IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogrodzenie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Ogrodzenie

   


Ogrodzenie, które postawiono na granicy bezpiecznej strefy.


WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
Data: 12 lipca
Pogoda: Upalnie.


Przy ogrodzeniu znajdują dwa posterunki oddalone od siebie na długość kilometra. Punkt I to stanowisko dowodzone przez Anthony'ego Meyersa. Był to około 50 letni, niski, otyły, inżynier. Drugi punkt obejmował Adam Sanders, 43 letni, średniego wzrostu budowniczy, który specjalizował się w remontach mieszkań. Przy ogrodzeniu stały wojskowe pojazdy oraz prowizoryczne blokady. Do naprawy ogrodzenia oraz umocnień byli kierowani ochotnicy z hotelu oraz szkoły. Meyer wydawał każdemu potrzebne narzędzia do kopania oraz łatania. Należało ustawić się w niewielkiej kolejce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Poniekąd powrót Tammy do informacji popsuł im miłe przywitanie po tyle stresach, ale przynajmniej Fairy mogła próbować ją uprosić o gumki do włosów czy jakiś krem nawilżający. Znając życie, nic nie dostała, ale przynajmniej poratowano ją wylosowanym wcześniej śpiworem, więc juhu, nie musiała już spać w czymś, przez co przewinęły się dziesiątki ludzi i pewnie drugie tyle szczurów, a miała ten swój jeden, na własność.
Tak czy siak, skoro już została obdarowana takim prezentem, postanowiła się w jakiś sposób odwdzięczyć i następnego dnia z samego rana stawiła się w okolicach ogrodzenia, aby pomóc przy jego naprawie. Ostatecznie także i jej bezpieczeństwo zależy od tego cholernego płotu. Już z daleka dostrzegła kłębowisko ludzi. Ustawiła się w jednej z kolejek i miała tylko nadzieję, że ktoś powie jej, co ma właściwie robić. Jasne, pewnie kiedyś zdarzyło jej się naprawiać płot przed domem, ale wtedy mogła to zrobić po swojemu, a rodzice za same zaangażowanie daliby jej ciasteczko. Tu miała wrażenie, że przy pierwszej pomyłce ktoś ją skarci. Z drugiej jednak strony, chyba nie po to brali ochotników, aby wymagać od nich specjalistycznej wiedzy, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
ze szkoły

Jane udało się dorwać od ludzi, zajmujących się zaopatrzeniem, świeże ubrania na zmianę, w tym koszulę flanelową oraz płaszcz przeciwdeszczowy. Uznała, że przyda jej się wszystko, przecież większość jej ekwipunku skonfiskowali żołnierze. Nie fajnie. Wcale jej się to nie podobało, ale musiała to przyjąć do wiadomości. Żołnierze byli uzbrojeni, stanowili tutaj władzę, więc tak naprawdę Ryder nie miała nic do gadania.
Stawiła się przy ogrodzeniu. Początkowo wcale nie miała ochoty bawić się w naprawy, ale co innego mogła zrobić? Musiała sobie znaleźć jakieś zajęcie. A kto wie, może nawet dostanie coś w zamian. Fajnie, jakby była to część jej dawnego ekwipunku. Nadal miała nikłą nadzieję, że jednak coś wpadnie w końcu w jej ręce. Zauważyła wśród zebranych znajomą twarz i westchnęła z ulgą. Przynajmniej będzie znała jedną osobę, spośród reszty zebranych. 
Rozejrzała się wymownie na boki, czekając na dalsze instrukcje. Chyba nie będzie tutaj sterczeć w nieskończoność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Żar lał się z nieba a przy ogrodzeniu nie można było odnaleźć ani skrawka cienia. Co przezorniejsi, ratowali się chustką na głowie, nie zamierzając rezygnować z pomocy.
Dla własnego bezpieczeństwa.
Fairy i Jane, stojące w kolejce przed dwoma mężczyznami, mogły dosłyszeć rozmowę, którą między sobą prowadzili i z której jasno wynikało, że ktoś zepsuł część ogrodzenia, by móc uciec z bezpiecznej strefy. Nikogo nie wypuszczono przez posterunki kontrolne, a co ciekawsze, podobno już nawet nie wpuszczano. Ile prawdy w plotkach?
Mężczyźni dostali łopaty, by na nowo wkopać słupki a kobiety zwój metalowych linek, rękawice i obcęgi, mające być pomoce w załataniu ewentualnych dziur w siatce i doczepieniu jej do słupków. Cała czwórka została skierowana do posterunku Sandersa, co wymagało spacerku wzdłuż linii ogrodzenia.
- Skąd przybyłyście?
Wysoki brunet z czapką na głowie, spojrzał na kobiety, ciekaw ich historii. Przedstawiając się jako Jack, spojrzał w niebo i zaklął pod nosem na brak chmur w zasięgu wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Podobno w każdej plotce jest ziarno prawdy. Fairy może nie była największą plotkarą na świecie, ale to, co usłyszała od mężczyzn stojących za nią i Jane wcale jej nie zadowoliło. Nie odwróciła się, słuchała jedynie uważnie, nie chcąc ich spłoszyć i tym samym zakończyć rozmowy. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, choć pewnie i tak w żaden sposób nie uda jej się tej wiedzy wykorzystać. Ale kto wie? To nie ten moment, kiedy im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Właściwie Davidson nie pamiętała, kiedy ostatnio przespała spokojnie całą noc.
Naciągnęła na dłonie rękawice i chwyciła resztę sprzętu. Ruszyła razem z towarzystwem we wskazanym kierunku. Powoli zaczynała żałować, że sama nie wzięła niczego na głowę. Przynajmniej nie miała na sobie bluzy, a jedynie jakąś luźniejszą bluzkę. Kto wie, może nawet dostała jakieś szorty z trzeciej ręki? Lepsze to niż ciężkie dżinsy. Również przedstawiła się mężczyznom.
- Z Twain Harte. Byłam tam na wakacjach - zmarszczyła brwi. Miała wrażenie, że była tam lata temu, a jeśli się nie mylę, to minął może tydzień? Póki co nie chciała podawać im bardziej szczerych informacji, chociaż powoli sama przestawała mieć nadzieję, ze jeszcze kiedyś uda jej się wrócić do domu. - Długo jesteście w strefie? - kto wie, czy bliższe zapoznanie się z nimi nie będzie dla nich korzystne? Może wiedzieli więcej albo mieli gdzieś jakieś wtyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Przejęła parę narzędzi i rękawice, które od razu naciągnęła na dłonie, podwinąwszy uprzednio rękawy od koszuli. Robota nie będzie zbyt przyjemna. Z nieba lał się żar, a ona nie miała ze sobą nawet chustki. Trudno, jakoś wytrzyma. Inna opcja raczej nie wchodzi w grę.
Ostatecznie nie zaszkodzi trochę się zapoznać z miejscowymi. Tak naprawdę z chwilą, w której przybyły to Stockton same stały się jednymi z nich. Do bezpiecznej strefy musieli trafić ludzie z okolicznych miast i miasteczek, nie tylko sami miejscowi.
- Jesteśmy z jednej grupy - dopowiedziała jeszcze do słów kuzynki. Więcej chyba nie ma co zdradzać. W przypadku ich wszystkich część historii była taka sama – wybuch epidemii, wszechobecny zamęt, próby dostania się do domu, tudzież znalezienie bezpiecznego schronienia.
- Któryś z dziwaków dał kiedyś radę przejść górą? - spojrzała na ogrodzenie, kierując wzrok nieco wyżej. Kto wie, czy zarażeni potrafią się wspinać. Na szczęście, nie miała z nimi do czynienia bezpośrednio. Nigdy żaden jej nie złapał, nie wplątała się w szarpaninę. Starała się być ostrożna. Na jak długo? To się okaże. 
Jane ustała sobie gdzieś obok, czekając na ewentualne polecenia i wskazówki od szefa ich dzisiejszej fuchy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
Panowie wymienili między sobą spojrzenia, słysząc o Twain Harte. Mogło się wydawać, że uważniej przyjrzeli się kobietom, ale ostatecznie nie zdradzili swych myśli.
- Trzy dni. Mieliśmy szczęście. Słyszeliśmy o tym co się stało w korku.
Odpowiedział drugi mężczyzna, przedstawiając się jako Owen. Idąc dalej, zaśmiał się jedynie na pytanie Jane i pokręcił głową. Nieprawdopodobnym wydawało się, żeby Zarażony wdrapał się na płot. Chociaż Jack zmarszczył czoło, zastanawiając się nad tym.
- Jeśli to są ludzie, to powinni sobie radzić z płotem, drzwiami, bronia... ale jeśli nie.. myślicie, że to jeszcze ludzie?
Zapytał, docierając do miejsca w którym mieli rozpocząć pracę. Sanders czekał już na pomocników. W ciągu kilku następnych minut, pokazał wszystkim uszkodzoną część i wyjaśnił jak się zabrać do naprawy. Sam musiał przejść na drugą stronę, nie tłumacząc innym dlaczego.
Odchodząc od grupy, ruszył między ogrodzeniem a budynkami, które nie należały do bezpiecznej strefy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tok rozmowy jakoś wybitnie się jej nie podobał. Jasne, wszyscy teraz żyli epidemią, zresztą nie ma się co dziwić, ale przecież mogli porozmawiać o ptaszkach i chmurkach, tak? Chociaż przez chwilę. Przez minutkę.
- Co tam się właściwie stało? Uciekłam zanim w ogóle się zorientowałam - pokręciła głową. Nic, z czego mogła być dumna, ale hej, prawdopodobnie gdyby siedziała tam dłużej, to dziś by jej tu nie było. - To nie mogę być ludzie - mruknęła głucho, spuszczając głowę. Może z daleka tak wyglądali, ale nie mogli, prawda? Fairy nie była osobą, która zabija innych ludzi, a doskonale pamiętała, jak utłukła krzesłem Wredną Babę w kuchni. W jej głowie sam ten fakt dyskwalifikował ją jako człowieka. Nie zastanawiając się dłużej zabrała się do roboty, próbując przeplatać drut, który dostała tak, aby łatać dziury w ogrodzeniu. Potrzebowała chwili, aby ogarnąć, jak się to robi, ale pewnie potem szło jej to nawet sprawnie. Zerknęła tylko przelotnie na odchodzącego Sandersa. - Pewnie jak ja bym chciała sobie wyjść, to prędzej strzeliliby mi w kolano niż mnie wypuścili - wzruszyła ramionami. Miała wrażenie, że przebywanie w bezpiecznej strefie było nakazem, a każdy sprzeciw nie był rozwiązywany dyplomatycznie. Zabieranie prywatnych rzeczy tylko ją w tym utwierdzało. Chyba wciąż płakała za zyskanymi na farmie podpaskami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
NARRATOR
avatar
- Chciałabyś wyjść?
Mężczyźni wymienili między sobą spojrzenia, najwyraźniej myśląc o tym samym. Owen pokręcił jednak głową, chcąc powstrzymać swego kolegę, który jednak zdążył się już odezwać.
- Wiemy jak można stąd wyjść.
Powiedział ściszonym głosem, uśmiechając się tajemniczo. Dłonią przetarł pot z czoła i wbił łopatę w ziemię, zerkając w stronę gdzie zniknął Sanders. Prostując się, spojrzał na kobiety i zaznaczył jedno.
- Pokazalibyśmy ale nie za darmo.
Fairy i Janis mogły wierzyć na słowo albo wątpić w zapewnienia nowych kolegów. Prawdy jednak nie poznają jeśli się nie zdecydują ubić interesu.
Gdzieś między budynkami rozniósł się odgłos upadającego metalowego kosza na śmieci. Kto i dlaczego hałasował, pozostawało na razie tajemnicą. Mężczyźni, spojrzeli w tamtą stronę i nasłuchując, rozglądali się, najwyraźniej ostrożnie podchodząc do nieoczekiwanych hałasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
STOCKTON
avatar
Słuchała w milczeniu rozmowy mężczyzn i Fairy, majstrując kombinerkami przy drutach.
- Jeśli już wiecie jak stąd wyjść, zakładam, że wzięliście pod uwagę sprzątnięcie kilku przydatnych rzeczy? - mruknęła pod nosem, nie przerywając wykonywanej czynności. Pytanie, czy żołnierze zaczną ich ścigać czy dadzą sobie spokój. Na pewno ktoś musiał już wcześniej próbować się stąd wydostać.
- Myślisz, że damy się namówić na kupno kota w worku? - oderwała się na moment od ogrodzenia, mrużąc oczy. Nie tylko dlatego, że słońce świeciło po oczach. Jane nie przywykła do podejmowania tak spontanicznych decyzji, a dogadywania się z prostymi facetami tym bardziej. Kto wiedział, co im po głowie chodziło. Nie chciała narażać siebie, ani tym bardziej kuzynki na jakieś nieprzyjemności.
Zignorowała hałas związany z upadającym śmietnikiem. Tutaj każdy mógł mieć coś do roboty, może kogoś przydzielono do zrzucania śmietników z budynków? Przetknęła drut przez kolejne oczka, chcąc mieć część roboty z głowy. Odpocznie sobie chwilę w cieniu, może dostanie butelkę wody? Tak, ten upał był strasznie dokuczliwy.
Zorientowała się jednak, że mężczyźni zaczynają nasłuchiwać i chyba nie jest to według nich coś typowego.
- Co jest? - skierowała pytanie do najbliżej stojącego faceta. Czyżby rzeczywiście coś się kroiło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
- Wasza decyzja.
Stwierdził Owen, nie zamierzając nikogo namawiać czy ciągnąć na siłę. Mężczyźni wspomnieli o możliwości, ich towarzyszki mogły same stwierdzić jak bardzo można im zaufać.
Żaden z mężczyzn nie zachowywał się natarczywie i nie zamierzał namawiać.
Teraz zaś zajęci nasłuchiwaniem, drgnęli na kolejny hałas, gdzieś między budynkami. Owen oblizał usta i spojrzał na Jacka, wydając się zestresowany. Może wiedział więcej od kobiet? Do uszu wszystkich dotarły odgłosy chyba szamotaniny, a Jack ruszył do przodu, chociaż przed przejściem przez płot powstrzymał go drugi z mężczyzn.
- Powinniśmy wracać i to zgłosić.
- Trzeba sprawdzić, może ktoś potrzebuje pomocy?
Między mężczyznami rozgorzała decyzje a najgorsze było to, że oboje mogli mieć racje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przepraszam, no ale sesja :c

Wzruszyła ramionami. Może i chciała, a może i nie, swoimi przemyśleniami na ten temat chyba nie zamierzała dzielić się z obcymi ludźmi. A gdyby na nią donieśli? Kto wie, jaki panował tu reżim, jeszcze uznano by ją za buntowniczkę i wroga naczelnego, zamknęliby ją, torturowali, kto wie, co jeszcze. Przyszedłby głód i na obiad zaserwowano by potrawkę z Fairy. Na takie przygody się nie pisała. Zatem, niech tak zostanie. Zaproponowali, a one odmówiły. Przecież poradzą sobie same... Kchem, tak.
Słysząc odgłos upadającego śmietnika mimowolnie podskoczyła. Bardziej ją to zaskoczyło niż wystraszyło, ale mimo wszystko. O ile gdyby na tym hałas się skończył, przeszłaby nad nim do dalszej roboty, równie dobrze mogło to być jakieś zwierzę, ale sama też usłyszała więcej, a i reakcja mężczyzn w jakiś sposób dała jej do myślenia, zwłaszcza, że wyglądali na całkiem nieźle zorientowanych w sytuacji cwaniaczków.
Sama nie zamierzała pchać się poza strefę, najchętniej zaszyłaby się gdzieś wewnątrz, najlepiej w budynku zamykanym na siedem spustów, ale jak się okazuje, nie była już tą panikującą i nieobeznaną w życiu dziewczynką, jak choćby wtedy, kiedy uciekała z samochodu, który utknął w korku. Wciąż panikowała, ale nie rzucała się na oślep i choć trochę próbowała skontaktować się z własnym rozsądkiem. Coś jej na ucieczkę nie pozwalało - własna duma? a może kuzynka? Zamiast więc uciekać i zostawiać Jane, schyliła się i podniosła z ziemi obcęgi, które aktualnie były jedynym, co przyszło jej do głowy, jeśli chodzi o obronę. Mężczyźni mieli łopaty, ale to chyba nie czas, aby się z nimi szarpać. Chwyciła je pewniej i spojrzała jeszcze raz w stronę, z której dobiegały hałasy. Nie nie, na pewno nie zamierzała ruszać w tamtą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Zmierzyła facetów wzrokiem, ale powstrzymała się od jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli kiedyś będzie chciała stąd zwiać, to być może skorzysta z pomocy innych mieszkańców bezpiecznej strefy. Wolała jak na razie trzymać się z dala od potencjalnych kłopotów.
Zacisnęła nieco pewnej dłoń na narzędziu i wychyliła się odrobinę. O ile zaledwie kilka minut wcześniej była zupełnie spokojna i niewzruszona wszelkimi odgłosami, teraz zaczęła mieć wątpliwości. Nie bez powodu siedzieli w otoczonym ogrodzeniem miasteczku, kontrolowanym przez wojsko. Epidemia na zewnątrz nadal trwała i zapewne miała się dobrze.
Pokręciła głową, widząc jeden z mężczyzn rusza do przodu. Ryder jednak wolała nie zbliżać się do źródła hałasu. Tym bardziej, że mieli do naprawienia ogrodzenie. Jeden, fałszywy ruch, a stado dziwaków może dostać się do środka.
- Nikt z nas nie ma stabilnej broni, co jeśli wyskoczy na ciebie Zarażony? - zmarszczyła brwi, podchodząc do rozmawiających facetów. Z samym szpadlem mógłby mieć niskie szanse, co on, bohatera chciał zgrywać?
Po chwili uniosła nieznacznie brwi. Czy to przypadkiem nie ich szef, Sanders ruszył na drugą stronę?
- Kto tam jest? - kierowała spojrzenie to na Jacka, to na jego kumpla. Mogli przecież wiedzieć coś więcej. Chyba nie zdecydował się wybrać na samobójczy spacer? Z drugiej strony, wszystko było możliwe. Stockton coraz mniej się Jane podobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
NARRATOR
avatar
- No jak kto kto? Wściekli.
Jack gwałtownie szarpnął za daszek czapki, zrywając ją z głowy. Spojrzał na Jane, niedowierzając pytaniu. Prawdą było, że mężczyźni w tym momencie wiedzieli tyle co i kobiety. Tajemniczy hałas jednocześnie przyciągał i odpychał. Wszyscy zdawali sobie sprawę z zagrożeń poza bezpieczną strefę. Jaka by ona nie była, to przeciez za płotem nic im nie groziło.
Mężczyźni mieli dylemat. Czy powinni zgrywać bohaterów? Jane miała rację. Ze szpadlami nie wiele mogli zdziałać.

Wszyscy, po chwili konsternacji, zauważyli trójkę żołnierzy nadbiegających od strony drugiego posterunku. Może zaalarmowani dzięki krótkofalówce Sandersa, a może w inny sposób, nie było to istotne. Wiedzieli jednak, że coś się dzieje i natychmiast ruszyli na miejsce.
- Wracać do Meyersa!
Rozkazali pracującym, nie długo zaszczycając ich spojrzeniem. Dwójka wojskowych przechodząc w tym samym miejscu co Sanders, ruszyła między budynki, mając broń w pogotowiu, a trzeci jeszcze raz łypnął na całą czwórkę.
Ruchem głowy popędził wszystkich do powrotu. Prace musiały zostać przerwane przez zagrożenie. Meyers już wypatrywał powracających. Odbierając cały sprzęt, kazał wracać do centrum strefy.

zt wszyscy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ogrodzenie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-