IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Osiedle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Osiedle

   

Spore osiedle w pobliżu obecnej granicy biegnącej po środku Stockton dzieląc je na północ i południe. W wielu domostwach nadal mieszkają ludzie, którzy nie chcą opuścić swoich domów.

Lokacja oddalona od pozostałych.

Postacie NPC:
- Edmund Wood [kapral i dowódca]
- Michael Scorsesse [żołnierz]
- Susan Watson [żołnierz]
- Frank Trash [żołnierz]

- Cindy Cooper [kobieta]
- Sam Cooper [dziecko]
- Świnka Lola
-
-
-

WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
WPROWADZENIE DO SYTUACJI NA OSIEDLU.

Osiedle znajduje się w okolicach Lincoln Village na północ od centrum Stockton. W odległości sześciu kilometrów utworzono prowizoryczne ogrodzenie za którym rozległa się niebezpieczna strefa w której odnotowuje się wysoką liczbę Zarażonych. Władza ma w planach dodatkowe zabezpieczenia w czego wyniku chce przejąć osiedle, co z kolei nie podoba się kilkoro mieszkańcom.

Po godzinie piętnastej w pobliżu osiedla pojawił się wojskowy hammer z którego wysiadł kapral Wood i jego towarzysze. Uzbrojeni jak na wojnę opuścili pojazd przyjmując odpowiedni szyk. Z boku wyglądało to dosyć poważnie i takie miało być. Wood traktował wszystko poważnie, bez wątpienia bardzo chętnie powyrzuca siłą ludzi z ich domów. Czekał aż Watson wygramoli się z auta i powie pod jaki numer się mają kierować.
Kilka metrów obok przebiegła grubiutka świnka wietnamska.
- Chrum Chrum.
Dla zabawy Frank wycelował w prosiaka i udał strzał na co kompani zareagowali śmiechem.
- Lepiej poczekaj na wyprawę na północ Trash. - odezwał się Scorsesse - Tam to sobie postrzelasz.


Godzina: 15:24
Pogoda: Upalnie, niebo z pojedynczymi chmurkami.
Otoczenie: Na ulicy walają się śmieci, a osiedle wygląda na wymarłe. Większość osób wyjechała, inni chowają się w domach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Podróż na miejsce, nie była ani wygodna, ani przyjemna. Wciśnięty między żołnierzy i ich tanie dowcipy, obserwowała drogę za szybą samochodu. Ciekawa była jak wiele osób nie chciało przejść w bezpieczne miejsce i głowiła się nad argumentami, mającymi przekonać ich do opuszczenia rodzinnych domów.
Czy sama postąpiłaby jak oni, gdyby była teraz w Sacramento?
Wysiadając z hammera, rozejrzała się po okolicy, mrużąc oczy pod wpływem ostrych promieni słońca.
Popatrzyła po domach i oknach, jakby wypatrując mieszkańców, po czym zerknęła na świnkę, która wywoływała uśmiech na ustach. Szkoda tylko, że pojawił się głupi żarcik Trasha.
Sophie spojrzała na mężczyznę z politowaniem i skierowała się do pierwszego domu, by jak najszybciej mieć z głowy towarzystwo wojskowych.
Idąc podjazdem, skręciła na kamienną ścieżkę i po kilku krokach dotarła na zadaszony ganek, rzucający przyjemny cień. Bez zastanowienia podeszła do drzwi i użyła kołatki w kształcie głowy wilka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Przez ostatnie dni była wyłącznie kłębkiem nerwów. Nie mogła dodzwonić się do brata, atmosfera narastającej paniki wśród ludzi stawała się niemal namacalna, a dodatkowo krążyły pogłoski, że chcą ich przenieść z tego osiedla. Zapewne do jakiejś zapchlonej dziury. Jak powtarzała ciocia Reed: "w dupach im się poprzewracało".
Faith siedziała w fotelu w salonie, wertując książkę nieotwieraną zapewne od jakiejś dekady. Wuj wyłożył się tuż obok na kanapie z własnym egzemplarzem, ciotka zaś krzątała się w kuchni. Właśnie wtedy dało się usłyszeć stukanie do drzwi, które postawiło Fay w stan gotowości.
Mark Reed podniósł wzrok znad książki z niekoniecznie zadowoloną miną.
- No dobra. To teraz cicho i udajemy, że nikogo nie ma w domu - burknął w stronę swojej siostrzenicy. Podobnie jak jego żona kategorycznie odmawiał przeniesienia się i przestał ufać dzwonkom czy pukaniu do drzwi. Osobiście pozasłaniał wszystkie okna w domu, chcąc uchronić się przed światem zewnętrznym.
- Skąd wiesz, że to nie Jamie? - zapytała Faith, posławszy wujowi wyzywające spojrzenie. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, poderwała się z fotela i wyfrunęła na korytarz. Mógł mu telefon paść. Mógł go zgubić, nie mieć czasu oddzwonić, mógł...
- Och. - Fala zawodu jaka ją ogarnęła po otwarciu drzwi była ogromna. O mało nie zatrzasnęła ich blondynce przed nosem. Spojrzała na nią nieufnie. - Mogę w czymś pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miała wielką nadzieję, że ktoś pojawi się w progu, chociaż okna wyglądały, jakby nikt już w domu nie pozostał. Zasłony zaciągnięte w środku dnia były znakiem, informującym o porzuceniu mieszkania.
I tak właśnie Sophie pomyślałaby, gdyby nie widok nieznajomej. Blondynka spontanicznie uśmiechnęła się na powitanie, chociaż obecna sytuacja nie sprzyjała dobrym nastrojom.
- Dzień dobry, jestem Sophie Watson - jakiś wstęp zawsze dobry - Chciałam zapytać, czy u państwa wszystko w porządku. Może czegoś pani potrzebuje...?
Lekki uśmiech nie schodził z ust blondynki, utrzymującej kontakt wzrokowy z panną Winters. Licząc na rozmowę, miała nadzieję, że drzwi nie zostaną zaraz zatrzaśnięte jej przed nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Faith uśmiechu nie odwzajemniła, ale przynajmniej nie okazała otwarcie wrogości. Gdyby to był jej wuj, pewnie poleciałaby ładna wiązka tuż przed jakże kulturalnym trzaśnięciem drzwiami.
- Faith Winters - zrewanżowała się własnym imieniem. Czego potrzebuje? Brata. Ugryzła się w język zanim zdążyła to powiedzieć. Ile jeszcze takich sióstr jest w tym mieście? Poza tym to nie tak, że blondynka mogła wyciągnąć jej bliźniaka z kieszeni.
- Młoda damo, jeśli nie chodzi o Jamesa, każ im sobie iść! - dobiegł rozeźlony krzyk wuja z głębi domu. Brunetka zerknęła na moment przez własne ramię, nim powróciła spojrzeniem do Sophie.
- Mamy wszystko czego nam trzeba i świetnie sobie radzimy, dziękujemy za troskę. Więc jeśli to wszystko, pani wybaczy, ale rozumie pani... - zrobiła wymowną minę, lekkim ruchem głowy wskazując korytarz za sobą. Dobrze że Mark Reed nie miał broni, bo jeszcze w obecnym stanie wyskoczyłby z dubeltówką i zaczął strzelać. W każdym razie Faith nie zamierzała ciągnąć rozmowy dłużej niż to konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zerknęła w głąb korytarza, słysząc głos mężczyzny, który musiał być głową rodziny. Najwyraźniej i upartą na tyle, by zignorować kolejne próby zabrania mieszkańców domu do bezpiecznej strefy.
- Rozumiem.
Odezwała się od razu, chcąc zatrzymać Faith w miejscu i kontynuować rozmowę. Nie chciała, żeby Winters się wycofała, co pozwoliłoby wojsku zabrać się do roboty siłą.
Na samą myśl poczuła dreszcz i też zerknęła za siebie, szybko jednak wracając spojrzeniem na kobietę przed sobą.
- Tylko jak długo będziecie sobie radzić? Przyjechałam do Stockton wczoraj.. uciekając z Twain Harte, gdzie pracowałam i gdzie wydawało się, że nie dotrze żadna epidemia. Ale dotarła. I zabrała ze sobą kilka osób. Nikt nie chce żeby było więcej ofiar.
Spojrzała na Faith prosząco. W myślach błagając ją od nieco zrozumienia.
- Tu nie jest bezpiecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Zacisnęła usta w wąską linię, jedyna oznaka poirytowania jaką ukazała. Całą resztę powstrzymało to, co usłyszała. A słuchała uważnie. Wbrew samej sobie w oczach Faith pojawiła się iskierka zainteresowania i coś, co można by zidentyfikować jako... współczucie? Nie, to nie to - raczej odrobina czystej sympatii. Współczucie jest bezużyteczne.
Blondynka była w Twain Harte, huh. Pomyśleć ile brakowało, by i Fay się tam znalazła.
- Nie jest - zgodziła się i zawahała na moment, nim wymuszony uśmiech wykrzywił jej twarz. - Tylko gdzie jest?
Westchnąwszy cicho, oparła ciało o framugę. Porzuciła formułki grzecznościowe, nie widząc w nich dłużej sensu.
- Słuchaj. Gdyby nie moje wujostwo, już dawno siedziałabym grzecznie gdzie mi każą. Oni prawdopodobnie też, gdyby tak bardzo nie byli przywiązani do tego domu. No, najbardziej wuj. To całe jego życie. Nie odwróci się od niego. Już chyba prędzej wolałby tu zdechnąć  - mówiła, nieco ciszej i szybciej niż wcześniej. I tak tańcowała na granicy wytrzymałości nerwów Marka Reeda. Kolejne ostrzeżenie zawierające się w drugim krzyku - prostym "Faith!" - kazało jej sądzić, że trzeciego już nie będzie.
Wciąż jednak nie zatrzaskiwała drzwi.
- Jak źle to wygląda? Co, jeśli dalej będziemy obstawiać przy swoim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trudno powiedzieć, czy Sophie dostrzegła błysk zainteresowania w oczach nieznajomej. Nie chciała jednak dawać za wygraną. Czuła pewnego rodzaju odpowiedzialność za tych ludzi.
Zdawała sobie sprawę co z nimi być.
- Rozumiem. Zastanawiałam się co sama bym zrobiła...
Odpowiedziała z westchnięciem i zmarszczyła czoło lekko, gdy usłyszała kolejne wołanie z wnętrza domu. Było ciężko, mogło być jeszcze ciężej, a Watson tak po prawdzie nie wiedziała jak przemówić innym do rozumu.
- Bardzo źle. Nie chcesz stanąć oko w oko z Zarażonym... - odpowiedziała w pełni szczerze i tak też dodała kolejne słowa - W najlepszym wypadku zabiorą was siłą, w najgorszym zostawią na pastwę losu. Faith, słuchając wiadomości może się wydawać, że to minie, nie dotrze, nas nie dotknie, ale zaraza się rozprzestrzenia.
Wyraz twarzy Sophie nie pozostawał złudzeń. Blondynka wiedziała co mówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Patrzyła Sophie prosto w oczy, aż w końcu wzruszyła lekko ramionami.
- Wierzę ci - powiedziała. Już wcześniej słyszała, co stało się w Twain Harte. I kilku innych miasteczkach. Blondynka miała powody by kłamać, ale Fay postanowiła zawierzyć jej na słowo, jeśli przedstawiała się jako uciekinierka z ośrodka. Coś było zresztą w minie i słowach Sophie... O zagrożeniu wiedziała pewnie więcej niż wszyscy tutejsi razem wzięci.
- No dobra. Przekonam ich. Powiedz tylko, gdzie mamy się później udać - oświadczyła Faith, biorąc na siebie kwestię upartego wujostwa, które po tej akcji zapewne ją znienawidzi. Cóż. Może kiedyś jej za to podziękują - ona zaś być może kiedyś podziękuje blondynce.
Tyle chociaż, że przyjechała do Stockton samochodem i nie musieli zdawać się na czyjąś łaskę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
Kiedy kobiety ze sobą rozmawiały, nieopodal domku Wintersów wybuchła awantura z udziałem wojskowych i mieszkańców. Zatrzeszczała krótkofalówka Wooda, ale zarówno Sophie jak i Faith nie mogły usłyszeć o co chodziło.
- Frank pilnuj jej - wydał rozkaz kapral i dał znać swojej załodze, aby ruszyli we wskazanym przez niego kierunku.
Ich cel znajdował się trzy domy dalej od tego przy którym stała Sophie. Szeregowy Trash spojrzał niechętnie na obie panie niezadowolony, że musi z nimi zostać. Po niecałych piętnastu minutach rozległy się strzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Słysząc zapewnienie ze strony Faith, poczuła się jakby kamień spadł jej z serca. Wydawałoby się, że obcy ludzie nie powinni wywoływać takich uczuć, ale gdy stanęło się z nimi twarzą w twarz i wyobraziło ich śmierć, nie można było przejść obojętnie.
Sophie poczuła gęsią skórkę na rękach, chociaż było upalnie.
- W szkole znajduje się schronienie. Najlepiej się zgłosić właśnie tam.
Odpowiedziała i przeszła do wyjaśnień dotyczących kontroli wojskowej, konieczności rozmowy z lekarzem i szczepień. Prosząc, by zrozumieli środki zapobiegawcze, przerwała kolejne słowa, gdy padły strzały.
Aż oderwały ją z miejsca i kazały podejść na skraj ganku. Sophie rozejrzała się i spojrzała na pozostałego wojskowego.
- Co się dzieje?
Zadała mu pytanie, marszcząc czoło i od razu odwracając się do Faith z niepokojem wymalowanym na twarzy. Winters mogła zrozumieć, że czas się kończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Uważnie słuchała tego co miała do powiedzenia Sophie, wszak ona sama w temacie nie była rozeznana, a wolała wiedzieć co i jak. Gdzieś w trakcie tej rozmowy, niemal niezauważenie za Faith stanęła Cassidy Reed. Kobieta była nastawiona do przenosin równie negatywnie co jej mąż, niemniej jednak usposobienie miała bez porównania spokojniejsze (choć nawet to nie powstrzymywało jej od wyklinania na wszystkich, którzy chcieli położyć łapy na tym domu). Fay nawet się nie odwróciła, po prostu słuchała dalej.
Mark Reed, z drugiej strony... cóż, wyskoczył z salonu niczym klaun z pudełka, konkretnie wkurzony nieposłuszeństwem ze strony siostrzenicy. Od konfrontacji powstrzymała go jedynie żona, która zachowała na tyle rozsądku, by dać Faith szansę na wytłumaczenie się - Cassidy popchnęła Marka z powrotem do salonu.
W tym samym momencie brunetka usłyszała strzały. Momentalnie jej twarz zamarła w mieszance niezrozumienia i strachu. Jeśli miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, właśnie teraz wszystkie zniknęły bez śladu. Złapała tylko kontakt wzrokowy z Sophie i, pozostawiwszy drzwi otwarte, poszła do wujostwa.
Sprawę załatwiła, choć dopiero wtedy, gdy podniosła głos i rzuciła kilkoma przekleństwami. Nieważne do kogo albo do czego strzelają, ale jeśli strzelają, znaczy, że sytuacja zaszła za daleko. Teraz właśnie zrozumiała, że siedzenie i czekanie na cud w tym domu było całkowitym błędem. Watson miała rację. Albo tu zdechną, albo wytargają ich za fraki, albo wpakują kulkę w łeb. A Faith nie zamierzała czekać jak zabiedzony pies na taki los.
Złapała swoją torebkę i, jeśli nikt nie kazał jej wyjść zaraz, teraz, już również torbę z ciuchami, którą podczas pobytu tutaj zdążyła wypakować tylko do połowy. Wepchnęła do niej bluzę wiszącą na krześle i wróciła przed dom. Nie wiedziała co się dzieje, a wujostwo potrzebowało jeszcze kilku minut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
Po słowach Sophie, rozległa się seria z karabinu maszynowego oraz krzyki. Trudno było rozróżnić do kogo należały.
Krótkofalówka przy pasku Franka zatrzeszczała urywanymi komunikatami. Żołnierz przeklął odbezpieczając broń robiąc dwa kroki w stronę z której dochodził hałas. Sięgnął do komunikatora.
- Co się tam kurwa dzieje? Wood? Watson?!
- Cof... Odw...
- Ej, cofnij się... - Frank wyciągnął rękę, aby odsunąć od siebie Sophie jakby sugerował schowanie się w domu. - Wejdź do środka! NO JUŻ!
Sam ruszył w stronę swoich kompanów ale jak mogła się Watson przekonać, było już po wszystkim. Wracali. Coś było jednak nie tak. Cała trójka miała ubrudzone krwią mundury, na twarzy Wooda krył się grymas bólu.
Zarówno Sophie (o ile nie posłuchała Franka) jak i Faith zostały zagonione z powrotem do domu.
- Frank jedź po wsparcie, złóż raport z Watson i Scorsses. - zadecydował Wood opierając się niespodziewanie o Sophie.
- Apteczka. - mruknął.

[Wszyscy są w domu - trójka żołnierzy wychodzi.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zimny dreszcz przeszedł po jej plecach, gdy spoglądając na Franka, uświadomiła sobie jak bardzo bliskie jest zagrożenie. Można było pomyśleć, że nawet wojsko nie jest w stanie się mu przeciwstawić.
Nie słuchając mężczyzny, Sophie pozostała w miejscu, gotowa jednak by uciec w razie niebezpieczeństwa. Spoglądając za żołnierzami, poczuła mdłości, widząc w jakim stanie wraca reszta.
- Co tam się stało?
Wydawało się, że Sophie żąda odpowiedzi, chociaż nie była nikim, przed kim wkowi mogliby się tłumaczyć. Zagoniona do domu, spojrzała na Faith i jej rodzinę, jakby chciała przeprosić, że na chama wszyscy wtargneli do środka.
- O..
Podtrzymując Wooda, spojrzała na niego i już nie bacząc na nic, poprowadziła go do pierwszego lepszego fotela, by mógł usiąść a ona sprawdzić gdzie i jak jest ranny.
- Faith..? - Rzuciła w nawiązaniu do apteczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Obserwowała żołnierzy z nietęgą miną. Podobnie jak ciotka i wuj, nie miała pojęcia jak zareagować w takiej sytuacji. Pierwszy ruszył się Mark. Przeszedł do sąsiedniego pokoju, najwyraźniej dopakować parę rzeczy i nie musieć znajdować się w tym samym miejscu co reszta. Zostawił jednak drzwi otwarte, coby słyszeć rozmowy.
Faith otrząsnęła się dopiero zapytana o apteczkę. Skąd miała wiedzieć...? Odchrząknęła, ale nim zdążyła spojrzeć na swoją ciotkę, ta sama zaoferowała pomoc.
- Przyniosę - powiedziała cicho Cassidy Reed, kierując się do łazienki. Fay na wszelki wypadek zamknęła drzwi do domu na górny zamek, w razie gdyby ktoś... nieproszony... miałby wtargnąć. Wróciła na swoje miejsce w progu między salonem a korytarzem i oparła się plecami o framugę. W tym czasie Cassidy zdążyła wrócić z niewielką apteczką, którą podsunęła Sophie oraz temu żołnierzowi, który, łagodnie mówiąc, nie wyglądał najlepiej.
Żadna właściwie się nie odzywała. Najważniejsze pytanie już padło z ust blondynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
Wood nie był skory do zwierzeń ani opowiadania co spotkało jego drużynę. Z cichym jękiem usadowił się w fotelu próbując samemu sobie pomóc. Sophie, jako że stała najbliżej mogła zauważyć zadrapanie na jego prawej ręce. Było ono na oko płytkie, ale gdyby to dokładnie zbadać to dostrzegłoby się tam... ułamanego paznokcia. Wood skrywał jeszcze jedną ranę, której tak łatwo blondynka nie mogła dostrzec choć jasne było, że żołnierz nie krzywi się z bólu wyłącznie przez zadrapanie.
- Pierdoloni...! - wykrzyknął niespodziewanie patrząc na Faith.- Przez takich debili jak wy wszystko szlag trafi! Jak mówimy, że macie wypierdalać to to robicie!
Złościł się i być może miał rację. Trudno było teraz o zdrowy osąd od kogoś kto cierpiał.
- Gnijcie tu sobie, niech was zeżrą albo sami się zajebiecie. - warknął wstając z trudem na nogi. - Gdzie tu jest łazienka?
Zadał to pytanie wszystkim choć to o Sophie znowu się podpierał.

Do uszu wujostwa oraz Faith dobiegł odgłos dzwoneczków. To wiaterek poruszał kolorową zawieszką wydając melodyjny dźwięk. Gdyby któreś wyjrzało przez okno to zauważyło przed domem samotną postać. Szła przekrzywiona, jakby bark wypadł z obręczy. Ubrana była zwyczajnie, mając na sobie fartuch z nadrukiem nagiego ciała (stąd pierwsze skojarzenie nagiej kobiety). Z naprzeciwka wyszło dziecko sąsiadów, 8 letnia Cassidy, która cierpiała na zespół Downa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odbierając apteczkę, podziękowała i przykucnęła przed fotelem. Dostrzegła zadrapanie, jednak nim zdążyła zareagować, oburzenie rannego żołnierza, kazało jej się odsunąć. Dmuchać na zimne. Marszcząc czoło, mogła zrozumieć złość ale kompletnie nie spodobało jej się wyżywanie na niewinnych osobach.
A taką na pewno była Faith.
- Wystarczy!
Sama też podniosła głos, nie zamierzając bezczynnie wysłuchiwać tych uwag. Prostując się, zerknęła na Faith jakby chciała jej przekazać, że nie musi tych słów brać do siebie.
Zestresowana, tak jak i pozostali, miała ochotę wrócić do hotelu, jednak nim mogłaby cokolwiek zrobić, Wood znowu na nią poleciał. Sophie aż westchnęła, podtrzymując jego ciężar.
Gdy tylko został wskazany jej kierunek, ruszyła do łazienki, pomagając żołnierzowi. Ktoś musiał się nim zająć, nim stan mu się pogorszy. Ba, ktoś musiał sprawdzić czy został ugryziony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Dla Sophie.

Wood posłał wszystkim kwaśne spojrzenie. Trzymając się młodej kobiety, z jej pomocą dotarł do łazienki gdzie z głośnym stęknięciem usiadł na muszli klozetowej (klapie, zamkniętej). Trzymała go jeszcze adrenalina, dlatego jakikolwiek ból był jeszcze mało wykrywalny. Oddychał głośno, raz przez usta, raz przez nos chcąc samemu odpiąć kamizelkę. Nadal milkliwy, przynajmniej nie wyzywał Watson.


Dla Faith obowiązuje post poprzedni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zamknęła drzwi za nimi, zamierzając dać trochę prywatności żołnierzowi i stłumić jego ewentualne krzyki. Podtrzymując Wood póki ten nie usiadł, następnie wyprostowała się i położyła apteczkę na umywalce. Otwierając ją, zerknęła w zawartość i spojrzała na mężczyznę.
- Niech się pan rozbierze i pokaże mi ranę.
Oby to nie było ugryzienie, oby to nie było ugryzienie, oby to nie było ugryzienie, oby to nie było ugryzienie.
Ręce trzęsły jej się z nerwów, gdy czekając aż Wood w końcu da sobie pomóc, zdradzi też co się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Na oczach Faith i wujostwa doszło do makabrycznej sceny. Szok, a może niezdrowa fascynacja spowodowała, że nikt nie ruszył z nich na ratunek. Bezpieczni za zasłonką patrzyli jak Cassidy ma odgryzane pół twarzy. Na ratunek córce ruszyła schorowana matka, która niedługo potem również padła ofiarą agresji Zarażonej. Wszystko to rozgrywało się na oczach Wintersów.



Wood spojrzał na nią nieprzyjaznym wzrokiem zaszczutego zwierza. Chciałby zanegować całą sytuację ale nie potrafił się nawet utrzymać na nogach. Zaczął odpinać kamizelkę lecz Sophie musiała pomóc mu ją zdjąć. Była bardzo ciężka i należało zadbać o jej bezpieczne odłożenie. W kieszonkach znajdowała się pognieciona i napoczęta już paczka fajek, elegancka zapalniczka z inicjałami, paczka chusteczek i niewielka saszetka... Zioła. Lepiej jednak przy tym nie grzebać na oczach wojskowego. Stęknął. Ratowniczka mogła zauważyć gdzie znajdowała się rana, materiał koszulki obficie przesiąkł krwią. Drżącymi palcami uniósł ją do góry, ukazując dwa ślady po ludzkiej szczęce. Podniósł wzrok na Watson.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pomogła, oczywiście. Starając się zachować spokojny wyraz twarzy, skrzywiła się jednak na zapach krwi. Odkładając kamizelkę, nawet nie zamierzała szperać w kieszeniach. Układając cięki materiał na umywalkę, zerknęła na swego towarzysza i wstrzymała oddech.
Przyklękając przed Wood'em, przełknęła ślinę ciężko i spojrzała na ranę, której obawiał się teraz każdy żyjący. Nic nie odpowiedziała. Zerknęła tylko na mężczyznę i złapała za apteczkę, chociaż przemknęło jej przez myśl, że pierwsza pomoc nie ma sensu.
Działała instynktownie, chociaż gdy dotarło do niej, że mężczyzna może zachować się wobec niej agresywnie, podniosła się gwałtownie. Przyciskając apteczkę do piersi, prawie cofnęła się pod drzwi.
- Co wiesz o chorobie?
Zapytała, jakby miała się targować z żołnierzem. Informacje za pomoc?
Czy dotarł do niej jakikolwiek krzyk z ulicy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Krzyki nie dotarły do tej części domu. Wood starał się zachować kamienną twarz, być twardym żołnierzem, który ma stanowi oparcie dla tak wątłych kobiet jak Sophie. Sam nie wiedział jak to się stało, że dał się ugryźć w takim miejscu.
Ratował dupę Scorsessa i tak skończył. Dobremu zawsze wiatr w oczy. Szare oczy wojskowego obserwowały uważnie dziewczynę. Widząc jak się odsuwa zmarszczył czoło.
- Opatrz kurwa tę ranę! - uniósł głos nie rozumiejąc co ta wyprawia - Co to znowu jakieś gierki? Choroba jak choroba, wścieklizna jakaś. Są na to szczepionki tylko ci durnie wymyślili sobie, że rząd ich truje. Antyszczepionkowcy jebani.
Wood na nowo stał się wulgarny. Złapał za rolkę papieru toaletowego i większy zwitek przyłożył do rany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zestresowana, zastanawiała się czy zostawać na miejscu, jednak dusza ratownika, nie pozwalała jej ot tak sobie porzucić rannego. Dlatego Sophie zacisnęła usta, które zadrżały i podeszła do żołnierza. Nerwowo wysypała zawartość na jego kolana i pilnując by nic nie spadło, złapała za środek dezynfekujący i plastry.
- Zapiecze.
Ostrzegła, chyba głupio, bo nie mogło być nic gorszego i boleśniejszego od ugryzienia. Wzdrygnęło Watson na myśl o tym co może stać się z Woodem, ale żywiąc nadzieję, że jednak szczepionki są pomocne, Sophie zabrała się za opatrywanie mężczyzny, nie będąc świadoma tragedii przed domem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Odchylił głowę do tyłu czując pierwsze zalążki bólu jakie rozchodziły się z rany na resztę ciała. Zachowanie Wooda było dziwaczne lub po prostu przejawiał zmienność nastrojów. Agresja mieszała się wraz ze spokojem z jakim poddawał się zabiegom Sophie. Wciągnął głośno powietrze ustami żeby jeszcze głośniej je wypuścić nosem. Złapał się umywalki, a drugą ręką brzegu wanny tłumiąc jęki.
- Dziękuję. Możesz zabrać się z nami. - powiedział gdy zakładała pierwszy opatrunek. - Mamy lepsze zaopatrzenie.
Co przez to rozumiał? Czy za tymi słowami kryło się coś więcej? Warto było to sprawdzić.
Niedługo potem wrócił jego oddział i Sophie mogła opuścić osiedle.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Osiedle
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-