IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pole kempingowe i namiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   Pole kempingowe i namiotowe
   

Pole znajduje się nad jeziorem, nad które prowadzi jedna droga od miasteczka. Drugą można dotrzeć do domków i budynku recepcji. Pole to mieszanka namiotów i przyczep, stojących obok siebie. Mimo pozornego nieładu, wszystko ma swoje miejsce a między ludźmi panują pewne niepisane zasady.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Miło było słyszeć odpowiedź Jane. Sophie mimo najzwyczajniejszej roli pracownika, przejawiała troskę o opinię na temat ośrodka, gdzie poniekąd się wychowała.
Zgarniając jasny kosmyk włosów za ucho, pragnący utopić się w piwie, uśmiechnęła się do kobiety i chłopaka. Kiwając głową, ustawiła się nieco bokiem i brodą wskazała na właścicieli. Jane i O.J. musieli kojarzyć Smithów, nawet jeśli byli tu pierwszy raz.
- Bardzo dobrze.. Arene zadbała o coś słodkiego.
Wspomniała o właścicielce i zwróciła się twarzą ku siedzącym, upijając łyk piwa. Zerknęła na chłopaka, gdy padło pytanie o cel wizyty kobiety. Czy można było przyjeżdżać tu w innym celu niż odpoczynek? Sophie omal nie ochlapała się piwem, gdy trójka dzieciaków przebiegła między nią a kocem, zmuszając kobietę do cofnięcia się o krok.
Sophie spojrzała za nimi, kręcąc głową. Rozejrzała się przy okazji, dostrzegając mniej lub bardziej znajome twarze i nadciągające nowe osoby. A w zasadzie jedną. Sylwetkę wyłaniającą się z cienia, idącą ścieżką od strony lasu. Spóźnioną męską postać, niedaleko której przebiegły dzieciaki. Sophie odwróciła od niej spojrzenie i zerknęła na towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
-Mathias Drown-odpowiedział, podał dłoń na przywitanie i upił kolejny łyk z butelki. Ciepłe piwo smakowało gorzej niż brudna woda, ale nie miał co narzekać, jak dostawał je za darmo.
-Co najmniej tydzień.-powiedział do kobiety i zamilkł znów, by znaleźć nowy temat.
Obserwował zebranych ludzi, których było jeszcze więcej niż przypuszczał. Starzy, młodzi, czarni, biali, kobiety, mężczyźni - wszyscy byli tutaj i bawili się, a nawet gadali tak samo jak monter z Bostronu z nowo poznaną kobietą. Pensjonat żył, a jego urodziny jeszcze bardziej to podkreślały.
-Skąd jesteś ?-zapytał się, chcąc jakoś dalej pociągnąć rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
STOCKTON
avatar
/początek

Podróż do San Francsco wydawała się trwać w nieskończoność. Hej przygodo? Chyba straciła entuzjazm wraz z ostatnim papierosem, którym poczęstował ją jeden z kierowców na drodze. Robiło się ciemno, ona za to robiła się głodna. Nie miała innego wyjścia jak zatrzymać się w ośrodku na noc. Miała cichą nadzieję, że uda jej się znaleźć tu nocleg najmniejszym (czyli żadnym) kosztem. Nie miała przecież wyboru. Rozbita świnka skarbonka kryła w sobie jakieś 20 dolców, więc to czyste szaleństwo by za taką kwotę wybierać się w jakąkolwiek podróż. Po drodze sporą część wydała na wodę - znacznie oszczędziła jednak na toalecie, wszak krzaków i robactwa wcale się nie boi. Nie o tym teraz.
Kiedy dostała się do ośrodka zerknęła do nerki zwisającej na jej biodrach i syknęła z niezadowolenia. Musiała oszczędzać, a nie wydawało jej się by ktokolwiek miał się nad nią zlitować i postawić ciepły posiłek, nie mówiąc już o prysznicu czy innym luksusie pomieszczeń większych niż "tylne siedzenia" w ciężarówce. Ruszyła w kierunku w którym szła całkiem spora zgraja ludzi, ostatecznie znajdując się nieopodal ogniska i porządnej kempingowej "potańcówy". Kolejny burk w brzuchu i wyraźne poirytowanie dawały się jej we znaki, nie wiedziała już w sumie czy bardziej zależy jej na buchu czerwonego marlboro czy burgerze prosto z grilla. Rozglądała się po ludziach szukając jakiegoś słabego ogniwa, znalazła natomiast coś znacznie lepszego. Plecak... bez opieki. To znaczy kto normalny obawiałby się kradzieży w takim miejscu... Z drugiej strony kręcą się tu pewnie sami nie znajomi... halo, dlaczego zaraz pomyślała o kradzieży? Przecież mogła po ludzku zapytać. No nie mogła... jej nogi automatycznie powiodły ją w kierunku plecaka, a palce zacieśniły się na jednym z ramiączek. No Wendy, bardzo ładnie zaczynasz wieczór, weź to lepiej gdzieś gdzie nikt nie zorientuje się, że ten plecak jednak nie jest twój, zwłaszcza, że jeden jest już na twoich plecach. I tak oto, bijąc się z myślami popędziła lisim krokiem w kierunku z którego przyszła mając nadzieję, że w plecaku są jakieś fajki albo co lepsze - pieniądze. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to, że ktoś mógł się zorientować co też zrobiła więc gdy tylko odeszła na bezpieczną odległość oznaczającą tyle, że głosy zdawały się cichnąć zaczęła grzebać w znalezisku i ogromnie uradowana sięgnęła po papierosa z paczki którą weń znalazła. Wsadziła go do buzi nie kwapiąc się o to by go odpalić, a jej ręce wciąż szperały, zupełnie jak w amoku, wygrzebując co lepsze fanty, w tym także portfel z brzęczącą zawartością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t134-wendy-cooper#532
The author of this message was banned from the forum - See the message
NARRATOR
avatar
Muzyka echem roznosiła się po lesie, chociaż w miejscu, gdzie stał Ford z młodą złodziejką, rozmowy zlewały się w jeden, niezrozumiały dźwięk. Pohukiwanie sowy, mieszało się z cichym cykaniem i pewnego rodzaju drapaniem, gdzieś w koronach drzew. Las nie spał, podobnie jak wszyscy ci, którzy zebrali się na polu kempingowym.
Tom wraz z Wendy, byli niewidoczni dla bawiących się przy ognisku, sami jednak bez przeszkód dostrzegając tamtych. Mężczyzna bez skrępowania mógłby wymierzyć karę młodej złodziejce!

Ben rozmawiając przez telefon, odszedł od miejsca w którym stał z państwem Smith, wchodząc między drzewa, by lepiej słyszeć żonę. Nawet nie zareagował na pojawienie się mężczyzny, wyłaniającego zza drzewa. Zanim zwrócił uwagę na nienaturalny charkot, postać rzuciła się na niego, przewracając na ziemię, co mogli dostrzec siedzący na kocach.
Walker nie był jednak ciamajdą, która nie potrafiłaby się obronić. Pierwszy szok, natychmiast ustąpił naturalnym reakcjom obronnym i Ben odepchnął mężczyznę, zrywając się na równe nogi.
- Joe? - Można było usłyszeć pytanie pełne zaskoczenia. Walker popatrzył na chwiejącego się kumpla, niezgrabnie podnoszącego z ziemi.

Osoby, przebywające najbliżej ogniska nie mogły zareagować na nagłą szamotaninę miejscowych i dopiero zrozpaczony krzyk dziecka, wytrącił ich z zabawy. Pani Smith, stojąca obok głodnych imprezowiczów, odwróciła się w razem z resztą. Wszyscy mogli dostrzec trójkę dzieci, uciekających przed postacią wychodzącą z lasu. Zwykłą nastoletnią blondynkę, która straszyła zakrwawioną koszulką, chwiejąc się na nogach, jakby nie mogła się na nich utrzymać. Niczym ofiara wypadku samochodowego, ranna na twarzy, ruszała ustami, chyba chcąc coś powiedzieć.
- Dajcie apteczkę! - Zawołał młody mężczyzna, który w odróżnieniu od dzieci, podbiegł do nastolatki i wyciągnął do niej ręce, chcąc zapobiec upadkowi rannej.
- To ta zaginiona? - dało się usłyszeć pytanie pani Smith, która porzuciła trzymany kijek i ruszyła w stronę nastolatki oraz mężczyzny, pragnącego jej pomóc - Zadzwońcie po szeryfa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Powinien spodziewać się tak wyczerpującego wykładu odnośnie sensu zabierania ze sobą koca na ognisko? Pewnie tak. W końcu znał Fairy nie od dziś - fakt, studiowali prawdopodobnie to samo, tylko na różnych rocznikach - więc przewidywanie prawdopodobnych odpowiedzi nie było aż tak trudne. Nawet jeśli w tym konkretnym przypadku naprawdę nie interesowało go aż tak bardzo to, dlaczego dziewczyna taszczyła ze sobą ten nieszczęsny koc. Niech sobie taszczy co chce. Właściwie już nawet miał zamiar przeskoczyć na zupełnie inny temat, kompletnie pomijając jej wypowiedź, kiedy jednak zainteresowała go wspomniana możliwość rozpalania ogniska pod kocem.
- Czemu nie? Wtedy mogłabyś być już całkiem pewna, że nie będzie ci zimno - stwierdził z uśmiechem, wzruszywszy przy tym ramionami, jakby w ten sposób chciał jak najlepiej dać do zrozumienia, że może jednak to wcale nie był aż tak głupi pomysł. Co prawda pewnie wolałby, żeby przetestował go w razie czego ktoś inny niż on sam, jednak... powiedzmy, że nie wszystkie pomysły wydające się być głupimi, trzeba było od razu uznawać za głupie.
- Nie, dzię... - nie zdążył dokończyć zdania, kiedy jakiś krzyk odwrócił jego uwagę. Upiwszy łyk swojego piwa odwrócił się w stronę, z której krzyk dobiegał, zawieszając spojrzenie na przyczynie zamieszania. - A tej co się stało? Myślisz, że zaliczyła spotkanie z jakimś wściekłym morderczym szopem, czy czymś w tym rodzaju?
Nie, nie miał jakoś za bardzo zamiaru rzucać się na pomoc - dookoła było wystarczająco wiele osób, żeby na kogoś dało się zrzucić tę odpowiedzialność. Zwłaszcza, że wśród tych osób na pewno można byłoby znaleźć co najmniej kilka, które ogarniały pierwszą pomoc po stokroć lepiej od Charliego. Po co więc się wyrywać, skoro można było zostać na miejscu i sącząc piwo, domniemywać, co właściwie mogło się stać blondynce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
Gość
Gość
Dobrze, że przynajmniej mamy nie musiała szukać i zasypywać jej smsami. Jackie nie zdążyła nawet napisać do swojej koleżanki Dorothy, która chyba miała ciotkę gdzieś w Santa Barbara, kiedy przysiadła się do niej mama.
- Wydaje mi się, że jest po prostu troszkę mocniej upieczona na wierzchu. - Właściwie była przypieczona dużo bardziej niż troszkę, ale po co zawracać sobie głowę takimi drobiazgami! - Chyba przez przypadek przypadek włożyłam ją na chwilkę do ognia - wytłumaczyła się Jackie.
No dobra, może to było jej gapiostwo i skutek zajmowania się trzema rzeczami na raz, ale nie było tak źle. Skórkę można zdrapać - byle tylko w środki była dopieczona. Jedząc surowe mięso można się zarazić jakąś glistą albo tasiemcem, a w sumie nie wiadomo skąd były te kiełbaski. Może właścicielom szkoda było pieniędzy i kupili coś od lokalnego rolnika, który nawet nie robił badań bydła?
- Wiesz co słychać u Briana? - spytała mimochodem, jak gdyby nigdy nic. 
Nie chciała żeby ktoś pomyślał, że panikuje z byle powodu jak jakiś dzieciak. Pewnie Jackie po prostu przesadzała, a tata i Brian położyli się spać wcześniej albo coś w tym stylu. W końcu Santa Barbara nie jest aż tak blisko Los Angeles. Nie musieli się zarażać tą całą tajemniczą chorobą i nawet mogli nic nie wiedzieć o tej całej epidemii.
Nagle Jackie usłyszała krzyk. Od razu zerknęła w tamtą stronę i zobaczyła parę lat młodsze od niej dzieciaki, które przed czymś uciekały. Dziewczyna wyciągnęła głowę żeby sprawdzić o co chodzi i zobaczyła jakąś zakrwawioną dziewczynę wychodzącą lasu. Wyglądała okropnie, jakby spadła z jakiegoś klifu albo jakby zaatakowały ją dziki. Kilka sekund później Jackie już dzwoniła na numer alarmowy, żeby wezwać karetkę.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Zaciągnęła się z ogromną przyjemnością czując jak dym porządnie pali jej przełyk napawając błogim rozluźnieniem. Zamknęła oczy i zdawało się jakby wszystko miało ujść jej płazem, w końcu była już w stanie boskiego otumanienia uzależniającą nikotyną, dlatego zupełnie nie spodziewała się zirytowanego męskiego głosu. Kilka sekund później równie niespodziewanie została doprowadzona do pionu i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować plecak, co prawda wcale nie jej własność ale jednak, został wyrwany z jej dłoni.
- Pogięło cię matole?! - burknęła jeszcze zaskoczona, krzywiąc się wyraźnie po czym zaczęła gwałtownie szamotać ramieniem. Pewnie chciała wyrwać się z uścisku mężczyzny postury niedźwiedzia... no ale właśnie, miała szanse równe minus pięć. - Puszczaj napaleńcu! - nie omieszkała kopnąć go w nogę, nie wiedziała gdzie, nawet nie celowała, po prostu nie chciała pozostać mu dłużną... skoro ją bolało to i on powinien pocierpieć, tak jakby. - Wcale tego nie ukradłam - zaprzeczyła z ogromną pewnością, z przekonaniem jakoby właśnie mówiła prawdę. - Oddawaj ten plecak, znalazłam go i chciałam oddać właścicielowi. Ktoś porozrzucał z niego rzeczy więc w nagrodę poczęstowałam się fajką, wielkie mi halo - prychnęła od niechcenia. - No puszczaj no... - ponownie szarpnęła ramieniem zdając sobie sprawę, że ból robi się większy, a ona wcale nie czuje się dobrze w tej sytuacji. Z resztą kto by się czuł... Zupełnie nie zwracała uwagi na uniesione rozmowy przy ognisku. Miała większe problemy na głowie... ot na przykład jak uciec temu facetowi cała i zdrowa... Może powinna zacząć krzyczeć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t134-wendy-cooper#532
Tak, bardzo mógł się spodziewać, bo Fairy miała w zwyczaju pleść bzdury i rozwodzić się na zupełnie nic nie znaczące tematy. Rzadko kiedy udawało jej się coś streścić w kilku słowach, co pewnie sprawiało jej problem, kiedy musiała przygotowywać ograniczone czasowo komunikaty do radia czy na zajęcia. I właściwie to mogli być nawet na tym samym roku, bo ona siedziała na dupie kilka lat, nim poszła na studia, ba, mogła być nawet rok niżej, kto ją tam wie.
- Myślisz, że by się nie spalił? Ani że bym się nie zaczadziła? - w końcu było tyle potencjalnych niebezpieczeństw na tym świecie! Wszystkie możliwe oczywiście mogły dopaść ją, a że wychodziła trochę z założenia, ze przezorny zawsze ubezpieczony, to starała się przewidywać wszystkie takie przykre sytuacje, a co za tym idzie, skutecznie zniechęcać siebie i wszystkich dookoła do wszystkiego. Tłumienie zapału i motywacji miała we krwi. Opuściła rękę z kocem, wzruszając ramionami, nie będzie go przecież do niczego zmuszać, ale zaraz jej uwagę też zwrócił krzyk, więc odruchowo odwróciła głowę w stronę, z której dobiegał, tym samym wyciągając ją spod koca niemal po samą szyję. Była tchórzem, nie rzucała się na pomoc obcym ludziom, niechlubnie mogła się przyznać do odwracania głowy w drugą stronę, kiedy zakrwawiona kobieta stała w kolejce przed nią, ba, jeśli tylko miała możliwość, zmieniała kolejkę. Zresztą, nie miała nawet przy sobie apteczki, znała się tylko na małych ranach, na jakichś podstawach, w teorii wiedziała, jak uciskać klatkę piersiową, ale pewnie na żywym człowieku nic by jej z tego nie wyszło. Skoro dziewczyna chodziła, najwidoczniej tego nie potrzebowała. - Patrz, tam jest O.J., chodź - zerwała się z miejsca, ciągnąc Charlie'go za rękaw bluzy, by ruszyć w stronę kolegi i tym samym odsunąć się jak najbardziej od rannej dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
Muzyka grała, ogień strzelał, a powietrze było w końcu chłodniejsze. Mathias nie lubił lata za skwar, jakim potrafił obdarzyć świat. Czasem było to przyjemne ciepło, a czasem czysty ogień z nieba, że nawet nie można wyjść spod namiotu, tylko siedzi się w nim, mając darmową saunę.
Chłopak już kończył swoje piwo, gdy nagle dzieciaki zaczęły się drzeć. Z początku myślał, że to takie gówniarskie wygłupy, ale do tego doszło kilka dorosłych głosów. Twarze starszych były zwrócone w jednym punkcie, a ich wzroki były dziwne, coś na kształt mieszanki przerażenia i zdziwienia. Do tego tłumu gapiów dołączył w końcu młody Drown, który widząc co było przyczyną tego zjawiska, wstał ze swojej ławki i upuścił butelkę z resztką złocistego płynu.
W wieczornej gęstwinie, gdy jeszcze światło słoneczne oświetlało małe kawałki pola, ale powoli ulegało mocy nocy, była blondynka. Młoda dziewczyna, może młodsza od samego Bostończyka, ale trudno było powiedzieć. Była brudna we krwi i na pewno wycieńczona, co można było wywnioskować po chodzie. Ktoś powiązał tą mizerną postać z zaginioną osobą, ale sam mężczyzna nie wiedział o co chodzi, nie znał sprawy, więc musiał uwierzyć słowom innym. Wcześniej padło pytanie o apteczkę, lecz nie miał takowej przy sobie. Zostawił ja w domku, ale mógł zadzwonić do szeryfa.
W recepcji dawali biuletyny, w których były wszelkie potrzebne informacje dla turystów, łącznie z numerem do biura stróża prawa, więc Mathias wyciągnął swój telefon i próbował dodzwonić się. Z początku gubił sygnał, ale gdy wszedł na ławkę, miał dwa paski. Wykręcił numer i czekał, aż połączy go, mając telefon przy uchu.
Inni też dzwonili, a nawet dokumentowali nowego bohatera ośrodka, pod postacią młodego chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
Uśmiechnęła się ciepło do córki, rozbawiona, ale nie zdradzając tego, że zrobiła coś źle. Zdarza się. Ona sama nie była wielką fanką kiełbasek z ogniska, przede wszystkim dlatego, że właśnie zawsze za mocno je spiekła i zostawało jej jeść mięso chrupkie od węgla.
- Tylko troszkę - zaśmiała się i rozejrzała za wolnymi kijkami i kiełbaskami. - Zaraz do ciebie dołączę, najwyżej obie jutro będziemy cierpieć - wygięła wymownie usta, chociaż od jednej zwęglonej kiełbaski na pewno nic by im nie było. No i wolała już zostać z Jackie i łączyć się w bólu, niż martwić się, że jej coś zaszkodziło. Przecież żadna mama nie mogła patrzeć na swoje cierpiące dziecko, prawda?
Virginia pokręciła głową.
- Tata nie odbiera, pewnie nie słyszy. Pewnie są jeszcze w drodze - wzruszyła ramionami, nie chcąc się martwić. Prawdopodobnie mąż nie chciał z nią rozmawiać więcej, niż to konieczne. Zdążyła wstać i okręcić w poszukiwaniu wałówki, gdy rozległy się piski dzieci, zwracając uwagę zebranych przy ognisku.
- O Boże - mruknęła, spoglądając kontrolnie na Jackie. - Zaczekaj tu, zobaczę, co się stało - widząc, jak dziewczynka podnosi już słuchawkę do ucha, poczuła dumę. Taka szybka, rozsądna reakcja! Położyła jej dłoń na głowie i zsunęła wolno, odchodząc od ogniska i kierując się w stronę nastolatki i mężczyzny, który ją podtrzymał.
- Czy ktoś z państwa ma wodę? Macie wodę? - pytała mijanych po drodze ludzi. Dziewczyna na pewno będzie jej potrzebowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Wyglądało na to, że blondyna zrobiła sobie z niego osobistą dziwkę, co o dziwo wcale go tak nie kręciło. Nigdy nie był typem człowieka co to lubi słuchać rozkazów innych, a w tym przypadku chyba tak to właśnie wyglądało. Cipa.  Jeszcze ten głupawy uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, gdy dziewczyna zaczęła go rozpinać tu i tam. Sam już nie wiedział czy bawiła go jej głupota czy jego bezradność wobec tej głupoty. - Co... co ty robisz? – Rzucił niechętnie z początku odpychając ją delikatnie bokiem od siebie. Ale, że za wygraną nie dała to ostatecznie  poddał się po raz kolejny jej woli i stało się tak jak chciała, po raz kolejny. Cipa. Gdzieś w międzyczasie czmychnął niedaleko Tom dając mu chyba znak, że żyje. Cóż... pozostało mu tylko odpowiedzieć tym samym i również kiwnął głową w jego kierunku na znak, że wszystko okej. - Ha. Ha. – wyrecytował mdłym tonem pozorując rozbawienie, bo taki śmieszek od zawsze z niego był. Ale kiełbaski to dalej przypiekał sobie serdecznie, podczas gdy blondynka siedziała wygodnie na dupie popijając sobie piwko. Chyba wydawało jej się, że obróciła go sobie wokół palca, ale niech was nie zmylą pozory, bo Ethan to takim psiarzem nie zwykł być i na pewno miał już w głowie wymyślony plan zemsty. Jakieś upokorzenie publiczne może? Tak... to na pewno by ją sprowadziło na ziemię.
Tyle, że cały plan poszedł w pizdu, bo nagle, ni z gruszki ni z pietruszki przy ognisku pojawiła się jakaś banda dzieciaków drąca się w niebogłosy. Z początku pomyślał, że to jakiś obyczaj tutejszej społeczności, nie wiem... rytuał przywitalny gości może? Coś w ten deseń w każdym razie, więc nic sobie z tego nie zrobił. Dalej piekł te kiełbaski powoli już przysypiając wpatrzony w ten płomień piekielny. „Obudziła” go dopiero reakcja wszystkich zgromadzonych w pobliżu na dziewczynę, którą przywlekły ze sobą dzieciaki. Przyjrzał się Jej dokładniej, po czym odwrócił się w kierunku tej swojej. W głowie mu się trochę popierdoliło od tego ognia, bo tamta zakrwawiona jak gdyby pogryzona przez jakieś dziki do złudzenia przypominała mu tą jego – gwiazdę big brothera. Ale to nie mogła być ona przecież, co nie? Panika stała się w każdym razie wszechobecna jak gdyby zbliżała się apokalipsa już. Ethan nie wiedział, że to ta laska z ulotki co to zaginęła jakiś czas temu, bo nie czytał. Ale, że coś było nie tak to od razu się zorientował. Rozejrzał się lekko zaniepokojony po ludziach tu obecnych i dostrzegł, że już działają jak należy. Jakaś dziewczynka o dziwo zamiast trzaskania fotek zaginionej od razu zadzwoniła po jakieś służby. Podobnie jak parę innych osób, które w ten czy też inny sposób postanowiły natychmiastowo pomóc dziewczynie.
Ethan choć typem bohatera z majtami na spodniach to nigdy nie był to tym razem tak obojętny pozostać nie mógł. Trochę ze względu na presję tłumu, a trochę też z czystej przyzwoitości, bo wyobraźcie sobie, że takową posiadał! - Posadźcie Ją na ziemi. – No tak trochę żartowałem,bo oczywiście sam dupska nie mógł ruszyć i pomóc dziewczynie. Tylko rozkazy mu we łbie, to rozkazał komukolwiek by się Nią zajął. Z resztą...  jeszcze by się koszula od vuitton’a pobrudziła, a tego nie chciał. Więc dalej opiekał kiełbaski, bo w brzuchu burczało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
STOCKTON
avatar
Nie miała raczej w zwyczaju wystawiać znajomych, jeśli chodziło o sączenie razem z nimi alkoholu. Nikogo tak naprawdę tutaj nie znała. No, może po za kuzynką, ale w tej chwili jej nie rozpoznała, a więc wnioskowała, że wszyscy dookoła to nieznajomi. Mimo wszystko nie czuła się aż tak niekomfortowo, jak się spodziewała.
- Ah, dostałam urlop od szefa, postanowiłam z niego skorzystać - odpowiedziała, kłamiąc dosyć zręcznie. Liczyła się z tym, że po wszystkim ludzie mogą się zastanawiać nad jej niespodziewanym wyjazdem, kiedy już uzbiera odpowiednie dowody odnośnie śledztwa. Była przecież detektywem, nie mogła tak od razu się zdemaskować. Reszta gości mogłaby być w stosunku do niej podejrzliwa, a przecież nie o to chodziło.
- Mam zamiar spędzić trochę czasu w Twain Harte i okolicach, zadzwoniłam do znajomych, być może uda im się do mnie dołączyć, a do tego czasu będę korzystać z wolności - trochę się rozgadała, ale to widocznie klimat panujący przy ognisku ją do tego zachęcił. Niestety, jej beztroski wyraz twarzy zmienił się, gdy zauważyła uciekające dzieci. Nie była to bynajmniej zwykła zabawa w berka. Początkowo niewiele mogła zobaczyć. Dosyć długo wpatrywała się w ognisko, po za tym, stające dalej postaci wydawały jej się nieco rozmazane. Dopiero ogólnie zamieszanie postawiło ją na nogi niemal tak gwałtownie, że kijek z nabitą kiełbasą zachwiał się niebezpiecznie. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale… no właśnie, co? Takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Obserwowała rozwój wydarzeń, wlepiając wzrok w miejsce, do którego udało się kilka osób. Chyba ktoś tam stał? A raczej próbował ustać, chwiejąc się na nogach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
STOCKTON
avatar
Amelia była mniej zainteresowana tym co dzieje się wokół niej ponieważ na ten moment je uwagę skupiał adwokat, który zadba o to aby jej w brzuchu nie burczało za kilka minut. Była zadowolona z siebie, że udało jej się znaleźć tutaj osobę, która przez chwilę posłucha jej poleceń. Nawet jeśli ma wobec niej niecny plan głęboko w głowie. To co dzieje się w tym ośrodku, tutaj pozostaje. Siedziała sobie wygodnie na pieńku gdzieś za Ethanem, który chyba świetnie bawił się smażąc kiełbaski w ogniu. Popijała sobie powoli jedno z tych niedobrych piw, które tutaj serwują jaką specjalność baru nieopodal. Trochę za mocne jak na Amelkę. Twarz jej wyginało na prawo i lewo za każdym większym łykiem trunku. 
Byłą zbyt zaintrygowana wpatrywaniem się w ognisko i co jakiś tajemnie przyglądając się zgrabnemu tyłkowi adwokata wsadzonego w obcisłe jeansy. Mogłaby ponarzekać bo gdyby stała z drugiej strony ogniska mogłaby przyjrzeć się stylizacji jaką mu zgotowała z rozpinaniem. Tak czy siak... Wokół niej ludzie zaczęli wstawać z miejsc. Jakieś bachory krzyczały na cały głos - trudno było określić czy to okrzyki zabawy czy wołania o pomoc. Reakcje bawiących się przy ognisku wskazywały na to drugie. Amelka należała do ciekawskich, postawiła butelkę piwa na pieńku z którego wstała i rzuciła wzrokiem w stronę skąd dochodziły wrzaski. Z krzaków wylazła zjawa, a raczej blondynka z niepasującymi do nadruku na bluzce plamami krwi. Wyglądało to obrzydliwie, moment i nie miała już zbyt dużej ochoty aby jeść cokolwiek. Rozpoczęła się wrzawa i krzyki. Amelia stanęła obok adwokata - bo wydawał z siebie jakieś przywódcze rozkazy więc może ogarnie tą cała sytuacje. Ludzie dzwonili po pomoc, więc nie musiała sięgać po telefon ukryty w kieszeni spodni. Na pierwszej pomocy nie zbyt się znała, a psychologiem też nie była. Nie miała zbytnio co zrobić. Po prostu stała i oparła rękę na ramieniu mężczyzny. Trochę niecodzienna sytuacja. - Pewnie masz dobrze gadane jako adwokat. Nie wygląda zbyt....dobrze. Uspokoisz ją czy coś. - Skierowała swoje słowa do mężczyzny, który dalej trzymał ich kiełbaski w ogniu. Skoro ona nie mogła nic konkretnego zrobić, to przynajmniej on jakoś pomoże. Bohater!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
STOCKTON
avatar
- Przyjechałam z Kanady. - Przyznała, chociaż nazwisko mogło wskazywać szkockie korzenie. No, ale cóż to akurat nie jej panieńskie nazwisko było. W sumie wciąż nie wiedziała, czemu nie wróciła do tego przedmałżeńskiego. Ale chyba, nie ważne jak bardzo tego chciała, nie potrafiła odciąć się od Logana. - Odpoczywasz od studiów? - Spytała, może pochopnie oceniając chłopaka. 
W pewien sposób wymuszona rozmowa została im przerwana przez rosnące zamieszanie. Właściwie dopiero po chwili zorientowała się co się dzieje. A właściwie połapała się w kilku dziejących równocześnie rzeczach. Nie miała oczywiście szans wiedzieć, o co chodzi ani jakie to będzie miało skutki. 
Jej główną uwagę przykuły krzyki dzieciaków. Bójki się zdarzały i o ile odnotowała w głowie fakt zaistnienia takowej o tyle, panikująca trójka widać swoje powody miała. I te powody zaraz za nimi przyszły. 
W życiu każdego człowieka następują irracjonalne momenty. Alice była rysowniczką, nie pielęgniarką, ratownikiem medycznym, policjantem, czy strażakiem. nie zdarzało jej się widywać ludzkiej krwi, no nie na żywo, w telewizji to co innego. Ale nie włączył się jej stan paniki. Po prostu zamilkła patrząc na blondynkę której to podobiznę pokazał jej kilka godzin wcześniej policjant. Ludzie zaraz rzucili się na pomoc dziewczynie, bo tak było trzeba. Robili co mogli. Siedzący obok niej chłopak teraz próbował się gdzieś dodzwonić. Jakiś śmieszek nagrywał całą sytuację. A Alice stała i patrzyła. I jako umysł racjonalny starała się zrozumieć i zaobserwować jak najwięcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Szamotanina między Benem a Joe, zwróciła uwagę Sophie, która spojrzała w stronę mężczyzn, szybko jednak odwracając głowę w drugą stronę.
Mimo zaskoczenia, wywołanego atakiem na barmana, większą uwagę przyciągało pojawienie się zaginionej nastolatki. Watson już sięgała po telefon, wciśnięty w kieszeń spodni, ale zauważając jak i inni to robią, zrezygnowała.
Ruszyła się jednak, nie zamierzając stać jak pozostali. Lekarzem nie była, ale dusza ratownika, nie pozwalała stać bezczynnie i przyglądać się wydarzeniom. Słysząc o wodzie, od razu postąpiła do stolików, gdzie można było znaleźć coś więcej niż sam alkohol.
Odstawiając piwo, złapała za plastikową butelkę i ruszyła w stronę zbiegowiska, odkręcając zakrętkę. Nie mogąc sobie nawet wyobrazić strachu nastolatki, zrównała się z Virginią.
- Trzeba ją stąd zabrać.
Rzuciła do kobiety, podpowiadając tym samym, że nastolatka musi być przerażona zainteresowaniem tylu osób. Nikt nie chciałby, żeby gapiło się na niego kilkanaście osób.

W tym samym czasie, po drugiej stronie ogniska rozległ się trzask rozbijanych butelek i łamanego drewnianego stołu. Ewidentnie pijany Joe, ponownie rzucił się na swego większego kolegę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
- Fajnie, że ktoś do Ciebie dołączy, - odpowiedział - samemu byś się tu wynudziła na śmierć. Gdyby jednak... 
W tym momencie urwał, gdyż dostrzegł jakieś zamieszanie. Ktoś przed kimś uciekał, ktoś inny krwawił. Dostrzegł też Bena i Joe, którzy najwyraźniej wdali się w bójkę. Nie trudno się chyba domyślić, że po cichu kibicował barmanowi. Blondynka, która jeszcze przed chwilą z nimi rozmawiała, pobiegła komuś pomóc. W jej miejsce, jak z podziemni wyrośli Fairy i Charlie. 
- Wszystko, w porządku? - zwrócił się do dwójki przyjaciół. 
Pewnie, że nie było w porządku. Coś się działo i to coś niedobrego. Co robić? W kółko powtarzał sobie w głowie to pytanie. Z jednej strony chciał zostać i pomóc, z drugiej jednak podświadomie czuł, że czas się zwijać. Prawdę mówiąc wypadałoby zrobić coś przydatnego, ale co? O.J. na niczym się nie znał. Rozglądał się po okolicy, w poszukiwaniu dla siebie jakiegoś zajęcia. W końcu dostrzegł szansę, żeby zaistnieć, a przy okazji połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Idźcie do domku i czekajcie poczekajcie tam na mnie. - nakazał Fairy i Charlie'mu. 
- Charlie! -  zwrócił się bezpośrednio do chłopaka. - Pilnuj dziewczyn.
- A i jeszcze jedno, zabierzcie ze ją ze sobą. - dodał na odchodne wskazując palcem na Jane. 
Sam pobiegł w kierunku walczącego z Joe barmana. Gdy znalazł się na miejscu szamotaniny, bez namysłu wziął się za oddzielenie pijaka od Bena i obezwładnienie go. 
- Pomóż mi z nim! - rzucił do czarnoskórego mężczyzny.  
Co prawda O.J. wojownikiem nie był, ale we dwóch powinni sobie dać radę. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Za jej plecami wyrosła młoda dziewczyna, która mignęła jej może raz czy dwa wcześniej, gdy przechadzały się z Jackie po ośrodku. Wydała z siebie zadowolone westchnienie, widząc, że trzymała w dłoni butelkę wody.
- Tak, tak byłoby najlepiej - odparła, kiwając głową. Dopiero teraz były bliżej zaginionej nastolatki i dopiero teraz mogła względnie ocenić jej stan - przynajmniej ten zewnętrzny.
- Moja córka zadzwoniła po pogotowie, ale możemy trochę poczekać na pomoc - mruknęła ciszej do Sophie, przenosząc znowu wzrok na nastolatkę i mężczyznę, który ją przytrzymywał. - Pomoże pan ją odprowadzić w spokojniejsze miejsce? Są tu jakieś ławki? - Virginia nie miała zbyt wielu okazji do przyjrzenia się okolicy, bo wraz z córką zatrzymały się w pokoju w ośrodku, a nie tutaj. Tu było pewnie tylko pole, namioty i przyczepy. Ale może ktoś miał gdzieś wystawione krzesełka czy leżaki?
Z niepokojem obróciła się przez ramię, słysząc jakiś łomot. Chyba jednak wolałaby mieć córkę przy sobie, a nie w pobliżu rosłych, pijanych dziadów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
The author of this message was banned from the forum - See the message
Pomysł, żeby znaleźć się nieco dalej od zakrwawionej dziewczyny i ogólnego zamieszania zdawał się być całkiem niezły. Zwłaszcza, jeśli cały ten plan miałby zakładać zgarnięcie po drodze przyjaciela i ulotnienie się w jakieś normalniejsze miejsce. Dlatego też Charlie nie zamierzał nijak protestować, kiedy Fairy pociągnęła go w kierunku, gdzie znajdował się O.J.
- Tak ogólnie, czy z nami? - pytaniem odpowiedział na pytanie, w tym samym momencie oglądając się przez ramię, by zerknąć w stronę, gdzie najwyraźniej zaczęła się jakaś bójka. Świetnie. Niezła impreza, nie ma co. Brakowało tylko latających sztachet, kamieni i wściekłego tłumu z pochodniami i widłami. Jeśli tak wyglądały tutaj każde urodziny ośrodka, to aż dziw brał, że udało mu się przetrwać tych kilka lat. Chociaż przynajmniej nie dało się narzekać na to, że na ognisku zawiewało nudą. Wręcz przeciwnie - działo się, chyba nawet trochę za dużo.
- Co? - skupiwszy się na tym, co działo się nieco dalej, dopiero po krótkiej chwili załapał, co właśnie powiedział O.J. Odwrócił się więc w jego stronę, z wyrazem niedowierzania wypisanym na twarzy. - No nie gadaj, że masz zamiar się w to mieszać...
W sumie jego wypowiedź chyba i tak była trochę bez sensu, skoro O.J. zdążył już pobiec w stronę bijących się...
- Aha, no super. W takim razie my wybieramy to mądrzejsze wyjście i faktycznie się stąd zmywamy - zwrócił się w stronę Fairy i Jane, ruszając w stronę domku. Najwyżej odprowadzi tam dziewczyny i wróci upewnić się, jak sobie poradził O.J. Bo jednak niezbyt komfortowo czuł się z myślą, że miał sobie tak po prostu na luzie usiąść w domku, kiedy przyjaciel uznał, że fajnie będzie dołączyć do bójki. Z drugiej strony... wypadało też zadbać o bezpieczeństwo dziewczyn, więc nie mógł raczej puścić ich samych, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
STOCKTON
avatar
Nie spodziewała się, że facet zupełnie zignoruje jej prośby. Wydawało się, że strategia nie podziałała tak jak to sobie obmyśliła. Wpakowała się w niezłe tarapaty, a mogła po prostu zostawić ten pieprzony plecak. Nie była typem dziewczyny, który zaraz wpadałby w histerię, a jej oczy nie nachodziły łzami za każdym razem kiedy czuła coś na kształt nieprzyjemności, ewentualnie bólu. Zacisnęła więc zęby i spojrzała na niego spod byka kiedy "brutalnie" pozbawił ją papierosa.
- Tak jakby - odpowiedziała bardzo rozluźnionym głosem, kiedy zadał jej pytanie (co prawda retoryczne) odnośnie swojej inteligencji - Tylko idiota zostawia plecak bez opieki, a potem rzuca się jak gówno w trawie o to, że ktoś wyjął z niego paczkę papierosów - dodała trochę pod nosem nie zupełnie chcąc przyznawać się do tego, że jednak ten plecak znalazł się w jej posiadaniu nielegalnie. Napakowany kulturysta miał jednak w dupie wszelakie jej tłumaczenia i jak jakiś jaskiniowiec korzystając z przewagi masy zaczął ciągnąć ją w stronę innych ludzi. Nie ukrywała początkowego przerażenia, albo raczej zdziwienia, co można było wyczytać z jej rozszerzonych źrenic i nieco rozchylonych ust. Spalą ją na stosie jak tą Francuzkę, no ładnie, skończy tak mizernie jak zawsze wmawiała jej matka. Kiedy stanął z nią niedaleko ludzi, którzy prawdę mówiąc zachowywali się dość dziwacznie, a jej uwagę od razu przykuła bijatyka i zakrwawiona dziewczyna, wyglądała jak zaszczuty pies.
- Co się tu kurwa dzieje... - burknęła sama do siebie, chwilowo zupełnie ignorując swoje żałosne położenie i krzyki tego psychola, który chciał ją zaciągnąć do komendanta - Twoi znajomi chyba mają lepsze rzeczy do roboty niż słuchanie o tym jak zaatakowałeś mnie w krzakach, marne to porno - pokusiła się nawet o kuksańca w jego bok, zupełnie jakby właśnie sobie z niego żartowała - Spoko, moi starzy też nie przejęliby się tą historyjką więc może...po prostu... sobie odpuść?- ostatnie słowa wycedziła przez zęby patrząc facetowi prosto w oczy i ponownie próbując wyszarpnąć swoją rękę. - To tylko jedna fajka, masz pewnie jakąś kasę, możesz sobie kupić nowe - zaproponowała wspaniałomyślnie, a gdyby jednak nie wyszło... Zawsze mogła zacząć drzeć japę, że dotykał ją tam gdzie nie powinien ale... czy jej krzyk przedarłby się przez odgłosy szamotaniny i errory w mózgach ludzi przypatrujących się tej pokiereszowanej dziewczynie? Mogła tylko próbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t134-wendy-cooper#532
NARRATOR
avatar
Nastolatka, która z początku wyglądała jak, nieobecna duchem, ofiara wypadku, w końcu się ożywiła. Podniosła spojrzenie na chłopaka, który pojawił się przed nią i uniosła zakrwawione dłonie, do swych potarganych włosów. Palcami uczepiła się brudnych kosmyków i wybuchnęła szlochem.
- Idzie..
Ledwo można było zrozumieć jedno słów nastolatki, która nie reagowała na próby uspokojenia jej przez chłopaka i panią Smith, która pojawiła się obok niej. Dziewczyna spojrzała na nią, słysząc swe imię. Pokręciła głową, wytrzeszczając oczy i uczepiając się ramienia kobiety.
- Zabije.. chciał..
Próbowała coś powiedzieć, ale gwałtowny płacz odbierał jej zdolność mowy. Ledwo oddychając, opuściła głowę, całym ciałem opierając na chłopaku. Sophie podała mu wodę, jednak zanim zdążyli zaproponować ją nastolatce, ta wrzasnęła, jakby zobaczyła stado duchów.
Krzyk aż zmroził krew Sophie, która cofnęła się,  łapiąc Virginię za ramię.

Walka barmana z własnym kumplem, również nie należała do normalnych atrakcji na urodzinach. Ben zaskoczony zachowaniem Joe, nawet nie próbował go atakować, broniąc się jedynie przed szalonym atakiem. Mechanik kompletnie nie przypominał tego cichego mężczyzny z baru.
Złapany przez O.J. zaczął się szamotać, co kosztowało Marce sporo sił i w końcu zmusiło go do puszczenia mężczyzny. O.J. nieszczęśliwie zachwiał się i plecami poleciał na jedno z drzew, mogąc dostrzec jak Joe, odwraca się ku niemu. Mrok między drzewami utrudniał zrozumienie sytuacji. Mechanik wyciągnął łapska w stronę studenta i zacharczał przez zakrwawione zęby. Zanim jednak dosięgnął chłopaka, pojawił się Ben i odepchnął kolegę, który poleciał w krzaki.
- Nic ci nie jest?
Zapytał, dotykając dłonią paskudnie podrapanego policzka. Krzywiąc się, spojrzał na O.J i zwrócił uwagę na kolegę, który znowu zaczął się podnosić, najwidoczniej nie mając dość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- Oczywiście, że w porządku, z daleka jest lepsze widowisko - zachichotała, bo ostatnie, czego chciała, to być przypadkiem wmieszaną w tę aferę, jeszcze sama by dostała po swojej pięknej buźce, ale stojąc na uboczu mogła patrzeć na naparzających się samców i cicho się z nich podśmiewać. Dopiero po chwili zwróciła uwagę na to, że O.J. nie jest właściwie sam. Kolejne dwie sekundy zajęło jej rozpoznanie twarzy dziewczyny, ale gdy już jej się to udało, wyszczerzyła się szeroko i radosnym jękiem rzuciła się jej na szyję, jednocześnie owijając ją kocem, który wciąż miała na swoich plecach. - Jane, nie widziałyśmy się wieki! - wylewna jak zwykle, nie szanująca przestrzeni intymnej innych - jak zwykle. Cała Fairy. - To moja kuzynka - rzuciła z dumą do chłopaków, ale nim zdążyła się nacieszyć obecnością ciemnowłosej, jej uwagę przykuł kolejny hałas dochodzący od strony, z której przed chwilą przyszła wraz z Charlie'm. Bójka szła w najlepsze! Jednak wciąż pozostawała zdania, że mogą ją oglądać tu, gdzie stoją, a wejście O.J.'a w sam środek akcji to najdurniejszy pomysł, na jaki mógł wpaść. Najchętniej wygarnęłaby mu to już teraz, ale nie zdążyła, bo rzucił się w wir walki i pewnie i tak by jej nie słyszał, jednak nie omieszka wypomnieć mu tego później. - Nigdzie nie idę, chcę zobaczyć, kto wygra! - rzuciła do oddalającego się Charlie'go, ale sama wciąż stała w miejscu, jeśli jednak nie zatrzymali się, by jej potowarzyszyć, pognała zaraz za nimi, potykając się o koc, bo jednak nie była na tyle odważną, aby zostać samej w środku takiego zamieszania. Kto wie, co pijany Joe mógł jeszcze zrobić? Zaczynało się od bójki, a kończyło na gwałtach i morderstwach, tak ją zawsze matka uczyła.


Ostatnio zmieniony przez Fairy Davidson dnia Pon Lis 14, 2016 9:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
Math dodzwonił się do szeryfa, by powiedzieć krótko:
-Proszę przyjechać do ośrodka Wildwood Inn, camping. Mamy ranną dziewczynę.- po czym skończył, bo nie miał nic więcej do dodania teraz - liczył się czas. Znów zwrócił swoje oczy na poszkodowaną. Otoczył ją wianuszek dobrych ludzi, którzy jej chcieli pomóc i może w końcu do niego dołączy Drown. Byli na cywilizowanym obozowisku, więc musiały być rozrzucone w okolicy punkty z gaśnicami, racami, ale też apteczkami. Sam mężczyzna nie wiedział gdzie są, ale może da radę lub chociaż uspokoi sumienie, jeśli jednak nie da rady zdążyć z pomocą na czas.
Włożył swój telefon do kieszeni koszuli i włączył tryb latarki. Snop światła oświetlił twarze niektórych ludzi, którzy bluzgali i zasłaniali swoje oczy. Były student zasłonił latarkę i odszedł od ogniska, w ciemniejsze miejsca pola namiotowego, by wypatrzyć słupek lub budynek, gdzie mogli umieścić apteczkę. Światło nie było mocne wobec tutejszego mroku, ale ognisko, które teraz miał za plecami, odrobinę pomagało w tym procesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
Dziewczyna była w opłakanym stanie i Virginia obawiała się, że mimo szczerych chęci tutaj jej nie pomogą. Potrzebowała kroplówki, solidnych leków na wyciszenie, dokładnych badań. Grupa jojczących nad nią ludzi nie mogła pomóc. Zasłyszawszy imię dziewczyny z ust kobiety, która również dołączyła do ich grona, postanowiła je powtórzyć.
- Kattie, spokojnie, już jesteś bezpieczna - głos wyćwiczony na ludziach szczególnie wrażliwych był spokojny i opanowany. Naturalnie, słowa to trochę za mało, a nastolatka zaniosła się dzikim i niepohamowanym szlochem.
Może dodałaby coś jeszcze, zresztą, chciała poprosić kogoś z wczasowiczów o użyczenie koca. Dziewczyna musiała być wycieńczona, więc prócz odwodnienia było jej z pewnością zimno. Ale nie zdążyła zrobić nawet kroku, bo Kattie wydarła się w niebogłosy, a stojąca obok Sophie wbiła palce w ramię Ward. Skrzywiła się, zerkając na blondynkę.
- Kattie, Kattie... Powinniśmy ją gdzieś posadzić - spojrzała prosząco na mężczyzn. Nie wyglądało, jakby miała coś złamane, czy zwichnięte, ale ogólne napięcie mięśni mogło wywołać jakiś skurcz, który wywołał ten krzyk? Virginia myślala intensywnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pole kempingowe i namiotowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Płaska ziemia - czy można tej teorii zaprzeczyć?
» Rezonans Schumana.... czyżby Bóg skracał czas????
» Pole Bitewne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-