IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pole kempingowe i namiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   Pole kempingowe i namiotowe
   

Pole znajduje się nad jeziorem, nad które prowadzi jedna droga od miasteczka. Drugą można dotrzeć do domków i budynku recepcji. Pole to mieszanka namiotów i przyczep, stojących obok siebie. Mimo pozornego nieładu, wszystko ma swoje miejsce a między ludźmi panują pewne niepisane zasady.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Math szukał wzrokiem tej przeklętej apteczki, ale najwidoczniej nie było jej na terenie pola namiotowego, więc gdy przyszła Alice, powiedział smutno:
-Już niczego.- i wrócił do ogniska. Wcześniej słyszał strzały, więc szedł spokojniej, wręcz bał się, że zaraz trafi na ślady krwi oraz szczątki. W pewnym sensie się nie mylił, bo gdy podszedł bliżej zobaczył przerażonych ludzi, którzy patrzyli to na ciało martwego agresora, a to na Benneta, który w miał zakarwawioną twarz oraz dłonie, ściskając się w okolicy nosa i ust. Mathowi zrobiło się niedobrze od widoku krwi, śmierci oraz tego całego obrazu i ze łzami w oczach puścił krótkiego pawia na ziemię, który w większości był po prostu piwem. Nigdy w życiu jeszcze nie widział takiej sceny. Otarł usta rękawem nim jeszcze szeryf go zwołał i poszedł do wskazanego poszkodowanego, by chwycić go pod wolne ramię i zanieść do pielęgniarza.
-To ja dzwoniłem.-powiedział, zmęczonym, zgaszonym tonem, mając w głosie nutkę zagubienia. Jakby próbował do kogoś zagadać, ale nie wiedział jak zmienić temat trwającej rozmowy. W końcu nie codziennie zdarzają się tak z bliska zobaczyć krwawe sceny. W Bostonie czy już w samej Kalifornii zdarzało się zobaczyć jakiś wypadek lub miejsce po klęsce żywiołowej, ale zazwyczaj ciał już nie było lub były w plastikowych workach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
Złapana i odciągnięta, koślawo postawiła stopę, o mało nie przewracając się na prostej drodze. Jednak spojrzenie Belardo, podowiadało o naciągających złych nowinach.
Sophie zmarszczyła czoło, słuchając mężczyzny z pełną niedowierzania miną. Co on chciał powiedzieć? Oczywiście, że oglądała wiadomości i doskonale zdawała sobie sprawę co dzieje się na świecie. Ale przecież nie od wczoraj ludzie się zabijali, znikali, wariowali.. Sophie zasłoniła dłonią usta, gdy kątem oka spojrzała na martwego Joe. Czyżby wisiało coś w powietrzu? Kompletnie zdezorientowana, nawet nie odpowiedziała Belardo. Zamrugała, zwracając spojrzenie na niego i odwróciła się do karetki, jednocześnie puszczana przez policjanta.
Nie nawykła do takich scen, trochę odpłynęła myślami w przeszłość, odsuwając się w stronę drzew. Czy powinna zadzwonić do brata? Łapiąc za telefon, wykręciła numer i wycofała się nieco dalej, oczekując na połączenie. Poczta głosowa nie była jednak tym, na co Sophie oczekiwała.
A kiedy Watson zniknęła, nie wiadomo.

zt Sophie

Ben w końcu kiwnął głową i niemo zgodził się na pomoc ze strony Virgini.


Ostatnio zmieniony przez Sophie Watson dnia Sro Lis 16, 2016 6:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Pogodziła się już z myślą o tym, że jest na przegranej pozycji, na prawdę. Pierwszą myślą jaka przemknęła jej przez głowę zaraz po wybuchach i zaraz po sumującej wszystko "kurwie" był fakt, że bez wątpienia rządzi tu prawo i sprawiedliwość, bo skoro szeryf mógł od tak strzelić do jakiegoś kolesia, bez większego ostrzeżenia, wiedziała, że na pewno nie skończy się to dla niej dobrze. Przez krótką chwilę jeszcze powyrywała i powykręcała swój nadgarstek, łudząc się, że mongoł w końcu ją puści, ale jak już wspomniałam były to głupie nadzieje. Nikt jej nie uwierzył, no może prócz blondwłosej kobiety, ale zdawało się, że ta ma niewiele do powiedzenia w tej maleńkiej grupie. Nie pozostało nic innego jak zmienić obiekt konwersacyjnych zainteresowań.
- Głupi ci twoi koledzy, serio, mogłaś sobie znaleźć lepsze towarzystwo - skwitowała z lekko naburmuszoną miną ale jednoczesnym współczuciem dla blondynki, no bo jak tu nie współczuć? Puściła mimo uszu wszelkie wcześniejsze epitety w jej kierunku, bo to, że była gówniarą to chyba oczywiste, choć jasne, osobiście uważała, że jest na znacznie wyższym poziomie niż te wszystkie technologiczne zombie z jej liceum. W życiu nie miała w rękach iphona, a w jej turystycznym plecaku (który zdawał się ciążyć coraz bardziej) znajdowała się jakaś stara nokia, która mogłaby śmiało posłużyć za broń w razie napadu (czyt. cegła).
No więc kiedy już znała swoje położenie, głód dawał jej się we znaki i nie zapowiadało się na to by miała znaleźć sobie jakiekolwiek lepsze miejsce do przenocowania postanowiła, że cela to jednak nie takie najgorsze miejsce. To znaczy zawsze mogła trafić pod most, czy coś, a tak cela... pfff, praktycznie rzecz biorąc można ją określić mianem luksusu. Nawet jeśli mieliby ją odesłać do rodziny to chyba wybraliby pełnoletnią siostrę oddaloną o jakieś 150 mil niż matkę znajdującą się ponad dwa razy dalej. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, nie było tego złego co by na dobre nie wyszło. A ten drągal jeszcze zobaczy, karma kurwa nigdy nie śpi.
Kiedy puścił jej dłoń spojrzała na niego podejrzliwie. Jasne, że mogła zacząć uciekać ale nie ukrywajmy, nie czuła się tu jakkolwiek bezpiecznie mimo karetki, szeryfa na miejscu i zbiorowiska ludzi na prawdę nie czuła się... na miejscu? Miała świadomość czegoś, z czego wcale nie powinna zdawać sobie sprawy. Mianowicie, czuła, że to nie będzie spokojna noc, a sprawa z odgryzionym nosem to coś znacznie głębszego niż hera, koka czy hasz. Pogładziła zaczerwieniony nadgarstek i bezceremonialnie zrzuciła z siebie plecak po czym zupełnie jakby była już znudzona całym tym zamieszaniem usiadła na plecaku i wsparła brodę o dłonie.
- Jakieś pojebane to miejsce - skwitowała z depresyjną miną - Skoro masz zamiar zaciągnąć mnie żywą na komisariat musisz dać mi coś do jedzenia, bo umieram z głodu - postanowiła wykorzystać sytuację znów nieco spoufalając się ze swoim "oprawcą". Stwierdziła nawet w duchu, że fajnie mieć własnego bodyguarda, choćby na chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t134-wendy-cooper#532
Ethan to już sam nie wiedział co o tych wszystkich ludziach myśleć. Totalna bierność i obojętność wobec tego co się właśnie wydarzyło. Przecież szeryf jawnie dopuścić się do nadużycia władzy zabijając tego człowieka. A oni...? No ameby totalne – typowi dorobkiewicze nie interesujące się niczym poza samym sobą. Nie reagowali, bo tak było wygodniej i bezpieczniej. Świerzbiło to Thompson’a, bo choć sam czasem wolał nie wtrącać trzech groszy do czegoś to miał pewną granicę tego zaborczego splendoru.
A szeryf...? Mógł tłumaczyć się jak chciał, ale w oczach Ethan’a był już stracony. Co prawda w pewnym sensie działał zgodnie z prawem, które wręcz nakazuje otworzenie ognia do człowieka bezpośrednio zagrażającego życiu innemu, ale czy nie zadziałał zbyt pochopnie? Zwłaszcza, że pełno ludzi kręciło się w pobliżu; dzieci, które zostały wręcz zmuszone patrzeć na to wszystko. Takich obrazków się nie zapomina.
Mimo ignorancji jaką zastosował wobec adwokata, ten nie zamierzał ot tak odpuścić, a przynajmniej nie na dłuższą metę. I nie chodziło tu wcale o klauzule sumienia, a o zwykłe – chłodne i racjonalne podejście do sprawy. Cholera wie czy coś podobnego już się nie zdarzyło z udziałem pana szeryfa i cholera wie czy jeszcze się nie zdarzy. Ethan nie mógł, no nie potrafił tak obojętnie obok tego przejść. Mógł być pewien, że Lenny poniesie konsekwencje swoich nieprzemyślanych działań prędzej czy później. Tak czy inaczej nie odezwał się już w jego kierunku, bo najwyraźniej ten nie miał najmniejszego zamiaru się tłumaczyć. Sprawiał wrażenie takiego co był przekonany o słuszności swojej decyzji. Głupota i kompletna nieodpowiedzialność. Ethan zapalił papierosa. - Świat schodzi na psy... – Skomentował krótko spoglądając badawczo w kierunku całej trójki znajdującej się bliżej niego. Jako jedyni wyglądali na takich co zgadzają się z jego rozumowaniem. Ale nie poprawiło mu to humoru wcale.- Nie zostawię tak tego. Wkurwia mnie taka głupota i bezmyślność. Facet grubo się myli, jeśli myśli, że tak to zostawię. – Ethan mógł sobie wmawiać, że wcale nie chodzi mu o sprawiedliwość, która z resztą w jego mniemaniu nawet nie istniała. Ale... tylko mógł, bo czy właśnie na to nie wyglądało? Przeszedł się kawałek w tę i wewtę chcąc rozchodzić? nie ustającą w nim złość. - Napiłbym się... nie mogę już patrzeć na ten cały syf. Popierdolone miejsce. – Powtórzył słowa złodziejki z przekonaniem, że tak właśnie jest. - Idziesz też? – Obejrzał się przez ramię widząć powoli już odchodzącą blondynkę. Sam nie wiedział dlaczego jej to zaproponował, w końcu była tylko... blondynką? Cóż... w końcu jeszcze będąc na mostku mieli zamiar napić się czegoś mocniejszego niż zwykłe piwo, a czy właśnie teraz nie była najopowiedniejsza pora? Może nawet była szansa, że się w końcu polubią. A co ze złodziejką? To już zależy od Forda.



/zt 4x? Amelia, Ethan, Tom, Wendy (jeśli nie to dajcie znać)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
Z troską spojrzał na Sophie, którą wstrząsnęły nie tylko bieżące wydarzenia ale i jego własne słowa. Nie kłamał, ani nie przesadzał. Czy powinien napomknąć, że mogłaby wybrać się z nim oraz Adelaide? Może. Nigdy nie rozmawiali na poważne tematy, tym bardziej mógł się tylko domyślać czy Watson ma jakąś rodzinę. Szybko otrząsnął się z tych rozmyślań powracając do Benneta i chłopca, którego wyłowił się z tłumu. Razem udało im się postawić rannego policjanta na nogi i przenieść na nosze do karetki. Belardo zauważył reakcje na trupa, współczuł Mathiasowi, ale jak to już było między mężczyznami - nie wytykali sobie słabości.
- Jak się nazywasz? - zapytał i zaraz padło kolejne pytanie - Gdzie ta dziewczyna?
Po uzyskaniu odpowiedzi od Drowna kiwnął mu na pożegnanie głową, dając znać, że może iść. Zdjął kurtkę i okrył nią ciało Joe'a, ale przedtem poprzyglądał się jego obrażeniom. Gdyby Virginia była ciekawa, mogła do niego dołączyć. Jeśli nie, powróciła do córki pozostawiając Bena w rękach ratowników. Przed Lennym szykowała się dłuuuga, niespokojna noc. Pokręcił się jeszcze, porozganiał ostatnich gości ośrodka, porozmawiał z ratownikami i czekał na koronera ze Stockton.

Po północy otrzymał nieoczekiwany telefon. Akurat zajeżdżał pod przychodnię w Twain Harte kiedy na wyświetlaczu pojawiło się imię córki. Zostawił wszystko i zawrócił, aby odnaleźć dom Maxwellów.

z.t wszyscy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
NARRATOR
avatar
Podsumowanie:

Urodzinowe ognisko zmieniło się w pełne chaosu wydarzenie, przez pojawienie zaginionej nastolatki i bójkę między Joe a Benem. Obecni na miejscu, mogli porównać zachowanie Joe z informacjami z kraju.
Agresywne zachowania ofiar. Prawdopodobieństwo środków odurzających. Szaleństwo.

Virginia opatrzyła rany Bena, które były jedynie zadrapaniami.
Odmawiając pomocy sanitariuszy, mężczyzna sam wrócił do swego domu.

Matthew i Virginia mogli dostrzec poszarpane ramię martwego. Rana nasuwała na myśl zęby jakiegoś dzikiego zwierzaka i można było to porównać z atakiem wściekłego psa.
Najwidoczniej doniesienia o wściekliźnie były prawdą.

Arlene Smith zniknęła razem z gośćmi swego ośrodka. Wracając do swego mieszkania w budynku recepcji, żywo dyskutowała z kimś przez telefon, wspominając o San Francisco.

Koniec dnia 7.07
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przyjęła od szeryfa opatrunki i inne przydatne rzeczy i skierowała się do Bena. Aura żadnego z nich nie była zachęcająca, ale skoro już się zaoferowała do pomocy... Czarnoskóry mężczyzna nie był niestety zbyt chętny do współpracy, ale wreszcie z niezadowoloną miną pozwolił jej się obejrzeć. Gdzieś za plecami słyszala ściszony głos szeryfa i dziewczyny, której imienia nie znała, ale miała wrażenie, że razem wpadły w to bagno.
To nie jest normalne.
A strzelanie człowiekowi w głowę już tak?
Virginia prychnęła pod nosem, energicznym ruchem obwijając ramię Bena bandażem. Reszta słów Belardo była już zbyt przytłumiona, by mogła słyszeć, co mówił. A zresztą, nawet nie chciała.
- Gotowe - powiedziała tylko, kończąc przyklejanie opatrunku na policzku mężczyzny. - Ale radziłabym skorzystać z pomocy na pogotowiu. Przydałoby się szycie - uprzedziła lojalnie i odwrócila, by wracać do ośrodka. Musiała jednak przejść obok ciała pijaka, zauważyła więc szarpaną ranę na jego ramieniu. Dziwne. Bardzo dziwne. Z ulgą opuściła pole kempingowe.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pole kempingowe i namiotowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-