IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stołówka i kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Szkolna stołówka

   



WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
//z punktu informacyjnego
 
Pomaganie bezdomnym(chociaż w pewnym sensie sama tak była) nie było zbyt pociągające. Bo co jest fajnego w pomaganiu brudasom? Ona przynajmniej wysępiła podstawowe przybory, które pomogły jej o siebie zadbać. Dodatkowo używała tego okropnego, męskiego dezodorantu. Lepszy rydz niż nic!
- Świetnie, Anabelle – powiedziała w drodze do stołówki. Kobieta z punktu informacyjnego jej o tym wszystkim powiedziała. Siedemnastolatka obiecała, że przyjdzie, ale równie dobrze mogłaby zostać na Sali i nikt nie mógłby tego zauważyć. Nie zamierzała jednak czekać w obecności tych wszystkich głupich ludzi. Dodatkowo czuła się samotnie, bo żaden z uciekinierów nie zamierzał z nią rozmawiać. Otrzymała jedynie uśmiech od Virginii, która potrafiła się zachować! Równa kobita, równa!

- Witajcie, kochani! – wrzasnęła po otworzeniu drzwi do odpowiedniego pomieszczenia. Ruszyła do osoby, która wszystkim rozporządzała. Miała nadzieję, że dowie się czegoś przydatnego. W czym pomóc? Jak?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Osobą odpowiednią do wydawania rozkazów w tym stołówkowym raju była wychudzona, cuchnąca papierochami kobieta z pomarszczoną gębą. Gdyby nie króciutkie, sterczące włosy wyglądałaby jak Mick Jagger w swojej obecnej aparycji. Na głowie miała czerwoną chustkę, w ręku chochlę. Nie spodziewając się nagłych odwiedzin machnęła drewnianą lagą w powietrzu.
- Co ty tu robisz dziecinko? - zapytała. Warto dodać, że zarówno od wokalisty Stonesów jak i samej Anabelle Bateson była dwa razy niższa. - Z przydziału nowa? Potrafisz gotować?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Boże, dlaczego kucharki nie mogły być ładne? Pomarszczona twarz była efektem wieku, ale można było coś z tym zrobić. Niektóre kobiety wyglądały doskonale do końca swoich dni! Może to wina tych fartuchów?
- Podobno mogę pomóc nowym – uśmiechnęła się lekko. Nie miała ochoty rozmawiać z kobietą, więc zanim udzieliła odpowiedzi na następne pytanie, zapadła między nimi krótka cisza. Westchnęła, odgarnęła niewidzialny kosmyk włosów i przechyliła głowę w bok. Nie miała pojęcia o gotowaniu. W Los Angeles wszystkich zajmowały się opiekunki, a potem matka. Anabelle nigdy nie była dopuszczana do kuchni, więc nie miała okazji się tym zainteresować. Zresztą, nie lubiła się przemęczać. Wiedziała tyle, że nie może być w stosunku do tej kobiety szczera. Po prostu musiała skłamać! Postanowiła pochwalić się swoim nieistniejącym talentem. – Potrafię, potrafię! Wszyscy mówili, że mogę zrobić COŚ z niczego. Mogę zabrać się do roboty już teraz! – miała tylko nadzieję, że nikt nie wciśnie jej jakiegoś obrzydliwego fartucha.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Ta kobieta kopciła jak lokomotywa ze Stacyjkowa. Zdawało się, że zaraz wyciągnie papierochy zza fartucha, którego co ważne, nikomu nie odda. Ręce, najwyraźniej czymś ubrudzone, wycierała raz po raz w ten kawałek brudnej szmatki. Kuchnię wypełniał zapach ryby, a jeśli podejść bliżej szefowej, również starej skarpety. Zamiast ciszy było tłuczenie się garnków i talerzy mytych na zapleczu.
- To zrób pieczoną tilapię z sosem musztardowo-czosnkowym. - poleciła i mijając Anabelle z rechotem, polazła w sobie wiadomym kierunku.
- To dobra kobieta, zasłania ból po stracie humorem. - odezwała się jakaś inna postać, również żeńska. Kobieta wyglądała na milszą, chociaż od Melanie nie była młodsza. 
- Jestem Anette. Zaczniesz skrobać ziemniaki, tam masz spiżarkę. - wskazała palcem na pomieszczenie po lewej stronie. - Jak się tu dostałaś? - zapytała podążając za dziewczyną.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Zignorowała komentarz staruchy i zwróciła się w kierunku kobiety przedstawiającej się jako Anetka.  Posłała jej jeden z swoich smutnych uśmiechów.

- Stracie czego? Zębów? – roześmiała się. Po chwili pokręciła głową i wysłuchała dokładnie wydawanych poleceń. Obieranie ziemniaków nie było szczytem ich marzeń, ale lepszy rydz niż nic. - Normalnie mieszkam w Los Angeles, ale wakacje spędzałam na zadupiu, Twain Harte – odpowiedziała szybko. Cieszyła się, że ktokolwiek chciał jej wysłuchać; normalnie siedziała cicho i wpatrywała się w jeden punkt. Oprócz rozmowy mogła zająć się skrobaniem ziemniaków do czego nigdy wcześniej by się nie zabrała. Cóż za poświęcenie! – Potem stamtąd uciekłam, towarzyszyli mi inni, z którymi dotarłam tutaj – uśmiechnęła się krótko. Po chwili przypomniała sobie o Jasonie Voorhesie i zrobiło jej się jakoś smutno. Zapomnieli o nim… prawdopodobnie kisił się na tej farmie i główkował nad drogą ucieczki. Życzyła mu wszystkiego najlepszego!
Więcej się nie odezwała; po prostu poszła w kierunku pomieszczenia, które wskazała jej kobieta i… zaczęła wyciągać ziemniaki. O ile w ogóle tam były! W końcu mogły sobie z niej żartować. Przyszła taka idiotka z chęcią pomocy, a one jakieś żarty sobie robią.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Pani Anetka zaśmiała się pod nosem, widać było, że stara się od tego powstrzymać. Pokierowała dziewczynę do składziku, w którym przez kolejne kilkanaście minut skrobały razem ziemniaki. Ana dowiedziała się, że Anette nie miała problemów z tym co się dzieje. Nie straciła nikogo, jej syn był wojskowym, mąż umarł dziesięć lat temu, on również był wojskowym. Teraz kiedy przyjechali do Stockton, trzeba było ludziom jakoś pomóc, dostała przydział do kuchni. 
- Sprawdź proszę zupę grochową, która się tam gotuje na gazie, będziemy ją lada chwila podawać, zbliża się pora obiadowa. - powiedziała zabierając ziemniaki ze sobą. 

Ślepy los:
1:
 
 
4:
 
2,3:
 
5:
 
6:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Nie chcę, żebyście usunęli mi konto, więc mimo nieobecności piszę posta. Mam nadzieję, że rozgrywka może być kontynuowana.
 
 
Anabelle sobie radziła. Wyjątkowo dobrze; było tyle opcji do spełnienia, że ta, która ją spotkała była… nierealna. Cóż, lepsze było spokojne rozdawanie zupy niż oglądanie części ciała w niej pływających. Swoją drogą, gdyby okazało się, że te suki nie dbają o czystość i w ogóle to… co by się stało? Może to ta stara landryna traciła wszystkie swoje, palce, ręce i cyce. Zresztą, Ana wcale się nad takim rozwojem nie zastanawiała. Była na tyle zajęta pomaganiem przy rozdawaniu zupki… a raczej przygotowywaniu się do tego, że po prostu nic innego nie przychodziło jej do głowy.

Postanowiła wykonywać posłusznie polecenia i nie wszczynać żadnych kłótni. Przynajmniej dopóki dopóty nie spotka jej nic ciekawego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Życie Any przez kolejne dni toczyło się naturalnym rytmem. Nowym hobby dziewczyny stało się obieranie ziemniaków. Być może wśród niesamowitych kształtów brudnych bulw dostrzegła w końcu sens swojego życia? Czy naszły ją myśli biegnące w kierunku destylacji oryginalnej wódki? Na te i inne odpowiedzi musimy nieco poczekać. Landryna zachowywała się w dalszym ciągu jak kot, któremu ktoś odjął przyrodzenie. Niemniej, praca Bateson zajmowała cześć jej wolnego czasu.

Rozgrywkę tutaj uznajemy za zakończoną. Spokojnie wracaj z urlopu, a potem zgłoś się w temacie, na PW lub napisz gdzieś jeśli będziesz chciała wznowić rozgrywkę. W razie pytań, wiesz gdzie pisać!

ZT dla Anabelle
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Stołówka i kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe :: Szkoła Podstawowa-