IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynek recepcji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
NARRATOR
avatar


   
   Budynek administracji
   

Budynek jest pierwszym, który widzą goście przybywający do ośrodka. Postawiony na niewysokiej górce, jest świetnym miejsce na obserwację całej okolicy. W budynku znajdują się pokoje dyrekcji, recepcja i kuchnia.
WILDBIRD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Upalne popołudnie dawało mu solidnie popalić. Lenny zawsze źle sypiał, ale to okres letni był dla niego istną katorgą.
Komary, nadmierna potliwość i klejąca się do skóry pościel. Dlatego do pracy zerwał się już bladym świtem. Obowiązki szeryfa w Twain Harte znacznie różniły się od tego do czego przywykł przez kilkanaście lat w San Francisco. Pościgi, strzelaniny, rozpracowywanie gangów, większych grup przestępczych... W Twain Harte ratował koty z drzewa, pouczał dzieci w szkole podstawowej i gapił się kilka godzin w sufit byleby tylko nie wypełniać papierów. Biurokracja wszędzie była taka sama. Jedyną pociechą dla Belardo w tym miesiącu były odwiedziny córki. Stwarzał wtedy pozory czystego, zadbanego domu w którym mieszka samotny, ale świetnie sobie radzący mężczyzna -kawaler. Kochał Adelaide i nie chciał, żeby się niepotrzebnie martwiła. Podczas jej odwiedzin zachowywał trzeźwość.
Lato oznaczało również najazd turystów spragnionych odpoczynku blisko natury oraz wędrówek po tutejszych lasach i górach. Okolica była piękna, musiał to sam przyznać pomimo swojej niechęci do żwiru pod nogami i wystających korzeni. Dzisiejszego dnia pojawił się w Wildwood Inn w celach czysto służbowych. Rozmowa z właścicielami ośrodka była kluczowa do podjęcia dalszych kroków. Stojąc w recepcji rozmawiał z Arlene Smith, 50-letnią tlenioną blondynką, która pomagała mężowi w prowadzeniu interesu.
- Przyjrzyj się uważnie Arlene, może widziałaś ją na terenie ośrodka. - powiedział pokazując kobiecie arkusz z wizerunkiem uśmiechniętej nastolatki. Miała piętnaście lat i już nie pierwszy raz znikała z domu. Gdyby nie sam fakt, że sam miał córkę to siedziałby teraz na dupie na posterunku sącząc zimne piwo kakao.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Kolejny, nudny do granic możliwości dzień. Zdążyła się już wyspać za dwoje, zwiedzić całą okolicę i spotkać staruszkę, która z uporem maniaka wmawiała jej o podobieństwie do jakiejś siostrzenicy. W Twain Harte nic się nie działo. Ludzie znali się od podszewki, każda tajemnica pozostawała nią dopóki obserwujący sytuację zza rogu interesant nie rozpowiedział na wszystkie strony nowinek z wielkiego świata swojego sąsiada.
W tym miasteczku była ponoć robota dla policjanta. Tata wyszedł do pracy, jak w każdy dzień, wcześnie rano. Niczego nie zjadł. Po protu poszedł. Pewnie napcha się swoimi pączkami już na miejscu. Rysując palcem kształty na czystym blacie zastanawiała się co może ze sobą zrobić.
Nie od razu zaczęła go śledzić. Będąc już blisko ośrodka zauważyła samochód. Pokonując schody lizała lody truskawkowe. Weszła do środka i upewniając się, że ją zauważy, oparła się o drewnianą boazerię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t85-adelaide-belardo
Nie mogąc spać, wolał od razu wybrać się do pracy niż robić sobie niedobre śniadanie czy obudzić Adelaide. Miała wakacje, niech jego Najjaśniejsze Słoneczko śpi. Oczywiście troszczył się o to co robiła całe dnie gdy przebywał w terenie. Wysyłał jej smski, dzwonił i nasyłał posterunkowego stażystę czy też opłacał miejscowego dzieciaka chcącego dorobić. Tak więc ojciec i jego latorośl byli siebie warci. Niedaleko w końcu pada jabłko od jabłoni. Lenny wpatrywał się w Arlene z nadzieją, że pomoże. Ucieczki nastolatków nie były niczym nowym w jego karierze, zawsze kończyło się tak samo. Nieszczęśliwa miłość, problemy w domu... Czy byłby to pierwszy raz, gdy jakaś siksa wyrwała faceta w motelowym pokoju? Z doświadczenia wiedział, że to jak najbardziej realne. Słodko uśmiechnięta dziewczyna ze zdjęcia mogła właśnie poddawać się czynnościom za które musiałby zapuszkować jej towarzysza. Właścicielka Wildwood Inn pokręciła głową, pozwalając jednak rozejrzeć się po ośrodku i popytać. Wtedy też zauważył swoją pociechę. Oparta i tak patrząca... Miał ochotę skryć się za swoimi okularami przeciwsłonecznymi. Miał wrażenie, że ona wie choć starał się nie rzucać w oczy. Nie jeździł już na dziwki służbowym autem. Obrączkę nosił i nawet nie pozwolił Addy ubrać bikini. Kiwnął głową Arlene Smith i podszedł do córki wolnym krokiem zginając kartkę w pół. 
- Umówiłaś się z kimś? - zapytał podejrzliwie, jakby to ona szlajała się po różnych takich nie wiadomo z kim. Przyjrzał się temu co dzisiaj ubrała. Nawet w normie więc to nie żadna randka. 
Zanim jednak usłyszał odpowiedź, jeden z pracowników ośrodka podgłośnił radio. 
Mieszkańcy Calexico twierdzą, że policja zastrzeliła nieuzbrojonego mężczyznę, który rzucił się na funkcjonariusza. Niektórzy wspominają o dziwnym zachowaniu ofiary i jego agresywnym zachowaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Zagrzebała ręce w kieszeniach krótkich spodni. Nosiła szorty, bo było pierońsko gorąco, nawet jak na lipiec lub jak kto woli, w szczególności jak na lipiec. Mały szczegół, że były koloru czarnego i zamiast odbijać nęcące skórę słońce, wręcz zapraszały do opalenia. Wyglądała jakby dopiero co wyszła z treningu, z nałożoną na siebie koszulką z inicjałami, herbem i innymi bzdetami, ulubionego zespołu taty. Zawiązała sobie w pasie szarą, czystą koszulę.
Spoglądała na recepcjonistkę, mogła się do niej nawet uśmiechnąć, powiedzieć dzień dobry, czy cokolwiek, ale zamiast tego wlepiała w nią swoje otwarte szeroko ślepięta. Mimowolnym gestem, zaledwie drgnięciem po szybkim mrugnięciu powiekami przeniosła wzrok na ojca.
- Szukam czegoś. - powiedziała odsuwając się od ściany. Odlepiła koniuszki palców od drewna boazerii, dłonie nadal trzymała splecione za plecami.
- Kij baseballowy. - dodała z pewnością równą niejednemu dyplomacie. Oczywista oczywistość.
- Znalazłam piłki do baseballa, ale nie mam kija-a...? - Uniosła brwi. Co tam kij, co tam piłeczki. W parę zaledwie sekund przestały ją interesować dyrdymały a zaciekawił komunikat. W tej mieścinie?
Radź sobie ze mną, Lenny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t85-adelaide-belardo
Krótkie szorty to wypracowany kilkugodzinnymi sprzeczkami kompromis. Stąd też koszulka z ulubionym zespołem taty, który wmawiał sobie, że jego latorośl pała do niego taką samą miłością co on. Przyglądał się jej uważnie chcąc wykryć oznaki kłamstwa, ale za bardzo mu w takich momentach przypominała żonę. Zmarszczył czoło słysząc jak mówi o kiju baseballowym. Nie wiedział, że interesuje się sportem, zwłaszcza typowo męskim. 
- Coo...? - zapytał zastanawiając się czy nie jestem czasami wrabiany w jakieś nastoletnie śmieszki heheszki. Adelaide bywała cudaczna i nie miał pojęcia jak z nią rozmawiać. Kiedyś wystarczyło dać lizaka, zabrać na lody czy kupić misia. 
- Jeden jest w sypialni przy moim łóżku, a drugi w bagażniku w garażu - odpowiedział zaraz dodając: - Przecież ty nie umiesz grać. Patrz na mnie - zwrócił się do niej, gdy odpłynęła przy wiadomościach. On słyszał to samo już kilkukrotnie w ciągu tego dnia i nie robiło to na nim wrażenia. - To nic takiego. - machnął na to przysłowiową ręką. A może córcia martwiła się o swojego ojca glinę? Równie dobrze to i jego mogli postrzelić. Dzisiaj był, a jutro za tęczowym mostem wśród motylków. - Co będzie na kolację?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
A zespół nazywał się Wigry Śląsk.
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Z wyrazem głębokiego znudzenia spojrzała w jego przepełnione jakąś dziwną obawą oczy. Jakby ją o coś podejrzewał. Czyżby dawała mu do tego powody? Niewiarygodne! Przecież zachowywała się wzorowo. W przeciwieństwie do niektórych znikających panien.
- W bagażniku w garażu, w sypialni przy łóżku. - powtórzyła za nim, notując w głowie zarówno lokalizację kijów baseballowych. Informacja o dziwnym mężczyźnie, który w równie dziwnych okolicznościach zaatakował funkcjonariuszy uleciała jak poranna mgiełka, w tył głowy Adelaide. Dobrze, że jego tam nie było. Nie musiał do nikogo strzelać.
Koniec końców nie odpowiedziała czy z kimś się umówiła, ani na co jej ten kij baseballowy skoro rzekomo nie umie się nim posługiwać. Ojciec na razie nie połączył faktów w całość. Nigdy zresztą nie był domyślny jeśli chodzi o tego typu sprawy.
- Myślałam, żeby zrobić kuskus z kurczakiem, alee... - przerwała przesuwając się o dwa zwinne kroki do przodu. Musiała go wyminąć, żeby wskoczyć na ladę niedaleko tej całej Arlene, czy jak jej tam było.
- Pomyślałam, że możemy skoczyć na pizzę. Alice pracuje w tym roku w pizzerii. Skończy zmianę i później przyjdzie do nas na noc. - oświadczyła majtając nogami. Nie od razu zauważyła, że coś jej się lepi do ręki. Miała palce upaćkane lodami truskawkowymi, które zdążyła zjeść przed wejściem do budynku.
- Przepraszam, gdzie tu jest łazienka? - Spojrzała na recepcjonistkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t85-adelaide-belardo
Miał podejrzenia, że Adelaide donosi o wszystkim Matce, ale dowodów nie miał. Poza tym wolał żyć w przekonaniu wielkiej, rodzicielskiej miłości jaką go darzyła. Świadomość odmiennej możliwości poważnie zaburzała jego komfort psychiczny. Wychowywanie dziecka nigdy nie było łatwe, nie uważał siebie za dobrego ojca, wiele rzeczy spieprzył. Przez spędzanie większości czasu w pracy nie wiedział co się dzieje w domu. Nie nadążał za mianami jakie zachodziły w rodzinie. Zmiana zainteresowań córki, nowa fryzura żony czy dwa koty. Umykało mu to przez palce czego teraz zbierał żniwo. Był przekonany, że jego Addy preferuje balet i inne hello kitty. 
Spojrzał na nią tak bezradnie, gdy go minęła. Obrócił się nie zamierzając jednak poddawać się bez walki. Chciał usłyszeć przynajmniej co wyląduje dzisiaj na jego talerzu. Arlene posłała nastolatce krzywe spojrzenie i jedynie obecność szeryfa ratowała młodą Belardo przed zwróceniem uwagi. 
- Alice? Jaka Alice? - zapytał ponownie tracąc rezon bo żadnej takiej nie pamiętał. Próbował wyciągnąć z córki jakieś informacje podczas posiłków, ale odpowiadała lakonicznie albo zmieniała temat rozmowy. Powinien się cieszyć, że poznała jakieś koleżanki. Zawsze to lepsze od kolegów.  Niemniej czuł się teraz tak... Głupio. Przez własną córkę! Czuł, że powinien wiedzieć kim jest Alice, która w tym roku pracowała w pizzeri. Przejedzie się tam zaraz. - Na noc? A przynajmniej ładna?  Szczyt bezczelności tak spraszać bez pytania.
- Była już u nas? - zapytał starając się skryć niepewność w ojcowskich oczach. 
- Tamtym korytarzem w lewo dziecino - odpowiedziała Arlene, która się im przyglądała. 
Westchnął i gdy Addy udała się do łazienki rozłożył arkusz ze zdjęciem nastolatki i podszedł do przechodzącego człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t65-npc-lenny-belardo
POMOC MISTRZA GRY
avatar
Zeskoczyła z blatu, cichutko jak kotek, który po kryjomu zwinął parę łyczków stygnącej na stole kawy. Wyciągnęła ręce jak ten kot i spojrzała na recepcjonistkę, która rzucała w jej kierunku cały wachlarz dezaprobaty.
Zgodnie z podejrzeniami, ojciec kompletnie nie pamiętał Alice. Miała ochotę parsknąć śmiechem, ale powstrzymała się, uśmiechnęła krzywo i zakołysała biodrami w kierunku odwrotnym do tego, który wybrał tata. Zrobiło jej się w jednej chwili przykro, że on tak bardzo nie ogarnia. Przykro, że nie może mu pomóc i zwyczajnie wystawia go na wieczną próbę. Miała do niego żal. Wiedziała. Dokładnie wiedziała co zrobił. Kto zawinił. Kogo nie było przez tyle czasu, że matka stała się obojętna i zdziczała. Jej też zresztą nigdy nie było. Nawet na urlopie. Z dwojga złego lepiej Twain Harte, chociaż te Hawaje...
- Sally called when she got the word, she said - przerwała widząc minę Lennyego. Zerknęła na recepcjonistkę, która ją nie interesowała i zrobiła kroczek w stronę łazienki. - Tak, była. Jeśli masz coś przeciwko to ja pójdę do niej. - wzruszyła ramionami.
- Nie będę ci już przeszkadzać, tato. Do wieczora. - powiedziała odwracając się na pięcie. Po chwili zniknęła z zasięgu jego wzroku. Domruczała kilka słów śpiewanej przed chwilą piosenki, a opuszczając łazienkę spotkała się z ojcem raz jeszcze. Czekał na nią. Można się było tego spodziewać.
Pożegnali się i rozeszli, każde w swoją stronę.

ZT x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t85-adelaide-belardo
NARRATOR
avatar
08.07.2016 RANEK - BUDYNEK ZAMKNIĘTY. BRAK JAKIEJKOLWIEK KARTKI/WYWIESZKI.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie w ogóle nie spała. Najpierw w stresie wracając ciemną ścieżką do domku, potem próbując dodzwonić się do brata. Wkurzając się na głuchy telefon, chciała nim rzucać o ścianę, siedząc przed telewizorem i przeskakując przez kanały. Gdzie nie trafiła na wiadomości, te jak nakręcone, nawijały o tym samym.
Watson nie potrafiła się skupić, wspominając słowa szeryfa. Czy też powinna? Tak jak mu polecono, spakować się i wyjechać z miasta? Sophie jednak musiała się dostać z tej dziury do centrum Sacramento. Do miasta!
Gdy słońce wyglądało zza horyzontu, kobieta była już spakowana i jedynie co powstrzymywało ją od nagłej ucieczki, było pragnienie otrzymania zapłaty. Nie mogła jechać bez funduszy.
Z plecakiem na ramionach, pojawiła się wcześnie rano przed budynkiem recepcji, zamierzając twardo postawić na swoim i zażądać pieniędzy od Arlene. Szybko pokonała kilka schodków i podeszła do drzwi, łapiąc za klamkę.
Zaraz jednak stanęła jak wryta, gdy drzwi okazały się zamknięte. Sophie szarpnęła za klamkę ponownie i wybałuszyła oczy.
Jakim cudem budynek był zamknięty bez wyjaśnienia? Blondynka pięścią zapukała w drzwi i uniosła oczy do nieba.
- No chyba sobie żartujecie.
Rzuciła w powietrze, wycofując się o krok i rozglądając po oknach na parterze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Rosemarie z kolei została przywiedziona do recepcji, bo w nocy bardzo dziwnie jej się spało i miała wrażenie, że coś jest nie tak z tamtejszą klimatyzacją w jej pokoju. Było wręcz upalnie gorąco i pomimo że były wakacje, to nie powinno tak być - przecież w takich warunkach nie dało się spać. Może nie tyle chciała składać skargę, co po prostu spytać w recepcji o co chodzi i czy wiedzą, że w jej pokoju siada klimatyzacja. Mogli nie wiedzieć, bo chyba nie mieli w jej pokoju monitoringu... miała nadzieję, że nie, bo to zalatywałoby horrorem, a tego raczej nie chciała.
Przyjechała odpocząć, a nie umrzeć. Czy to przez psychopatycznego właściciela horroru, czy chociażby - jak w tym wypadku - przez gorąc w pokoju tak wielki, że nie mogła zmrużyć spokojnie oka.
Przed recepcją, gdy już dotarła na miejsce, wachlując się dłońmi i starając się oddychać normalnie (teraz to miała wrażenie, że tu jest chłodniej, niż w jej pokoju), dostrzegła kobietę. Zmarszczyła brwi i podeszła do niej niepewnie, wyłapując jeszcze jej słowa, gdy była nieco dalej. 
- Coś się stało? - spojrzała najpierw na Sophie, a później na drzwi i sama pociągnęła za klamkę. Zamrugała oczkami, a potem odchyliła głowę do tyłu, zmęczona i kompletnie bez siły na cokolwiek. Wszystko przez tą klimatyzację. - Pięknie. Po prostu pięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
Odwróciła głowę w stronę Rosemarie i westchnęła, nie mając ochoty na rozmowy z gośćmi ośrodka. Tym bardziej, gdy chciała się stąd zwijąć. Sophie, nie wiedząc gdzie przebywała kobieta w czasie wczorajszego ogniska, nie chciała rozmawiać o nocnych wydarzeniach. Woodlight musiała kojarzyć panią ratownik, chociaż Watson kompletnie nie wiedziała kim jest jej nieoczekiwana towarzyszka.
- Zaspali.
Odpowiedziała z wyrzutem, skierowanym w stronę właścicieli i drzwi. Dosłownie, bowiem Sophie odpowiadając, spojrzała na wejście do budynku. Nie wiedziała jednak, czy miała rację. Wolała to, niż myśl o szaleństwie, które dopadło właścicieli ośrodka.
Skręcając w bok, dotarła do jednego z okien i palcami nacisnęła na szybę. Zamknięte a zegar tykał, denerwując Sophie. Blondynka przykleiła nos do szyby i dłońmi przysłoniła sobie widok, by cokolwiek dostrzec wewnątrz.
- Byłaś na ognisku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Zaspali? No, super, tylko że Rose nie mogła wrócić do swojego pokoju, bo się w nim udusi, ugotuje albo zaparzy. Nie wiedziała, co gorsze, wiedziała tylko, że będzie to gorąca śmierć.
- Nie, nie byłam na ognisku. - oparła się plecami o ścianę budynku recepcji. - A co, działo się coś ciekawego? 
Spoglądała na to, co robi dziewczyna, zastanawiając się czy warto w ogóle czekać tutaj na kogoś z recepcji. Prawdopodobnie nie, ale... w sumie chwilę może poczekać, a potem najwyżej pójdzie się przejść. Do pokoju nie wróci, za nic. Udusi się, jeśli tylko tam wejdzie.
- Jesteś na bieżąco z informacjami z miasteczka? - zapytała po chwili. Niby potrafiła się zamknąć kiedy było trzeba, ale uznała teraz, że krótka niezobowiązująca rozmowa nic złego jej nie zrobi. Chyba, że każe jej się zamknąć miła pani ratownik, to wtedy jasne, zamilknie. - Słyszałam, że policja kogoś zastrzeliła. Teraz nigdzie nie jest bezpiecznie... A podobno to taka spokojna dziura. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
Słysząc pytanie swej towarzyszki, odkleiła czoło od szyby i spojrzała na nią z ociąganiem. Nie tylko w swej reakcji, ale także z odpowiedzią. Kiwnęła jedynie głową i zgarnęła włosy za uszy, nieco zbyt nerwowo niż zwykle.
Świeżo w pamięci miała strzał szeryfa i martwe ciało Joe. Nie była w stanie spokojnie o tym myśleć, a co dopiero opowiadać.
- Tak..
Odpowiedziała jedynie, chociaż trudno było określić na co konkretnie. Omijając Rosemarie, ruszyła na drugi róg budynku, do kolejnego okna. Po szybkim sprawdzeniu, Sophie pokręciła głową.
- Chyba trzeba..
Przyjść później? Watson nie zdążyła zakończyć wypowiedzi, gdy do uszu obojga kobiet dotarł hałas na piętrze. Hałas podpowiadający upadek stolika i trzask wazonu o podłogę. Sophie cofnęła się od ściany budynku i rozejrzała po oknach na górze.
Jeśli Rosemarie poszła w ślady blondynki, dostrzegłaby uchylone okno na piętrze.
- Pani Arlene!
Sophie przysłoniła oczy przed słońcem, wołając pracodawczynię w nadziei na ujrzenie jej głowy w oknie. Niestety odpowiedziała jej cisza a Watson zaczęła się zastanawiać dlaczego nikt nie reaguje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Rosemarie była tak zaskoczona tym nagłym hukiem, że wystraszona odskoczyła wręcz od ściany i obróciła się przodem w stronę domku. Zerknęła na drzwi, ale te nadal były zamknięte, więc - co było naturalne - spojrzała po kolei, bardzo przelotnie na każde z okien, wreszcie dostrzegając to otwarte. 
- Myślisz, że to rabunek? - to pierwsze, co przyszło jej głowy, zwłaszcza po dźwięku tłuczonego wazonu (nie wiedziała, że to wazon, ale podejrzewała, że coś porcelanowego, tak sądząc po hałasie). Pytanie o rabunek naprawdę wydawało jej się sensowne, ale... - Nie, przecież jest biały dzień, cholera. - tak, czasami przeklinała, ale niezbyt często i dało się jakoś puścić jej "cholery" mimo uszy. Ona raczej nie należała do osób używających wulgaryzmów jako przeciwko, kropki albo wręcz pomiędzy wyrazami, bo i takie osóbki się zdarzały. Zwykle, by przekląć, musiała mieć powód. Ten wydawał się dobry. - Wiesz może, czy jest tu jakieś tylne wejście? Mam złe przeczucia. 
Cóż, to chyba naturalne, że słysząc hałasy w "zamkniętym" budynku można mieć złe przeczucia. Jeśli to nie był rabunek, to może ktoś włamał się tam, by zrobić krzywdę właścicielce? Same czarne scenariusze przychodziły jej do głowy.
Podeszła do jednego z okien, przyłożyła dłonie do szyby i zaczęła wysilać swoje oczka, żeby coś tam dostrzec. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
STOCKTON
avatar
Zwinęła się z ogniska chwilę po tym jak miała okazję zobaczyć zabitego miejscowego, oraz policjanta trzymającego się za twarz po której spływały strugi krwi. Wtedy nie docierało do niej co właściwie widzi. Owszem była w stanie powiedzieć co widziała. Krew. Dużo krwi. Martwego człowieka. Strzelającego policjanta. Rannego policjanta. Ale... To nie łączyło się w całość jeszcze bardzo długo.
Z pola kempingowego wróciła prosto do wynajmowanego pokoju, zamknęła się w nim na klucz i usiadła na łóżku. Dobrą godzinę spędziła ze zmarszczonym czołem patrząc się w okno, próbując zrozumieć co tam właściwie się stało. Ale jakoś nie rozumiała. Dopiero stojąc pod ciepłymi strugami prysznicowej wody dotarły do niej wszystkie fakty. Niepokój zalegający gdzieś w okolicy żołądka przeciągnął się ugniatając jej trzewia. Wtedy też postanowiła, że rano się wymelduje. Decyzję tą poparła jeszcze kiepsko przespana noc bo Alice budził albo ból mięśnia w udzie, albo jakieś hałasy na korytarzu.
Rano zwlekła się z łóżka, ogarnęła i spakowała. Na stołówce zjadła kawałek chleba z serem i wypiła ciepłą herbatę próbując przegnać niepokój. Nie pomogło. Zabrała rzeczy i poszła do recepcji tylko po to żeby zobaczyć dwie kobiety stojące pod oknem. Usłyszała zaniepokojone nawoływanie Sophie i podeszła bliżej. Skinęła im na powitanie głową.
- Zamknięte? - Spytała poprawiając torbę przewieszoną przez ramię. Nie była duża, w końcu nie miała ze sobą zbyt dużo rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Kuchnia była zamknięta, tak samo jak recepcja, więc nie było mowy o ciepłej herbatce i śniadanku na stołówce. Tak jakby nie tylko państwo Smith zaspali ale także kucharka, która zwykle wstawała najwcześniej ze wszystkich.

- Rabunek?
Powtórzyła za Rose, zwracając na nią spojrzenie. Zawsze myślała, że w Twain Harte ludzie nawet nie kradną, ale patrząc po wczorajszych wydarzeniach, wątpiła już nie tylko w to miejsce, ale także mieszkańców. Kto jednak chciałby grabić właścicieli?
- Do środka można wejść jeszcze przez kuchnię, ale widziałam, że też jest zamknięta.
Odpowiedziała kobiecie i odwróciła się na dźwięk pytania Alice. Popatrzyła na nią i kiwnęła głową, zastanawiając się, czy ktokolwiek widział właścicieli. Na pewno wrócili po ognisku do domu? Sophie spojrzała na torbę Alice, dotykając dłońmi pasków swego plecaka. Najwidoczniej obie miały ten sam pomysł.

Rosemarie zobaczyła tylko pusty salon, gdzie zwykle zbierali się wczasowicze, oczekując na zameldowanie lub wymeldowanie. Przy ścianie kontuar recepcji, naprzeciwko niej kanapa i stolik. Dalej schody, prowadzące na piętro i do mieszkania właścicieli.

- Słyszałyśmy hałas na piętrze. Ale nikt nie otwiera..
Dopowiedziała jeszcze Sophie, ponownie zadzierając głowę. Uchylone okno znajdowało się obok zielonego daszku, wybudowanego nad oknem na parterze. Tym samym przez które zaglądała Rosemarie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Morchenko na ognisku nie był jakoś długo, chociaż widział z daleka jakąś bójkę . Nie wtrącał się,  bo po co? Napił się piwa i wrócił ululany do swojego namiotu by zasnąć jak bóbr. Rano szybko się ubrał, zarzucił na plecy lekki plecak z tymi rzeczami, których nie chciałby stracić, a w namiocie to jest bardzo prawdopodobne, i poszedł do recepcji. Na śniadanie, oczywiście. Jakie było zdziwienie chłopa, kiedy trzy laski dobijały się do środka. 
- Zamknięte? - spytał,  stukając klapkami po schodach. - Jaja sobie robią? Może ktoś zachlał wczoraj na ognisku. - zarechotał .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
Rose spojrzała na Alice, potem na Sophie, a na końcu obróciła głowę w kierunku śmiejącego się mężczyzny, który do nich dołączył. Nie skomentowała jego słów, nie chciała być niemiła, a poza tym obawiała się, że to może zrodzić jakąś kłótnię, a to było chyba ostatnim, czego im było trzeba.
- Możemy się po tym wspiąć na daszek, a z daszku wejść oknem... tylko sama tam nie sięgnę. - spojrzała na mężczyznę, wahając się chwilę. - Możesz mnie podsadzić? Obawiamy się, że coś się tam stało. Słyszałyśmy hałas na piętrze, a jest zamknięte, nikt nie otwiera... coś musiało się stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t140-rosemarie-woodlight#748
STOCKTON
avatar
Słuchając ich wymiany słów zmarszczyła czoło.
- Ano. Zamknięte. - Odpowiedziała na pytanie mężczyzny, kolejne słowa już skierowała do towarzyszek. - Skoro kuchnia i recepcja są zamknięte a to jedyne dwa wejścia to włamywacz musiałby się dostać inaczej. -Skwitowała krótko.
Na propozycję Rose wzruszyła ramionami. Może mogłaby i spróbować ją podsadzić, ale nie wiedziała czy to dobry pomysł. Za to przyjrzała się oknom. Jeśli któreś było uchylone to można było przełożyć rękę przez nie i otworzyć sąsiednie. Nieraz sama tak robiła jako dziecko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Popatrzyła na Morchenko z pewną dozą politowania. Sama wolałaby teraz leczyć kaca niż martwić się państwem Smith. Ba, nawet oni mogliby teraz cierpieć katusze, byle tylko nie takie jak Joe i policjant bez nosa.
Słysząc Rose, aż zrobiła krok w tył i pokręciła głową. Oho, nie zamierzała się nigdzie wspinać, chociaż myśl nie była taka głupia.
- Wlazł oknem?
Rzuciła retorycznym pytaniem, głośno myśląc. Poczucie obowiązku nie pozwalało jej po prostu odejść, chociaż mogłaby zwiać, jak planowała. Ściągając plecak z ramion, rzuciła go pod balustradę werandy i oparła dłonie na biodrach.
- Jesteście pewni? - Popatrzyła na swych towarzyszy. Podchodziło to pod włamanie! - Jak wejdziesz, uważaj.. - Ostrzegła Rose, bo nie wiadomo kto był w środku - Otworzysz nam drzwi.
Najbliższe okna na parterze były pozamykane i nawet ich sprawdzenie, nie odkryłoby żadnego uchylenia. Można było jednak sprawdzić okna na tyłach. Zielony, spadzisty daszek, na szczęście nie był zbyt wysoko i po podsadzeniu, ktoś mógł się na niego wdrapać i dotrzeć do uchylonego okna. Uwaga na potknięcia!

Czas na odpisy 24 godziny. Brak kolejki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t51-npc-sophie-watson
Przestał się głupio uśmiechać, odchrząknął i spoważniał. 
- Wy tak na poważnie. - popatrzył po kobietach. Zastanawiał się czy może czasem wszystkie trzy nie dostały naraz okresu i nie świrują. Więc kim on był, żeby im się przeciwstawić? Jeszcze zamienią się w dzikie bestie i wydrapią mu oczy.
- Dobra, wskakuj. - złożył dłonie w koszyczek i ustawił się pod balkonem, żeby kobieta mogła się wspiąć.
Chociaż w sumie jemu też się to zaczęło wydawać podejrzane, że wszystko pozamykane i żadnej głupiej kartki na drzwiach nie wywiesili. Bo chyba wszyscy nagle zaspać nie mogli, nie? Znając życie to wytłumaczenie było pewnie całkiem naturalne, a te tutaj niepotrzebnie się przejmował! Ale weź chłopie rozmawiaj z trzema babami!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t82-dimitr-morchenko
STOCKTON
avatar
- Sprawdzę z tyłu. - Zakomunikowała reszcie.
Jeśli faktycznie ktoś się włamał to trzeba będzie zadzwonić na policję. Znowu. Chociaż po wczorajszych wydarzeniach z ogniska jakość miejscowa władza nie wzbudzała jej sympatii.
Poprawiła torbę na ramieniu i żwawym krokiem ruszyła wzdłuż ściany budynku kierując się na jego tył. Dalej, szukała jakiś oznak, że ktoś chciał się włamać do recepcji ośrodka.
Zrobiła to, bo nie chciała siedzieć w miejscu i czekać. Owszem mogłaby zamiast Rosemarie wspiąć się na daszek... Ale nie, pewnie wpadłaby w panikę. Jako dziecko nie miała lęku wysokości, dopóki nie spadła z drzewa i od tamtej chwili trzymał jej się jak głupi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://the-leftovers.forum.st/t108-alice-mcsnow
Gość
Gość
Kiedy Jackie kładła się wieczorem do łóżka, spodziewała się że nigdy nie zaśnie. Ciągle kiedy zamykała oczy widziała tego mężczyznę żującego surowe, ludzkie mięso. To chyba było nawet gorsze od tego, że chwilę potem już nie żył. To się jakoś nie mieściło w głowie Jackie. Nie je się ludzkiego mięsa i już. Po prostu nie.
A chyba jeszcze gorsze było to, że wydawał się taki nieobecny. Jakby to, że właśnie je nos innego człowieka nie miało żadnego znaczenia, jakby nawet tego nie zauważył. Jakby odciął się od wszystkiego. Jakby miał bardzo wysoką gorączkę.
Może to była tylko bujna wyobraźnia Jackie, ale to naprawdę wydawało się podejrzane. No dobra, może ludzie z gorączką raczej nie wychodzą na ulicę i nie jedzą innych ludzi, no ale przecież chyba istnieją jakieś choroby, które wpływają na zachowanie. W końcu wścieklizna musiała skądś wziąć swoją nazwę, tak?
Wszystko zdawało się zgadzać - jakieś nieznane epidemie, zanieczyszczenia środowiska, ci zastrzeleni ludzie w innych miastach... Był tylko jeden haczyk: skoro Jackie to zauważyła, to czemu dorośli lekarze nie mieliby tego zauważyć? Pewnie zrobili badania i wyszło że to nie ma ze sobą nic wspólnego, to po prostu zbieg okoliczności. Mimo wszystko, dziewczyna jakoś nie mogła się przekonać do tego, że wszystko jest w porządku. Może to wina jakiegoś szoku czy coś.
Tak czy inaczej, Jackie postanowiła, że chociaż sprawdzi wiadomości. Problem w tym, że miała koszmarny internet, ale z tego co pamiętała, w recepcji był lepszy. Chciała usiąść na którejś z kanap w salonie i zabrać się za przeglądanie newsów, ale jej oczom ukazał się niecodzienny widok.
Jakiś pan podsadzał jakąś panią na balkon, a jakaś inna pani chyba miała zamiar iść na obchód. A na dodatek pani ratownik sobie stała i patrzyła.
Jackie osłupiała. Miała dzwonić na policje? Tyle że to chyba nie byli włamywacze. Wyglądali jakoś zbyt... nieudolnie. 
- Przepraszam... Co państwo robicie? - Może to było głupie pytanie, ale jedyne które jej przyszło do głowy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Budynek recepcji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Antidotum - wydanie urodzinowe #5
» Budynek mieszkalny C, 5 piętro, apartament 5-2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Don't look back. :: Ośrodek Wildwood Inn-