przedrzeć, brnąc pod prąd. Zresztą instynkt podpowiadał jej, że powinna udać się tam, gdzie właśnie zmierza większość - raczej nie bez powodu zaczęło się kotłować, a wśród otaczających ją osób wybuchła panika.
Kurczowo zacisnęła ręce na szelkach plecaka, by nie zsunął się z jej ramion, i ruszyła w stronę przystani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lenny starał się znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Nie było to łatwe zważywszy na warunki jakie panowały dookoła. Ledwo mógł zamienić kilka słów z Virginią i Jackie, kiedy wybuchło zamieszanie. Doskonale wiedział, że nie mogą tu zostać.
- Miasto nie jest już bezpieczne. - przyznał, przytakując słowom dziewczynki. Niewiele się znali, ale Belardo odniósł wrażenie, że Jackie jest mądra jak na swój wiek.
- Jest w hotelu z Sophie. - odparł kobietom nie wchodząc w szczegóły ponieważ nie był to czas i miejsce na pogawędki. Odwrócił się, żeby zlustrować tłum ludzi w poszukiwaniu znajomych twarzy. Dostrzegł OJ'a i Fairy, ale czy nie byli za daleko? Tak jak Jackie szukał bezpiecznej przystani w której mogliby przetrwać najgorszy przewał.
- Musimy zejść na bok... - powiedział, a w głosie pojawiła się nerwowość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
O.J. miał przy sobie mnóstwo rzeczy które poupychał do kieszeni, jednak nie było to najwygodniejsze miejsce do przechowywania ich. Całym szczęściem na ulicy leżał plecak, który postanowił sobie przywłaszczyć. Skoro ktoś go tu zostawił, to najwyraźniej nie był mu potrzebny. Podniósł go i wpakował do niego wszystkie graty, oprócz pistoletu, który miał schowany z tyłu spodni o raz siekiery, którą ulokował pod bluzą. 
Na ulicach zaczęło robić się nieciekawie. Na chwilę obecną ucieczka z tego tłumu wydawała się najlepszym wyjściem. Co prawda miał czym się bronić, ale jeśli do tłumu wedrą się zarażeni, to żadna broń na nic się nie zda. Poza tym musiał pamiętać, że jest z nim Fairy, o którą,w jego osobistym mniemaniu, powinien się troszczyć. Choć sama też pewnie świetnie dałaby sobie radę. 
Rozglądał się za możliwością wyjście z maszerującego w stronę przystani tłumu, aż zauważył znajomą twarz. Był to morderca z Twain Harte szeryf Lenny, z którym był między innymi na misji ratunkowej. Stwierdził, że lepszej opcji i tak nie znajdzie, więc pociągnął Fairy w jego stronę. Dopchali się do jego grupy, w której rozpoznał też tą małą dziewczynkę, która uciekała z nim ze stacji. Dwóch pozostałych osób nie znał. 
- Widzę, że wy też wpakowaliście się w to bagno. - powiedział. - Słuchajcie. Naprawdę nie chcę wam przerywać pogawędki, ale uważam, że powinniśmy stąd spadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
O ile brak wojska, jak się zastanowiła, faktycznie był odczuwalny, tak brak prądu mniej rzucał się w oczy - w końcu dzień był długi i jasny, gorący, a w szpitalu wszystko działało jak trzeba dzięki dodatkowemu dystrybutorowi prądu. Najwyraźniej jednak inni ludzie odczuli te braki znacznie dotkliwiej.
Virginii, wbrew temu co myślała reszta, wydawało się, że przyciśnięcie się do ściany czy innej barierki jest najgorszą opcją, gdy tłum napiera. Jeśli coś pójdzie nie tak, można było zostać zwyczajnie zmiażdżonym. Chociaż prawda, znalezienie oparcia było chyba najbardziej instynktowne i również ona zaczęła się rozglądać za drogą ucieczki.
- Tamtędy, na drugą stronę - westchnęła, wskazując najkrótszą, ale i wyjątkowo słabą drogę w stronę miasta - wpierw trzeba było przedrzeć się na przełaj przez ludzi walących w stronę przystani.
Spojrzała na parę, która się do nich dopchała.
- To właśnie zamierzamy - odpowiedziała, łapiąc Jackie mocniej za rękę. - Więc do hotelu? - spojrzała na Belardo i przeniosła kontrolne spojrzenie na córkę. - Zostawiłaś coś w szkole? - ona sama swój żałosny dobytek miała przy sobie, bo nie uśmiechało jej się zostawiać dokumentów w miejscu, gdzie kręcili się... wszyscy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Ciężko stwierdzić, czy Fairy poradziłaby sobie sama, bo jej jedyna broń w postaci tłuczka do mięsa została jej odebrana na wejściu do bezpiecznej strefy. Pewnie od tamtej pory rozglądała się za czymś, co ewentualnie mogłaby sobie przywłaszczyć, ale nie było to takie łatwe, a i jej poszukiwania nie były zbyt intensywne, bo wychodziła z założenia, że przy takiej ilości wojska nic jej nie grozi... Myliła się, bardzo, i dopiero teraz zaczynało to do niej docierać, zwłaszcza, że wojsko zniknęło.
Napierający na nią tłum zaskoczył ją, bo przecież jeszcze kilka chwil temu na promenadzie było względnie spokojnie. Teraz była pchana w różne strony, na szczęście trzymała O.J.'a za rękę, więc udało jej się go nie zgubić. Nie wiedziała, gdzie ją ciągnie, ale ruszyła posłusznie za nim, przeciskając się między ludźmi, aż w tłumie zamajaczyły jej znajome twarze. Do żadnej nie byłaby w stanie przypisać nazwiska, ale hej, lepsze to niż nic.
- I to jak najszybciej. Co tam się w ogóle stało? - poparła przyjaciela i przesunęła wzrokiem po twarzach, ale szczerze mówiąc, chyba nawet nie mieli zbyt wiele czasu na jakiekolwiek dywagacje, więc... po prostu weźcie ją ze sobą, kiedy ja sama będę zmienić się w chodzące zwłoki przy okazji ostatnich egzaminów 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Promenada II
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-