IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynek recepcji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
NARRATOR
avatar
First topic message reminder :



   
   Budynek administracji
   

Budynek jest pierwszym, który widzą goście przybywający do ośrodka. Postawiony na niewysokiej górce, jest świetnym miejsce na obserwację całej okolicy. W budynku znajdują się pokoje dyrekcji, recepcja i kuchnia.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Rose uznała, że skoro skończyła studia wychowania fizycznego, to da radę się tam wdrapać - oczywiście, nie była tak wysoka, żeby zrobić to bez pomocy, ale spróbować można, prawda? Uśmiechnęła się do Dimitra i położyła mu jedną dłoń na ramieniu, a stopę na jego "podeście" z dłoni. Była teraz obrócona bokiem do daszku, więc wolną ręką złapała się dachu i... teraz pozostawało tylko liczyć na to, że uda jej się tam wspiąć, gdy Dima ją nieco bardziej podsadzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
Mężczyzna, czując, że dziewczyna stabilnie stoi na jego ręce wyprężył muskuły i podniósł ją wyżej.
- Trzymasz się?  
Kiedy uzyskał odpowiedz potwierdzającą, podniósł ją jeszcze trochę,  aż nie poczuł, że odrywa stopę. Popatrzył w górę. No, siedziała na górze, niech ino nie spadnie i giry sobie nie złamie. 
Odwrócił się, słysząc dziewczęcy głos. 
- Nikogo nie ma w środku i martwimy się, że właścicielom mogło się coś stać. - odpowiedział spokojnie dziewczynce. Pewno ku zdziwieniu wszystkich potrafił i lubić rozmawiać z dzieciakami. Może dlatego, że był zajebistym wujkiem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Nie była pewna, czy powinni bawić się w bohaterów i pakować do mieszkania państwa Smith. Nawet jeśli mieli podejrzenia o włamaniu i krzywdzie właścicieli ośrodka. Sięgając do kieszeni po telefon, była o krok od przedzwonienia do Belardo, rezygnując z chwilą pojawienia się dziecka.

Alice musiała zejść z ganku, by dotrzeć na tyły. Obok budynku prowadziła ścieżka, którą można było dotrzeć do domku pracowników. Drewniany płot przesłaniał widok na ten budynek. Na tyłach, parapety okien znajdowały się półtora metra nad ziemią. Żadne okno nie wyglądało na otwarte i śladów włamania również nie było. Sprawdzając okna, Alice natrafiła w końcu na jedno otwarte. Wystarczyło tylko pchnąć skrzydło, by mieć dostęp do gabinetu właścicieli.

Rose udało się bezpiecznie wdrapać na daszek. Kobieta musiała ostrożnie przejść dwa kroki, by zbliżyć do ściany budynku, gdzie znajdowało się okno. Nauczycielce nie sprawiło to żadnego problemu i mogła wślizgnąć się do środka sypialni. Cichej i pustej, z niepościelonym łóżkiem, przewróconym stolikiem, obok którego leżał potłuczony wazon i uchylonymi drzwiami na korytarz.

- A gdzie twoja mama?
Sophie odezwała się po Dimitrze, marszcząc czoło. Nie podobało jej się, że dziecko samo łazi po ośrodku. Zerknęła na mężczyznę, chociaż myśli zachowała dla siebie. Wolała zerknąć w górę, na znikającą w oknie Rose.
- Wszystko w porządku?!
Zawołała do kobiety, mając nadzieję, że nie usłyszy zaraz jej krzyku, bo a. napadnie na nią włamywacz b. znajdzie trupa właściciela c. napadnie na nią szalony właściciel. Dopiero teraz zdała sobie też sprawę, że nie zapytała o imię. Żadnej z dwóch kobiet, które zniknęły im z oczu. Będą się nawoływać Ej Ty!

Czas na odpisy 24 godziny. Brak kolejki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Mijając domki pracowników zaczęła się zastanawiać czy reszta też zaspała. Kuchnia była zamknięta, tak samo jak recepcja. Może wszystkich dopadła jakaś wirusówka, czy inna grypa? Takie rzeczy się zdarzały, zwłaszcza w pracy z ludźmi. Znała to z autopsji, jako studentka podczas praktyk spędziła prawie tydzień w domu wypluwając sobie płuca. Na szczęście ktoś mądry wynalazł ibuprofem, kwas acetylosalicylowy, oraz witaminę c.
Uchylone okno. Point.
Popchnęła skrzydło a następnie chwyciła się krawędzi parapetu i krótko wybiła z nóg podciągając do góry tak żeby usiąść na krawędzi, przerzuciła jedną nogę do środka żeby złapać równowagę. Przez chwilę nasłuchiwała.
- Halo? Pani Smith? - Rzuciła w głąb domu, ale nie krzyczała, nasłuchiwała odpowiedzi. Jeśli nie nadeszła, powtórzyła głośniej.
W międzyczasie rozejrzała się po gabinecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Rose najpierw stanęła bardzo blisko okna i przechyliła się przez nie do środka mieszkania, starając się coś dostrzec. Nie chciała jeszcze wchodzić, na wypadek gdyby był tam jakiś włamywacz - bała się trochę, ale musiała sprawdzić teren, skoro już odważyła się wejść na daszek. To akurat był pikuś przy tym, co mogło ją spotkać w środku. Włamywacz? Jakieś ciało? Boże, o tym drugim nawet nie chciała myśleć, ale... była taka opcja.
- Halo? Jest tu ktoś? - zawołała wgłąb pomieszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
Alice, przed sobą miała drewniane biurko i fotel, naprzeciwko zamkniętych drzwi. Po prawej stronie, pod ścianą stała długa biblioteczka z rzędem książek i teczek. Po lewej zaś dwuosobowa kanapa, przy której stało małe akwarium z kilkoma rybkami.
Kobiecie odpowiedziała cisza z mieszkania i uderzenie w płot, przy domku pracowników. Alice jednak nie była w stanie dostrzec co zatłukło się za ogrodzeniem.

Rose, również nie otrzymała odpowiedzi, jakby w mieszkaniu nikogo nie było. A już na pewno nie w sypialni państwa Smith, w której Rose dostrzegała nieporządek. Obok niepościelonego łóżka i strąconego stolika, zauważyć mogła wysuniętą pustą szufladę w komodzie i rozrzucone papiery na stoliku, który musiała pokonać, by wejść do pokoju. Chwilę po swym pytaniu, Rose usłyszała skrzypnięcie drzwi na korytarzu.

Nagły wystrzał z pistoletu, rozniósł się echem po okolicy
, co usłyszał każdy obecny przy budynku recepcji. Zwracając uwagę na wystrzał, Jackie i Dima dostrzegli wyłaniającą się zza drzewa osobę, ale tylko Jackie rozpoznała w niej wychowawczynię koloni.
Między budynkiem a kobietą było kilkanaście metrów, jednak z każdym jej krokiem, coraz bardziej w oczy rzucał się zakrwawiony strój wychowawczyni.

Czas na odpisy 24 godziny. Brak kolejki.
Proszę zaktualizować ekwipunek podręczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Dimitr drgnął, kiedy rozległ się huk wystrzału , niosący się po okolicy. Popatrzył sie zaniepokojony na ratowniczkę. Wystrzały na terenie ośrodka to nie był dobry znak. 
Zaraz potem ujrzał kobietę idącą w ich kierunku. Najpierw nie wziął to za nic podejrzanego, ale kiedy bardziej się zbliżyła ujrzał, że przód ubrania miała we krwi. Z automatu pomyślał, że trzeba jej pomóc. Może postrzelił ją ten ktoś kto użył przed chwila broni?
- Poczekajcie. - powiedział i ruszył się w stronę kobiety. - Proszę pani, co się pani stało? - podniósł głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Gość
Gość
- Mogli po prostu zrobić przerwę - odpowiedziała podejrzliwie.
Jackie nie była pewna czy powinna uwierzyć w wersje wydarzeń tego mężczyzny, ale no jakoś ci ludzie nie zaczęli uciekać, grozić jej ani robić inne rzeczy, które powinni robić włamywacze. Mimo wszystko to wyglądało bardzo podejrzanie.
Nie podobało jej się też to co powiedziała pani ratownik. Nie miała siedmiu lat, żeby musiała chodzić wszędzie z mamą, poza tym po wakacjach miała pójść do junior high school. Nie była dzieckiem. Poza tym, była odpowiedzialna - przecież inaczej nie zostałaby przewodniczącą szkoły.
- Dzieci powyżej dziesiątego roku życia mogą poruszać się po terenie ośrodka bez opieki rodziców - zacytowała regulamin Wildwood Inn.
Jackie podskoczyła, słysząc nagły wystrzał. Od razu odwróciła się w jego stronę, podświadomie spodziewając się zobaczyć tego mężczyznę z ogniska, tego który jadł ludzkie mięso i chwilę potem padł martwy.
To była wychowawczyni tej kolonii czwartoklasistów. Miała na sobie zakrwawione ubrania, jak ta zaginiona nastolatka, Katie. Mimo wszystko, Jackie ciągle myślała o tych wszystkich przypadkach ataków. Może ta nauczycielka też zaraziła się tą chorobą?
- Niech pan uważa - powiedziała i mimo wszystko podeszła parę kroków. Chciała sprawdzić czy ta kobieta też ma taki nieobecny wzrok albo czy nie trzeba znowu wzywać karetki. Od razu wyciągnęła swój telefon.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Hałas przy domkach pracowniczych po prostu zignorowała nie widząc większego sensu by to sprawdzać. W ośrodku byli też inni ludzi i mieli swoje życie, a teraz ważniejszą rzeczą było sprawdzić co się stało z właścicielami ośrodka.
Z domku odpowiedziała jej cisza. Zdążyła przerzucić drugą nogę przez krawędź i wejść do środka gdy usłyszała wystrzał. Normalnym odruchem powinna być ucieczka. Ale ludzie dawno zatracili instynkt samozachowawczy i zyskali jakieś dziwne uwielbienie do zagrożenia. Społeczeństwo dążyło do autodestrukcji. Wiadome od dawna.
Alice zamarła w pierwszej chwili czując zimny dreszcz spełzający wzdłuż kręgosłupa. Przez chwilę serce chciało jej uciec z klatki piersiowej wybijając sobie drogę przez żebra, na szczęście była zdrowym okazem homo sapiens takim który często ćwiczy i je w miarę zdrowo więc szanse, że padnie teraz na zawał byłby niewielkie.
- Świat stanął na głowie. - Mruknęła pod nosem, cicho, tak do siebie.
Wciąż nasłuchując ruszyła w stronę drzwi wyjściowych z gabinetu. Postanowiła je otworzyć (mają klamkę? gałkę? są przesuwane) asekurując je drugą ręką tak by zminimalizować szansę na skrzypnięcie. Mechanizm otwierający też starała się przemieścić w miarę powoli chociaż spodziewała się dźwięku przeskakujących części.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Alice, mogła nacisnąć prostą klamkę i drzwi cicho stanęły przed nią otworem. Kobieta przed sobą miała główną salę z drewnianym kontuarem recepcji po prawej stronie i kanapami po lewej, obok których znajdowały się drzwi do kuchni i schody.
Na wprost niej były przeszklone drzwi, od których dzieliły ją trzy metry. Za nimi widziała Sophie, Jackie i oddalającego się Dimitra. Skrzypnięcie drzwi na piętrze, doleciało do uszu Alice, równo z przytłumionym męskim głosem z zewnątrz.

- Nie..
Sophie próbowała zatrzymać Morchenko i Jackie, ale zanim na dobre się odezwała, mężczyzna już zbliżał się do zakrwawionej wychowawczyni. Kobieta szła powoli, wpatrując się w Dimitra przekrwionymi oczami. Blada skóra, naznaczona była kilkoma siniakami, a rozerwana bluzka ukazywała poszarpaną ranę pod obojczykiem.
Kobieta, wyciągnęła dłonie w stronę mężczyzny i pochylona, złapała go za rękę nad łokciem, ewidentnie próbując ugryźć w ramię.

Kolejka: Dimitr, Jackie, Sophie
Alice, Rose - bez kolejki
Czas na odpis 24 godziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Kobieta niby zakrwawiona , niby chód był nieco niezdarny , ale gdy Dima się zbliżył i spojrzał w jej oczy poczuł nagły niepokój. Tak jakby zobaczył w tych oczach upór , ale taki, którym odznaczają się zwierzęta, a nie ludzie. Jakby nie oczy przestały być ludzkie.
- Proszę pani....?
Starał się nawiązać jakiś kontakt, ale na próżno. Nie spodziewał się jednak ataku, a ten nastąpił gdy zbliżył się do kobiety na odległość wyciągniętej ręki. Zdziwiło go to jaki jej chwyt był... silny. Jakby złapał do za ramię rosły chłop, a nie taka kobietka. Odruchowo w drugą rękę włożył całą swoją siłę by tę agresywną babę od siebie odepchnąć. Czy to mu się udało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Careline nigdy nie lubiła się ukrywać, zawsze wolała stawić czoło nawet najgorszemu przeciwnikowi, jednak tym razem sama nie wiedząc czemu zachowała się inaczej i całą tę dziwną scenę rozgrywającą się pod wejściem do recepcji obserwowała zza wąskiego filaru na rogu ściany budynku. Najdziwniejsze jednak rzeczy zaczęły dziać się po przybyciu jakiejś kobiety, chyba opiekunki obozowej. Było w niej coś dziwnego, coś dzikiego. To coś zdecydowanie przerażało Careline, tylko nie wiedziała jeszcze czemu. 
Nagle dziewczyna stanęła przed jedną z cięższych decyzji, jakie dane jej było podjąć w ostatnim czasie, kiedy jakiś nieznajomy mężczyzna zbliżał się coraz bardziej w stronę tej dziwnej, prawdopodobnie niebezpiecznej kobiety.
Usłyszy mnie, jeśli krzyknę, żeby się do niej nie zbliżał? Powinnam mu w ogóle pomóc? Nawet go nie znam... - Careline biła się z myślami, jednak robiła to zbyt długo, by ostrzec tego faceta przed niebezpieczeństwem. Jak teraz mogła mu pomóc? Nie była najgorsza w walce wręcz, ale nie była pewna czy jest wystarczająco dobra, by pokonać tę szaloną, prawdopodobnie czymś zarażoną świruskę. Było jednak coś, w czym była dobra i mogło się udać.
Careline nie raz wygrała biegi na długie dystanse, potrafiła wytrzymać długo pozostawiając swoich przeciwników daleko za sobą. Jedyne co musiała zrobić, to odwrócić uwagę tej dziwnej kobiety od jej biednej , choć wyglądającej na mocnego faceta ofiary.
Uniosła palce do ust i że wszystkich sił mocno zagwizdała palcami. Następnie zaczęła biec w stronę napastniczki, próbując ją okrążyć.
Misja: Uratować Życie Nieznanemu Mężczyźnie rozpoczęta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t150-careline-tipps#857
Gość
Gość
O nie, to się bardzo nie podobało Jackie. Kobieta wyglądała jakby też była chora i miała wysoką gorączkę, tak jak ten mężczyzna, który zaatakował policjanta. Czy ona też chciała ich zaatakować? Dziewczynce zrobiło się niedobrze na samą myśl o tym, jak ta kobieta wyrywa kawał mięsa z ręki tego mężczyzny.
A co, jak ta choroba przenosi się przez ślinę? Wścieklizną można się zarazić przez ugryzienie psa, a ta choroba wyglądała podobnie. Chyba wszystkim da się zarazić, jak zarazki dostaną się do krwi, a w ślinie prawie na pewno są zarazki. Jackie nie była pewna, ale wydawało jej się, że to tak właśnie działa.
Trochę spanikowała, kiedy wychowawczyni kolonii chwyciła za ramię tamtego mężczyznę. Bardzo, bardzo nie chciała, żeby sytuacja się powtórzyła, tym bardziej, że nikt tutaj nie miał nic do obrony ani jakieś apteczki. Niewiele myśląc, Jackie chwyciła za krzesło stojące przy stole, tak że oparcie miała po swojej lewej stronie.
- UWAGA! - krzyknęła do tego pana, który szarpał się z wychowawczynią i pobiegła na kobietę. Nie zwróciła uwagi na żadne gwizdy, może nawet je zagłuszyła.
Jeżeli wszystko poszłoby z planem, to Jackie powaliłaby kobietę krzesłem i choć na chwilę uwięziłaby ją między nogami mebla.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Ta kobieta która wybrała drogę przez daszek miała im otworzyć drzwi, to był priorytet. Czemu Dymitr się oddalał nie wiedziała, ale postanowiła otworzyć wreszcie przed towarzyszami wejście do budynku. Podeszła do wyjściowych drzwi i spróbowała je otworzyć (o ile mają mechanizm zamka wewnętrzny) jeśli jej się nie udało bo potrzebny jest do tego klucz to postanowiła się rozejrzeć gdzie takowy mogłaby znaleźć (wieszak przy ubraniach, jakiś stolik w pobliżu lub wróci do biura szukać).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Wychowawczyni koloni, zacisnęła palce na ramieniu Dimitra, tak mocno, jakby chciała przebić skórę i mięśnie swymi pazurami. Odepchnięta, nie puściła od razu. Czerwone pazury kobiety, przejechały po męskiej ręce, zostawiając długie ale płytkie zadrapania.
Chwiejąc się, kobieta puściła w końcu Morchenko i jak zaślepiona, zwróciła uwagę na gwizd w wykonaniu Careline. Dziwny warkot wydobył się z gardła wychowawczyni, która obróciła się w ślad za podbiegającą. Ruszając na dziewczynę, postawiła zaledwie dwa kroki, zanim obok Dimitra nie przebiegła Jackie, szarżując na wściekłą kobietę z krzesłem. Ciężkim, drewnianym krzesłem ogrodowym.
Dziewczynce udało się dobiec z nim do chorej, jednak atak w jej wykonaniu nie mógł się udać. Jackie uderzyła w wychowawczynię koloni, powalając ją na ziemię i sama się przewracając.  
Jackie boleśnie uderzyła się o krzesło, upadając na bok i tłukąc sobie przy tym bark oraz łokieć.

A wychowawczyni zaczęła podnosić się w górę, odwracając ku dziecku.

Alice nie musiała szukać kluczy. Wystarczyło, że przekręciła dwa zamki w drzwiach. Jeden tuż nad klamką, drugi na wysokości oczu. Drzwi stanęły otworem, zapraszając do środka, na co nikt nie zwrócił uwagi, oprócz panny Watson.
- Otwarte! - Sophie krzyknęła z wyrazem ulgi, odwracając się w stronę Alice i rzucając szybkie spojrzenie na daszek, na Rose, w dalszym ciągu tkwiącą w miejscu. Na Dimitra i resztę spojrzała dopiero, gdy kula świsnęła obok jej ucha, trafiając we framugę obok Alice i zmuszając do skulenia się w miejscu.
- Do środka!
Zawołała, gdy drugi pocisk wbił się w ziemię obok Careline. Tylko sekundy mogły ich dzielić od trzeciego wystrzału.

Kolejka: Dima, Careline, Jackie, Alice
Rose - bez kolejki. Brak odpisu jest równy z przejęciem postaci przez MG.
Czas na odpis 24 godziny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Zakołysał się nieco zdezorientowany, stawiając ze dwa kroki do tyłu. Zaklnął soczyście pod nosem, zerkając na swoje ramię. Parę czerwonych krech na skórze, nie głębokich, ale w pierwszej chwili zapiekło.
Nie zdążył nawet odwrócić głowy, kiedy ta małolata z kolonii przebiegła parę centymetrów od niego, drąc się jak atakujący Indianin. Szkoda tylko, że sama też się wyjebała. Głupie dziecko.
- Kazałem czekać. - warknął. W tym ułamku sekundy, nim doskoczył do dziewczynki, rozległ się kolejny strzał, w dodatku prawie obok nich. Niewiele myśląc złapał Jackie, zebrał ją z ziemi i wziął ma ręce. Była o połowę niższa od niego, a ważyła nie więcej niż to durne krzesło, które posłużyło jej za broń zagłady. Najważniejsze to było schronić się w środku. Podniósł głowę, kiedy kolejny strzał padł prawie pod nogami młodej dziewczyny. Morchenko widział na własne oczy jak kula rozbryzguje trawę na około.
- Biegiem! 
Nie obracał się na nią tylko pobiegł w stronę otwartych przez Alice, by po chwili znaleźć się w środku i postawić gówniarę na ziemi. 
- Nic sobie nie złamałaś? To krzesło nie było najlepszym pomysłem. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Czy bieg w stronę jakiejś niezrównoważonej dzikuski był przemyślaną decyzją? Raczej nie.
Czy Careline czuła się pewnie w tym co robi, biegnąc na tę przerażającą kobietę, która zaczęła za nią podążać? Cóż, zdecydowanie nie.
Jednak na odwrót było już za późno, więc ze wszystkich sił nóg Careline przebiegła koło kobiety i zaczęła uciekać w przeciwną stronę, jednak po krótkim biegu nie usłyszała za sobą kroków. 
Odwróciła się więc do tyłu i tam ujrzała scenę jednocześnie trochę przerażającą, ale wydawała się Careline jednocześnie odrobinę zabawna. Mała dziewczynka próbowała zaatakować dorosłego, niebezpiecznego osobnika, podczas kiedy stojący obok dorosły mężczyzna szykował się do ucieczki. Car zastanowiła się czy powinna im pomóc, bo, szczerze mówiąc czuła się jakby wyrobiła już dzisiaj swoją roczną normę pomocy innym. Ostatecznie mężczyzna i to dziecko sami zaczęli kierować się w stronę otwartej już recepcji. 
Chwila nieuwagi wystarczyła, by strzał z broni trzymanej przez tę niebezpieczną osobniczkę rozległ się centralnie koło nogi Careline, więc po trzech sekundach znieruchomienia zaczęła ponownie biec, tym razem prawdziwym sprintem godnym zawodów, w których tak chętnie niegdyś uczestniczyła. Kierowała się w stronę recepcji i ostatecznie wdarła się tam zaraz po tej dziewczynce i facecie.
Na jego słowa skierowane w stronę dziecka przewróciła oczami.
- Tak Careline, dziękuję ci za częściowe uratowanie mi życia. Cieszę się, że dałaś mi czas na ucieczkę odwracając uwagę tej niebezpiecznej kobiety - powiedziała, lekko dysząc od biegu, który przed chwilą przebyła i po ścianie zsunęła się, siadając zmęczona na podłodze. 
- Daj spokój, tej małej nic nie będzie, ledwo dotknęła ziemi, przeżyje to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t150-careline-tipps#857
Gość
Gość
Plan nie poszedł tak jak powinien, a Jackie zamiast uwięzić szaloną wychowawczynię kolonii, wylądowała na ziemi, na dodatek tłukąc sobie rękę. Zaczęła już gorączkowo rozglądać się za kolejną bronią (bo nie sądziła, że da radę jedną ręką podnieść całe krzesło), kiedy usłyszała strzał. Strzelają? Do niej?
Dopiero sekundę później zorientowała się, że to może mieć związek z tym, że jest całkiem blisko tej wychowawczyni. Nie chciała zostać zastrzelona i to przez przypadek. Już miała wstawać i ratować się ucieczką, kiedy nagle znalazła się w powietrzu.
Może normalnie nie byłaby szczególnie zadowolona, że ktoś nagle ją nosi, ale w tym momencie nie wydawało się to aż tak złą opcją. Odetchnęła z ulgą, kiedy dostała się do środka. Miała nadzieję, że to po prostu jakiś policjant próbował trafić tę wychowawczynię i nie trafił, a nie że ktoś strzelał do nich. Z resztą, po co ktoś miałby do nich strzelać?
- Chciałam pomóc - wytłumaczyła się, czując się trochę głupio. Ale hej, gdyby ta kobieta odgryzła mu nos, tak jak tamtemu policjantowi, wszyscy pytaliby się czemu nikt nie pomógł. - Jestem cała - dodała, choć ciągle bolała ją ręka.
Powrót do góry Go down
STOCKTON
avatar
Pierwszym odruchem było odskoczenie i skulenie, pierwszym, bo kolejnym w jednym kroku już stanęła za osłoną ze ściany tuż przy framudze. Czekała aż reszta dostanie się do środka. Raz, dwa, trzy, cztery. Wszyscy. Zatrzasnęła drzwi za nimi, od razu przekręcając wewnętrzne zamki, jakby to mogło pomóc. Następnie szybko odsunęła się od drzwi kierując w głąb korytarza. W końcu wejście było przeszklone a jak każdy wie, szło w większości wypadków nie jest kuloodporne.
- Co do...? - Nie dokończyła pozwalając by pytanie zawisło w powietrzu. - Na razie zejdźmy z widoku. Nie wiem do kogo strzelano i dlaczego, ale nie chcę dostać. A tu jesteśmy wciąż odsłonięci. - To było pragmatyczne podejście, ale trzeba przyznać, że całkiem sensowne. Rozejrzała się po reszcie posyłając im pytające pytanie, może ktoś znał trochę lepiej od niej rozkład budynku, zwłaszcza, że ona była wcześniej tylko w tym pomieszczeniu żeby się zameldować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Rose musiała salwować się ucieczką przez okno a Sophie zdążyła jeszcze złapać za swój plecak, nim wleciała do wnętrza domu, chwilę przed resztą, która chciała się pobawić z wychowawczynią koloni. Odrzucając na bok swój bagaż, odetchnęła i przyłożyła dłonie do policzków, patrząc jak Alice zatrzaskuje drzwi za uciekinierami.
W czasie, gdy oni przerzucali się słowami, Sophie wyciągnęła telefon z kieszeni i próbowała dodzwonić się do Belardo.
- Czy wszyscy teraz dzwonią?!
Podniosła głos, zdenerwowana otarciem się o śmierć. Zaciskając usta, z których wydarło się ciche przekleństwo, zrobiła kilka kroków w prawo i lewo. Jeszcze raz spróbowała nawiązać połączenie, aż w końcu z rezygnacją wcisnęła telefon do kieszeni.
Gdyby ktoś próbował zadzwonić, również napotkałby problem.

Na zewnątrz padł kolejny strzał, a głuche uderzenie rozległo się nad głowami obecnych na parterze.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
STOCKTON
avatar
Głuche uderzenie nad nimi obudziło w niej kolejną falę złych przeczuć. Chciała to sprawdzić. Wolała to sprawdzić. Tyle, że nie miała zarazem w planach zostać zaatakowaną przez amatorów gryzienia, ani niewidocznego strzelca.
- Jak się nazywasz? - Zwróciła się do dziewczyny próbującej się do kogoś dodzwonić. - Nie ważne... Sprawdzę co się dzieje na górze. Uważajcie. - Zatrzymała się na moment marszcząc brwi. - Jakbyście musieli mnie wołać, to jestem Alice.
I jak zapowiedziała tak zrobiła. Postanowiła dostać się na górę. Po schodach (gdy już takowe znalazła) starała się wchodzić powoli i cicho, zarazem obserwując czy ktoś lub coś nie wyskoczy na nią zza rogu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Towarzysz Morchenko pokręcił tylko głową, patrząc na małą blondynkę. Nie mógł jej odmówić odwagi, ale również i głupoty. A co jezeliby się potknęła i wylądowała w łapach tamtej wariatki? On jako mężczyzna miał trochę trudności żeby ją odepchnąć, a co dopiero dziecko sięgające mu raptem za pas.
- To dobrze, jak masz na imię? - spytał, a potem usłyszał irytujący, skrzeczący głos młódki, która chyba myślała, że pozjadała własne rozumy.
- Dziękuję, Careline za uratowanie mi życia. - naśladował jej głos, ale dalszą część zdania dokończył trochę poddenerwowany. - I gratulacje, że nie dałaś sobie strzelić w łeb.
Ten przystojny Rosjanin właśnie zdał sobie sprawę, że ma wokół siebie same kobiety. Baby, które jak zaczną gadać jedna przez drugą to on nie będzie miał już nic do powiedzenia. Przydałby się jeszcze jeden męski pierwiastek by ogarnąć natężenie macic na metr kwadratowy. 
- Alice ma rację, nie chce dostać kulki. Dimitr jestem. - zaczął iść w głąb budynku.
- Sophie, a ty jesteś cała? -  odwrócił głowę do ratowniczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Careline westchnęła lekko i rozejrzała się po pokoju. Świetnie, utknęła w pokoju z jakimś dziwnym mężczyzną, heroicznym dzieckiem i dwoma niezidentyfikowanymi osobnikami płci żeńskiej. 
A nie, przepraszam, jedna z nich, ta która poszła na górę, ma na imię Alice.
- Jestem Careline, jeśli ktoś nie wie, a pewnie nie wiecie, bo przez ostatni tydzień wychodziłam ze swojego pokoju najwcześniej o pierwszej w nocy. 
Cóż, prezentacja jej osoby nie brzmiała zbyt zachęcająco, ale lepsze to, niż gdyby chcieli ją za chwilę dźgnąć nożem, bo jest wielką niewiadomą. 
- Więc - zaczęła, próbując zainicjować jakąkolwiek próbę wymyślenia planu - co zamierzamy teraz zrobić? Nie możemy tu siedzieć do końca życia, a nie wygląda na to, żeby nasz damski King Kong miał zamiar stąd odejść.
Rozejrzała się próbując wyczytać z twarzy towarzyszy co sądzą na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t150-careline-tipps#857
Parter był przestronnym wnętrzem z kontuarem recepcji i kanapami po lewej stronie, gabinetem na wprost wejścia oraz schodami i otwartymi drzwiami do kuchni po prawej stronie.

Sophie zdążyła się przedstawić, nim Alice ruszyła na schody. Rozglądając się po recepcji, Watson skierowała się za blondynką, jakby sama chciał sprawdzić co z państwem Smith i Rose. Zatrzymała się jednak na pierwszym schodku, by spojrzeć na Dimę i kiwnąć głową.

Po wejściu na górę, pierwsze co Alice zobaczyła, to uchylone drzwi. Dzieliło ją od nich jakieś dwa metry. Dalej były następne i ewidentnie się poruszyły, jakby lekko popchnięte. Skrzydło powoli się otworzyło, a ze środka pokoju wyczłapał łysiejący mężczyzna z pokiereszowaną, zakrwawioną twarzą

- Zadzwoniłabym, ale nie mam zasięgu.
Sophie odpowiedziała Careline i znowu sięgnęła po telefon, by sprawdzić stan kresek na wyświetlaczu. Brak połączeń i brak wiadomości denerwował, wywołując paniczny lęk.
Zanim jednak Sophie się mu poddała, oderwała oczy od telefonu i spojrzała na wychodzącą z kuchni, niską i otyłą kobietę po czterdziestce. Twarz kucharki blada jak u wychowawczyni koloni, nosiła ślady zadrapań i ugryzienia na policzku.
- Pani Carlsson?
Sophie nie zdążyła się ugryźć w język, a kucharka od razu ruszyła w jej stronę.

Podgląd parteru
Podgląd piętra

Kolejka: Jackie, Alice, Dima, Careline
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Gość
Gość
Dziewczynka poczuła ulgę, że nie czeka jej wykład. Powinna być bardziej odpowiedzialna - zwykle była, ale szczerze mówiąc okropnie się wystraszyła, że sytuacja z ogniska się powtórzy. W takich chwilach człowiek nie myśli racjonalnie, prawda?
- Jackie - odpowiedziała krótko.
Dwunastolatka przesunęła się w głąb pomieszczenia. Bycie odsłoniętym kojarzyło jej się z jakimiś filmami akcji, a nie z prawdziwym życiem. Od razu założyła, że skoro jest w środku, to żadna zbłąkana kula jej nie trafi.
Brak zasięgu to była bardzo, bardzo zła wiadomość. Chciała być w ciągłym kontakcie z mamą (i Brianem, i tatą), zwłaszcza kiedy na zewnątrz szalała jakaś epidemia i ludzie atakowali innych ludzi w środku dnia. Szybko wyciągnęła telefon i sprawdziła czy chociaż internet działa - w końcu satelity to nie to coś emitowało sieć.
- Ktoś musi być na zewnątrz, inaczej skąd te strzały. Na pewno nam pomoże. - Jackie wolała nie myśleć, w jaki sposób to zrobi. Ci ludzie z Twain Harte chyba mieli jakieś tendencje do wyciągania broni i strzelania na prawo i lewo. Policja albo jacyś dziennikarze powinni się tym zająć, ale mimo wszystko Jackie nie mogła odmówić strzelającym racji. Ci chorzy byli przerażający i nie wiadomo ilu ludzi już zaatakowali.
Dziewczynka jęknęła, kiedy pojawiła się kolejna zarażona. Miała okropną ranę na policzku (może ta wychowawczyni ją ugryzła?). Jackie odruchowo schowała telefon i zaczęła się rozglądać się za jakąś prowizoryczną bronią. W końcu nie jest jeszcze dość badass żeby mordować zombie gołymi rękami.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Budynek recepcji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Antidotum - wydanie urodzinowe #5
» Budynek mieszkalny C, 5 piętro, apartament 5-2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-