IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pole kempingowe i namiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   Pole kempingowe i namiotowe
   

Pole znajduje się nad jeziorem, nad które prowadzi jedna droga od miasteczka. Drugą można dotrzeć do domków i budynku recepcji. Pole to mieszanka namiotów i przyczep, stojących obok siebie. Mimo pozornego nieładu, wszystko ma swoje miejsce a między ludźmi panują pewne niepisane zasady.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
- Niby po co? - Burknął do Amelii zrzucając jej łapsko z ramienia. Nie widział absolutnie żadnego powodu by wkraczać do akcji ze swoją gębą. Jak gdyby mało już tam wokół tego biedaczyska wykrwawionego zebrało się zbiegowiska. Może i miał dobrze gadane, ale nie miał pojęcia co to niby mogło dać? Cholera wiedziała co się z dziewczyną rzeczywiście stało i szczerze wątpił, że jakiekolwiek słowa byłyby w stanie ją cudownie wyleczyć. Nie był Jezusem. W tej chwili to poszkodowanej potrzebna była pomoc medyczna przede wszystkim, a tej no sory bardzo, ale zaoferować nie mógł. 
Ale pokiełbasiło się okropnie. Dosłownie, a zarazem nie, bo z jednej strony kiełbaski się już upiekły fajnie. Ethan - totalny bezczel i człowiek skurwiel (pozornie) nie zainteresowany losem nastolatki zdjął z kijów dwie sztuki parówek i położył je na jakimś talerzyku pod ręką. Wtem od razu sięgnął po swojego browara i upił parę solidnych łyków. - Jedz jak chcesz. - Rzucił obojętnie w stronę gwiazdy bigbradera samemu póki co odpuszczając sobie posiłek. Bo to byłby już szczyt skurwysyństwa, no nie? 
Drugą stroną tego całego pokiełbasienia były wydarzenia dziejące się gdzieś nieopodal. Nie umknął jego uszom krzyk dochodzący z głębi ciemnego zalesienia. Pewnie nic by sobie z tego nie zrobił gdyby nie fakt, że krzyk zdawał się cholernie znajomy. I już chciał iść, ale Tomek go uprzedził i sam przywędrował trzymając jakąś babeczkę za rączkę. - Tom... Co ty robisz? - Spytał dostrzegając, że ów uścisk nie działa w dwie strony, a dziewczyna wyraźnie próbuje się z niego wyrwać. Ethan naturalnie pojęcia nie miał co się wydarzyło i z góry założył, że to jego kumpel jest tym złym, bo w końcu z pierdla wyszedł niedawno. Eh, te stereotypy. Do tego jeszcze dziewczyna zaczęła coś biadolić o napaści na nią. - O czym Ona mówi? - Co jak co, ale przesrane przez jego głupstwa chcieć nie miał. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
The author of this message was banned from the forum - See the message
Oponent okazał się o wiele silniejszy, niż O.J. mógł się tego spodziewać. Mechanik wyrwał mu się bez większych problemów, a chłopak wylądował na drzewie. Szybko jednak się otrząsnął i zobaczył zmierzającego w jego stronę Joe. Nie wyglądał, ani nie zachowywał się normalnie. Rzucił się na studenta, jak bezmózga bestia, charcząc przez zakrwawione zęby, swoją drogą nie przypominał sobie, żeby pijak dostał w twarz. Czyżby to nie była jego krew? Mało prawdopodobne, pewnie po prostu przygryzł sobie wargi. Nie było jednak czasu, aby mu się przyglądać, musiał coś zrobić, jeśli nie chciał oberwać. Z odsieczą przyszedł mu czarny sojusznik, który wrzucił mechanika w krzaki. Swoją drogą kawał chłopa z tego Bena. Teraz w sumie żałował, że się w to mieszał. 
I po co się w tu pchałeś O.J., skoro gość sam sobie świetnie daje radę? Po cholerę ci to było? Mogłeś już być w swoim domku i grzać się pod kocykiem, ale nie, ty zawsze musisz coś odwalić. 
Do rzeczywistości przywołało go pytanie barmana.
- Tak, dzięki bracie. - odpowiedział. 
Naprawdę był mu wdzięczny, jednak nie było czasu na rozczulanie się. 
- Alkohol tak nie działa. - stwierdził wskazując palcem na krzaki, w które wpadł Joe - Co z nim robimy?
Jego plan nie wypalił i prawdę mówiąc nie miał innego, dlatego dał wykazać się komuś innemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
STOCKTON
avatar
Nie udało jej się niestety dowiedzieć, Co by było, gdyby jednak…, gdyż zamieszanie wokół postaci skupiło na sobie uwagę niemal wszystkich uczestników imprezy. Dwóch kolesi się przepychało, zbiorowisko zaczęło przesłuchiwać… dziewczynę? Chyba w końcu udało jej się poznać płeć niespodziewanego przybysza. Zwróciła w tym momencie uwagę na patyk z kiełbasą, który prawie wpadł jej pomiędzy płonący stosik drewna. Nie mogła przecież dopuścić do tego, aby jedzenie jej się sfajczyło i zmarnowało. Drugiej darmowej kiełbasy może już nie być.
Zmierzyła wzrokiem nadchodzących studenciaków. Z pewnym opóźnieniem zdała sobie sprawę z tego, że jednym z nich jest jej kuzynka, Fairy. Dopiero, kiedy została zamknięta w niespodziewanym uścisku, połączyła wątki.
- Tak, też się cieszę - uśmiechnęła się, poklepując kuzynkę po plecach, ze wzrokiem cały czas skierowanym w kierunku grupki, otaczającej ranną dziewczynę. Jakiś niedźwiedź się na nią rzucił, czy co? Gdyby nie te widowisko, zasypałaby Fairy mnóstwem pytań. No cóż, jak atmosfera się trochę przerzedzi, wtedy sobie na spokojnie pogadają. Sprawa musiała wyglądać znacznie poważniej z bliska, ale jakoś nie miała ochoty się zbliżać do poszkodowanej. Nie miała tam czego szukać, nie znała się zbyt dobrze na pierwszej pomocy.
- Cześć - rzuciła do Charliego, kiedy już Fairy się od niej odsunęła. Czemu O.J. chciał żeby sobie poszli?
- Pilnuj dziewczyn? - powtórzyła z wyrzutem, po poznanym przy piwie chłopaku. Miło, że mogła liczyć na obstawę ze strony dumy amerykańskiego szkolnictwa, ale teraz nie wyczuwała żadnego zagrożenia. Jeden, prawdopodobnie pijany facet, atakujący swojego przyjaciela to żadna nowość. Tylko ranna dziewczyna odrobinę ją niepokoiła.
- A ten co wyprawia? - spojrzała na O.J.’a zbliżającego się do walczących facetów. - Za mało mu wrażeń?
Jak na studentów przystało, powinni zwinąć resztę browarów, korzystając z ogólnego zamieszania i zabunkrować się w domku, aby rozkręcić konkurencyjny melanż! Właśnie to zamierzała zrobić w tym momencie panna Ryder. Niech się uczą od najlepszych!
- Chodź, napijemy się czegoś, trzeba jakoś uczcić te spotkanie - rzuciła w końcu do Fairy, zwijając butelkę rumu i nabitą na kij kiełbasę. Co prawda nie spiekła się do końca tak, jak powinna, ale Jane nie będzie gardzić. Dołączyła do oddalającego się w kierunku domku Charliego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
Brakowało ludzi. Naprawdę. W takich sytuacjach jak ta, Lenny się po prostu wkurwiał. Dosłownie. Po licznych przepychankach z "górą" miał dość. Nie chciano inwestować w małe oddziały policji, pomijając już zasoby ludzkie to siadało wszystko: broń, kserokopiarka czy toster. To ostatnie akurat zepsuł Belardo. Większość chłopców zostawił w lesie, ze sobą miał wysokiego acz wątłego Benneta, który działał mu na nerwy. Rudawy kapuś i konfident. Belardo tylko czekał na idealny moment w którym będzie mógł się go pozbyć. Wszystko oczywiście podparte dokumentami, aby nikt nie zarzucił uprzedzeń względem ryżego koloru włosów. Lenny nie cackał się z zakazami wjazdu. Przejechał przez parking, przez zielone pole golfowe aż dotarł na miejsce kempingu. Duże, terenowe auto zaparkował milimetr od jakiegoś kubła na śmieci. Zanim wysiadł zaćwierkał policyjną syreną i pomrugał kogutem anonsując swoje przybycie.
- Co to kurwa ma być? - zapytał siebie samego, rozglądając po kempingu. On jeden, a spraw po czoło! - Bennet, aresztuj tego starego pijaka - rozkazał rudemu, a co. Niech się czegoś chłopak nauczy. Sam ruszył w stronę zaginionej dziewczyny ale w połowie drogi przywołał go wysoki drągal.
- Tutaj do kurwy nędzy. - odpowiedział rozkoszując się kolejną kurwą w ustach. Słoiczek pękał w szwach od dolarów. - Puść dziewczynę. Ktoś mi powie o co kurwa chodzi?
Zarówno morda Toma jak i osoba dziewczyny były mu nieznajome. Turyści. Zlustrował ich wzrokiem. Mógł wziąć ze sobą jeszcze jednego człowieka. Jak on nie lubił sezonu letniego w tej dziurze! Wtem rozległ się wrzask, kolejno krzyki i wrzaski kobiet i dzieci i mężczyzn stojących bliżej Bena, Joe'a i Benneta. Rudy policjant zaczął drzeć się wniebogłosy trzymając za twarz, której brakowało nosa. Należało więc wybaczyć Belardo, że porzucił Toma i jego zdobycz na rzecz sprawy ważniejszej. Lenny oglądał wiadomości, słuchał radia, a co najważniejsze miał kontakt ze starymi znajomymi na wysokich stanowiskach. Kilka dni temu do nich dzwonił zaciekawiony o co tak naprawdę chodzi. Nawet nie wiedział kiedy wyjął broń i kazał się wszystkim odsunąć. Pierdolić strzały ostrzegawcze.
Obraz Joe'a z twarzą we krwi i żującego ochłap mięsa z twarzy Benneta przyprawiał o mdłości. Młody policjant trzymał się ranę i odczołgiwał od miejscowego pijaczka, ale ten najwyraźniej nie zamierzał poprzestać jedynie na nosie.
- Joe! Joe! - Belardo zawsze w takich odczuwał wysoki wzrost adrenaliny. Prawie jak przy obrac... Joe kompletnie nie reagował. Pierwszy strzał przeszył klatkę piersiową, drugi głowę. Echo huku przeszyło rozgardiasz, przywołując upragnioną ciszę przerywaną jękami Benneta. Lenny stał w miejscu wpatrując się w nieruchome ciało Joe. Wyłapał w tłumie bladą twarz właścicielki ośrodka.
- Arlene zagoń gości do środka. - polecił spokojnym głosem. Musiał taki być. Chłodny i opanowany choć przed chwilą zabił człowieka, którego znał od dwóch lat. Nieszkodliwy, miejscowy pijus. Co w niego wstąpiło?
Samodzielnie zadzwonił na posterunek, a potem do sąsiedniego miasteczka. Jedna karetka to za mało. Przetarł dłonią usta. Należało zebrać wszystko do kupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
STOCKTON
avatar
Super poważne stwierdzenie mężczyzny, dające znać, że to już sprawa życia i śmierci wyprowadziło ją z przerażenia i spowodowało, że wybuchnęła melodyjnym śmiechem. No tak, faceci i ta ich cała sprawa honoru i takich tam. Szkoda, że nie byli na tyle honorowi by nie pieprzyć po kątach jakiś pryszczatych lasek dla których największą idolką jest dupa Kim Kardashian, i już pół biedy gdyby chodziło o Kim Kardashian jako Kim Kardashian, ale tu chodziło o jej dupę. No nie ważne. Nigdy nie rozumiała facetów pod tym względem, to znaczy całego tego rycerstwa i tak dalej. Osobiście uważała, że gdyby tylko dostała szansę byłaby najlepszym rycerzem na świecie, ale chyba powinna już wyrosnąć z takich przekonań więc wolała nie wypowiadać się głośno na ten temat. W tym momencie doszedł do nich kolejny kolos, a Wendy jedynie wywróciła oczami. Słysząc jednak, że mężczyzna jest jednak bardziej po jej stronie niż nie po jej spojrzała na tego zwyrodnialca, który wciąż zgniatał jej nadgarstek.
- No właśnie Tom, co ty robisz? - powtórzyła dziarsko za nowym towarzyszem "przygody" i po raz milionowy wlepiła ślepia we właściciela tej przeklętej fajki. Słysząc jego tłumaczenia od razu wybuchnęła złością (nastolatki bardzo szybko zmieniają swój nastrój, matko, to jakaś tragedia).
- Skończony kłamca! - wybuchnęła zaciskając pięści i ściągając brwi, teraz kierowała swoje słowa do Ethana, zupełnie jak w podstawówce, kiedy musiała tłumaczyć się dyrektorce z rozwalenia nosa koleżanki podczas gry w softball (kij przecież bardzo łatwo wyślizguje się z rąk, prawda?) - Twój kolega jest jakiś niedorozwinięty! Zaatakował mnie zupełnie bezpodstawnie, a teraz jeszcze oskarża o kradzież! To jakiś zboczeniec, napaleniec, pewnie tylko czekał aż będę sama, a teraz chce odwrócić sytuację na własną korzyść wciskając jakieś kity! - tłumaczyła się zwinnie, a, że miała wprawę w kłamstwach przychodziło jej to raczej płynnie i bez trudu. Nie miała innej możliwości jak tylko sięgnąć po najsilniejszy arsenał - Pewnie chciał mnie tam zgwałcić!? - w ostatnie zdanie wkradła się odrobina zwątpienia, bowiem szeryf, który właśnie pojawił się w okolicy, a którego przyjazd uszedł jej uwadze (bo przecież syreny są milion razy cichsze niż jej krzyki, a czerwień i błękit to naturalne kolory zachodu słońca), kazał mężczyźnie ją uwolnić. Czyli jednak jej nie zakują, nie spalą na stosie jak zakładała.
- No, słyszałeś policjanta ty bezmózgi idioto. Puszczaj! - w tym momencie wyszarpnęła nadgarstek z podwojoną siłą. Momentalnie jednak zwróciła uwagę na rosnące zamieszanie, a kilka sekund później zgarbiła się słysząc strzały. Tego się nie spodziewała. To miały być kurwa zajebiste wakacje, a nie epizod w CIA kryminalne zagadki! Pozostała tak w ciszy pierwszy raz od dłuższego czasu zupełnie nie wiedząc co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t134-wendy-cooper#532
STOCKTON
avatar
Amelia chyba jednak z każdą minutą stawała się klasyczną blondynką. Totalnie przestała ogarniać co się dzieje na tym ognisku. W jednym kącie dziewczyna z całą bluzką ujebaną krwią. Z drugie dwóch bezmózgich osiłków dawało sobie w tym momencie po mordzie. A ona stała zastanawiając się w co włożyć ręce. - Może później wróci mi ochota. - Obrazy jakie miała przed oczami nie zachęcały do wspólnego posiłku i śpiewania piosenek przy ognisku. Chyba tak miał ten wieczór wyglądać. A tutaj... z każdej strony jakaś inna drama. Jakby tego wszystkiego było mało do stojącego obok niej i pijącego piwo adwokata podszedł gościu - z jakimiś pretensjami do jakiejś dziewczyny. Szybko wywnioskowała, że ów mężczyźni dobrze się znają. Pozostało jej jedynie stać i wsłuchiwać się w scenkę którą odgrywała się tuż przed nią. Jedno mówiło swoje, drugie zaprzeczało i dawało całkowicie odwróconą wersje wydarzeń. Jako tako Amelia nadążała i łączyła fakty, które kierowały ją bardziej w stronę dziewczyny. Szybciej była w stanie wyobrazić sobie jej wersje wydarzeń. Nie mogła uwierzyć, że drobna dziewczyna chciała okraść przypakowanego faceta. Bujda! - Słabo, słabo. - Rzuciła w stronę tego który rzucał dziwnymi oskarżeniami na bezbronną obok siebie dziewczynę. Sojusz jajników trzeba budować od samych podstaw. A tak szczerze, kto uwierzy mężczyźnie z taką japą! Na pewno nie Amelka! 
Nawet nie miała czasu aby wdrążyć się w kłótnie tych dwojga bo za jej plecami odgrywał się inny koszmar - z którego sprawy blondynka sobie nie zdawała. Odwróciła się ze strachu kiedy usłyszała wystrzał, choć najpierw podskoczyła przed Ethana który zapewne zatrzymałby swoim ciałem pocisk, nawet nie wiedząc o tym, ani z własnej woli. Wszyscy zaczęli biegać oraz panikować. Amelia w sumie trzymała się w tym momencie blisko adwokata - bo tylko tutaj w tym momencie było najbezpieczniej. Mimo tego, że policjant miał ze sobą broń. Całe szczęście że zajęła się bójką tych dwóch, a nie oglądała jak za swoimi plecami, gdzieś dalej, jeden odgryza komuś coś innego. O krwi już nie wspominając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Rzeczywiście człowiek od całego tego rozgardiaszu jaki panował w pobliżu ogniska mógł stracić głowę. Ethan'a w odróżnieniu do Amelki jednak guzik obchodziło co się działo na pagórku, gdzie dwóch czarnoskórych mężczyzn okładało jakiegoś bidaka. Nierozwiązane sprawy? Tak myślał, więc i wtrącać się nie zamierzał. Ale do czasu...
Aczkolwiek nim to nastąpiło została jeszcze sprawa z Tom'em i dziewczyną mu towarzyszącą. Nie odzywał się solidarnie, póki oboje nie raczyli łaskawie się zamknąć. Jako adwokat potrafił słuchać, tak samo jak potrafił odróżnić kłamstwo od prawdy. Uwierzył swojemu dawnemu przyjacielowi i to wcale nie z powodu, że to właśnie jego znał, lecz dlatego, że historia dziewczyny w żadnym stopniu go nie przekonała. Może i była dobrą aktorką, jednak jeszcze zbyt mało doświadczoną by zwieść człowieka, który pracował w sądzie od ładnych paru lat. Kłamcy zawsze mieli to do siebie, że dużo gadali, zdecydowanie za dużo, jak gdyby desperacko próbując przekonać o swojej niewinności. Ale to przecież wiedział każdy, co nie? Masa wyzwisk skierowana wobec Tomka, oskarżanie go o kłamstwa, wyciąganie przypuszczeń i gdybanie... to wszystko działało na Jej nie korzyść. A dla Ethan'a było to chleb powszedni, bo nie raz miał do czynienia z podobnymi przypadkami. Naturalnie - nie mógł być stuprocentowo pewny co do słuszności swojej dedukcji, ale z doświadczenia wiedział, że nic w tego typu sytuacjach nie należy brać za pewniaka. Tylko, że wiecie... nie byli w sądzie, a na jakimś pieprzonym ognisku. - Nieładnie tak kłamać. - Zwrócił się bez zastanowienia do nastolatki. Gdzieś tam za jego plecami znajdowała się także blondyna, która - a jakże! Stanęła po stronie winnej. Zdecydowanie sojusz jajników. - Ktoś Cię prosił o wtrącanie się? - Spytał, nawet nie racząc się odwrócić... - Puść Ją Tom, to jeszcze głupia gówniara. Bądź mądrzejszy. - Spojrzał na brodatego wyjątkowo przekonującym i spokojnym wzrokiem, zważywszy na sytuacje. Chociaż dało się odczuć w jego tonie nutkę kąśliwości wobec złodziejki. 
Wnet do akcji postanowił wkroczyć szanowny pan szeryf. Jak to na prawilnego stróża prawa przystało - już na samym początku zdecydował się zniechęcić Ethan'a do swojej osoby. Zaczął rzucać kurwami na prawo i lewo co tylko uświadczyło adwokata w przekonaniu, że to miejsce jest jeszcze sto lat za murzynami, a może i więcej. Bo dziki zachód to chyba więcej, nie? Oprócz tego tylko wydawał rozkazy jakimś rudym chłystkom i opierdalał kawę na ciepło. Jakie typowe. Ethan nic nie powiedział, jedynie otaksował typka gniewnym spojrzeniem i splunął pod siebie z niechęcią. Facet nawet nie raczył obadać sytuacji, a już wyciągał wnioski. Niesłuszne, rzecz jasna. Dobra, może usprawiedliwiał go fakt, że działa się tu istna rozpierducha, ale czy w takim wypadku nie byłoby lepiej po prostu trzymać gębę zamkniętą?
To i tak było nic, bo raptem parę, może paręnaście sekund później doszło do strzałów. Strzałów skierowanych w tego pijaczka, który tak bardzo zgłodniał, że aż postanowił odgryźć temu rudemu nos. Momentalnie poczuł przypływ gorąca w środku. Gorąca w sensie czystej kurwicy. Amelka wystraszona okropnie ukryła się za nim. Nie zareagował na to w żaden sposób. Niech se stoi jak się tak boi. Ethan jednak bezczynnie stać i kryć się nie zamierzał, nie tym razem,bo to co odjebał pan szeryf to się w palę nie mieściło. - Ja pierdole! Ochujałeś? - Wrzasnął jak nie on, no bo kuźwa, żeby od razu strzelać?! Nie, strzelać to tam pies jebał, ale zabijać?! - Kto Ci dał odznakę chory pojebie? - 
no nie potrafił opanować emocji, bo morderstwo tego człowieka najprawdopodobniej niespełna rozumu świadczyło tylko o tym, że pan szeryf był równie jebnięty co on. Czym niby miał się kierować? Zemstą? Sprawiedliwością? ROZSĄDKIEM? Chuja... nie było żadnego usprawiedliwienia, nawet jeśli działał zgodnie z prawem, bo alternatyw było wiele.


Ostatnio zmieniony przez Ethan Thompson dnia Wto Lis 15, 2016 12:28 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
Trudno było skupić swe myśli, gdy wokół rozgrywały się sceny, których nikt nie mógłby się spodziewać. Twaine Harte nie było mieściną, gdzie działo się coś przerażającego.
Jeśli na drogę nagle nie wyskakiwał jeleń, ginąc pod kołami samochodu, większość mieszkańców nie widziała na oczy żadnej tragedii. Mimo praktycznej nauki do zawodu, Sophie jeszcze nie musiała uspokajać roztrzęsionej nastolatki. Katie niemal słaniała się na nogach, ociągając się z pójściem z panią Smith. Zasmarkana i przerażona, spojrzała na Virginię.
Ward mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jej oczach jakąś nić porozumienia, jednak zanim nastolatka się odezwała, zawyła policyjna syrena, a Katie skuliła się w sobie.
- To jej nie pomoże..
Sophie, mruknęła sama do siebie, odwracając się w stronę nadchodzącego szeryfa, który jednak zawrócił w inną stronę. Watson, popatrzyła za nim i skierowała oczy na podsuwany, przez starszą kobietę, koc. Dziękując jej słabym uśmiechem, odwróciła się do Katie, nie mając szans dostrzec tego co nastąpiło chwilę później. Przesunęła spojrzeniem po twarzy Ward i chyba zamierzając coś do niej powiedzieć, chciała też pani Smith podać nakrycie. Krzyki za plecami skutecznie odwróciły jej uwagę po raz kolejny.
Katie krzyknęła wraz ze świadkami ataku Joe na policjanta, a Sophie otworzyła usta, wlepiając oczy w scenę rodem z filmu. Strzały aż wwierciły się jej w czaszkę, niemal ścinając z nóg jak biednego mechanika i zagubioną nastolatkę, która zemdlała.

Pani Smith pozieleniała na twarzy, wpatrując się jak Belardo zabije Joe. Nie zwracając uwagi na nastolatkę, padającą w ramiona chłopaka, zacisnęła dłonie na kocu.
Wszystko działo się w ekspresowym tempie i najwyraźniej zimną krew zachował jedynie Belardo. A przynajmniej tak się mogło wydawać. Poruszenie sięgnęło zenitu. Jeśli ktoś jeszcze siedział, zerwał się z miejsca a część gości, nawet nie czekała na zaproszenie do odejścia. Gapie jednak zawsze pozostawały. Arlene ruszyła się, gdy usłyszała Belardo.
- Pani Ward, niech pani zabierze stąd córkę.
Najpewniej nie musiała tego mówić, ale nim pomyślała, rzekła i popchnęła także pannę Watson. Sophie odetchnęła ciężko i zerknęła na chłopaka, który niosąc nieprzytomną Katie, znikał między drzewami.
- Proszę państwa, proszę wracać do siebie.
Głos pani Smith rozbrzmiał ponad gwarem a Sophie dołączyła do pomocy i poganiała ludzi, stojących najbliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
GRACZ NPC
avatar
Ben, nawet bez podpowiedzi O.J., pomyślał o środkach odurzających, które mogły być przyczyną zachowania Joe. Niektórzy wspominają o dziwnym zachowaniu ofiary i jego agresywnym zachowaniu. Przez myśl przeleciało mu wspomnienie telewizyjnych wiadomości.
Ale Joe nie był osobą, która sięgała po inne używki niż piwo. Nie był?
- Pomóż mi.
Ben rzucił do studenta, mimo swej postury, nie potrafiąc poradzić sobie z pobudzonym kumplem. Powinni zadzwonić po pogotowie? Przed podnoszeniem Joe, powstrzymany przez policjanta, chciał rzucić się mu na pomoc, gdy strzały kazały mu się cofnąć.
Czy to były jakieś jaja?!
Ben pochylił się i oparł dłonie na kolanach, ignorując jęki policjanta. Wpatrując w martwego Joe, wybuchnął śmiechem. Gorzkim śmiechem, nie dowierzając, że jego kumpel właśnie odgryzł nos rudemu a teraz leży martwy, dzięki Belardo.
Zwieszając głowę, pokręcił nią kilka razy a jego śmiech szybko przybrał formę, której nie można było jednoznacznie określić. To jeszcze śmiech czy już szalony płacz? Idiotyzm. Ludzie przecież nie rzucali się na siebie, odgryzać nosy!
Ben pociągnął nosem i wyprostował się, stawiając krok w stronę kolegi. Podszedł do niego i ściągnął brwi, przykucając obok. Przestając się śmiać, zmiął w ustach przekleństwo i spojrzał na Belardo z wkurwem w oczach.
- Nie musiałeś...
Rzucił do policjanta, podnosząc się z miną, która mogła źle wróżyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t70-npc-ben-walker
Gość
Gość
Kiedy tylko dyspozytor powiedział Jackie że karetka już jedzie, dziewczyna ruszyła w kierunku mamy i tej rannej dziewczyny. To nie tak, że chciała zobaczyć co się dzieje (chociaż pewnie wszyscy w klasie będą ją wypytywać o szczegóły, jak im powie, że wezwała karetkę!), chodziło oczywiście o to, żeby im powiedzieć, że pomoc jest w drodze. Jackie miała nadzieję, że skoro dziewczyna jakoś sama tu przyszła, to nie jest ciężko ranna i wytrzyma te parę minut do przyjazdu karetki.
Koło mamy stała pani Smith i jeszcze jakaś kobieta, którą Jackie nieszczególnie kojarzyła, ale chyba już ją widziała. Może pracowała jakoś w ośrodku? Z resztą nieważne. Dziewczyna wolała się skupić na tej rannej, która najwyraźniej nazywała się Kattie. Z bliska ta zakrwawiona koszulka wyglądała jeszcze gorzej. Jackie miała nadzieję, że to nie jest nic groźnego.
- Karetka już jedzie - poinformowała mamę, Kattie, tę kobietę i każdego kogo to obchodziło.
Dziewczynka chciała zapytać jeszcze o stan zdrowia nastolatki, ale nagłe zamieszanie jej to uniemożliwiło. Z dziwną mieszanką obrzydzenia, fascynacji i przerażenia oglądała, to co się działo. Nawet w filmach od szesnastu lat nie pokazywali takich scen. Policjant krzyczał bez połowy twarzy, a jakiś koleś... On chyba właśnie jadł nos tego policjanta. Wyglądał jak w jakimś amoku, jakby nic do niego nie docierało.
Jackie ledwo zarejestrowała krzyki policjanta. Ludzie się odsunęli, a potem padły dwa strzały. Ten mężczyzna, który wcześniej metodycznie jadł ludzkie mięso leżał na ziemi. To za to wyglądało dokładnie jak w filmach, ale było dużo, dużo głośniejsze. Jakby coś wybuchło tuż obok nich.
Powrót do góry Go down
Schował broń do kabury ignorując wrzawę wokół siebie, a tym samym obelżywe teksty, wrzaski i pytania. Nie zamierzał się tu przed nikim tłumaczyć, zwłaszcza przed tłumem. Poszedł do auta po apteczki. Przykucnął przy Bennecie, którego rana wyglądała odrażająco. Co odbiło Joe'owi? pomyślał Lenny starając się opatrzyć młodszego kolegę. Miał nadzieję, że się z tego wyliże. Nie lubił rudego, nie życzył mu jednak utraty nosa.
- Przytrzymaj to, zaraz się tobą zajmą. - obiecał kiwając głową na losową osobę z tłumu, aby podeszła i potowarzyszyła rannemu. Następnie odwrócił się, żeby przyjrzeć się zastrzelonemu trupowi. Wtedy też zaczynał powstawać Ben i to z wiadomymi intencjami.
- Spokojnie Ben - starał się przemówić do jego rozsądku korzystając ze swoich umiejętności - Joe zachowywał się agresywnie i nie reagował na polecenia. Lekarz zbada ciało, żeby poznać przyczynę.
Odgryzł mu kurwa, pierdoloną twarz. Mówił do Bena cicho, uspokajająco unosząc ręce w geście świadczącym o nieprzejawianiu złowrogich zamiarów.
- Jesteś ranny Ben. Ktoś powinien opatrzyć twoje rany. Ugryzł cię? - wskazał na rękę murzyna. - Jest tu jakiś lekarz? Pielęgniarka? - zawołał głośniej, w stronę tłumu. Mignęła mu Sophie. Poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku. Miał tylko nadzieję, że nie było tu Adelaide. Z daleka było słychać nadjeżdżającą karetkę.

Podsumowanie: Lenny podszedł do rannego policjanta, wywołał z tłumu jedną osobę, która ma Bennetowi potowarzyszyć. Rozmawia z Walkerem na tyle cicho, że nie słychać dokładnie o czym rozmawiają. Woła lekarza/pielęgniarkę. Nadjeżdża pierwsza karetka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Dla Fairy wszystko potoczyło się bardzo szybko. Mimo tego, że już oddalała się za Charlie'm i Jane, wciąż zerkała w kierunku tłumu, bo była ciekawa, jak rozwiąże się sytuacja no i jednak bardzo nie chciała, aby O.J.'owi stała się krzywda. Kiedy pojawiła się policja, była już na tyle daleko, że widziała jedynie sylwetki postaci przy ognisku, jednak zatrzymała się, ciekawa, czy sprawnie pójdzie im zaobrączkowanie pijanego mężczyzny. Jak się okazało, pan szeryf nie bawił się w obrączkowanie, Fairy krzyknęła, kiedy usłyszała strzały. Widziała też drugiego policjanta trzymającego się za twarz, czyżby pijak mu przyłożył? Nie podobał jej się ten rozwój sytuacji, jeśli tak mieli traktować każdego, kto trochę przesadził z alkoholem, to sama chyba zrezygnuje. Źle jej było na tym świecie, ale umierać to jeszcze nie chciała.
- Czekajcie, tu chyba możemy sobie popatrzeć, co? - rzuciła do oddalających się od niej towarzyszy. Byli już poza zasięgiem całego zamieszania, a skoro jacyś ludzie kazali się tłumowi zwijać do domu, to znaczyło, że może się wydarzyć coś jeszcze ciekawego. Zdecydowanie zbyt ciekawskie było z niej stworzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Nie mogła tak stać i się gapić. Dźwięk strzałów wyrwał ją ze stanu otępienia, adrenalina wypełniła żyły, mózg zaczął działać na wyższych obrotach. Smuga bladego światła latarki rozdarła półmrok. Ruszyła jej śladem doganiając Matthiasa.
- Czego szukasz? - Spytała rzeczowo.
Gdy już otrzymała odpowiedź skinęła głową dając znać, że zrozumiała. Zmrużyła oczy rozglądając się wokół, wyszukując miejsca gdzie taka apteczka mogłaby się znajdować. Zawsze była dobra w wypatrywaniu drobnych szczegółów które umykały innym. Może to zasługa wychowania się w domu dziecka gdzie dostrzeganie pewnych szczegółów bywało przydatne? Prawdopodobnie.
Była już na kilku kempingach, ale tylko niektóre zapewniały tego typu punkty. Przynajmniej w Kanadzie nie był to ustawowy obowiązek, nie wiedziała jak tu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
O.J. stał jak skamieniały. Co tu właściwie się stało? Joe odgryzł policjantowi kawał twarzy. Dlaczego? Przecież ludzie, nawet naćpani,się tak nie zachowują. Co mu odbiło? Przecież dosłownie przed chwilą to jego atakował mechanik. Właściwie to O.J. mógł więc być teraz na miejscu rudego mężczyzny. Później zjawił się Belardo, który po prostu zastrzelił pijaka. Tak zwyczajnie, bez chwili zawahania, czy zastanowienia. Jak tak można zrobić? Wyglądało to tak, jakby policjant nie miał żadnych uczuć. 
Ben wpatrywał się w zwłoki swojego przyjaciela. Widać było, że jest załamany, zachowywał się jak załamany i chyba nieco szalony. Oby tylko się opanował, bo możliwe, że zamiast jednego, będą tutaj dwa trupy. W końcu skoro Lenny zabił raz, to czemu miałby nie zrobić tego po raz drugi. 
O.J. nigdy nie widział śmierci, a na pewno nie takiej, jak ta. To co się przed momentem wydarzyło było po prostu chore. 
- Ja już chyba sobie pójdę. - stwierdził lekko drżącym głosem. - I tak nie będę tu potrzebny.
Powolnym i niezbyt pewnym krokiem oddalił się w kierunku swojego domku. Widać było po nim, że był przerażony. Oczy miał szeroko otwarte i cały się trząsł, oddychał nie równo, a na jego twarz i bluza były poplamione krwią z twarzy rudego policjanta. 
Po drodze minął swoich przyjaciół. 
- Idę do domu. - powiedział, ale nawet na nich nie spojrzał. 

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Ułamek sekundy, w którym Katie była choć krok bliżej do opanowania się, przeminął tak szybko, że Virginia ledwo zauważyła zmianę na jej twarzy. Nic dziwnego, skoro w ciągu kolejnych wydarzyło się tyle rzeczy! Rzeczy, których się nie spodziewała w najśmielszych snach - a właściwie koszmarach.
Pojawienie się zaginionej można było uznać za ten gorszy moment wieczoru, ale zdarzeń rozrywających się kilkadziesiąt metrów dalej chyba nikt się nie spodziewał.
- Chryste Panie - mimowolnie podskoczyła, słysząc huk strzałów i z nieopisaną ulgą przyciągnęła do siebie córkę, która podeszła do nich dosłownie chwilkę wcześniej. - Boże, Jackie, nie patrz. Nie patrz na to - wysyczała. Nawet ona, choć niejedno w szpitalach widziała, cieszyła się, że pole było słabo oświetlone, a postaci policjantów i pijaka okryte mrokiem. Popatrzyła na nią Smith, gotowa zaciągnąć córkę do pokoju, do bezpiecznego miejsca, gdzie będą mogły ochłonąć. Takie rzeczy odbijały się na psychice dziecka!
Dopóki nie rozdarł się szeryf z wołaniem o pomoc. Virginia zdążyła odejść ledwie kawałek w stronę drogi prowadzącej do ośrodka i przystanęła. Jej mina sugerowała, że nie jest pewna, co zrobić. Ale nie pomóc, kiedy mogła pomóc, to właściwie przestępstwo!
- Jackie, masz klucze, idź do ośrodka - wcisnęła je do dłoni dziewczynki. - Będę zaraz za tobą, wrócę jak tylko przyjadą ratownicy - obiecała, bardziej chyba żeby uspokoić siebie. Jackie była taka... mało ekspresyjna. Czasem nie wiedziała, co dzieje się w tej małej głowie.
Ale teraz ważne, żeby posłuchała.
A ona sama z nieco ciężkim sercem skierowała się do policjanta-mordercy, policjanta-Voldemorta i faceta, który brał udział w bójce - choć tego w zasadzie nie widziała.
- Pomogę - powiedziała tylko, zatrzymując spojrzenie na szeryfie i przenosząc je na czarnoskórego. Jęk policjanta i cierpki zapach krwi nie tworzyły najmilszej aury. Chryste, nie mogła uwierzyć, że to się naprawdę działo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Całkiem celowo zignorował początkowe protesty Fairy, widocznie słusznie zakładając, że dziewczyna i tak pójdzie za nimi, jeżeli nikt jej nie posłucha. Chwała dowolnym bóstwom za to, że przynajmniej jej kuzynka - z którą w tak zwanym międzyczasie zdążył się przywitać - nie zamierzała jej w tym pomyśle popierać, bo w przeciwnym razie to Charlie byłby w mniejszości i nie pozostałoby mu wiele więcej, jak razem z nimi zostać na miejscu. A jak miał się za chwilę przekonać... wcale nie chciałby tego wszystkiego oglądać z bliska.
- O kurwa - wyrwało mu się, kiedy za ich plecami, przy ognisku, dało się słyszeć strzały. Momentalnie zatrzymał się, żeby podobnie jak Fairy obrócić się do tyłu i spróbować dostrzec coś z tego, co działo się tam na miejscu. Może interesowałoby go to znacznie mniej, gdyby nie fakt, że w tę całą bijatykę postanowił się bohatersko włączyć O.J. Mądrze. Bardzo, kurwa, mądrze. W tej konkretnej chwili jednak Charlie naprawdę nie miał bladego pojęcia, co sam powinien zrobić. Zawrócić i upewnić się, że z ich przyjacielem wszystko było w porządku? Mimo wszystko dość kiepski pomysł, skoro najwyraźniej tutejsza policja nie patyczkowała się z osobami sprawiającymi jakiekolwiek problemy. W takim razie odwrócić się na pięcie i razem z Fairy i Jane zaszyć się w domku? Jeszcze gorzej. Stał więc tak w miejscu dłuższą chwilę, zanim nie dotarło do niego, że Fairy coś mówiła.
- A na co, do cholery, chcesz tak właściwie patrzeć? - rzucił w jej stronę, w tej samej chwili zauważając idącego w ich stronę O.J.'a. Kamień z serca, chociaż chłopak zdecydowanie nie wyglądał najlepiej. Z drugiej strony... trudno było się mu dziwić. Jeszcze chwilę temu był przecież w zasadzie w samym centrum wydarzeń i z pierwszego rzędu mógł obserwować to, co pozostałej trójce na szczęście przyszło oglądać z dość sporej odległości. Wystarczająco dużej, żeby zaoszczędzić sobie zbędnych szczegółów, nie dość dużej jednak, żeby nie przeżyć niemałego szoku.
Tych kilka metrów dalej szeryf zastrzelił człowieka. Normalnie takie sceny oglądało się co najwyżej na filmach.
Bez zastanowienia Charlie okręcił się na pięcie, jednocześnie łapiąc Fairy za koc w miejscu, gdzie powinna znajdować się jej ręka.
- Też się stąd zmywamy, zorganizujemy ci kiedyś jakieś normalniejsze przedstawienie - zdecydował, pociągając dziewczynę za sobą i ruszając w ślad za O.J.'em.

/ zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
GRACZ NPC
avatar
Spojrzał na swą rękę, dopiero teraz zauważając, że Joe podrapał go nie tylko po policzku. Ben był o krok od uderzenia własnego przyjaciela i powstrzymywała go tylko myśl o tym, że ten nie jest sobą.
Tylko co musiał wziąć, by tak się odurzyć?
Słuchając szeryfa, powstrzymywał się, by nie odpłacić mu za wycelowanie broni w bezbronnego. Zaciskał pięści, zaciskając zęby. ktoś, kto go znał, mógł wiecieć, że jest o krok od pęknięcia.
Może pojawienie się kobiety, powstrzymał go?
- Nic mi nie jest!
Warknął, robiąc krok w tył. Nie chciał pomocy, nie potrzebował jej. Oparł się o drzewo plecami i odetchnął, nie bacząc na krew, spływającą mu po policzku i szyi.

Rany na policzku były głębokie, niemal sięgające lewego oka. Zadrapania na ręce, bardziej płytkie, ciągnęły od łokcia do dłoni. Zdecydowanie wymagały opatrunku i prawdopodobnie szycia. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t70-npc-ben-walker
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chciała wiedzieć, co się jeszcze wydarzy - lubiła wiedzieć. Inna sprawa, że jeszcze nie do końca przyjęła do wiadomości, co się właściwie stało. Jasne, słyszała strzał i widziała upadającego faceta, przynajmniej na tyle, na ile pozwalała jej na to wada wzroku, jednak dopiero wymijający ich O.J. i ciemne plamy na jego ubraniu uświadomiły jej, że no kurwa, naprawdę typa zastrzelili. Słowa Charlie'go jeszcze bardziej przywróciły ją do porządku, pisnęła więc tylko cicho, gdy pociągnął ją za rękę i ruszyła za przyjaciółmi. Tak, to rzeczywiście nie musiało być najciekawsze przedstawienie, bo czasem przecież jest lepiej nie wiedzieć. Podobno lepiej się śpi. Nie ma to jak wymarzone wakacje! Nim dotarła domku, wargi zaczęły jej drżeć, a oczy się zaszkliły, choć jeszcze próbowała być dzielna, to coraz bardziej siedziała jej w głowie cała ta sytuacja. A miało być tak przyjemnie.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Myślała, że gorzej już być nie może. Że zaraz zjawi się karetka, ranna dziewczyna znajdzie się pod odpowiednią opieką, a przepychający się faceci w końcu dojdą do porozumienia. No bo ile można się tłuc po mordach? Ten roślejszy facet powinien zasadzić kumplowi porządnego sierpowego, żeby tamten przestał wydziwiać i po sprawie! Łatwo przychodziło jej snucie takich myśli, nie wiedziała, jak to wyglądało z bliska. Przystanęła gwałtownie w miejscu, kiedy jej kuzynka oznajmiła, że jednak chce jeszcze popatrzeć. Zatrzymała się więc tuż obok, podążając za wzrokiem Fairy. Nie widziała zbyt wiele szczegółów z tej odległości. Nim zdążyła się zorientować, padły strzały. Po plecach przeszedł jej zimny dreszcz, widząc jak jedna z postaci pada bez życia. Nie no tego to już w ogóle się nie spodziewała. Czy ktoś wyskoczy za moment z odzywką „it’s a prank, bro!”? Nie? Dobra, sytuacja coraz mniej jej się podobała. Imprezy przy ognisku są spoko, nawet bójki da się tolerować, ale taki bezpośredni strzał w głowę, kiedy dzieciaki biegają dookoła? Coś tutaj było nie tak. Jane miała ochotę odejść z tego miejsca jak najszybciej, może nawet spakować trochę manatek i zastanowić się nad wcześniejszym wyjazdem. Już pal licho te śledztwo w sprawie niewiernej żony. Znacznie bardziej ceniła sobie własne życie, niż prawidłowo wykonane zlecenie.
Odprowadziła wzrokiem przechodzącego obok O.J’a. Musiał widzieć to wszystko z bliska, a jak wiadomo, oglądanie czyjejś śmierci nie należało do przyjemnych. Tym bardziej, że nikt się tego nie spodziewał, to miał być przecież przyjemny wieczór przy piwie i darmowych kiełbaskach.
Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad tym, czy ruszyć w ślady studenciaków i przykleić się do nich, aż sytuacja nie zostanie opanowana, czy tak po prostu sobie pójść.
- Czekajcie na mnie - mruknęła, wędrując jeszcze przez chwilę wzrokiem po postaciach, stojących przy zastrzelonym facecie.
 Mimo wszystko wolała nie ryzykować samotnego przesiadywania, czy to w pokoju, czy na zewnątrz, a więc ruszyła za kuzynką i jej przyjaciółmi.


/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
Pomogła wstać mężczyźnie, którego stare kości już chrupały i nie pozwalały szybko się ruszać. Odwrócona od zbiegowiska wokół Bena, odprowadziła samotną matkę z uczepioną dwójką dzieci, powtarzając obietnicę, że nic się więcej nie stanie.
Zostawiając kobietę na ścieżce, prowadzącej do domków, wróciła bliżej ogniska, przechodząc obok Toma Forda i jego towarzyszy. Przystając, popatrzyła na mężczyznę, przypominając sobie rozmowę na plaży. Zachęcała go do pojawienia się, kusiła przyjemnymi atrakcjami, a tymczasem... Gula stanęła jej w gardle, ale nie powstrzymała aby się odezwać.
- Wróćcie do domków, proszę.
Odezwała się do nich, spoglądając po twarzach wczasowiczów. Najwyraźniej nic więcej nie była w stanie powiedzieć, bowiem odwróciła się i skierowała w stronę szeryfa, barmana i pani Ward.
- Dlaczego?
Zatrzymała się obok mężczyzny i wbiła w niego uparte spojrzenie. Chciała wiedzieć, chociażby po to, by móc jutro jakoś tłumaczyć ludziom wydarzenia na ognisku. Jednak czy było racjonalne wytłumaczenie?

Mathias, niestety nie znalazł niczego co mogłoby wskazywać na słupek lub punkt, w którym tkwiłaby apteczka. Alice, która dołączyła do niego chwilę później, w ciemnościach między drzewami również nie mogłaby niczego dostrzec. Najpewniej nic takiego nie zostało przygotowane, albo tkwiło w innym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Zacisnęła lekko usta, przyjmując ze względnym spokojem prychanie mężczyzny. Oczywiście, nic mu nie było. Adrenalina buzowała mu we krwi i prawdopodobnie nawet, gdyby rany były naprawdę, naprawdę poważne, mógłby tak wcale nie uważać.
- Proszę... tylko cię obejrzę, okej? Mamy tu apteczkę... prawda? - była pewna, że gdzieś jej się rzuciła w oczy. Ach, chyba szeryf jakąś przyniósł? Zerknęła w stronę Belardo i przeniosła spojrzenie na Walkera. Choć nawet nie podchodząc blisko do Bena, widziała, że nie było z nim najlepiej. - Nie chcę prawić morałów, ale im szybciej coś z tym zrobimy, tym lepiej - dodała, cofając się do szeryfa. Wskazała apteczkę.
- Ma pan tam rękawiczki? Gazy, bandaże? - przymknęła na chwilę powieki. Krzyki młodego policjanta trwały w najlepsze, przyprawiając ją o nieprzyjemne mrowienie. Zresztą, zaraz będą tu sanitariusze. Oni na pewno nie będą się cackać z Benem. Pod warunkiem, że całych sił nie skupią na beznosym, co było w sumie wysoce prawdopodobne. Priorytety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
STOCKTON
avatar
To na pewno nie należał do udanych dni na koncie Amelii. Nie dość, że dobrała sobie fatalnego towarzysza ogniska bo wraz z pojawieniem się jego brodatego kolesia przestał całkowicie zwracać na nią uwagę - na co pewnie wpłynęło wiele czynników i wydarzeń dziejących się wokoło. Ale była zła! Ethan to była chyba zła partia. Przyciągał jedynie jakieś afery, które też poniekąd zaczynały zahaczać o blondynkę. Gdyby nie spotkała go na mostku to nie tkwiła by teraz na tym ognisku gdzie trawa z zielonego koloru powoli zaczyna przebarwiać na czerwony, a wrzaski i krzyki zagłuszają jej własne myśli. Nigdy nie była znana z tego, że potrafi mieć podzielną uwagę. W telewizji ludzie mogli ją oglądać jak po przez różne zagrywki eliminuje swoich towarzyszy z domu wielkiego brata - jednak zazwyczaj jej działania były prostoliniowe. Mówiła komuś w prost, że nie współgrają i koniec. Nie musiała główkować nad każdym ruchem po milion razy - a i tak doszła dalej niż osoby, które tak robiły. No cóż... 
Mogła ugryźć się w język zanim odezwała się w stronę brodatego gnoja. W sumie, to i tak by poprała dziewczynę bo wyglądała na młodziutką i miała widocznie pecha, że trafiła na kogo trafiła. A, że oboje jakieś mieli dziwne nastawienie to nawet Amelii się oberwało za to, że cokolwiek powiedziała! Od tego momentu zamilkła i jedynie się przyglądała co się dzieje wokół niej. A było na co patrzeć. Po pierwsze... to wywołało u niej nawet drgawki! Jakiś policjant wystrzelił i nawet w kogoś trafił. Tam, nie miała zamiaru patrzeć ani podziwiać jak jakiś widz - a nie,którzy tutaj tak robili. No niestety, bohaterów tutaj żadnych nie ma!
Pracownicy ośrodka zaczęli przeganiać wszystkich uczestników ogniska. No słabo jak na urodziny ośrodka! Jakiś pijany debil zepsuł całą zabawę. Może to i wyjdzie na lepsze bo nie będzie musiała dalej tutaj sterczeć i być zastraszana przez brodatego idiotę. - To ja sobie mykam. - Zrobiła obrót na pięcie i ruszyła w stronę mniej bardziej jej konkretną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
- Ben... - ponowił prośbę nie dając za wygraną. Doskonale sobie zdawał sprawę, że zastrzelenie Joe na oczach innych było szokujące. Sam czuł się z tym źle. Po prostu tego nie okazywał. Lata pracy nauczyły go chować emocje za maską chłodnego profesjonalizmu. Zabił go z konieczności, a tak przynajmniej sądził oddając strzał. Teraz nie był tak pewny chociaż... Te wszystkie komunikaty i dziwaczna rozmowa z kolegą z Nevady. Spojrzał z wdzięcznością wymalowaną na twarzy na Virginię, która najwidoczniej była lekarzem lub pielęgniarką i wiedziała jak udzielić pomocy. Odsunął się, żeby zrobić jej miejsca. Na chwilę się odwrócił, aby zobaczyć co z Bennetem.
- Tak. - odparł na pytanie Virginii. Zaraz też usłużnie podał jej co trzeba. Przez krótkofalówkę pogonił resztę policjantów, na szczęście bez wulgaryzmów choć miał ochotę się na czymś wyżyć. Lub na kimś. Sophie była na przykład ostatnią osobą z którą chciał teraz rozmawiać.
- Sophie... - ujął ją delikatnie za łokieć i odciągnął od Bena i Virginii, ale oboje mogli co nieco słyszeć, gdyby wytężyli słuch.
- Słuchaj, wiem jak to wygląda... Nie miałem wyboru. Zaatakował policjanta, odgryzł Bennetowi nos. To nie jest normalne. - starał się jej to wytłumaczyć najlepiej jak potrafił, ale czy cokolwiek tłumaczyło w tej chwili morderstwo? - Mam podejrzenie... Podejrzewam, że to nie był zwykły napad agresji. Oglądałaś wiadomości? Takich przypadków jest coraz więcej. Joe w ogóle nie reagował na polecenia. - starał się wyłapać w jej spojrzeniu jakiekolwiek uczucie, nie był chyba jednak gotowy na to czego najbardziej się obawiał. - Dostałem radę z góry, zrobić zapasy żywności i wyjechać z miasta. - dodał półszeptem pochylając się ku Watson. Czy coś jej sugerował?
Zawyła syrena i teren kempingu spowiła nowa, gama jaskrawego światła. To pierwsza karetka w końcu dotarła na miejsce. Lenny omiótł spojrzeniem najbliższe otoczenie, aż jego wzrok padł na Mathiasa i Alice.
- Ej ty! Chłopcze. Chodź tu. Pomożesz mi go podnieść - Lenny oczywiście miał na myśli Benneta. Niech biedaczysko jedzie już do szpitala łatać dziurę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pole kempingowe i namiotowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-