IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarze - parter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   
Szkoła podstawowa

   


Szkoła została przeobrażona w centrum noclegowe dla wszystkich przyjezdnych. W każdej sali na piętrze, rozstawione są polowe łóżka i materace a najwięcej ludzi zamieszkuje sale gimnastyczną.
Na stołówce, dwa razy dziennie, wydawane są porcje żywnościowe, na które część osób głośno narzeka.
Pokój nauczycielski i gabinet dyrektora, teraz pełni funkcje centrum informacyjnego.

Główną ulicą, można przejść do innych punktów bezpiecznej strefy.

WILDBIRD


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Gru 24, 2016 9:29 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
NARRATOR
avatar
Kobieta, zamykając szafę, odprowadziła Anę spojrzeniem i zwróciła uwagę na Virginię, ruchem ręki dając znak, że nie musi się legitymować. Kolejne pytania zupełnie jej nie zaskoczyły. Tym bardziej, gdy chodziło o członków rodziny.
Zastanawiając się nad opisem i imieniem dziewczynki, Tammy poskubała ucho i w końcu pokręciła głową.
- Nikt o takim nazwisku jeszcze się tu nie pojawił. Ale jeśli jest w strefie, to najpewniej można szukać na piętrze. Klasy zostały przystosowane na potrzeby zdrowych. Z innymi miastami nie mamy kontaktu, ale jestem niemal pewna, że powstały podobne miejsca.
Odpowiedziała, zmartwiona tak samo jak Virginia ale dla dobra uciekinierów, nie poddająca się strachowi.
- Czy potrzebuje pani czegoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schowała dowód do portfela, a później próbowała to samo uczynić z wyrazem zawiedzenia i żałości wypływającym na twarz - to drugie się nie udało. Wzięła jeden głęboki oddech i milczała przez chwilę.
- Nie macie listy osób, które się tu znajdują? - spytała ze zdziwieniem, odnajdując w sobie jeszcze trochę siły, by powalczyć o lepsze informacje. Westchnęła. - Może mnie pani jakoś powiadomić, jeśli coś by się zmieniło?
Żołądek jej się ścisnął w supeł na myśl, że ma teraz chodzić i chodzić i chodzić po korytarzach, w kółko, do znudzenia, co gorsza może nawet mijając się z córką.
- Niemal? - powtórzyła głucho, kręcąc głową. - To niemożliwe, musi być jakiś kontakt - jej głos zabrzmiał trochę zbyt rozpaczliwie i Virginia szybko zacisnęła usta. Nie mogła się tu rozkleić. - Pilnuje nas wojsko i nie ma kontaktu z innymi jednostkami? - spytała ciszej, trochę spokojniej, właściwie pytając bardziej siebie.
To było niemożliwe!
Znowu odetchnęła głęboko, żałując coraz bardziej, że pozwoliła na zabranie jej tabletek.
- Chciałam jeszcze spytać o pomoc w szpitalu... Jestem pielęgniarką. Nie mam identyfikatora, jeśli potrzebujecie jakiegoś potwierdzenia... - dodała. W końcu to byłoby dość nieodpowiedzialne, dopuszczać do pomocy zupełnie nieobeznane osoby. Z drugiej strony, bez dokumentu trudno coś udowodnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
NARRATOR
avatar
- Oczywiście, że mamy. Jednak listę nowo przybyłych dostarczą nam jutro. Jeśli tylko pani córka się pojawi, na pewno dam znać.
Uśmiechnęła się pokrzepiająco, stawiając się w sytuacji pani Ward. Dało się jednak zauważyć napięcie kobiety, gdy potok słów Virgini, nawiązywał do opieki wojska i braku kontaktu. Nie odpowiedziała na żadne zarzuty, woląc skupić się na ostatnich słowach.
- Potwierdzeniem będą umiejętności. Trudno wymagać papierka w takim... momencie. Proszę zgłosić się w szpitalu, na pewno przyda im się pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie udało się znaleźć bibliotekę. Od razu rozejrzała się, czy ktoś jest tutaj, bo może by jej powiedział, gdzie szukać jakichś dokumentów. Przyczepiła też plakat do ściany, ten o Wildwood Inn. Może ktoś z tego miasteczka też będzie szukał informacji w bibliotece?
Nie czekając dłużej, zabrała się za szukanie konstytucji, deklaracji praw człowieka albo jakiejś ustawy o stanie wyjątkowym. Najbardziej by się przydało jej to ostatnie, ale nie sądziła że to znajdzie. Mogłaby wtedy być pewna, jakie prawa mają w takiej sytuacji. Konstytucja chyba powinna być w każdej szkole, a w niej chyba powinno być coś o prawie do własności, ale Jackie nie była pewna czy dotyczy to też podczas stanu wyjątkowego, tak samo z resztą jak deklaracja praw człowieka. Ostatecznie stwierdziła, że przydałby się jej też jakiś podręcznik do nauk o społeczeństwie, w końcu tam też powinien być jakiś rozdział o prawie podczas stanu wyjątkowego. Może nikt jej tego nie uzna za dowód na piśmie, ale będzie mogła podać artykuł z odpowiedniej ustawy.
Kiedy mijała sekcje przyrodniczą, naszła ją dziwna myśl: nie wiadomo ile będą w tym centrum pomocy. Rozejrzała się czy nikt nie patrzy i potajemnie wrzuciła do plecaka jakąś mapę albo atlas USA i jakiś zbiór roślin/grzybów jadalnych. Najwyżej to wyrzuci, jak jej plecak będzie za ciężki, a przecież to jej może uratować życie! Trochę głupio się czuła że kradnie, ale chyba nie dało się wypożyczyć tych książek, biblioteka nie działała normalnie.
Kiedy w końcu znalazła którąś z tych książek o prawie, usiadła przy jakimś stoliczku i zaczęła szukać interesujących ją fragmentów.
Powrót do góry Go down
Nerwowo zaciskała usta, przyglądając się badawczo kobiecie. Nie chciała zajmować jej zbyt dużo czasu, gdy za nią stała taka kolejka osób równie zdesperowanych, co Ward, ale... Miała tyle pytań!
- Zajdę do pani wieczorem, dobrze? I jutro rano - powiedziała na wszelki wypadek. Wciąż dręczyła ją informacja o zupełnym odcięciu. W całym Stockton nie było jednego przeklętego telefonu, który by działał? A nawet jeśli, do Sacramento był już niemal rzut beretem! Bardziej martwiła ją odległość do Santa Barbara. A może Michael i Brian zdołali wrócić do domu?
- A co z możliwością przejechania do Sacramento? Mieszkam tam, jesteśmy tak blisko... - jak tylko odnajdzie Jackie, wolałaby wrócić właśnie tam. Tam mogłyby zaczekać na powrót Michaela i Briana, zresztą większe miasto powinno być lepiej skomunikowane. Prawda?!
- Dobrze, zapytam tam - westchnęła, nie męcząc już kobiety pytaniem o drogę. Mniej więcej kojarzyła miasto. - A organizacja w szkole? Rozumiem, że są tu polowe warunki, ale czy ktoś przydziela miejsca do spania, pilnuje porządku? - to też było ważne. Jeśli Jackie tu gdzieś była lub miała być wkrótce, Virginia musiała wiedzieć, że w azylu nie spotka jej nic złego. Ludzie w kryzysowych sytuacjach bywali... trudni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
O.J. raczej nie miał się czym chwalić. Nigdy nie pracował, więc nie miał doświadczenia zawodowego. Nie posiadał również żadnych szczególnych umiejętności. Jednak skoro już pytają, to wypadałoby coś odpowiedzieć. 
- Nazywam się O.J Marce. - odpowiedział. - Studiuje prawo. 
Tyle. Nie miał się czym innym pochwalić. I tak wiedział, że zabrzmiało to kiepsko i pewnie przydzielą go do kopania rowów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Jackie

Z półek zgarnęła
264 stronicowy atlas USA w miękkiej oprawie, formatu A4
192 stronicowy atlas grzybów, formatu A5, w twardej oprawie
Wszyscy ludzie rodzą się wolni - ilustrowana Powszechna Deklaracja Praw Człowieka
i podręcznik do nauk o społeczeństwie
Przeglądanie wymagało nieco czasu a w ilustrowanej deklaracji, Jackie trafiała na proste hasła i ładne obrazki.
Na jednej z pierwszych stron. Dalej. Następne. Kolejne.

Virginia

Kobieta kiwnęła głową z uśmiechem, dając znak, że pani Ward może przyjść kiedy tylko zechce. Tylko słysząc o przejeździe do Sacramento, nieco spochmurniała.
- Przykro mi, ale musiałaby pani transport załatwiać na własną rękę. Nie słyszałam, by ktoś się tam wybierał.
Popatrzyła na rozmówczynię, raczej nie musząc dodawać jak bardzo było tam niebezpiecznie. Westchnęła nieznacznie, najwidoczniej nieco już zmęczona. Dzień musiał być niezwykle długi.
- W każdej sali jest osoba odpowiedzialna za porządek. W razie problemów można się do nich zgłaszać. Albo do mnie.

OJ

Mężczyzna podrapał się po czole i pokiwał głową, ściągając okulary. Przetarł oczy i pokręcił głową.
- Wzrok już nie ten sam, cholera.. student prawa, tak? Zmarnowane lata.
Zaśmiał się krótko i przedstawił jako Jack, zdradzając, że sam kiedyś chciał zostać prawnikiem a w końcu wylądował jako wychowawca w szkole.
- Dobrze, przydałbyś mi się tu.. przyjdź z rana, a teraz odpocznij. Jeśli potrzebujesz czegoś, zwróć się do Tammy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- Rozumiem - mruknęła, niezbyt zadowolona z odpowiedzi. Ale nie mogła się przecież gniewać na kobietę, która przecież nie miała pewnie żadnego wpływu na takie sprawy.
- Ach... To świetnie. No dobrze, to... dziękuję pani bardzo. Do zobaczenia - posłała jej blady uśmiech i wyszła z pokoju, umożliwiając kolejnej osobie skorzystanie z informacji. Zapewne Tammy jeszcze Virginię zobaczy, o ile ta wcześniej nie znajdzie Jackie.
Rozejrzała się po korytarzu i zaszła do paru sal, obrzucając spojrzeniem polowe łóżka ściśnięte jedno przy drugim. Czy sunąc wśród podobnie jak ona zagubionego tłumu mogła zauważyć któryś z nielicznych jeszcze plakatów wywieszonych przez córkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Gość
Gość
Jackie dość szybko przeglądnęła deklaracje praw człowieka przeznaczoną dla dzieci i pewnie normalnie spodobałaby się jej, chociaż była dla młodszych dzieci. Mogłaby ją pokazać Brianowi. Na myśl o jej bracie, aż coś ją złapało za gardło. Gdyby nie uparł się na to całe wybrzeże, mogliby być tutaj wszyscy razem.
Nie mogła teraz o tym myśleć. Musiała znaleźć jakieś potwierdzenie dla tych praw człowieka, artykuły i paragrafy, a nie ogólne hasła. Przejrzała podręcznik, najpierw po spisie treści, a jak nie zobaczyła żadnego tematu w stylu "prawa człowieka" albo "stan wyjątkowy" to zerknęła na te wypisane pojęcia, które zawsze były na końcu książki. Szukała jakichś konkretnych artykułów, nazw ustaw. To zawsze działało na dorosłych, kiedy mówiła dokładną nazwę ustawy i artykułu.
Bez względu czy znalazła to co szukała czy nie, stwierdziła że na ten dzień wystarczy. Z resztą, nie była pewna, czy w tej szkole mają w ogóle to czego szukała. Gdyby tylko miała dostęp do internetu... Znalazłaby wszystko, czego potrzebowała w parę minut. 
Jackie ostatecznie stwierdziła, że chyba powinna podejść do informacji, żeby zostawić plakat i dane osób, których szukają i które się znalazły. Grzecznie ustawiła się w kolejce.
Powrót do góry Go down
Był nieco zaskoczony propozycją. Prawdę mówiąc była to pierwsza rozmowa kwalifikacyjna, którą zaliczył. 
- Dziękuję. - odpowiedział. - Na pewno przyjdę. 
Zadowolony z siebie O.J. wyszedł z biura. Nie miał za bardzo co robić, wiec poszedł na spacer, żeby dokładniej obejrzeć strefę. 
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Virginia zauważyła plakat z wielkim napisem WARD i informacją o tym, że Jackie znajduje się w szkole. Musiała się minąć z córką, gdy była w informacji a Jackie przeszła do biblioteki.

Jackie w książce widziała jedynie ładne obrazki i proste teksty dla dzieci. Zero konkretnych paragrafów. W podręczniku do wiedzy o społeczeństwie znalazły się wiadomości dotyczące ustroju państwa, samorządu oraz relacji międzynarodowych, a także zagadnienia związane z edukacją, pracą i działalnością gospodarczą. 

Do informacji mogą wejść dwie następne osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sunęła dalej korytarzem, przepraszając czasem tę czy inną osobę. W pewnej chwili serce jej podskoczyło, a Virginia zatrzymała się i cofnęła o parę kroków. Musiała się upewnić, że się nie przewidziała.
- O Boże - westchnęła do siebie, wpatrując się w plakat. Oczy zaszły jej delikatną mgiełką łez, ale przecież nie będzie płakać na środku korytarza. Tym bardziej ze szczęścia, więc po chwili jej usta drgnęły i rozciągnęły w uśmiechu. Jackie! Z mocno bijącym sercem ruszyła dalej, w każdej mijanej sali zatrzymując się i wypytując o nastolatkę. Teraz już wszystko będzie dobrze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Kolejka posuwała się naprzód, w końcu więc i Fairy dostała się do osoby odpowiedzialnej za udzielanie informacji w punkcie. Dygnęła lekko i kiwnęła głową. Prawie jak w dziekanacie. Nienawidziła wizyt w dziekanacie. Właściwie żadnych urzędasów nie znosiła.
- Dzień dobry, podobno mogę się tu dowiedzieć o jakimś sposobie na odzyskanie moich rzeczy - zmarszczyła brwi, mając wrażenie, że swoje pytania formułuje bardzo nie tak, jak powinna. - A o innych ludziach też coś wiadomo? Chciałam spytać o jakieś informacje z Santa Rosa albo okolic. Albo może Lalice Hemingway albo O.J. Marce się tu pojawili? - i jak ma uzyskać jakieś konkretne informacje, jak nagle wypadło jej z głowy wszystko, o co miała pytać? Jak na ustnym egzaminie, tylko trochę na odwrót, bo tam zazwyczaj musiała odpowiadać a nie pytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
Czekając na swoją kolej Mathias skończył liczyć ilość śrubek potrzebnych do utrzymania wszelkiej maści konstrukcji na suficie, a było ich 64. W końcu jednak doczekał się swoich 5 minut z osobą, która mogła oddać mu chociaż część rzeczy, więc poszedł do niej, usiadł na krześle i przedstawił się, mając zmęczony oraz zrezygnowany ton głosu:
-Witam, nazywam się Mathias Drown, jestem elektrykiem, a dokładniej świeżo po studiach.- krótkie wspomnienie o swojej profesji oraz przedstawienie się z imienia, było konieczne bo może mają dostęp do jego danych spisanych na wejściu. Jak nie, to przynajmniej wiedzą coś o dotychczasowym bezimiennym mężczyźnie.
-Przyszedłem w sprawie swoich rzeczy i pracy. Na wejściu mówili, że mogę je odzyskać oraz potrzebujecie każdej pary rąk do ogarnięcia... obozu-kontynuował, szukając pod koniec określenia na to miejsce. Liczył, że chociaż oddadzą mu narzędzia, a dzięki pracy jakoś zapomni o tym co dzieje się za płotem oraz pomoże sobie oraz innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
NARRATOR
avatar
Tammy miała ochotę westchnąć, słysząc o rzeczach Mathiasa, jednak utrzymując uśmiech, jakim go obdarzyła, gdy tylko usiadł, zwróciła się do swego kolegi.
- Jack, pan jest elektrykiem.
Mężczyzna podniósł oczy na Drowna i rozchmurzył się, co niemal ukryło mu zmarszczki. Jack ściągnął okulary z nosa i odkładając je, podniósł się, by minąć stół.
- Z nieba mi pan spadł. Awaria w centrum handlowym. Poraziło jednego dzieciaka, co miał pomagać elektrykowi. Sam tego nie ogarnie. Pomoże pan?
Podszedł do Mathiasa, ucieszony, jakby właśnie rozwiązali poważny problem swej małej społeczności. Patrzył na niego wyczekująco, pełen nadziei. No ktoś musiał pomóc!
- Może być jutro, jeśli jest pan zmęczony. Dam mu znać, chociaż pewnie siedzi teraz w elektrycznym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drown słuchał jak ludzie zza stołu cieszyli się na fakt, że wie jeden kabel jest +, a drugi -, ale też podobało mu się to. Miał gwarancje, że nie dostanie miotły i będzie wiecznym sprzątaczem tutaj, ale ma szansę zakręcić się w okół innych fachowców. 
Mathias poprawił się na siedzeniu, zaplatając dłonie, które dotykały ust chłopaka o zamyślonej twarzy. Głęboko myślał co i jak odpowiedzieć na propozycję, więc po chwili namysłu odpowiedział:
-Powiem tak...-zaczął swój wywód-Zgadzam się pomóc, ale powiem wprost - jestem gołodupcem. Nie ma podstawowych narzędzi, rękawic ochronnych czy nawet ubrania, więc jeśli obiecacie mnie wyposażyć, to dziś przyjże się całej sprawie i zrobię wszystko by pomóc, bo nie mam zamiaru w mokrym ubraniu grzebać w kontakcie oraz zrywać izolacji zębami.- przedstawił swoje warunki współpracy z przedstawicielami wojskowymi. Był szczery i miał pewne podstawy, które musiały być spełnione - musiał mieć minimum bezpieczeństwa oraz podstawowy sprzęt. Bez tego, nawet nie przybiera się do pracy, bo nie chce by prąd popieścił go czy musiał zębami wykręcać śruby. Nie chciał targować się o swoje rzeczy, a przynajmniej teraz, bowiem mógłby nie podołać danemu zadaniu, a wtedy miałby duże problemy. Może jakoś dogada się z tamtejszym "szefem", by odzyskać część rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
NARRATOR
avatar
Coraz więcej ludzi pojawiało się w pokoju, coraz więcej osób wysuwało prośby, żądania i pragnienia. Tammy i Jack wymienili między sobą spojrzenia, po części rozumiejąc nastawienie ocalałych, jednak z drugiej strony będąc już nim zmęczeni.
Tammy starała się tego nie okazywać, tymczasem Jack nie miał problemów, by powiedzieć co chciał.
- Dzielimy się czym możemy. Nie odpowiadamy za wojskowe kontrole i nie wiem kto państwu powiedział, że oddamy coś, czego na oczy nie widzieliśmy. Tammy...?
Kobieta podeszła do drugiej szafy i wygrzebała jakąś koszulkę i spodnie, z którymi odwróciła się do Mathiasa. W międzyczasie wybierania przez Tammy najbardziej pasujących, Jack spojrzał na Fairy.
- O.J Marce, tak, był tu przed chwilą..
Jakim cudem oboje się minęli, mężczyzna nie miał pojęcia.
- Pewnie na piętrze go pani znajdzie.
Tammy wręczyła Mathiasowi ubrania i zwróciła uwagę na Fairy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drown był trochę zniesmaczony poziomem organizacji obozu widząc, że nitka informacyjna między wojskiem, a cywilami była tak poprzerywana jak kawałek bibuły po przejściu przez niszczarkę, lecz mówi się trudno, po raz kolejny zabrano mu rzeczy i pewnie po raz kolejny odzyska je, choć ta strata bolała go bardziej niż dotychczasowe utraty przedmiotów. Obie były dość osobiste, a telefon miał w sobie zapisane gigabajty muzyki, która była niczym mała radość w tym całym życiu.
Mathias wziął rzeczy od osoby z informacji i poszedł z nimi do wnęki, która była z boku całego korytarza i chyba, jakiś czas temu, prowadziła do ubikacji. Chciał spokojnie założyć przydzielone spodnie i koszulkę. Dostał biały, prosty, t-shirt, który był akurat na jego szczupły,blady tors oraz parę, długich spodni, jeansów, ale niestety były za luźne w pasie, więc gdy je założył, podszedł ponownie do informacji, bez kolejki i powiedział:
-Dziękuje, ale macie może jakiś inny rozmiar lub pasek i przy okazji możecie powiedzieć jak dojdę do centrum handlowego ?- proste dziękuje wydawało się czymś miłym, mimo słabej obsługi, a przy okazji liczył, że grzeczności otworzą ponownie składzik z ubraniami, w którym może być rozwiązanie na jego luźne portki. Stare rzeczy miał pod pachą, jeszcze były wilgotne, ale może wyschną w Kalifornijskim słońcu.
//
+ Biała koszulka i za duże jeansy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
NARRATOR
avatar
Tammy wręczyła Mathiasowi także pasek, niestety nie mając idealnie pasujących spodni. Tłumacząc mężczyźnie jak dotrzeć do centrum handlowego, poradziła aby zaszedł tam następnego dnia, z powodu właśnie rozpoczynającej się godziny policyjnej.

Mathias zt
Do centrum handlowego przechodzisz z rana 11.07
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie uśmiechnęła się do wychodzącego pana Mathiasa i podeszła do stanowiska, przy którym on wcześniej stał. Zacisnęła kciuki i przełknęła ślinę. Denerwowała się, ale nie rozmową z dorosłym, tylko tym, że jej rodziny może tu nie być.
- Dzień dobry, nazywam się Jackie Ward. Czy przyszedł tutaj ktoś inny o takim nazwisku? Brian, Michael albo Virginia? - spytała pełna nadziei. - Brian i mój tata powinni jechać z Santa Barbara, a moja mama z Wildwood Inn.
Wpatrywała się tymi swoimi niebieskimi oczyskami w Tammy, licząc, że ta rozwiąże wszystkie jej problemy jednym zdaniem.
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar
Po pożegnaniu Mathiasa, gdy Jack rozmawiał z Fairy, Tammy spojrzała na dziewczynkę i słysząc jej pytanie, uśmiechnęła się szeroko.
- Tak! - Odpowiedziała z entuzjazmem - Twoja mama tu była niedawno. Pytała o ciebie. Och musi być gdzieś w pobliżu jeszcze...
Kobieta spojrzała na drzwi, ponad głową Jackie i zerkając ponownie na dziewczynkę.
- Może poszukamy ją razem?
Uśmiechała się i czekała na decyzję dziecka. Kolejka była coraz mniejsza i Tammy mogła się urwać chwilę wcześniej. Wszystko w ramach pomocy!
Zachęcająco uśmiechnęła się do Jackie i kiwnęła głową, by ta ruszyła za nią. Nie minęło kilka minut, gdy spotkały Virginię, kręcącą się po korytarzu na piętrze, na które skierowała ją jakaś kobieta.

Córa i mama Ward mogą kontynuować sesje w sali.
Fairy otrzymała podstawowe wyposażenie (ręcznik i foliowe opakowanie, w którym mieściły się kosmetyki w małych opakowaniach podróżnych - żel, szampon, mydło, pasta do zębów i szczoteczka.) i jeśli nie znalazła kolegi, mogła przyjść następnego dnia.
Pozostali, którzy nie doczekali się rozmowy, również mogli zostać przyjęci rano.

Dzień 11.07 poranek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
- W punkcie kontrolnym mówiono, że mamy się tu dowiedzieć o pracę i że będzie można odzyskać swoje rzeczy - zmarszczyła brwi, bo zaczynało jej się to coraz mniej podobać, każdy najwidoczniej zaczynał robić ją w konia, może i wyglądała na czternaście lat, ale to nie znaczy, że można ją tak traktować. No, może nikt jej też tak nie powiedział, ale usłyszała strzępki rozmowy żołnierzy z inną przeszukiwaną osobą. Niby z jakiej racji miałyby ją dotyczyć jakieś osobne reguły? - Jak mam się czymś dzielić, skoro wszystko mi zabrano? Nawet podpaski, zupełnie tak, jakbym mogła komuś zużytą wrzucić do zupy próbując go otruć - wyrzuciła ręce w powietrze. Absurd na absurdzie, ot co. - Świetnie, chociaż tyle - mruknęła pod nosem na wieść o O.J. Trochę podniosło ją to na duchu i zaraz na pewno pójdzie go poszukać, na korytarzu stało sporo ludzi, więc wystarczyła chwila jej nie uwagi czy nawet spojrzenie skierowane w inną stronę, aby minęli się i nie zauważyli. Wszystko w swoim czasie, na razie zależało jej na jakichś informacjach o funkcjonowaniu tego popieprzonego miejsca.

Iiii napisałam to przed edycją posta MG, także spoko, przyjęła do wiadomości, że mają ją gdzieś i próbują ją spławić, zabrała się z rzeczami i zniknęła iii idę się zorientować, co dalej xD

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
O.J., tak jak obiecał, przyszedł do biura informacyjnego z samego rana. To znaczy, jak tylko wstał i się ogarnął, więc spóźnił się jakieś piętnaście minut. No cóż, zdarza się, naprawdę zależało mu na tej posadzie i nie planował się spóźnić pierwszego dnia. Chciał nawet nastawić sobie budzik, ale ktoś, w punkcie kontrolnym, był tak wspaniałomyślny, że zabrał mu telefon, który był zarazem jego jedynym zegarkiem. Wszedł do biura, gdzie na pewno byli już Jack i Tammy.
- Dzień dobry. -zaczął zdyszany, tak zdobył się na bieg. - Przepraszam za spóźnienie. Nie mam budzika i zaspałem.
Miał nadzieje, że przełożeni go nie zabiją. Tammy się nie bał, ale Jack sprawiał wrażenie groźnego.
- Co mam robić? - spytał, gdy uspokoił oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Tammy znajdowała się już w biurze, stojąc przy jednej z szafek w tyle, do których miała klucze. Gdy OJ zjawił się w pokoju, natychmiast zamknęła drzwiczki i spojrzała na chłopaka, przekręcajac klucz.
- Spokojnie, nic się nie stało.
Odpowiedziała z uśmiechem i odsunęła się od szafki, by złapać za butelkę wody, stojąca na stole. Jacka jeszcze nie było, ale wszedł zaraz za studentem.
- Dzień dobry. Gotowa?
Jack kiwnął na powitanie OJ i spojrzał na koleżankę, która zaczęła ściągać kilka kluczy z całego pęku.
- Musimy odwiedzić punkty kontrolne. Zostawiam ci klucze do szafek - Tammy wskazała Marce dwie najbliżej drzwi, informując o ich wyposażeniu. W jednej można było znaleźć środki higieny osobistej, w drugiej ciuchy.
- Tu masz zeszyt w którym zapisujesz komu i co udostępniasz. Nie zapomnij niczego wpisać, bo potem nic się nie będzie zgadzać. Dasz sobie radę - Odezwał się Jack i wyszedł z pomieszczenia.
Tammy na odchodne dodała jeszcze, że wrócą w południe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pomimo że Danny była teraz biedniejsza o bandaż i składany nóż - starała się tym nie przejmować. Wierzyła, że w najbliższym czasie nie będą jej potrzebne, a jak wiadomo - nadzieja matką głupich. Poszła więc za wskazówkami ludzi z namiotu w punkcie kontrolnym i udała się do szkoły. Przed drzwiami do informacji zawahała się chwilę, po czym zapukała i zajrzała do środka.
- Dzień... dobry? Ja.. nazywam się Danielle Collins, przysłali mnie tutaj... wojskowi. 
Nieśmiało weszła, ściskając w dłoniach swój plecaczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t210-danielle-collins
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Korytarze - parter
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe :: Szkoła Podstawowa-