IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wejście i recepcja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Szpital

   


Przekraczając próg szpitala, przechodzi się do jasnego, przestronnego holu, z długim kontuarem recepcji i poczekalnią. Każde krzesło jest zajęte przez oczekujących na przyjęcie, jednak w pierwszej kolejności przyjmowane są osoby najbardziej poszkodowane.

Ulicą można przedostać się do Ratusza, na komisariat i do apteki.

WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie miał zamiaru udawać, że z jego nogą było już wszystko w porządku - bo nie było, co do tego chyba nikt by nie miał wątpliwości... - dlatego też bez zbędnego namysłu postanowił skorzystać z możliwości udania się do szpitala. Co prawda bardziej wolałby zająć się próbami odzyskania swojego aparatu, ale... skoro żołnierze i tak okazali się być niewzruszonymi mendami, których nie interesowało, że on naprawdę potrzebował mieć aparat ze sobą... to chyba i tak chwilowo nie miało to większego sensu. Nie oznaczało to oczywiście, że Charlie zamierzał się poddać w tej kwestii. Nie, jasne, że nie. Spróbuje prawdopodobnie później. I jeszcze raz. I znów. Może jeśli będzie wszystkim ciągle długo i wytrwale powtarzał, że absolutnie musi odzyskać swoją własność, to ktoś w końcu odda mu ten nieszczęsny aparat dla świętego spokoju.
I bardzo szkoda, że w drodze do szpitala w sumie nawet nie mógł sobie zapalić. Bo generalnie to bardzo fajny pomysł, żeby zostawić mu tych kilka papierosów, ale zabrać zapalniczkę. Genialne.
Powiedzmy jednak, że aktualnie miał trochę większe problemy niż brak możliwości zapalenia. Brak aparatu na przykład.
Chociaż... Nie, w porządku, to też chyba chwilowo nie powinno być najważniejsze (mimo wszystko było). Przekroczywszy próg szpitala, Gaskins odczekał swoje przy recepcji, najwyraźniej nie zaliczając się do tych najbardziej poszkodowanych. W sumie... I tak mu się nie spieszyło. Oczywiście natomiast, że kiedy już udało mu się doczekać możliwości porozmawiania z kimś, kto miał zajmować się pacjentami, pierwsze jego pytanie dotyczyło kwestii najważniejszej - gdzie i kiedy, do ciężkiego licha, będzie można odzyskać zarekwirowane rzeczy.
Bo pewnie, chrzanić nogę i trochę niedziałającą kostkę. Halo, aparat. Priorytety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
POMOC MISTRZA GRY
avatar
// szkoła

Janis w sumie nic ciekawego nie usłyszała w punkcie informacyjnym. Skoro kobieta wysłała ją do szpitala postanowiła się tu udać od razu, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie. Liczyła na to, że dzięki temu, że będzie pomagać będzie miała szansę odzyskać swoje rzeczy, ewentualnie może dowie się czegoś więcej. Nie robiła tego bezinteresownie, nie należała do takich osób, liczyły się profity jakie mogła zyskać. Weszła więc do szpitala i postanowiła poszukać osoby, która mogłaby stwierdzić, czy jest tutaj przydatna. Jeśli nie będzie - trudno, najwyżej nie będzie robić nic, będzie czekać aż wymyślą coś sensownego. Jednak wątpiła w to, że rządzący mają jakiś pomysł jak sobie radzić z tą sytuacją. Dlaczego nie odgradzali zarażonych, tylko pozwalali im biegać, gdzie im się żywnie podobało? Pewnie chodziło o to, że nie potrafią sobie radzić z wirusem. Miała nadzieję, że tutaj ktoś odpowie na nurtujące ją pytania. W szpitalu powinna być jakaś recepcja, także postanowiła się tam udać. O ile ją znalazła, stanęła grzecznie i czekała aż ktoś się pojawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Alice pojawiła się w szpitalu w asyście wojskowego. Wraz ze skromnym dobytkiem zbunkrowanym w plecaku, rozglądała się zapamiętując drogę i wyróżniające się budynki. Minęli hotel, w dali lśniła tafla wody. W dzieciństwie bywała bardzo często w Stockton ale wraz z pogłębiającymi się problemami z matką utknęła w Twain Harte.
Zastanawiała się czy jeszcze ujrzy znajome twarze. Czy taka Adelaide jeszcze żyła? Pewnie tak skoro miała ojca szeryfa. Maxwell jej trochę tego zazdrościła. Też chciała mieć kogoś kto by się o nią troszczył lub ona o jego.
Weszła do szpitala rozglądając się na boki, poinstruowano ją, że ma stanąć w kolejce do recepcji prosząc o rozmowę z Emily.
- Janis?
Zatrzymała się koło kobiety przed którą stało kilka osób, za też ale Alice nie reflektowała kolejek.
- Jesteś ranna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t79-npc-alice-maxwell#144
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Janis stała w kolejce, która okropnie powoli przesuwała się do przodu. Nie była specjalnie zadowolona z tego powodu, ale zdawała sobie sprawę, że zazwyczaj tak to było w szpitalach. Podczas epidemii pewnie było jeszcze gorzej, także nie była zaskoczona. Nie myślała zbytnio o niczym, stała sobie i próbowała nie zasnąć na stojąco.Wtedy usłyszała swoje imię. Gwałtownie się odwróciła, przecież praktycznie nikt jej tu nie znał. No i jej oczom ukazała się Alice.
- Nie, wysłali mnie tutaj, żebym zobaczyła, czy nie potrzebują kogoś do pomocy w labie. - Odrzekła zgodnie z prawdą.
- A Ciebie co tu sprowadza, coś się stało? - Alice nie wyglądała jej na chorą, no ale kto wie, może coś się jej przydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Charlie.

Właściwie kiedy miała być już twoja kolej stanięcia przed masywną Afroamerykanką wcisnął się przed tobą wąsaty jegomość w koszulce z Batmanem. Waliło od niego potem, był czerwony na twarzy i jawnie ignorował innych ludzi w kolejce. Ktoś z tyłu popchnął cię tak, że wpadłeś na wykłócającego się faceta, a on odepchnął cię w bok, gdzie czekał kolejny, bolesny upadek na posadzkę.

Ledwo Janis zdążyła się oswoić z obecnością nowej znajomej jak i zapytać o jej samopoczucie kiedy z przodu wybuchło wyżej wspomniane zamieszanie z udziałem wąsatego chama i Charliego, który z ranną kostką ponownie wylądował na podłodze. Dzieliło ich od niego pięć osób w kolejce. Choć był to szpital i pełno ludzi to wydawali się nie wzruszeni zaistniałą sytuacją. Gdzieś z boku zaczął podchodzić jeden z żołnierzy przydzielony do pilnowania porządku.
- Nie. - tyle Alice odpowiedziała Romanovej impulsywnie decydując się pomóc chłopakowi, którego kojarzyła, ale nie wiedziała skąd. Podchodząc zderzyła się z jakąś kobietą w lekarskim fartuchy. Zręczne palce odpięły plakietkę, która mogła się okazać przepustką. Janis to widziała. Alice zaraz też wydarła się na Wąsacza, pielęgniarkę i żołnierza. No bo w końcu co to miało być? Ujęła Charliego pod jedno ramię podczas gdy szeregowy Stone dźwignął go z drugiej strony.
- Domagam się lekarza! - była bezczelna, ale pewnie gdyby Janis ją poparła to w trójkę udałoby się im pominąć kolejkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t79-npc-alice-maxwell#144
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Ludzie ostatnio byli strasznie nerwowi, gdzie się nie pojawiła, tam zauważała kłótnie. Oczywiście podobnie musiała się potoczyć sytuacja tutaj. Zauważyła, że z przodu kolejki zrobiło się jakieś zamieszanie i  chłopak wylądował na posadzce. Rozumiała, że sytuacja była dość napięta, ale to nie oznaczało, że ludzie mogą zachowywać się jak bydło. Do tego jeszcze nikt w towarzystwie chłopaka nie miał zamiaru mu pomóc.
- Przesuńcie się. - Odparła zdenerwowana, no i zobaczyła, że Alice też zareagowała. Nie umknęło jej również to, że Młoda zwinęła lekarce plakietkę. Uśmiechnęła się do siebie. Jaka cwana bestia. Może będą mogły coś stąd wynieść, jak nikt nie będzie patrzył. Janis planowała zdobyć tutaj jak najwięcej rzeczy. Chciała pomóc podnieść Alice chłopaka, ale najwyraźniej szeregowy ją ubiegł.
- Należy mu się lekarz natychmiast. - Poparła Alice no i czekała na rozwój sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
W porządku, w pewnych okolicznościach można było wybaczyć ludziom nieco więcej i jakoś tłumaczyć sobie ich nerwowość, ale... poważnie? Może i zaistniałe okoliczności dałoby się uznać za dobre wyjaśnienie zachowania Wąsacza, który zapewne jeszcze niedawno musiał walczyć albo uciekać przed jakimiś krwiożerczymi świrami, jednak... Nie. Mimo wszystko Charlie wcale nawet nie zamierzał próbować go jakkolwiek usprawiedliwiać. Nie w momencie, kiedy po krótkiej zabawie w odepchnij Charliego, wylądował na ziemi, po raz kolejny boleśnie przekonując się o tym, że jego prawa kostka wciąż była na swoim miejscu. Prawie. No i pewnie nie na długo, skoro wszyscy i wszystko od dłuższego czasu zdawali się dążyć do tego, żeby faktycznie tę cholerną nogę trzeba było amputować. Co zresztą byłoby pewnie mniej problematycznym rozwiązaniem.
Inna sprawa, że podobno głównym założeniem wizyty w szpitalu miało być zajęcie się jego nogą, a nie kompletne jej wykończenie.
Zanim jednak Gaskins zdążył jakkolwiek zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu go, ktoś postanowił pozbierać go z ziemi. Rzut oka w jedną stronę wystarczył, by przekonać się, że nie znał ani żołnierza po jednej stronie, ani też dziewczyny po drugiej, która właśnie wydzierała się na wszystkich wokół. Protestować jednak nie zamierzał, chociaż póki co niezbyt jasne były dla niego motywacje krzykaczki i tej drugiej, która dołączyła do niej po chwili, bo bezinteresowna chęć pomocy nieszczególnie byłaby w stanie go przekonać.
- Dzięki... Chyba - bąknął, spoglądając w kierunku dziewczyny, która mu pomogła i tej, która podeszła do nich chwilę później. W tym momencie chyba i tak nie było sensu mówić czegokolwiek więcej, więc nawet jeśli cokolwiek cisnęło się Charliemu na język - pewnie co na temat aparatu, bo tak bardzo miało to związek z czymkolwiek... - to jednak się w ten język ugryzł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t130-charles-gaskins#470
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Zdecydowana reakcja nastolatki pozwoliła ogarnąć tłum, który najpewniej zdeptałby Gaskinsa byleby znaleźć się bliżej recepcji. Alice od dziecka musiała walczyć o swoje, dlatego potrafiła sobie radzić w sytuacjach kiedy inni albo poddawali się emocjom tłumu lub chowali się za czyimiś plecami. Wdzięczna za pomoc Janis rozglądała się dookoła w poszukiwaniu lekarza, który będzie mógł chłopakowi pomóc. W końcu ktoś zawołał odpowiednią osobę. Przez tłum przebił się wysoki mężczyzna o jasnej, blond czuprynie. Fartuch miał nieco wymięty ale plakietka informowała, że mają do czynienia z internistą, Thomasem Kazinkskym.
- On potrzebuje natychmiastowej pomocy. - napastliwość Alice nieco zelżała pod wpływem przystojnej otoczki pana doktora, ale nie zamierzała rezygnować. Blondasek na szczęście przeszedł od razu do czynów pozwalając całej czwórce przejść do gabinetu. Najwidoczniej uznał, że Maxwell i Janis są z rodziny, a szeregowy im pomaga. Ostatecznie cała Charlie, Janis, Alice i dr Thomas znaleźli się w przestronnym gabinecie, który znajdował się na parterze. Słychać było przez drzwi wrzawę w recepcji.

----> Gabinet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t79-npc-alice-maxwell#144
<--- z ulicy, hehe

Wciąż z ulotką w kieszeni szortów, dotarła w końcu do okazałego budynku szpitala. Im bliżej była, tym większy ucisk czuła w środku. Co tam zastanie? Czy było bardzo źle? Czy byli tam zarażeni? Czy próbowano ich leczyć? Powtarzała sobie co jakiś czas nazwisko córki pani Clary. Mathilda White.
Wnętrze było zaskakująco ładne i przestronne, choć wyjątkowo tłoczne. Nieco zdezorientowana rozejrzała się po holu i skierowała do recepcji, gdzie musiała zapewne odstać swoje, by dostać się wreszcie do dyżurującej.
- Dzień dobry... Virginia Ward. Poinformowano mnie, że potrzebujecie pomocy? - nie czekając, dodała też, w jakim szpitalu pracuje w Sacramento, choć postanowiła nie precyzować, na jakim oddziale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
Pielęgniarka na recepcji widocznie odetchnęła, gdy okazało się, że nie ma przed sobą kolejnej poszkodowanej a osobę chętną do pomocy. Kiwając głową, zaczęła przeszukiwać stosik teczek w poszukiwaniu jednej konkretnej.
Chwilę to zajęło ale w końcu pielęgniarka znalazła co chciała i wypełniła dla Virgini skierowanie.
Wyjaśniając jej, by stawiła się jutro o szóstej rano, złożyła podpis na druczku i podała go pani Ward, dodając o tym, by szukała doktor Phillips na piętrze. Jeśli Virginia miała jakiekolwiek pytania, musiała poczekać do jutra.

zt Virginia
post w przygotowaniu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Wejście i recepcja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wejście do wnętrza gór
» Sklepik z AGD
» Brama wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe :: Szpital-