IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pole kempingowe i namiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
NARRATOR
avatar


   
   Pole kempingowe i namiotowe
   

Pole znajduje się nad jeziorem, nad które prowadzi jedna droga od miasteczka. Drugą można dotrzeć do domków i budynku recepcji. Pole to mieszanka namiotów i przyczep, stojących obok siebie. Mimo pozornego nieładu, wszystko ma swoje miejsce a między ludźmi panują pewne niepisane zasady.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
7.07 Wieczór

O okrągłych urodzinach ośrodka, mówiło się od kilku tygodni. Wraz z rozpoczęciem sezonu, każdy kolejny gość został poinformowany o zbliżającym się wydarzeniu. W dniu urodzin, przygotowania do wieczornej imprezy, zaczęły się już od rana.
Przy polu kempingowym, pracownicy rozstawili dodatkowe ławy piknikowe, pod drzewami rozłożone kilka koców, dla osób z domków letniskowych. Wyznaczono także miejsce na ognisko. Na oczyszczonym fragmencie stworzono okrąg z kamieni i w centralnym punkcie ustawiono wysokie pale drwa, które miały się palić przez kilka godzin, czego dopilnują pracownicy.

Wieczorem, przy ośrodku rozbrzmiała muzyka i śmiechy gości, którzy mogli uraczyć się piwem, dostarczonym przez Bena Walkera. Kiełbaski nabite na kije, trafiły do rąk każdego chętnego, który chciał zakosztować lokalnych smakołyków, w blasku trzaskającego ognia.
Między kocami trzy pary już zostały porwane przez muzykę. Tańcząc, bawili się wyśmienicie, śpiewając razem ze Springsteenem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
start 7.07, wieczór

Wśród innych gości, pojawił się ten jeden, wyjątkowy, wręcz VIP ośrodka, który zasłynął swym odważnym czynem i chociaż fajne były profity z tego, to sama sława była upierdliwa. Co chwilę ktoś klepie, robi zdjęcia, nawet powstało kilka memów i innych pierdół z których słynie internet.
Nie był jakoś specjalnie wystrojony - czyste spodnie, koszula, koszulka. Nawet wyprasował je, bo pożyczył żelazko do domku.
Aktualnie czytał wiadomości na telefonie, sącząc spokojnie tanie piwo z butelki. Źle działo się w Ameryce, ale kiedy nie było wiadomości o morderstwach, protestach czy wirusie e.boli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
początek 07.07 wieczór 

O.J w swoim życiu wyznawał jedną zasadę, a mianowicie pił tylko trzy razy do roku: na urodziny, święta i przy okazji. Ognisko było właśnie taką okazją, wiec nie omieszkał się na nim stawić. Nie wystroił się jakoś specjalnie, ubrany był w szorty i zakładaną przez głowę bluzę. Na imprezę przyszedł oczywiście w doborowym towarzystwie, pod postacią zgrzewki piwa. 
Na miejscu był już, ten chłopak który kogoś tam uratował. Machnął mu na przywitanie, żeby nie wyjść na gbura, nie klepał po plecach, nie robił zdjęć i nie wstawiał memów, po prostu machnął. Zajął jakieś wygodne miejsce i delektował się trunkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Blondynka nie dawała za wygraną i najwyraźniej ani myślała o odpuszczeniu sobie dalszego drążenia tematu. Trudno. Na mostku nie odezwał się już ani razu, bo też nie widział powodu. Zaiste mieli zupełnie odmienny punkt widzenia i póki co nie zanosiło się na przekonanie do czegokolwiek drugą stronę. Trudno. Jakoś to przeboleje, bo wcale nie czuł większej potrzeby zmiany nastawienie wciąż przecież obcej mu kobiety. Niech se myśli co chcę, mi tam nie zależy – powtarzał sobie w głowie. 
Co ciekawe większość drogi powrotnej przebyli w milczeniu, jedynie co jakiś czas rzucając jakimś ostrożnie czy innym tego typu zwrotem. Co ciekawe... mimo tej niechęci jaką teoretycznie do siebie łyskali od samego początku tej nietypowej znajomości – Ethan mógł powiedzieć, że w jej towarzystwie czuł się ... inaczej?. Bezpieczniej? Też, ale dizewczyna miała coś w sobie, że potrafił odpuścić sobie te wszystkie znamienne dla siebie refleksje i kalkulacje. Ot tak. Chociaż wcale nie zmieniało to jego opinii (którą zachowam dla siebie iksde) o jej osobie i generalnie też o tym miejscu. 
Po jakimś czasie wędrówki do uszu zaczynały coraz donośniej dobiegać muzyczne dźwięki. Zapewne to z tego ogniska na które zaprosiła go Pani zza lady. Początkowo nie zamierzał wcale się na tą całą rocznicę wybierać, bo prawdę mówiąc nie przepadał za tego typu zabawami. Wiecie... komary i td. W ogóle to komarów szczerze nienawdził i nie potrafił tak po prostu olać sobie ich obecności wśród nich. Dlatego też Amelia mogła dostrzec, że cho chwilę się trzaskał to po łapach, to po innych częściach ciała, żeby tylko pozbyć się tych insektoidów paskudnych. Wracając już jednak do sytuacji, jako, że Ethan prowadził to doprowadził ich w końcu na to ognisko – niech już będzie, że zmienił zdanie, łojezu. Trochę osób już się zbierało, lecz na nikogo nie zwracał szczególnej uwagi. Przystanął w końcu gdzieś na uboczu tak by nie rzucać się w oczy łapiąc w międzyczasie jakiegoś zwykłego browara po drodze. Nawet nie miał pojęcia czy można, ale nie ważne. - Chyba będziemy musieli zostać przy piwie... – Rzucił z grymasem w kierunku blondynki, która niczym cień pojawiła się koło niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
Fairy nigdy nie była fanką dużych imprez, a urodziny ośrodka zdecydowanie mogła uznać za dużą imprezę. Tyle tylko, że gdyby została w domku, kiedy jej znajomi wychodzili, bardzo plułaby sobie w brodę. Przyjechała tu przecież po to, żeby się dobrze bawić, a nie siedzieć na dupie i smęcić, więc w końcu zdecydowała się na wciągnięcie na tyłek ciepłego dresu, związanie włosów i owinięcie się gryzącym kocem w kratę (tego, który przywiozła ze sobą było jej za bardzo szkoda na ognisko, bo kto wie, co się z takim może stać) i wyjście do ludzi. Ba, nawet chwyciła harmonijkę z szafki nocnej razem z jakimś małym zeszycikiem, w którym miała jakieś... chwyty? nuty? muszę obczaić dokładniej, jak się na tym gra, ale póki co i tak schowała to do kieszeni i po prostu poczłapała przed siebie. Niestety nie była człowiekiem, który wpada na imprezę z dzikim okrzykiem (choć może po trzech piwach by to zrobiła, jednocześnie zrzucając z siebie ciuchy), więc nieśmiało łapiąc kontakt wzrokowy z obecnymi już przy ognisku gośćmi ośrodka i unikając tych ludzi, których muzyka porwała do tańca zbliżyła się do miejsca, w którym rozdawali piwo. O suchym pysku siedzieć się nie da, proste. Gdy się już zaopatrzyła, zajęła jakieś miejsce blisko ogniska i mocniej owinęła się kocem. Co z tego, że lipiec, od zawsze była zmarzluchem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Droga do kemping znacznie się różniła się od czasu spędzonego na mostku. Amelia zamknęła swoją jadaczkę i nie miała zamiaru cokolwiek mówić, no chyba że Pan Adwokat zada jakieś konkretne i ciekawe pytanie na które zechciałaby mu odpowiedzieć. Nastój? Pomiędzy nimi na pewno był jakiś dziwny, ale nie najgorszy. Mogli rzucać w siebie rzeczami które podeszłyby im pod rękę lub po prostu się całkowicie olać. Komary jej nie przeszkadzały bo zanim opuściła swój pokój zdążyła się wypryskać kilkanaście razy sprayem! Nie to co ten goryl przed nią idący. 
Była je cieniem - chciałby! Z daleka było widać jej blond kudły, a jego jedynie dym który wypuszcza z ust. Lśniła! Przynajmniej na razie.
Z daleka było widać i słychać ognisku gdzie jacyś tutejsi ludzie zaczęli już sobie podśpiewywać. Ludzie z miasta zaraz się zejdą i tak jak Amelia wpadną jedynie po coś dobrego do jedzenia z ogniska no i jakiś lepszy trunek, o ile to możliwe.... - No cóż.... Może przegryzając kiełbasą lub zapieczoną bułką z ogniska jakoś będzie smakowało, lepiej... Chociaż wątpię. - Wzruszyła ramionami i sięgnęła do stolika gdzie były przygotowane wszelkie potrzebne przybory do upieczenia sobie własnego mięsa na ogniem. - Przynajmniej się przydaj i postoisz nad ogniem z kijami. - Podała mu dwa. Jeden był dla niej, oczywiście! Musiała przecież od razu wykorzystać jego męską siłę. Niech stoi i się ogrzewa przy ogniu smażąc jedzonko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Gość
Gość
/początek

Jackie próbowała opanować trudną sztukę równoczesnego pieczenie kiełbaski, przeglądania wiadomości i smsowania. Strasznie żałowała, że nie wzięła swojego tabletu - nie musiałaby ciągle przeskakiwać pomiędzy kartami w telefonie. Z drugiej strony, gdyby miała trzymać jeszcze tablet, to by zabrakło jej rąk. Teraz i tak już było strasznie trudno trzymać ten patyk z kiełbaską na jakiejś stałej wysokości kiedy na niego nie patrzyła.
Najchętniej wyłączyłaby telefon i wrzuciła go gdzieś do plecaka, tyle że nie mogła tego zrobić kiedy jakaś epidemia szalała w Los Angeles, a jej brat i tata ciągle tam byli. Na dodatek żaden z nich jeszcze jej nie odpisał. Co prawda obydwojgu zdarzało się nie czytać jej smsów przez cały dzień albo i dłużej, ale to i tak jej nie uspokajało. Tym bardziej że w Sacramento były teraz protesty i nie wiadomo czy nie przerodzą się w zamieszki, tak jak te na Florydzie. Miała nadzieję, że kiedy wrócą do domu, ten będzie jeszcze cały.
Na dodatek w tym tygodniu zastrzelono już dwóch Afroamerykanów. Dlaczego prezydent Obama nie miał jeszcze jakiegoś przemówienia? Przecież tym trzeba było się zająć jak najszybciej. Żadne mniejszości nie powinne być dyskryminowane w Ameryce.
Jackie podniosła wzrok znad telefonu i sprawdziła jak ma się kiełbaska, przy okazji prawie ją wsadziła do ognia. Szybko podniosła patyk i rozejrzała się za mamą. Zauważyła nawet tego chłopaka, który uratował topiącego się chłopca (chciała z nim przeprowadzić wywiad, kiedy już dowie się co z bratem i tatą), ale po mamie nie było nawet śladu. Wysłała jej krótkiego smsa: Gdzie jesteś?
Powrót do góry Go down
Ethan nie dbał o to, że ludzi z każdą minutą napływało. Każdego nowo przybyłego olewał po równości, przekonany, że na razie towarzystwo blondynki mu wystarczy. Blondynki, której imienia wciąż nie znał, a z którą miał jeszcze nierozwiązane sprawy. Blondynki, której pobłyskiwał jedynie cierpki oddech o smaku nieświeżej ryby, czy tam pasztetu, bo niby ryb nie lubiła. A może to ten jej szprej tak brzydko pachniał? No w takim wypadku już wolał zostać pogryzionym przez komary. Z resztą... tutaj to na nic jej ten spray był, bo ogień, który narastałcoraz bardziej - skutecznie odganiał te błonkoskrzydłe kurwiska. - No cóż... może tak będzie. - Odparł krótko i także wzruszył obojętnie ramionami, całkowicie świadomie i złośliwie Ją przedrzeźniając, bo doprawdy za cholerę nie wpadłby na to bez Jej pomocy. Nie ma szans, zwłaszcza, że wszystkie te bułeczki i kiełbaski leżały sobie tuż obok Nich. Tak czy inaczej odebrał od blondyny te dwa patyki z lekkim zdziwieniem na twarzy. No, bo kuźwa za kogo ona go uważała, że sobie na takie dziarskie czyny pozwalała? Za kogo siebie kuźwa uważała... - Em... dobrze. - Głupi cep. Myśleć to sobie mógł o wszystkim, ale ostatecznie i tak zrobił jak mu rozkazała. Dziwne... nie pamiętam, żeby to z niego taki słaby pachoł był. - Uf, ale gorąco. - Westchnął ociężale, bo stojąc tak blisko tego wielkiego ognicha w eleganckiej, wręcz wyjściowej koszuli z długimi rękawkami naprawdę można było się stopić. - Nie za dobrze się tam bawisz? Pomogłabyś. - Rzeczywiście o jeden kijek za dużo w łapie trzymał, przez co nawet po jajach podrapać się nie mógł. Połóż na ziemi! - powiecie. Nic z tego, bo ogień palił się już na dobre dwa metry, a może i więcej. Tak na oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t118-ethan-thompson
Urodziny ośrodka jako wydarzenie samo w sobie za bardzo Charliego nie interesowało, serio. Równie dobrze ktoś mógłby wymyślić imprezę z okazji... no, czegokolwiek tak właściwie. A on pewnie i tak by przyszedł, bo przecież zawsze to okazja, żeby się czegoś napić, ewentualnie przegryźć coś i pogadać z innymi. Wystarczająco, żeby bez zbędnego namysłu chwycić nieodłączny aparat - na wszelki wypadek - i ruszyć się z domku. Bo przecież po to właśnie tu przyjechali, nie? To znaczy... nie do końca po to, żeby świętować urodziny ośrodka, ale... nieważne, mniejsza o to. Grunt, żeby nie siedzieć jak ostatni sztywniak w domku.
Porwawszy jedno z piw dostarczonych na ognisko, spojrzeniem przeczesał najbliższe otoczenie. Wystarczyło, żeby wypatrzeć znajome twarze - w dodatku nie tylko te znajome w bardzo oczywisty sposób, ale w dodatku kilka z tych, które zdążyły mu się rzucić w oczy podczas krótkiego pobytu. Ale ta druga kategoria chwilowo niespecjalnie Charliego interesowała - ewentualne nawiązywanie nowych znajomości można było zostawić sobie na później. Póki co zaś dosiadł się obok Fairy.
- Wyjaśnisz mi sens targania ze sobą koca na ognisko? - rzucił z rozbawieniem, zerknąwszy na jej opatuloną postać. - Nie żeby coś, ale pewnie łatwiej byłoby po prostu przysunąć się do ognia. Z założenia jest chyba dość ciepły, wiesz?
Dobra, jasne, była zmarzluchem, w porządku. Ale to przecież absolutnie nie stało na przeszkodzie ku temu, żeby w żartobliwym tonie uraczyć ją jakimś adekwatnym do sytuacji komentarzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
- To znowu ja. Oddzwoń do mnie jak tylko będziesz mógł. Mieliście już być w Santa Barbara, więc dlaczego, do jasnej cholery, się nie odzywasz? - syczała do słuchawki, obserwując z daleka swoją córkę, siedzącą bezpiecznie przy ognisku. Virginia, podobnie jak mała Jackie, śledziła wiadomości w telefonie, niepokojąc się coraz bardziej wydarzeniami w Sacramento. To znaczy, nie martwiłaby się, gdyby ten kretyn raczył odebrać telefon. Rozumiała, że nie chciał z nią rozmawiać. Okej. Ona też nie chciała prowadzić z nim długich dysput, ani opowiadać o ich pokoju w ośrodku - który notabene nie był wybitny, ale wystarczający jak na tę cenę i warunki. Chciała tylko wiedzieć, że on i Brian są już w drodze, albo na miejscu, w Santa Barbara, gdzie mieli spędzić równoległe dwa tygodnie. Westchnęła ciężko i spojrzała na wyświetlacz telefonu, odczytując smsa od Jackie. Kochane dziecko. Wrzuciła komórkę do torebki i zbliżyła do ogniska.
- Jestem, jestem - uśmiechnęła się do dziewczynki, siadając obok i zerkając na jej kiełbaskę. - Chyba już dość tego pieczenia, zaraz zostanie sam węgiel - zauważyła, może trochę na wyrost.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
STOCKTON
avatar
Sprey się przydał na okres zanim tutaj dotarli. Tutaj może i był bezużyteczny ze względu na wielkie ognisko jakie tutaj zostało zorganizowane. Nie mnie jednak będzie miała o wiele mniej ugryzień komarów niż Pan Adwokat gdy jutro rano obudzi się z swędzącymi częściami ciała. Wtedy może jedynie wyobrazić sobie złowieszczy śmiech blondynki machającej gazem na komary. 
A co do piwa... Nie byłą przekonana, że będzie wchodziło bez problemów. Raczej wolała inne trunki ale przecież jest za darmo, to narzekać nie będzie. Do jej nosa docierały już wszelkie zapachy już wcześniej przyrządzony potraw. Amelia miała kaprys, że chcę coś dopiero ściągniętego znad ognia i tak się stało. Miała przy sobie osobę, której wcisnęła dwa kije. Przy okazji udając że troszczy się również i o żołądek Adwokata. Nie, nie! Po prostu wiedziała, że sam z siebie by jej nie zaproponował czegoś na ząb. O dziwo, łatwo poszło z zaciągnięciem go z kijami do ogniska. Uśmiechnęła się pod nosem bo był to widok komiczny. Facet w dość eleganckim ubraniu stojący jak kłoda opiekał jej jedzenie... Komiczny widok! Na jego ratunek o pomoc wzdrygnęła głową i podeszła bliżej. Odpięła mu guziczki przy nadgarstkach i ułożyła w dosłowny nieład kołnierzyk. - Lepiej?- Poklepała go po ramieniu i ponownie odsunęła się na bezpieczną odległość od ognia. Nie przepadała za żadnymi zabawami w piromana. Ogień jest równie nieprzewidywalny co woda, nawet najlepszy pływak jest w stanie się utopić. A z żywiołami nie ma co zadzierać. - Tylko nie zasikaj łóżka, jak tyle będziesz spędzał czasu przy ogniu. - Rzuciła w jego stronę organizując od tutejszych organizatorów dwie butelki piwa. Dla niej trochę mniejszą, a dla niego pół litrową - żeby później nie marudził że, za mało wypił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t101-amelia-white#284
Zerknęła na Charlie'go, kiedy się do niej dosiadł i choć na jego pierwsze słowa prychnęła i przewróciła oczami, to hej, w duchu cieszyła się, że nie będzie tu siedzieć sama jak kołek. W końcu nikt nie lubił być ofiarą losu, a ona od jakiegoś czasu miała trochę powód, by tak się czuć, choć i tak powoli (bardzo powoli) już jej przechodziło. I lubiła Charlie'go, gdyby go nie lubiła to przecież by się z nim nie trzymała i nie przyjechała tu na wakacje. I tak się w ogóle zastanawiam, czy oni przypadkiem nie studiują tego samego.
- Lubię koce, mogę siedzieć przy ognisku i pod kocem jednocześnie - wyłożyła mu cierpliwie, jak małemu dziecku, które jeszcze nie do końca potrafi łączyć niektóre fakty. Zaraz jednak zmarszczyła brwi i spojrzała na Gaskinsa niepewnie. - Robienie ogniska pod kocem chyba nie byłoby najlepszym pomysłem, co? - ale chyba będzie musiała dopiero spróbować, aby potwierdzić tę tezę. - No i kocyk mnie nie poparzy, więc mogę się do niego na spokojnie przytulić - inna sprawa, że był szorstki i gryzł, ale spoko, zawsze to lepiej niż bela drewna wyjęta z ogniska. - Chcesz trochę? - uniosła jedną rękę tak, aby podnieść część koca i tym samym zaproponować mu wślizgnięcie się pod ciepły materiał. Trochę pech, że w ten sposób wystawiła mu butelkę z piwem, ale tej mu na pewno nie proponowała, miał przecież swoje, ba, nawet nie zwróciła uwagi na to, że tak wyszło, więc po prostu uniosła tę butelkę do ust i upiła kilka łyków, po czym stłumiła ciche beknięcie (#dama).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
STOCKTON
avatar
Udało jej się znaleźć pokój do spania w ośrodku tylko dlatego, że ktoś zrezygnował z rezerwacji. Nie wdawała się w szczegóły, ot po prostu zapłaciła i podpisała co trzeba było. Oczywiście w międzyczasie recepcjonistka zdążyła jej opowiedzieć o dzisiejszym bohaterze ośrodka i kilku innych plotkach. Trudno się jednak dziwić kanadyjce, że chociaż wiedziała, że na ognisku będzie jakiś bohater o tyle nie miała pojęcia jak wyglądał. Oczywiście ze swoim szczęściem trafiła na niego, nie wiedząc z jaką to sława ma do czynienia. 
Przyszła na imprezę wraz z jej początkiem, chwilę potańczyła z jakimś chłopakiem, wcześniej wypiła butelkę piwa. To nie było dużo, ale i tak wystarczająco by wprawić ją w dobry humor. Przez chwilę nie musiała myśleć o Loganie, o deadlinach, ani o pracy. Wzięła kolejną butelkę czując suchość paląca w gardło. Dawno nie tańczyła. Kiedyś robiła to częściej, ale od czasu kontuzji wolała nie przeciążać stawu skokowego. Ale miło było. Tyle, że jej taneczny partner się zmył.
Razem z trunkiem podeszła do jednej z ławek stojących w okolicy ogniska, czasem bliżej, czasem dalej. Większość była zajęta, zaś na tej jednej siedziała tylko jedna osoba. 
- Można? - Zagadnęła Mathiasa uśmiechając się przyjacielsko. Nie chciała zdjęć, autografów ani pośmiać się z memów. Ot tylko usiąść, odpocząć. Może pogadać jeśli będzie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Boston przerżnął z Philadephią, dzień nie wydawał się zapowiadać dobrze, a Math nie skończył jeszcze czytać wiadomości. Skończyłby to bardzo szybko, gdyby nie wieczne zawracanie tyłka w stylu:"Zdjęcie na konto","Opowiedz jak to było" i inne gówna.
Siedział cały czas na ławce, sącząc kolejne piwo otwierane przy pomocy mutitoola. Tak smakowało lepiej, niż przy pomocy normalnego otwieracza, jakby nabierało bogatszego smaku przy pomocy elementów ze stali nierdzewnej oraz mieszanki WD-40, ze smarem. Ludzie bawili, darli się, a nawet jedli, a bostończyk przybierał się do sięgnięcie po kij jak jeż do wiadomo czego.
W pewnym momencie pojawiła się nowa osoba przy Drownie, starsza od niego kobieta, blondynka, która najwidoczniej próbowała zagadać do niego. Mężczyzna był już wyciszony oraz uspokojony przez złocisty trunek, więc odpowiedział równie miłym, spokojnym, a może i nawet zmęczonym tonem:
-Jasne.- krótka, ale rzeczowa odpowiedź. Zabrał butelki z wolnego miejsca, a sam wrócił do produkcji kolejnego okazu do zbioru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
STOCKTON
avatar
Dalej nie wiedziała, że trafiła na bohatera. Może i dobrze? A może nie? Cholera jedna wiedziała. 
Gdy tylko zwolniło się miejsce przysiadła obok, nie chciała się narzucać, nie za bardzo to lubiła tym bardziej, że chłopak musiał być od niej sporo młodszy. Wyglądał na studencika. Dziwne, że nie szalał z resztą. 
- Dzięki. - Odpowiedziała z grzeczności - i dzień dobry. - i tu skończyła się jej gadatliwość. 
Wyciągnęła telefon i zerknęła na wyświetlacz swojego htc. Brak wiadomości, brak zasięgu, brak wszystkiego i czegokolwiek ciekawego. A potem gdy przesunęła minimalnie komunikator i zdobyła kreskę zasięgu wszystko się zmieniło. Od razu sygnał przychodzącej wiadomości. Od Jacka. Kiedy kolejne strony komiksu? Westchnęła ze zmęczeniem. No i tyle nie myślenia o robocie. 
Podniosła piwo, ale zaraz się okazało, że nie jest otwarte. No tak, brawo Alice. Miło, że to zauważyłaś wcześniej zamiast wychodzić na debila. Schowała telefon szukając w kieszeni kluczy lub zapalniczki. Nic z tego. Nie paliła, a klucze zostały w domu. Świetnie. 
Szlag. 
- Przepraszam, masz może zapalniczkę? Albo otwieracz? - Tak naprawdę było jej wszystko jedno. Gdyby zabrała ze sobą dwie butelki to mogłaby otworzyć jedną o drugą, to taka trudna sztuka nie była. W sumie o jakąkolwiek powierzchnię płaską też by mogła, ale akurat drewniana ławka się nie nadawała. Sprawdzała jeszcze za pięknych studenckich czasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Trzecie piwo zostało wypite bezproblemowo jak pozostałe dwa. Już miał szykować się do 4, gdy nieznajoma poprosiła go o pomoc w otwarciu swojego. Zdarza się najlepszym, jak to mawia klasyk. Wziął od Alice, bez jakiś dodatkowych słów, butelkę i nieotwierająca swojego multitoolu, włożył wystający kawałek narzędzia pod kapsel i z pomocą praw fizyki, otworzył butelkę kobiety Wręczył jej z powrotem jej trunek, po czym samemu otworzył kolejną butelczynę, lecz ta była bardziej oporna, musiał z dwa razy podchodzić do otworzenia jej.
Gdy został upity pierwszy łyk, coś stało się z Mathem. Jakby alkohol zaczął w końcu działać i rozluźnił w końcu go, a wraz z tym zaplątany język.
-Na jak długo przyjechałaś ?- słaby tekst na przełamanie pierwszych lodów, ale to trudna sztuka i tylko garstka osób, potrafi dobrze zagaić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
STOCKTON
avatar
Alkohol ma taką cudowną zaletę, że ułatwia rozmawianie. Człowiek sobie tłumaczy, że jak się napije to łatwiej będzie mu pogadać o czymś o czym by normalnie nie mówił, zapyta się o coś co do tej pory było tabu, przełamie swoje obawy i lęki a jeśli się zbłaźni będzie mógł wymigać się wpływem procentów we krwi. Przyjęła butelkę z wdzięcznością widoczną na twarzy, raczej nie nawykła do ukrywania swoich emocji.
- Dzięki. - Upiła łyk zanim odpowiedziała na jego pytanie. Przyjemny smak chmielu na języku. Trzecie piwo dziś. Ale to nadal nie było jakoś specjalnie dużo. - Sama nie wiem. Zobaczę jak i gdzie mnie poniesie. - Szczera odpowiedź, przynajmniej częściowo. Właściwie nie miała w planach się tu zatrzymywać. Ale czasem podczas ucieczki trzeba zatrzymać się i złapać oddech, trochę liczyła, że Wildwood będzie dla niej takim haustem powietrza. - Alice McSnow. - Przedstawiła się wyciągając do niego dłoń. - A ty? Na długo przyjechałeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
STOCKTON
avatar
/ #1


Nie miała za bardzo ochoty ruszać się z pokoju, aby dołączyć do ludzi przy ognisku. Nie przyjechała tutaj po to, aby odpoczywać, wręcz przeciwnie. Miała bardzo dyskretne zadanie do wykonania. Robienie zdjęć z ukrycia to trudna sztuka, szczególnie, jeśli chciało się pozostać niezauważonym. Nie była żółtodziobem w  tej dziedzinie, wiedziała jak się za to zabrać. Z drugiej strony, być może na ognisku zbierze trochę więcej dowodów? Żona klienta i jej kochanek powinni się pojawić gdzieś między gośćmi.
Zostawiła sprzęt w pokoju, zwinęła kluczyki, podręczne rzeczy, jakąś butelkę z rumem ze średniej półki i wyszła na zewnątrz. Tak naprawdę nie musiała się do nikogo odzywać. Wystarczy, że usiądzie przy ognisku, powspomina dawne czasy, biwaki z drużyną skautów. Mogła się przy okazji wmieszać w tłum i wypatrywać swoich obiektów, które śledziła aż z LA. No, może niekoniecznie, bo zjawiła się w ośrodku nieco później, aby nie wzbudzać większych podejrzeń.
Zajęła miejsce gdzieś obok czarnoskórego chłopaka, ignorując obecność jakiegoś VIP’a, o którym rozmawiali ludzie dookoła. Nie miała pojęcia, kto to jest i tak naprawdę średnio ją to interesowało. Ważne, że mogła sobie skołować darmową kiełbaskę, jako zagrychę do swojego rumu. Podziękowała facetowi, który podał jej ową kiełbasę skinieniem głowy i lekkim uniesieniem kącików ust. Dookoła kręciło się kilka osób w wieku studenckim, na które również nie zwracała większej uwagi. Szkoda, bo może wtedy rozpoznałaby swoją kuzynkę. Skierowała wzrok w ogień, opiekając uważnie kiełbaskę nabitą na patyk. Zapowiadała się porywająca impreza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
O.J. siedział już sobie dłuższą chwilę. Popijał sobie piwko i obserwował co dzieje się w okolicy. A działo się całkiem sporo. Zebrało się całkiem sporo ludzi, w sumie więcej niż się spodziewał. Zaczęli łączyć się w grupki, robić kiełbaski, no i oczywiście pić. Pojawiła się również Fairy, ze swoim kocykiem, która zajęła miejsce przy ognisku. Nawet się z nim nie przywitała, pewnie go nie zauważyła. Przyszedł też Charlie, który zajął miejsce obok i najwyraźniej będą się dzielić kocem. Ciekawe, co z tego wyniknie. 
Dopił piwo, a w międzyczasie przysiadła się do niego jakaś laska. Postanowił zagadać, w końcu co mu szkodzi. 
- Cześć. - zaczął - Chcesz jedno. - podając jej butelkę piwa. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna go nie zje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
Ognisko było wydarzeniem, którego nie mogła opuścić. Pojawiła się w towarzystwie kolegi z pracy, rozbawiona żartami, sypanymi jak z rękawa. W dłoni trzymając butelkę z piwem, przystanęła niedaleko wysokiego ogniska, dziękując za podsuwaną jej kiełbaskę.
Obserwując obecnych, wymieniła kilka zdań z przechodzącymi obok, póki nie dostrzegła kobiety, siedzącej pod drzewem. Źle tak samemu świętować urodziny! Sophie ruszyła się w kierunku Jane, w połowie drogi jednak zauważając początek rozmowy z czarnoskórym studentem.
Nie była jednak osobą, uciekającą przed nowymi znajomościami!
- Cześć. Dobrze się bawicie?
Zagadała, przystając przed nieznaną sobie dwójką. Uśmiechnęła się do obojga, ciekawa co przywiało ich akurat do Wildwood Inn.
- Zostawcie trochę miejsce na tort.
No tak! Kiełbaski i piwo były tylko wstępem do urodzin ośrodka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
GRACZ NPC
avatar
Ben był w pracy. Mimo wieczoru, który można by uznać za wolny, mężczyzna w dalszym ciągu wypełniał służbowe obowiązki. Nawiązując współpracę z państwem Smith, już kilka tygodni temu przygotował dla nich zapas alkoholu. Razem z pracownikiem dostarczając skrzynki pełne butelek, bar zostawił na głowie żony. Chociaż niewielu klientów dziś tam miało zawitać. Mieszkańcy również zaproszeni na urodziny ośrodka, bawili się wspólnie z gośćmi.

Skrzynki z piwem, ustawione na stołach, zajmowały niewiele miejsca a Ben Walker stał obok jednej z nich, rozmawiając z właścicielami ośrodka. Cała trójka wyglądała na zadowolonych, co można było wywnioskować po ich uśmiechach.
- Joe pewnie niedługo dołączy.
Można było usłyszeć, gdy przeszło się obok albo podeszło po piwo. Ben pokiwał głową na pytanie, które zostało zagłuszone przez śmiechy obecnych studentów. Rozglądając się, sięgnął po telefon, świecąc nim w półmroku i przepraszając swych rozmówców, odszedł na bok, odbierając połączenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t70-npc-ben-walker
STOCKTON
avatar
Odwróciła głowę w kierunku nieznajomego, mówiącego coś w jej kierunku. Spojrzała odruchowo na trzymane przez niego piwo. Alkoholem raczej nigdy nie gardziła, co prawda miała jeszcze swój rum, ale nie wypiła ani jednego łyka. Mogą później wypić go we dwójkę, nieznajomy mógł się okazać dobrym kompanem do picia. Byle nie za dużo, bo Jane zacznie widzieć podwójnie, a to utrudniłoby jej śledzenie żony klienta. Póki co ich nie było, więc mogła korzystać z dobrodziejstw serwowanych przed obsługę ośrodka.
- Jasne - odpowiedziała jedynie, przejmując od chłopaka piwo. Pociągnęła zdrowy łyk, i podziękowała nieznajomemu kiwnięciem głowy.
- Jane - odstawiła piwo na bok, aby wyciągnąć w jego stronę dłoń. Nie zaszkodzi jej nawiązać kilka nowych znajomości. Zawsze mogą jej się później przydać w śledztwie. Kiedy już wymienili się z chłopakiem imionami, zauważyła idącą w ich stronę blondynkę.
- Wszędzie, gdzie jest tyle ludzi można się dobrze bawić - uśmiechnęła się, niespodziewanie do nieznajomej. Mogła się wcielić w jedną z wielu ról, jak to robiła podczas swoich śledztw. Oficjalnie przyjechała tu przecież po to, aby odpoczywać.
- Będzie jeszcze tort? - uniosła brwi, mile zaskoczona wzmianką o czymś słodkim. - W takim razie szybko się stąd nie zwinę.
Tak też było w rzeczywistości. Zamierzała siedzieć tu dotąd, aż uda jej się zebrać jakieś informacje, powiązane z pracą. Przy okazji dostanie trochę darmowego jedzenia, a taka forma świętowania działa prawie na każdego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
-O.J. - odpowiedział, podając rękę nowej znajomej. 
W sumie, mimo początkowej niepewności, ucieszył się, że zagadał do dziewczyny, będzie miał z kim się nawalić, chyba że Jane go wystawi...
W międzyczasie podeszła do nich kolejna jakaś blondynka, której w ogóle nie kojarzył. 
- Hej. - odpowiedział. - A ty jak się bawisz? 
Bardzo ucieszyła go również wiadomość o torcie. Mimo że nie była to typowe danie na ognisko, O.J. słodyczami nigdy nie pogardzi. 
- Tak w ogóle Jane, co Cię tu sprowadza? - zwrócił się do swojej kompanki. 
Pytał, żeby zagaić rozmowę, chyba nie był zbyt wścibski...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pole kempingowe i namiotowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-