IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
NARRATOR
avatar


   
   
Ratusz

   


Ratusz zmienił się w centrum kryzysowe. Na ulicy przed budynkiem, stoi kilka wojskowych samochodów a wejścia do środka pilnują uzbrojeni policjanci. Jako jeden z nielicznych budynków, ratusz jeszcze korzysta z elektryczności.
Wstęp do środka mają nieliczni.

Stąd blisko chociażby do centrum handlowego i na promenadę.

WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hotel 11.07 ranek

Wyrwanie się z przytłaczającego, choć wygodnego hotelu i spacer ulicą, wcale nie wpłynęło na polepszenie humoru blondynki. Miasto było o wiele spokojniejsze, od tego jak je zapamiętała. Nie, nie spokojniejsze. Jakby wymarłe. Chociaż ściągało tu tyle osób, to teraz jednak wolały siedzieć w czterech ścianach szkoły albo hotelu.
Sophie obserwowała mijane osoby, wojskowych i policjantów. Dostrzegając smutne twarze w niektórych oknach, zacisnęła powieki na moment, spuszczając głowę.
Tak bardzo licząc na wyjaśnienie sytuacji, nie chciała się rozczarować. Dlatego też nie od razu weszła do budynku. Przysiadając na schodach,oparła łokcie na kolanach i wystawiła twarz do słońca. jak to dobrze, że przynajmniej jedna rzecz pozostawała normalna i promienie grzały tak samo miło, jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Viserion nie był zbyt zadowolony tą garstką informacji, którą otrzymał na komisariacie. Ale czego mógł się spodziewać po komendancie, który pasł swoj zad pączkami podczas gdy wokół szalała epidemia. No ale jak to mówią - grunt to spokój, nie? No i zdrowa dieta. 
Pan pączuś pokierował go do ratusza, gdzie miał w jakiś sposob wspomóc centrum kryzysowe. Jeśli chodziło o pilnowanie porządku to on się nada! W końcu przed zostaniem oficerem był zwykłym krawężnikiem! Także w pamięci coś zostaje. No i nigdy nie uważał pracy zwykłego posterunkowego za coś złego czy uwłaczającego. Zasadniczo to była podstawa funkcjonowania policji, prawda?
Nie zwlekając od razu udał się w stronę ratusza, jako taki który mieszka tu od urodzenia raczej nie miał problemu ze znalezieniem drogi. Zatrzymał się przed budynkiem i westchnął cieżko. Serio musiał się czymś zająć. Myśli go trawiły. Świeże blizny, świeże wspomnienia. Praca mogła być remedium na to wszystko. 
Jako że chyba jedna jedyna osoba tak zwyczajnie zalegała na schodach podczas gdy inni się po nich ganiali - Viserion wykonał krotki gest, jakby zasalutował dość nonszalancko. Cóż, wcześniej na pewno był lubiany za swoją charyzmę i pozytywne podejście do ludzi. Na razie nie mógł stwierdzić jak bardzo ubiegłe wydarzenia go zmieniły. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
Ratusz tak jak reszta zabudowy zmieniła swoje przeznaczenie. Przed budynkiem pojawiło się ogrodzenie i czujka w postaci wojskowego hammera z szóstką żołnierzy mających dbać o bezpieczny przepływ ludności na tym odcinku.
Jeden z nich zaczął już podejrzliwie łypać w stronę siedzącej na schodach Sophie. Przepuścili Rhysa, który zwrócił na siebie uwagę czarnoskórego mężczyzny palącego nerwowo papierosa przed wejściem. Oficer powinien go znać bo miał przed sobą burmistrza Stockton Richarda Woltona.
- Rhys, do mnie! - zawołał władczo, zapraszając go gestem do środka. Rzucił niedopałek i przydeptał butem. Potem jego wzrok padł na niczego świadomą Sophie. Kiedy policjant wszedł już do środka z burmistrzem, minął dwóch wojskowych - kobietę i mężczyznę, którzy zamierzali przegonić Watson.
- Jeśli źle się pani czuje od eskortujemy panią do szpitala. - przemówiła krótko obcięta, blondynka z długim nosem. Na naszywce widniało S. Watson.


- Jak się trzymasz Rhys? - zagadnął Richard idąc do swojego gabinetu, który pozostał nienaruszony. - Mamy tu niezły bajzel. Jak to wygląda w centrum?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cóż, spokojne Stockton to już dawno szlag trafił. Nie dało się już nawet wmówić sobie, że wszystko jest w porządku. No bo jak, skoro wszędzie pałętali się wojskowi a znaczna część miasta została w pewien sposób odcięta. Zresztą, Rhys nawet nie próbował się oszukiwać, że wszystko jest albo będzie w porządku, pod kontrolą. Zaledwie kilka dni temu stracił córkę, stracił żonę. Jego życie trafił szlag, a on nie miał mocy by cokolwiek z tym zrobił. Po prostu... musiał dalej próbować funkcjonować. Zająć się czymś, robotą, żeby uwolnić się od tych dobijających myśli.
Z zamyślenia wyrwał go głos, który wezwał go. Rhys drgnął i zaraz zlokalizował właściciela głosu. Zjawił się u boku burmistrza w oka mgnieniu, w końcu to była ważna dla Stockton osobistość. Wpływowa, a jak! Rhys ledwo się pojawił przy burmistrzu, zasalutował ładnie, jak należy i podążył u boku osobnika.
- Wszystko dobrze, panie burmistrzu. - kłamstwo. Paskudne kłamstwo. W końcu... jak ktoś kto kilka dni temu stracił najbliższą rodzinę, mógł się po takim czymś dobrze trzymać. Ale Rhys uznał, że to będzie najlepsza odpowiedź. Jego problemy były tylko kroplą w morzu utrapień. - Przed chwilą byłem na komisariacie i przesłano mnie tutaj. Jest... zamieszanie, ale pod kontrolą. Przynajmniej na moje oko. - odpowiedział Rhys, po czym rozmasował kark. - Szczerze mówiąc większy bałagan mam w głowie, bo nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Komendant nie był zbyt wylewny odnośnie tego, co się dzieje. - a co, może sam burmistrz sprzeda mu jakieś informacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie spała dobrze, więc też zareagowała na powitanie zbyt późno. Uniosła rękę w powitalnym geście, gdy Viserion już odwracał się w stronę czarnoskórego mężczyzny.
Obserwując ich chwilę, musiała w końcu oderwać oczy, gdy została zaczepiona przeż żołnierza.
- Słucham... a nie. - Zocha podniosła tyłek i z kieszeni spodni, wyciągnęła świstek papieru - Dostałam przydział do pracy w ratuszu.
Wyjaśniła, chociaż jeszcze nie wyciągała dłoni z kartką. Przesuwając ją między palcami drugiej dłoni, podniosła stopę, stawiając ją na schodku wyżej.
Mogła odejść, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Viserion

Richard wyglądał na równie zmęczonego choć inaczej to wyrażał. Nie spał od dwóch dób, a odkąd ściągnął wojsko nie pozostawało zbyt wiele czasu na przyjemności. Siedział w ratuszu od rana do wieczora z przerwami na kawę i siku.
Zdawać się mogło, że żałuje podjętych przez siebie decyzji. Wskazał Viserionowi krzesło, czyżby zapowiadała się dłuższa pogawędka? Wbił swoje spojrzenie w twarz policjanta jakby oceniał jego wypowiedź. Kłamstwo? Prawda? Może pytał wyłącznie z grzeczności?
- Cóż, będąc szczerym to mamy przesrane. - odpowiedział szczerze zasiadając i włączając wiatrak na pilota. - Schodzą się do nas z najbliższych miasteczek. Wczoraj wieczorem przybyła grupa z Twain Harte, wczasowicze. Wyobrażasz sobie? - uniósł brwi spoglądając na swojego towarzysza jakby ten miał skinąć głową. - Za niedługo zacznie brakować nam podstawowych rzeczy, kto wie ile pociągnie prąd. Musieliśmy odciąć północną strefę. Epidemia Rhys, jakieś gówno mąci ludziom w głowach i im odpierdala. - pochylił się do przodu kładąc łokcie na biurku. - Chcę żebyś utworzył grupę która nadaje się do noszenia i korzystania broni. Brakuje nam policjantów, wielu poległo lub zdezertowało. Tu masz listę... - wygrzebał jeden z formularzy i podał je oficerowi. Oczom Rhysa mogło się ukazać jedno z nazwisk: Belardo z adresem aktualnego zamieszkania w hotelu. Nie był jednak na liście sam.
- Dostaliśmy też kilka zgłoszeń o wypadku na czwórce. Policjantka i jej mąż, kobieta jest w ciąży. Ludzie z nimi przebywający musieli uciekać przed Zarażonymi. Chcesz się tego podjąć? - ciężkie spojrzenie Woltona zawisło na policjancie.


Sophie.

Żołnierzy. Było ich dwóch! W tym jeden z nich to kobieta, która mogłaby nawet uchodzić za bliską krewną Watson. Tej z długimi kudłami. He he. Może i nie wyciągnęła ręki z kartką to ją w tym wyręczył mężczyzna. Naszywka wskazywała, że ma przed sobą E. Wooda i o ile pojmowała stopnie wojskowe to brodacz był kapralem. Spojrzał na obie kobiety z lekkim zniecierpliwieniem, zaczytując się w piśmie.
- Nie wygląda pani na siedemnaście lat... Pani Belardo. - powiedział podnosząc wzrok na blondynkę. Chyba się nawet uśmiechnąć choć nikomu do śmiechu być nie powinno! Sophie najwyraźniej wzięła kartkę Adelaide, a ta jej. Ach ten bałagan! - Proszę za nami, wytłumaczy pani to naszej przełożonej.
Z pewnością obyło się bez protestów i w trójkę weszli do budynku. Watson w długich włosach mogło się zdawać, że coś ją maca po tyłeczku, bo ten Wood tak nawet blisko szedł, a że przystojny, opalony taki...
- Tak? - odezwała się wysoka, szczupła kobieta o ciemnych włosach i ładnych okularach kiedy wszyscy przeszli do średniej wielkości pokoju z włączonymi telewizorami, wiatrakami i ekspresem do kawy. Nie licząc biurka, tablic z wykresami i innymi takimi.
- Tej pani nie zgadzają się dokumenty. Twierdzi, że dostała przydział do ratuszu. - Wood podał kobiecie papier. Omiotła go wzrokiem po czym spojrzała z nad oprawek na Sophie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserion uniósł nieznacznie prawy łuk brwiowy słysząc tę szczerą odpowiedź. Przycupnął na wskazanym mu krześle. Tego, że mają przesrane to nie dało się już nie zauważyć. Przynajmniej takie zdanie było Rhysa a opierało się tylko na obserwacji tego, co akruat się działo w mieście. Nie miał żadnych innych źródeł informacji, komendant nie był zbyt wylewny i musiał liczyć na burmistrza. Ten przynajmniej rzucił jakieś światło na obecną sytuację.
Nazwa Twain Harte powoli przetoczyła mu się przez myśli. Coś w nim zatrybiło ale mozolnie. Marinette chyba wspominała coś o tym, że Janis, chrzestna ich córeczki, miała tam być. Marinette... Znów przeszyło go wspomnienie co sprawiło, że nie do końca kontaktował, zatrybił dopiero wtedy gdy burmistrz zmienił znacznie układ swoich dłoni. Dalej już słuchał z należytą uwagą. Sięgnął po papier i omiótł go spojrzeniem. Zaraz potem podniósł wzrok na burmistrza.
- Jasne, zadziałam w tym kierunku. - powiedział, kiwając powoli głową. Raz jeszcze przebiegł wzrokiem po nazwiskach wypisanych na liście a oderwał się od niej dopiero gdy usłyszał hasło "kobieta jest w ciąży". Jasne, na Rhysa, jako na podrabianego Kapitana Amerykę to zadziałało. Schował listę gdzieś do kieszeni, wcześniej ją składając.
- Biorę to na siebie - odpowiedział jednocześnie - Coś dokładniej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zrobiła minę wyłowionego karpia, który wie, że idzie pod nóż. Poczuła się, jakby właśnie pod taki szła. Czy ona wyglądała na panią Belardo? Nie widząc za bardzo żadnego wyboru, westchnęła jedynie i poszła za kapralem. Nie znała się na naszywkach a nawet jeśli dowiedziałaby się, że to kapral, to nie miałaby pojęcia co to może oznaczać i gdzie mężczyzna stoi na drabinie hierarchii.
Idąc korytarzem, Sophie spojrzała na niego, gdy poczuła podejrzany dotyk. Nie mając jednak pewności, tylko otaksowała go wzrokiem. Ostrzegawczym!
Po wejściu do pokoju, kiwnęła głową na powitanie.
- Musiałam przez przypadek zabrać przydział córki mojego przyjaciela, Belardo. Wczoraj przybyliśmy z Twain Harte i zakwaterowano nas w hotelu. Lenny dostał przydział na posterunek, ja miałam przyjść tutaj.
Zmarszczyła czoło, zastanawiając się jakim cudem ma kartkę Ady. Smarkula grzebała w jej plecaku, gdy spała?
Zczesując włosy na tył głowy, nie spuszczała oka z kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Richard Wolton przypatrywał się uważnie swojemu rozmówcy, ciesząc się w głębi siebie, że istnieli tacy porządni policjanci. Nie to co ci dezerterzy, którzy pouciekali się schronić po farmach i górach zaraz po tym jak się okazało, że wszystkim może grozić poważne niebezpieczeństwo. Czarnoskóry mężczyzna podrapał się po nosie zastanawiając się nad tym co jeszcze Rhys musi wiedzieć.
- Ach. Ci wyżej wprowadzili... - schylił się pomajstrował coś przy dolnej szufladzie na kluczyk z której wyjął mały kartonik i trzy identyfikatory. - Tu masz opaski (niebieskie), które dasz swoim ludziom. Dadzą wam możliwość pobrania odpowiedniego ekwipunku, transportu i przejścia. Identyfikatorami podzielisz się z jedynie... Zasłużonym. - machnął zbywająco ręką. - Nic więcej nie wiadomo. Trasa dwadzieścia sześć, rozbite auto, Zainfekowani. Niepotrzebnie nie ryzykuj. - dodał powstając i wyciągając dłoń do uścisku. - Po wszystkich chcę raport.

(Rhys może już opuścić Ratusz i szukać osób z listy: Lenny Belardo [hotel], O.J Marce [szkoła], Jan Kovalsky [NPC], Wade Butler [NPC], Kim Parker [NPC])


Sophie


Trudno powiedzieć co zrobiła z informacją, którą otrzymała od Sophie. Najwidoczniej uwierzyła ponieważ odprawiła wojskowych skinięciem głowy, prosząc, aby Watson usiadła na przeciw niej.
- Jane Atkinson - przedstawiła się bez wyciągania ręki, może to ostrożność, albo chamstwo. Nie wiadomo. Uśmiechnęła się delikatnie choć było to za dużo powiedziane. Po prostu jej twarz stała się ciut dostępniejsza i przyjaźniejsza. - Agentka FBI. Kawy? Wbrew pozorom bardzo smaczna. - zaproponowała wskazując na ekspres.
Zasiadła za biurkiem przeczesując palcami papiery aż wybrała w końcu odpowiedni.
- Proszę uzupełnić... - podała kartkę z długopisem. - Czym się pani do tej pory zajmowała?
Założyła pukiel ciemnych włosów za ucho. Przypominało to trochę rozmowę kwalifikacyjną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserion był dobrego rodowodu jeśli chodzi o policjantów. W końcu w ciągłej linii z kilku pokoleń panowie byli policjantami. To musiało krążyć gdzieś we krwi. Chociaż niektórzy z Rhysów to dość obsesyjnie podchodzili do obowiązków. Do tego stopnia ze skończyli przewiezieni do szpitala psychiatrycznego. Cóż... Viserionowi do końca życia blizny ciągnące sie przez jego twarz bedą przypominać o obsesji jego ojca. O tym ze dla niego służba była ważniejsza od rodziny a zazdrość o sukces syna moze pchnąć do takich działań jak właśnie atak na niego. Nie oszukujmy się - Rhys nie miał zbyt lekko ale to pewnie dlatego zahartował się na wszelkiego rodzaju trudy. 
Przejął od burmistrza niebieskie opaski i skinął powoli głową. 
- Biorę się już do roboty. - skwitował po czym powstał, odmeldował się i pewnie za pozwoleniem burmistrza odmaszerował. Postanowił najpierw pokierować się w stronę hotelu. zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NARRATOR
avatar
11.07

Po godzinie czternastej, ciszę w mieście przerwał odgłos przelatującej awionetki. Chwilę później, w powietrzu pojawiły się żółte ulotki, powoli opadające na dachy budynków, chodniki oraz ulice, pod nogi i wprost w dłonie mieszkańców.

Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegała przed epidemią i skutkami zarazy, zalecając pozostanie w domach, zgłaszanie widocznych śladów ugryzień oraz zadrapań u sąsiadów i znajomych.
Apelując o współpracę z przedstawicielami władzy, zalecają pozostanie w wyznaczonych bezpiecznych strefach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spojrzała na wojskowych, wychodzących z pokoju. Ulżyło jej. Korzystając z zaproszenia, usiadła na krześle, w końcu zwracając uwagę na drobnostki, które wypełniały pokój.
Szczególnie na wiatrak.
Ucieczka w Farmington i stara farma, dawały wrażenie utraty wygody.
- Agentka. FBI.
Powtórzyła, unosząc brwi. Na propozycję kawy, pokiwała głową i zerknęła na formularz, sięgając po długopis. Przesuwając spojrzeniem po pytaniach i słysząc jedno, sama miała co najmniej kilka.
- Ratownictwem wodnym... Co tu robi FBI?
Pozwoliła sobie zadać pytanie, wpisując na formularz imię i nazwisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Jane odchyliła się na oparcie, spoglądając uważnie na interesantkę przed sobą po czym wstała, aby zrobić sobie i jej kawy. Zaczęła się krzątać ignorując zdziwienie oraz trwogę jaką wywołało słowo FBI.
- Ratownictwo wodne. - powtórzyła - To aż dziwne iż nie dostała pani przydziału do szpitala. Mogę wiedzieć ile lat? I jakie skończyła pani studia?
Wyjęła saszetki z cukrem, które ułożyła na talerzyku. Rozdzwonił się telefon na biurku, który zaraz został odebrany przez Jane. Pokazała palca Sophie, żeby przez chwilę nic nie mówiła.
- Dobrze. Dziękuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zmrużyła oczy, niezadowolona zignorowaniem jej pytania. Spoglądała na Jane, czekając na wyjaśnienia, a zamiast tego otrzymując kolejne pytania. Może z formularza sobie poczyta?
Akurat Zośka była przy dacie i miejscu urodzenia, zaraz przechodząc do wykształcenia.
Na zdziwienie, dotyczące szpitala, nie odpowiedziała. Nie on tu przydziały rozdawała. Sama powinna się dziwić!
- Zaczęłam od wychowania fizycznego, po roku przeszłam na ratownictwo medyczne.
Zdążyła odpowiedzieć, nim rozdzwonił się telefon, na który spojrzała i zamilkła. Wpisując kolejne literki, udawała, że nie nadstawia ucha. Chociaż było ciekawa o co chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Kołysząc szczupłym biodrem podała Sophie kawę, zasiadając na swoim miejscu. Jane wyglądała na miłą biurokratkę, ale czy pozory nie myliły? Równie dobrze mogła okazać się wredną zołzą i pokazać gdzie jest miejsce blondynki.
Oblizała wargi poprawiając okulary na nosie.
- Nie będę ukrywała, że sytuacja jest poważna. Jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z takim zasięgiem... Epidemii. Miała Pani okazję...? - uniosła brwi pytająco. O co pytała? O to czy dziewczyna była świadkiem zmian jakie zaszły w świecie.
- Nie należy jednak tracić nadziei. Staramy się zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. - uśmiechnęła się pokrzepiająco do Sophie. - Największe mózgi w Stanach pracują już nad lekiem.
Naprawdę w to wierzyła czy tylko udawała? Upiła łyk kawy w zamyśleniu patrząc na mapę Stockton.
- Jaki ma pani stosunek do ludzi? Łatwo przychodzi pani nawiązywanie relacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Z chęcią przyjęła kubek kawy, cicho za niego dziękując i od razu pozwalając sobie na upicie łyka. Chłodne wnętrze, wygodne miejsce i kawa... można było pomyśleć, że nic złego się nie dzieje. Ale słowa kobiety, szybko ściągnęły Sophie na ziemię.
- Zdążyłam się o tym przekonać.
Odpowiedziała i pokiwała głową, nie odwdzięczając się uśmiechem. Zmarszczone czoło wskazywało, że daleko jej do optymizmu rozmówczyni.
- Nigdy nie miałam z tym problemu. - odpowiedziała wyczekująco, chcąc aby kobieta kontynuowała temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Jane spojrzała na Sophie przychylniej łącząc palce wskazujące. Miała co myśleć, więc Watson mogła pić kawę i pić zanim pojawiła się ostateczna oferta.
- Mamy problem z upartymi mieszkańcami osiedla przy północnej granicy miasta. - zaczęła - Przydałby się nam ktoś z zewnątrz, kto przemówiłby im do rozsądku i namówił na opuszczenie domów. Nie posłałabym pani tam samej, oczywiście. - uśmiechnęła się do blondynki jakby ta tego potrzebowała - W towarzystwie kaprala Wooda będzie pani bezpieczna.
- Jakieś pytania? - zapytała zapisując coś na kartce starannym pismem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zaskoczyła ją informacja o ludziach, pozostających w niebezpiecznej strefie. Kto z własnej woli narażałby się na ryzyko, mając tu zagwarantowane bezpieczeństwo?
Sophie jeszcze mocniej zmarszczyła czoło ale zaraz rozpogodziła wyraz twarzy i kiwnęła głową, najwidoczniej się zgadzając. Chociaż nie zamierzała lecieć ot tak sobie.
- Co zrobicie jak mimo wszystko się nie zgodzą?
Pomyślała o poszerzeniu strefy, chociaż nie proponowała tego, ciekawa co powie kobieta. Dopijając kawę, zerknęła na kartkę przed swą rozmówczynią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
NARRATOR
avatar
Odpowiedź Watson najwyraźniej zadowoliła Jane. Spojrzenie mówiło, że młoda kobieta nie pozostanie bez korzyści. Nagrody zawsze zwodziły i kusiły.
- Wtedy przesiedlimy ich siłą. - odparła szczerze oraz zgodnie z prawdą. - Spisałam tu ogólne wytyczne. Proszę słuchać kaprala Wooda choć mam nadzieję, że nie będzie musiała pani ryzykować życia. Chciałabym też, abyś udała się tam... - zerknęła na elektroniczny zegar na szafce. - Tak o czternastej po obiedzie.
Podała Sophie kartkę oraz wyciągnęła na dla niej fioletową bransoletkę. Wstała. Czas spotkania dobiegł końca.

z.t

--> Osiedle
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Południe-