IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarze - parter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
NARRATOR
avatar


   
   
Szkoła podstawowa

   


Szkoła została przeobrażona w centrum noclegowe dla wszystkich przyjezdnych. W każdej sali na piętrze, rozstawione są polowe łóżka i materace a najwięcej ludzi zamieszkuje sale gimnastyczną.
Na stołówce, dwa razy dziennie, wydawane są porcje żywnościowe, na które część osób głośno narzeka.
Pokój nauczycielski i gabinet dyrektora, teraz pełni funkcje centrum informacyjnego.

Główną ulicą, można przejść do innych punktów bezpiecznej strefy.

WILDBIRD


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Gru 24, 2016 9:29 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
POMOC MISTRZA GRY
avatar
// punkt kontrolny

Janis nieco się zirytowana, kiedy został jej zabrany tak ciężko upolowany dobytek. Z tą opaską na ramieniu czuła się strasznie dziwnie. Szła w stronę szkoły z głową opuszczoną, kopała sobie kamyki pod swoimi stopami. Była zła, że też mięli takiego pecha i trafili na Gwardię. Nie potrafiła żyć w zamknięciu, była trochę zbyt dzika na takie miejsce, miała świadomość, że nie minie kilka dni i zacznie się tu dusić. Tuż przed szkołą wygrzebała jednego papierocha i go odpaliła. Bardzo mało ostatnio paliła, bo bała się, że zabraknie jej fajek i w kryzysowym momencie nie będzie mogła się odstresować w ten sposób. Powoli zaciągała się dymem, bardzo powoli. Musiała coś wymyślić, miała zamiar spotkać się z towarzyszami swojej podróży, żeby zapytać, co sądzą na te temat. 
Kiedy skończyła palić postanowiła wyruszyć na poszukiwanie tego centrum informacji,może akurat znajdą jej jakieś ciekawe zajęcie na chwilę. Zobaczymy. Kiedy już je znalazła weszła do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
//punkt kontrolny

W kolejce do informacji stał mokry, zmęczony i zły Mathias. Chciał w końcu odzyskać swoje rzeczy, a dokładniej telefon ze słuchawkami, ładowarkę oraz multitool. Muzyka na karcie SD była promyczkiem radości w tej całej sytuacji, a multitool to był mus, bowiem jak wypadnie głupia śrubka z łóżka to da radę samemu naprawić to. Z resztą chciał podpytać się o pracę oraz warsztat, nie chciał siedzieć z założonymi rękami, musiał czymś zająć myśli, a może dostanie jakieś bonusy za pracę w bazie. Marzyły mu się jakieś ubrania, może też trochę prywatności - głupi parawan dałby radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
NARRATOR
avatar
Pokój, który służył za centrum informatyczne, kiedyś był zwykłym pokojem nauczycielskim. Na jego środku stał długi stół, na końcu którego siedziała dwójka osób. Kobieta po trzydziestce o ciemnej karnacji i jeszcze ciemniejszych włosach oraz szpakowaty mężczyzna, z okularami na nosie. Żegnając młodą matkę z kilkuletnim dzieckiem, zwrócili oczy na nowo przybyłą.
- Proszę. W czym mogę pomóc?
Kobieta, podniosła się i odsunęła krzesło na którym siedziała, by wyjść naprzeciw Janis. Mężczyzna poprawił okulary i zerknął w gruby zeszyt, leżący przed nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Kiedy Janis udało się wyczekać swoją kolej ruszyła do środka pomieszczenia, kiedy zamykała drzwi posłała Mathiasowi promienny uśmiech, cóż był jedną z nielicznych osób, które tutaj znała. Musiała być miła, przynajmniej dla niektórych.
Weszła do pomieszczenia pewnym krokiem. Nie bała się nigdy konfrontacji z żadnymi ludźmi. Spojrzała na tę dwójką, która znajdowała się w pomieszczeniu.
- Dzień dobry. Chciałam zapytać się, czy dostanę swoje rzeczy, czy lepiej na to nie liczyć. No i co mam tu robić, dostanę jakieś zadanie, pracę?- Nie była osobą, która bez zajęcia usiedzi w jednym miejscu. Zdawała sobie sprawę, że będzie miała problem, by zostać tu dłużej, nie lubiła takich zamkniętych, ograniczonych przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
Gość
Gość
/z punktu kontrolnego

Kazali jej przyjść do szkoły, więc przyszła. Starała się być dobrej myśli, ale za bardzo nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Wszystkie jej plany zakładały, że w Stockton znajdzie mamę, tatę i Braina albo całą trójkę na raz. Nie wiedziała od czego powinna zacząć, gdzie iść ani jak w ogóle znaleźć resztę rodziny. Zabrali jej telefon, jak bez niego ich znajdzie? Oddałaby wszystko nawet za możliwość zobaczenia jeszcze raz tego smsa od mamy. Mogli sobie wziąć wszystko, ale dlaczego wybrali ten głupi telefon? Na pewno był na to jakiś paragraf w konstytucji albo chociaż w jakiejś ustawie o stanie wyjątkowym. Gdyby miała ten nieszczęsny telefon, to mogłaby złapać internet i coś znaleźć. Może gdyby złożyła jakąś oficjalną skargę, to oddaliby jej ten telefon? W sumie nie była pewna czy może to zrobić bez rodzica, ale mama była w drodze, tak? Z resztą, całej masie dorosłych zabrali ich rzeczy. Skoro musiała czekać na rodzinę i resztę grupy z Wildwood Inn, to mogła przynajmniej zrobić coś dla nich wszystkich.
Jeżeli już o tym mowa, to przydałoby się jakoś to wszystko zorganizować, w końcu jak się znajdą, jeżeli nawet nie będą wiedzieli gdzie szukać? Mogłaby zrobić jakieś ogłoszenia. Potrzebowała papieru, czegoś do pisania i taśmy klejącej, a poza tym, jeszcze tej konstytucji.
Zaczęła przeszukiwać sale lekcyjne w poszukiwaniu tych rzeczy. Zaczęła od klas pierwszoklasistów,
w końcu powinna tam być masa plastycznych rzeczy.
Powrót do góry Go down
O.J. na polecenie osób z gwardii udał się do szkoły. Pierwsze co zrobił po dotarciu do niej, to udał się do gabinetu dyrektora, w którym był punkt informacyjny. Musiał się dowiedzieć, czy wszystko w porządku z jego rodziną. Przy okazji może dowie się również czegoś o swoich przyjaciołach i znajdzie sobie jakieś zajęcia. Może nie należał do pracowitych, ale czuł wewnętrzną potrzebę, że trzeba tym ludziom pomóc. Po drodze minął Mathiasa, który na coś czekał. Trochę mu się jednak spieszyło, wiec postanowił go nie zagadywać. Wszedł do pomieszczenia, w którym była już Janis. Rozmawiała ona z jakąś panią, która najwyraźniej pełniła tu funkcje informacyjną. Stanął przy drzwiach i grzecznie poczekał na swoją kolej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
<--- z punktu kontrolnego

Gdy przeszła przez przepytywanie i badania, nie odnalazła już w mijanych ludziach nikogo, z kim tutaj dotarła. Plecak był teraz taki lekki. Nie dziwiło jej, że zabrali medykamenty. Z całą pewnością ich tu potrzebowano. Ale było jej żal kropel do oczu i tabletek na uspokojenie - zdecydowanie by sobie teraz łyknęła.
Zgodnie z tym, co polecono jej na wejściu, skierowała się w pierwszej kolejności do punktu informacyjnego. Musiała zapytać o Jackie, a i wspomnienie, że mogła się tu do czegoś przydać, nie było chyba głupim pomysłem. Chociaż drżala na myśl, że mogłaby ją znaleźć w szpitalu.
Stanęła przed gabinetem dyrektora i zajrzała do srodka. Zapewne czekało ją stanie w kolejce, bo wszędzie kłębiło się pełno ludzi. To również było przytłaczające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Fairy miała spory problem z ogarnięciem tego wszystkiego, co się tu działo i co ją spotkało w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin. Jej mały móżdżek był dość ograniczony i pomijając wciąż kołaczące się w jej głowie Zabiłam człowieka, niewiele do niej docierało. Niemal bezwiednie skierowała się do szkoły, gdzie została odesłana, tym samym znów dając się oddzielić od Charlie'go, który powędrował do szpitala. Miała przynajmniej nadzieję, że ci ludzie odpowiednio zajmą się jego nogą, od tego przecież tu są, tak? Miała też nadzieję, że Jane jej tak łatwo nie zniknie. Nie zanosiło się na to.
Davidson ruszyła według wskazówek w kierunku centrum informacji, jednak zastała tam już kilka osób. Grzecznie ustawiła się w kolejce, poprawiła na ramieniu torebkę, znacznie odciążoną po zarekwirowaniu większości posiadanych przez nią rzeczy i wcisnęła ręce w kieszenie przydużych spodni ściągniętych starym paskiem. Całe ubranie jeszcze niedawno wcale nie należało do niej. Rozejrzała się wokół, ale nie spodziewała się, że ujrzy któregoś ze swoich przyjaciół. Oby mimo tego nic złego się im nie przytrafiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t114-fairy-davidson#346
NARRATOR
avatar
Janis

Kobieta uśmiechnęła się i rozłożyła ręce, które po chwili złączyła, niczym do modlitwy. Robiąc przepraszającą minę, odchrząknęła i odezwała się, na moment zerkając na OJ.
- Niestety nie odpowiadam za zarekwirowany ekwipunek... Mogę tylko załatwić rzeczy pierwszej potrzeby i postarać się o jakieś zajęcie dla pani. Proszę się przedstawić i zdradzić, czym się pani zajmowała, zanim wybuchnęła epidemia.
Kobieta uśmiechnęła się po raz kolejny a jej kolega oderwał się od notatek i również spojrzał na Marce.
- Zapraszam..
Odezwał się, wydając bardziej zmęczony od swej koleżanki. Zdjął okulary i pocierając nasadę nosa, wskazał studentowi na krzesło, obok siebie.

Jackie

Sala nie była pusta. Przy dwóch stolikach, siedziała czwórka dzieci młodszych od ciebie. Dziewczyna z warkoczykami, kolorowała żyrafy na różowo. Dwójka jej kolegów wycinała żołnierzyki a trzeci siedział pod oknem, bujając się na krześle ze smutnym wyrazem twarzy.
W sali nie brakowało papieru, kredek, pisaków, kleju, nożyczek i nawet znalazła się taśma klejąca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Jackie co prawda liczyła się z tym, że w sali mogą być jacyś ludzie, ale nie spodziewała się, że będą to zostawione same sobie dzieci. Dlaczego nikt nie przysłał do nich rzadnego dorosłego? Przecież ten chłopczyk zaraz rozbije sobie głowę!
- Cześć - powiedziała cicho. Miała tylko nadzieję, że nie wystraszy chłopca z krzesła i ten nie walnie głową o ziemię. - Mogę chwilę z wami posiedzieć?
Czy się zgodzili czy nie, wzięła sobie dość sporo kartek, ciemny pisak i wsadziła taśmę klejącą do plecaczka. Najchętniej od razu zabrałaby się za robienie prowizorycznych plakatów i jak najszybciej popędziłaby zająć się resztą swoich spraw, ale czuła, że nie może tak zostawić tych dzieci.
- Słuchajcie... - nie za bardzo wiedziała jak zacząć ten temat i nie wywołać płaczu u żadnego z nich. - Wiecie gdzie są wasi rodzice? Przyszliście tutaj z nimi czy może... zgubiliście się?
Powrót do góry Go down
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Janis nie czuła się bezpiecznie bez broni, bo w jaki sposób miałaby się bronić przed zarażonymi? Niby było wojsko, jednak ona ufała tylko i wyłącznie sobie i swoim umiejętnością. Zrobiło jej się przykro, kiedy dowiedziała się, że nie dostanie swoich rzeczy, zacisnęła mocno pięści, była zdenerwowana.
- Jakim prawem, zabierają nam nasz dobytek. - Nie mogła się powstrzymać od komentarza. Była naprawdę rozżalona, w pewien sposób poczuła się jakby faktycznie straciła cały dobytek swojego życia.
- Jestem chemikiem, uczyłam studentów i inne podobne. - Wolała nie wspominać o tym, że jest chemikiem jądrowym, jeszcze ktoś będzie chciał zbytnio wykorzystać jej zdolności. Nie będzie od razu pokazywała swoich atutów, bo jeszcze je ktoś wykorzysta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t116-janis-romanov
STOCKTON
avatar
/z punktu kontrolnego

Ciekawie. Kiedy przeszła przez kontrolę, a zarekwirowanie sprzętu skomentowała cichym parsknięciem, skierowała się do szkoły z o wiele lżejszym plecakiem. Nie była stu procentowo pewna, że wszyscy są tutaj zupełnie bezpieczni. Oglądała się przez ramię podczas drogi, zatrzymując wzrok na poszczególnych ludziach, przechodzących obok. Nie wyglądali na zbyt zadowolonych, ale tak naprawdę tylko garstka ludzi potrafiła zachować pogodę ducha podczas epidemii.
Skoro mogła zyskać przynajmniej tymczasowy ekwipunek, postanowiła zgłosić się w odpowiednim miejscu. Podejrzewała, że większość ludzi z farmy właśnie tam się skieruje. Cholerni wojskowi i ich nawyki przeszukiwania plecaków. Już jej brakowało aparatu. I pałki teleskopowej. Dziwnie się czuła, nie mając jej pod ręką. Co jeśli któryś z Zarażonych dostanie się do środka? Będą zupełnie bezbronni. Jane średnio podobała się wizja chowania za żołnierzami. Co jeśli zaczną strzelać również do nich? Podczas epidemii różnie to bywało. Gdy już przeszła przez drzwi wejściowe, postanowiła przesunąć przemyślenia na później.
Ustawiła się w kolejce oczekujących, rozpoznając kuzynkę, stojącą tuż obok.
- Nie tego oczekiwałam - mruknęła do Fairy, przyglądając się ludziom, przechodzącym obok z puszkami jedzenia i innych, przydatnych rzeczy. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo jest głodna. Byle szybko to załatwić i znaleźć jakieś miejsce, w którym będzie mogła odpocząć po przeprawie do Stockton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t122-jane-ryder
Szła zrezygnowana i wściekła w kierunku szkoły. Zabrali jej biednego Mono, a przecież na pewno był zdrowy i dla nikogo nie był zagrożeniem. Po drodze, jeśli tylko widziała pod nogami jakieś drobne kamyczki, to wyżywała się na nich kopniakami, bo przecież nie mogła nic innego zrobić. Gdyby rzucała się na gwardzistów pewnie by ją szybko spacyfikowali. Była świadoma tego, że z jej posturą lepiej nie wdawać się w bójki. A już na pewno lepiej nie wdawać się w bójki z kimś, kto był szkolony do pacyfikowania buntu. Dotarła do szkoły i stwierdziła, że będzie musiała odciągnąć swoje myśli. A jak inaczej można je odciągnąć, jak nie szukając sobie zajęcia? Z plecakiem na plecach, uszczuplonym przez gwardię, również pomaszerowała do punktu informacji. Może akurat znajdą dla niej jakieś zadanie, w sam raz na jej umiejętności. Po jakimś czasie dotarła na miejsce i również stanęła w kolejce. Czuła się nieswojo, skoro żadnej z tych osób nie znała i w dodatku nie miała przy sobie pocieszającej obecności zawsze spokojnego Mono.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t174-lounarie-de-coudray
Stali dalej w rządku, a kolejka straciła prędkość. Minął go OJ, a przy informacji siedziała Janka i coś gadała. Najwidoczniej też nie była zadowolona z miejsca, choć to dalej lepsze niż stacja benzynowa czy las. Przynajmniej za ich plecami był płot, metalowy, możliwe, że z jakiejś lepszej stali, a nie konstrukcyjną. Wojskowi pewnie mają tak zaawansowane stopy, że nie ma na to tabeli lub leżą gdzieś pentagonie. Choć to pewnie domysły, bo w końcu to tylko murek zrobiony z plecionego drutu - zazwyczaj kampanie armii USA są w ciągłym ruchu, a bazy stacjonarne chyba mają inny pomysł na obronę. W gruncie rzeczy wiedział tyle co migało kiedyś w telewizji.
Stojąc tak patrzył się czy przypadkiem gdzieś kable nie są pociągnięte w budynku. Te dranie pewnie mają własny generator prądu, który wypije cokolwiek co ma oktany, ale pewnie cała moc idzie na główną bazę. Miło by było jednak móc posiedzieć w jasnym pomieszczeniu, po zachodzie słońca i ponarzekać na wszystko oraz wszystkich, bo chyba do tego będzie sprowadzać się rola ocalałych tutaj. Czasem dadzą grabie do ogarnięcia syfu czy jakieś mniejsze prace utrzymujące obóz w stanie funkcjonowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t106-mathias-drown
NARRATOR
avatar
Jackie

Dziewczynka pokiwała głową, nawet nie odrywając oczu od swego dzieła. Chłopcy za to skrzywili się z powodu kolejnej dziewczyny w sali a brzdąc, który huśtał się na krześle, łypnął na nią podejrzliwie i odezwał jako pierwszy.
- Moja mama pracuje z żołnierzami.
Nóżki krzesła mocno uderzyły o podłogę a chłopiec zrobił naburmuszoną minę.
- I nie pozwoliła mi pomagać.
Dziecięcy foch był wyraźnie widoczny, co dziewczyna skwitowała parsknięciem. Podniosła oczka na kolegę i pokręciła głową.
- Bo jesteś za mały.
Odpowiedziała, co wywołało falę kłótni i przegadywanek między całą czwórką.

Janis

Kobieta nie odpowiedziała na zarzut z ust Janis. Sama była jedynie cywilem, który chciał wspomóc ocalałych. Opuszczając dłonie, westchnęła i zmarszczyła czoło, zastanawiając się nad zajęciem dla Romanov.
O nauce teraz nikt nie myślał.
- Możliwe, że w laboratorium kogoś potrzebują.. ale musiałaby pani pytać w szpitalu.
Poleciła Janis, uśmiechając się lekko. Chciała mieć nadzieję, że Romanov nie tylko dla zysku pragnie pomóc w mieście. Kiwnęła jej głową i zwróciła się w stronę oczekujących.

Janis zt

Mogła wejść następna osoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Dziewczynka odetchnęła z ulgą, widząc, że dzieciaki miały tu gdzieś jakieś rodziny. Przynajmniej były w choć trochę lepszej sytuacji niż ona. Nic nie odpowiedziała na ich wymianę zdań i zabrała się za robienie plakatów, musiała ich zrobić jak najwięcej jak najszybciej. Wielkimi literami napisała "WILDWOOD INN", a pod spodem, że czekają w szkole. Na koniec podpisała siebie i innych ocalałych, którzy dotarli do Stockton. Zrobiła jeszcze trochę plakatów specjalnie dla swojej rodziny, z wielkim napisem "WARD" i krótką notatką, że czeka cała i zdrowa w szkole.
Kiedy już skończyła, zgarnęła jeszcze parę kartek, pisaków i nożyczki do plecaka. Potem wstała i ruszyła szukać biblioteki. Przy okazji zawiesiła plakat albo dwa na korytarzu.
Powrót do góry Go down
O.J. podszedł do Pana, który sprawiał wrażenie niezadowolonego ze swojej funkcji. Zresztą nie ma mu się co dziwić. Kto chciałby przez cały dzień siedzieć i przyjmować interesantów.
- Eee... - zaczął elokwentnie. - Dzień dobry. Chciałem się zapytać, czy wie może Pan, co dzieje się w Santa Rosa? Mam tam rodzinę i chciałbym się z nimi skontaktować. 
Nie zapomniał również o swoich przyjaciołach. 
- Tak przy okazji. Czy w strefie jest Fairy Davidson i Charlie Gaskins?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
O.J.

Słysząc o Santa Rosa, zrobił zbolałą minę i pokręcił głową. Przez chwilę milczał, jakby zbierał słowa albo się nad nimi zastanawiał. W końcu na nowo wcisnął okulary na nos.
- Łączność zerwana. Ale wszędzie dzieje się to samo. Epidemia zbiera żniwo w całej Kalifornii...
W ostatniej chwili przerwał, decydując się nie dopowiadać myśli do końca. Słysząc nazwiska, zerknął w swój zeszyt i przekartkował go kilka razy, sprawdzając spisy, jakie sporządził.
- Nikt taki jeszcze do mnie się nie zgłosił.
Zerknął znad okularów na Marce i uniósł brwi, niemal patrząc na studenta wyczekująco. Chce coś jeszcze?

Mathias, mógł porozmawiać z kobietą, chyba, że znowu ktoś przed niego się wryje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Anabelle powstrzymywała się od głośnego parsknięcia śmiechem. Tacy dokładni, a głupi jednocześnie! Siedemnastolatka zaczęła powątpiewać w ich predyspozycje zawodowe. Gdyby ogłosili poszukiwania pracowników dostałby się tam każdy głupi! Nawet ona! Cóż, wszystko poszło na jej zysk.
- Dziękuję, skarby – posłała im szeroki i słodziutki uśmiech. Zaraz po tym ruszyła w kierunku szkoły podstawowej, gdzie – jak się już pewnie dowiedziała – znajdował się punkt informacyjny. W sumie to w ogóle się nie śpieszyła.  Coś dziwnego podpowiadało jej, że o rodzinie najlepiej zapomnieć. Przynajmniej do czasu, gdy nie wkroczyła do odpowiedniego pomieszczenia. Zebrane tam osoby obrzuciła krótkim i niezdradzającym niczego spojrzeniem.
Widząc wolne miejsce w kolejce… wbiła się tam i rozchyliła kąciki ust.

- Bateson. Czy zgłosił się ktoś o tym samym nazwisku? Poza tym chcę wiedzieć, co mogę tutaj robić, bo dopadły mnie straszne nudy. No i  potrzebuję kosmetyków, pasty i szczoteczki do zębów, ubrań… może pani coś dorzucić! - typowy dla jej osoby potok słów.
Powrót do góry Go down
NARRATOR
avatar
Kobieta spojrzała na blondynkę zastanawiając się, czy Mathias jest taki nieśmiały co samotna nastolatka musiała przejść. Uśmiechnęła się do niej, chcąc dodać otuchy a na pytanie o członków rodziny Any, mogła jedynie pokręcić głową, powazniejąc.
- Jak masz na imię?
Zapytała, przechodząc w stronę szafy, którą otworzyła kluczem, wyciągniętym z kieszeni.
- Sporo rąk do pracy potrzebnych jest w stołówce. Co dzień docierają tu kolejne osoby. Musimy zadbać, by każdy otrzymał ciepły posiłek, a to wymaga kilku godzin pracy.
Kobieta odwróciła się do Any, trzymając w dłoni ręcznik i foliowe opakowanie, w którym mieściły się kosmetyki w małych opakowaniach podróżnych - żel, szampon, mydło, pasta do zębów i szczoteczka. Wyciągając rzeczy ku blondynce, uśmiechnęła się życzliwie.
- Jeśli zdecydujesz się na pomoc, przyjdź na stołówkę jutro rano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
No cóż. Skoro się nie da połączyć, to nic tu po nim. Zmartwił się, że w całej Kalifornii jest taka sama sytuacja, jak tutaj. Bał się też o zdrowie swoich przyjaciół, ale akurat oni, na pewno dadzą sobie radę. 
Wszyscy, którzy wchodzili do środka pytali, czy mogą w czymś pomóc. O.J. do pracowitych nie należał, ale skoro wszyscy chcieli pomóc, to on chyba też powinien. Szczególnie, że będą pewnie z tego tytułu jakiś profity. 
- W takim razie, - zwrócił się ponownie do mężczyzny. - może jest coś, w czym mógłbym pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t90-o-j#205
NARRATOR
avatar
Mężczyzna się zadumał, nad pytaniem Marce. Zmarszczył krzaczaste, siwe brwi i machnął ręką, ogólnie pokazując cały pokój i ludzi, czekających w kolejce.
- Jestem tylko ja i Tammy, a organizacja wszystkiego jest bardzo pracochłonna hmm - Odpowiadając, jeszcze w pełni nie podjął decyzji. Spoglądał na OJ'a wyczekująco, jakby chciał, żeby ten pomógł mu w podjęciu decyzji. A może myślał już o tym, by się jak najszybciej położyć?
- Jak się nazywasz? Czym się zajmowałeś?

Dopytał, chcąc wiedzieć z kim ma do czynienia i czy się nadaje do roli pomocnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
- Mam na imię Anabelle. Mój najstarszy brat to Tyler, tata David, a matka Catherine. Mogła podróżować z nimi Emily, narzeczona Tyler’a – uśmiechnęła się. Po chwili posmutniała, bo przypomniała sobie o swoim siedmioletnim braciszku. Wiedziała tyle, że nie warto rozklejać się w takiej sytuacji i trzeba przyjąć oferowane rzeczy. Tak też zrobiła; wepchnęła je do plecaczka turystycznego, po czym posłała jej najsmutniejszy ze wszystkich(dzisiejszych) uśmiechów. – Na pewno przyjdę. Prawdopodobnie wiem jak się czują… Może któreś z nich tam będzie – musiała przyznać, że kobieta ta poprawiła jej humor. Spodziewała się jakiejś wrednej i obrażonej na świat suki… tymczasem jej sposób bycia dobrze działał na samopoczucie. Poza tym dostała tyle przydatnych rzeczy! Czego mogła sobie jeszcze zażyczyć? Chyba niczego.
- Dziękuję jeszcze raz! – i odeszła.
 

z/t
Powrót do góry Go down
Virginia ruszyła w stronę wolnego stanowiska, gdy tylko odeszła od niego Anabelle. Posłała jej może nawet lekki uśmiech - zawsze to znajoma twarz w anonimowym tłumie. Poza tym, nastolatka szukała pewnie swojej rodziny, więc chciała jej dodać trochę otuchy. Chociaż Ana chyba jej szczególnie nie potrzebowała.
- Dzień dobry. Virginia Ward - wygrzebała dowód z portfela i pokazała kobiecie, nie bardzo wiedząc, jakie tu mają procedury. - Proszę pani, szukam mojej córki, Jackie. Dwanaście lat, chuda, jasne włosy... - spojrzała na nią z nadzieją. - Chciałabym się też dowiedzieć, czy w Santa Barbara, albo Sacramento, utworzono podobne punkty? Muszę zlokalizować męża i syna - dodała. Oby odpowiedź była twierdząca. - I czy z tymi ośrodkami jest kontakt telefoniczny, albo możliwość transferu? - przymknęła oczy. Chyba za dużo pytań i nadziei naraz. Najpierw Jackie. Ona była najważniejsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t127-virginia-ward
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Korytarze - parter
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe :: Szkoła Podstawowa-